Bohaterem dzisiejszego posta jest najnowszy róż firmy W7, który wzbudził spore zainteresowanie pokazany w nowościach - The Honey Queen Honeycomb Blusher.
Opakowanie standardowe dla produktów marki W7, czyli kolorowy kartonik o niezłej trwałości.
Wewnątrz jak zawsze bardzo miękki pędzelek w plastikowej osłonce, którym niestety nie potrafię się malować :( na plastikowej półeczce, a pod nią jeszcze jedna folia, która zabezpiecza sam róż. Zaraz po zrobieniu zdjęć cały ten plastik wylądował w odpowiednim worku na śmieci ;)
Mój egzemplarz kupiłam w sklepie Minti za zawrotną kwotę 12,90zł za 8g produktu. Czyli tyle, co Africa, natomiast bronzer ma tylko 6g...
Wzór różu nawiązuje do nazwy i przypomina kolorowy plaster miodu. Widać w nim 4 kolory oparte na różu i pomarańczu.
Za nic nie potrafiłam mu zrobić zdjęcia na ręce... Na samej górze są poszczególne kolory pojedynczo, w środku zmieszane, a na dole jego starszy brat, czyli Africa.
W rzeczywistości kolor to delikatna brzoskwinia, z nutą pastelowego różu, całość o wykończeniu satynowym. Kolor idealny dla jasnych karnacji, ale też ciemniejszych w celu rozświetlenia. U mnie sprawdza się idealnie i w zależności od światła widać jego łagodny kolor, albo sam glow. Moim zdaniem jest to brzoskwiniowy odpowiednik Africa i na pewno nie można sobie nim zrobić krzywdy, za to można uzyskać efekt rozświetlenia, ożywienia i rozpromienienia cery, a wszystko w sposób bardzo naturalny i nie nachalny.
Czy polecam? Zdecydowanie! Mnie bardzo podobają się zarówno kolor jak i jego wykończenie, a do tego ma bardzo przyjemną cenę, więc wątpię, że ktokolwiek byłby rozczarowany :)
Jak Wam się podoba?




