Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paleta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paleta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 listopada 2015

Szału nie ma czyli Zoeva En Taupe

No cześć!

Dawno mnie nie było, ale dziś nie o tym ;) 
To, co ściągnęło mnie na bloga to lekki foch na markę Zoeva. Po prostu muszę się wyżalić! ;)
Słowem wstępu - można pominąć: 
Absolutnie i bezwarunkowo uwielbiałam palety cieni tej marki. Moją pierwszą była Smoky, którą nadal uważam za najlepszą. Kolejne były - Naturally Yours oraz Rodeo Belle i obie bardzo lubię, chociaż tą pierwszą ze względu na uniwersalność bardziej. Dalej była Rose Golden, która z jednej strony jest piękna, z drugiej samodzielnie bezużyteczna. W między czasie odpuściłam sobie Cocoa Blend, bo kolory nie moje i matów mało. Ah! zapomniałam wspomnieć, że to, co najbardziej lubię w paletach Zoeva to maty. Cienie błyszczące czy opalizujące oczywiście są przepiękne, ale to na matach opiera się większość moich makijaży i to na nich zależy mi najbardziej. 
A teraz już wracam do tematu, czyli mojej opinii o najnowszym produkcie Zoeva - palecie En Taupe.
 

Zarówno zdjęcia palety jak i swatche marki Zoeva w sieci wyglądają niesamowicie i bardzo obiecująco. Tonacja utrzymana w przewodnim motywie taupe - przygaszone brązy, szarości, fiolety - piękne i nieoczywiste. 


W palecie znalazły się aż 4 cienie matowe, jeden mat z brokatem, 3 błyszczące i 2 opalizujące. Zestaw w sumie idealny. Problem zaczyna się jednak przy ich pigmentacji, a przy łączeniu i rozcieraniu wcale nie jest lepiej.


Stitch By Stitch - matowy beż, niezbyt jasny, dobrze napigmentowany, neutralny.


Handmade - piękny odcień pastelowej brzoskwini opalizujący na złoto. Jest nieźle napigmentowany, ale niezbyt intensywny. Najlepszy efekt daje przy bezpośrednim świetle, a o to na powiece zwykle niełatwo.


Gallery - fioletowo - szary mat, bardzo delikatny, na swatchu nałożony kilkoma warstwami.


Hour By Hour - kolejny delikatny mat, tym razem bardziej różowy i podobnie jak poprzednik nie grzeszy pigmentacją. Do swatchy również nałożyłam go kilkoma warstwami. 


Old Master - jeden z lepszych cieni w tej palecie. Zimny fiolet z złotymi drobinkami. Mocna pigmentacja, piękny kolor, a do tego świetnie współpracuje.


Spun Pearl - zupełnie nie mój odcień - zimny, srebrno - biały, błyszczący. Lekko się osypuje, a najlepiej wygląda po porządnym roztarciu.


Sheers & Voiles - kolejny piękny duochrom i jedno z większych rozczarowań. Cień jest cudowny - stare srebro opalizujące na róż, ale w praktyce jest tak delikatny, że ciężko nim uzyskać zadowalający efekt. W sumie jakikolwiek efekt. Do swatchy nakładałam go kilka razy, a bez dobrego światła i tak w ogóle go nie widać.


Outline - chyba najlepiej napigmentowany cień w całej palecie. Błyszczący brąz z odrobiną złotej poświaty. Można nim samym stworzyć prawie cały makijaż oka i w sumie w ten sposób sprawdza się najlepiej. Po złączeniu z innymi kolorami mocno się zatraca.


Wrapped in Silk - dla mnie to typowy błyszczący toupe. Podobnie jak poprzednikiem i nim można stworzyć cały makijaż oka, ale niestety jego pigmentacja jest słabsza i bardzo ginie przy rozcieraniu, nie wspominając o kontakcie z innym kolorem. Na zdjęciach jest nałożony kilka razy.


Exquisite - największe rozczarowanie En Taupe... Piękny matowy przybrudzony burgund, który ma żałosną pigmentację i zupełnie znika na powiece. Można go dokładać i dokładać, a po najmniejszym roztarciu i tak nie ma po nim śladu... Do swatchy nałożyłam kilka porządnych warstw.


Na zdjęciach chciałam Wam pokazać rzeczywiste kolory, więc większość cieni nałożona jest kilkoma warstwami, o czym wspomniałam wyżej. Nałożone na powiekę pędzlem mocno giną nawet przy mokrej bazie.


Podsumowując największym rozczarowaniem jest pigmentacja, ale to niestety nie koniec. Cienie utrzymane są w podobnej kolorystyce, co z jednej strony jest plusem, a z drugiem dużym problemem. Paleta używana solo mocno się zlewa. Po nałożeniu i roztarciu z kilku kolorów robi się jedna niewyraźna plama. Trochę mi tym przypomina Rose Golden. Obie palety są piękne, ale tylko jako dodatek do makijażu.

Na koniec chcę Wam pokazać małe porównanie z cieniami z palety Smoky. Do zdjęcia dorzuciłam widoczny niżej Dust & Memories oraz ucięty Smoku Wishes. 


Oba po jednej, bardzo delikatnej! warstwie obok intensywnie stopniowanego Exquisit. Jest różnica, prawda?

  
Rozumiem, że wielu osobom ta paleta bardzo się podoba i potrafię to zrozumieć, jeśli ktoś lubi delikatne dzienne makijaże, zwłaszcza jednym kolorem. Uważam jednak, że mocne kolory również pozawalają na stworzenie czegoś delikatnego, ale dają też możliwość zabawy kolorem. Natomiast te?, no cóż ;) 

A jakie jest Wasze zdanie na jej temat? Macie? Kusi? A może wolicie poprzedników? 

wtorek, 4 lutego 2014

Sleek Garden of Eden

Wciąż odwlekam post o kosmetykach, które najczęściej używałam w styczniu, ale znów pojawił się temat bardziej naglący ;) Przez cały dzień fantastycznie świeciło słońce więc postanowiłam to wykorzystać i w końcu zrobić swatche palety Sleek Garden of Eden. W sumie dobrze wyszło, że trochę zwlekałam, bo dzięki temu pokażę Wam też kilka makijaży, które nią wykonałam w ostatnim czasie. Zapraszam na prezentację.

Klasyczne opakowanie - palet mam dopiero 4, a już mi się mylą ;)

Używam jej codziennie odkąd do mnie przyszła więc całkiem nieźle poznałam zawartość najnowszej czarnej kasetki. Post obrazkowy, bo przecież to Wszystkich interesuje najbardziej ;)

W paletce mamy jak zawsze 12 cieni o pasujących do tematu nazwach. Mamy tu 3 maty, 2 maty z brokatem, 7 cieni satynowo - perłowych. Dla mnie to jeszcze satyna, ale kto wie? ;)

Sama paletka w różnym świetle

Krótki opis cieni od górnego rzędu od lewej strony, a potem tak samo dolny:
Gates of Eden - satynowa, pigmentacja 3/5
Eve's Kiss - kolejna satyna i mój ulubieniec. Pigmentacja 4/5
Paradise on Earth - satyna, pigmantacja 5/5
Python - satyna, pigmentacja 5/5
Forbidden - mat ze złotym brokatem, piękny mój kolor, ale pigmentacja 2/5
Flora - mat, pigmentacja 5/5
Entwined - mat ze złotym brokatem, i jak u poprzednika fajny kolorek, ale słaba pigmentacja 2/5
Adam's Apple - mat i najsłabszy cień w palecie. Pigmentacja 1/5, nałożyłam kilka warstw do zdjęć, a i baza niewiele pomaga
Fig - satyna, ze względu na jasny kolor pigmentacja 3/5
Evergreen - satyna, pigmentacja 4/5
Fauna - satyna, pigmentacja 5/5
Tree of Life - mat, pigmentacja 5/5 - to taka standardowa czerń, ale zielona. Fantastyczna pigmentacja, idealna do kresek

Zdjęcia bez bezpośredniego światła:

Zdjęcia w cieniu, przy dobrym dziennym świetle

I przy oknie:

Bezpośrednio w słońcu

Jestem z tej palety bardzo zadowolona. Najczęściej używam fioletów, które tak do końca fioletami nie są, czyli: Eve's Kiss, Paradise on Earth oraz Forbidden. Wszystkie świetnie wyglądają z moim ulubionym MACzkiem Stormy pink, w roli cienia bazowego. Fig, Evergreen i  Fauna najczęściej używam na dolną powiekę, natomiast jeżeli decyduję się na zieleń na górnej powiece, to Tree of Life służy roztarty jako kreska, albo z pomocą Duraline jak liner.
Najsłabszy cień to na pewno jasna matowa zieleń Adam's Apple. Nakładam go kilka warstw, żeby w ogóle był widoczny na powiece, a to wszystko oczywiście na bazie. 

Trwałość jak zawsze u mnie bez zarzutu - z bazą (inaczej cieni nie używam) cały dzień, aż do demakijażu. Łatwo się aplikują, lekko pylą, ale dobrze nabrane na pędzelek nie zostawiają mi nic pod okiem. Dobrze się rozcierają i współpracują ze sobą. Kupiłam ją ze względu na 4 środkowe cienie z górnego rzędu i ładne odcienie zieleni, której jednak miałam nie używać, ale cała sprawdza się bardzo dobrze.

To jeszcze kilka makijaży, które w ostatnim czasie wykonałam z jej użyciem.

Pierwszy, z zielenią na górnej powiece i fioletem na dolnej. Polubiłam, ale z rzęsami

Odwrotnie niż w poprzednim, górna powieka - love

Na górnej powiece brązy z Au Natural i zieleń na dolnej, bardzo mojo

Podsumowując, to bardzo fajna paleta, nie tylko dla fanek zieleni. Sama chociaż byłam sceptyczna, dzięki niej odkryłam, że ten kolor faktycznie ładnie podbija moją tęczówkę, a fiolety są absolutnie piękne i bardzo moje. Co ciekawe w tym samym czasie kupiłam wymarzoną Vintage Romance i codziennie ją otwieram, podziwiam i odkładam, żeby nacieszyć i popracować z tą. Nie spodziewałabym się tego ;)

Jak Wam się podoba nowość od Sleek? Macie już, albo zamierzacie kupić, czy Was nie porwała?