Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Bourjois Bronzing Primer

Zaraz po przyjeździe do Francji a minęły już 4 tygodnie! pokazywałam Wam pierwsze wcale nie takie małe zakupy. Od tego czasu regularnie używałam większości produktów i dziś nadeszła pora, żeby przedstawić my precious, jakim stała się baza brązująca marki Bourjois, która była na mojej chciejliście już od bardzo dawna.
Przy okazji przyznam się, że uwielbiam brązery! i chociaż używam ich dopiero od ponad roku, to jest to jeden z moich ulubionych kosmetyków :)


Bronzing primer jest z założenia bazą, którą możemy stosować na całą twarz, ale ja używam jej tylko jako bronzera do konturowania i ocieplenia cery. W porządnym plastikowym opakowaniu utrzymanym w stylistyce charakterystycznej dla linii brązującej Bourjois otrzymujemy 18ml produktu w postaci musu, trochę przypominającego piankę. Jego cena oscyluje w okolicy 12€ i z tego co wiem, nie jest on dostępny w Polsce.


Podobnie jak większość użytkowniczek używam Primer'a jako kremowego produktu do konturowania twarzy i chociaż jest to mój pierwszy kosmetyk tego typu, to jestem z niego bardzo zadowolona. Nakładam go zawsze na podkład, przez przypudrowaniem, które moim zdaniem jest konieczne - w przeciwnym wypadku baza jest bardzo plastyczna i w każdej chwili można ją przez przypadek zetrzeć. 


Aplikacja bazy jest bardzo prosta, o ile miałyście już kontakt z produktami kremowymi, w przeciwnym razie dobrze jest użyć ją po raz pierwszy gdy macie więcej czasu na zabawę i próby. Sama aplikuję ją Beauty Blenderem którego drugą stroną nałożyłam wcześniej podkład lub pędzlami przeznaczonymi do podkładów, najlepiej typu duo fiber. Ze względu na bardzo miękką i delikatną konsystencję zawsze przed nałożeniem jej na twarz dotykałam pędzlem wierzchu dłoni, żeby ściągnąć z niego nadmiar produktu, a tym samym ułatwić rozcieranie.


Baza / brązer bardzo dobrze się aplikuje i rozciera również ściera jeśli przesadzimy, a efekt można stopniować. Pigmentacja, podobnie jak podatność na blendowanie, są niewątpliwymi plusami, dzięki czemu łatwo o delikatny i  naturalny efekt - bez plam i nierówności w kolorze. Najlepszym określeniem dla wykończenia jest naturalność. Nie ma tu drobinek ani jako takiego rozświetlenia w ogóle, ale nie jest to też mat, czy po prostu satyna. Jeżeli nałożę ją z umiarem i sprawnie rozetrę, to efekt jest właśnie naturalny, a ingerencja kosmetyku niezauważalna.


Bronzing Primer'a używałam z różnymi podkładami - zarówno tymi nawilżającymi / rozświetlającymi, zastygającymi tylu long lasting, jak i z podkładem mineralnym i w każdym przypadku produkty dobrze ze sobą współpracowały. Idealnie też współpracuje z płynnym rozświetlaczem i taki zestaw obecnie regularnie gości na moich policzkach. Nie mam problemów z nałożeniem, roztarciem ani trwałością konturowania, która zależała wyłącznie od duetu podkład + puder. Sama baza po przypudrowaniu nie ścierała się ani nie traciła na intensywności przez cały czas noszenia makijażu.

I teraz widzę, że zdjęcia zrobiłam przed wykonturowaniem całej twarzy,
więc brązer mam tylko pod kością policzkową... ;)

Sam kolor jest... taki jak widzicie na zdjęciach ;) Moim zdaniem jest bardzo naturalny i uniwersalny, chociaż oczywiście daleko mu do sinego różu Taupe z NYX ale któremu produktowi nie jest?. Produkt Bourjois jest bazą pod makijaż do całej twarzy, która ma dawać efekt lekkiej naturalnej opalenizny, więc nie ma co oczekiwać typowo zimnych szarych odcieni. Dla mnie jest to lekko ciepły brąz, który z pewnością sprawdzi się do jasnych i średnich karnacji, ale na zimnych może wyglądać pomarańczowo. U mnie dobrze się sprawdza do konturowania i wydaje mi się, że wygląda to bardzo dobrze, a przede wszystkim naturalnie, ale to Wy musicie ocenić ;)

Na koniec jedno w ciepłym świetle
z mokrymi włosami i przymulonymi oczami ;)

Podsumowując nie jest to produkt dla każdego, bo kremowa formuła może odstraszać, ale moim zdaniem jest ona na lato lepsza niż wszelkie suche konsystencje. Sam Bronzing Primer jest świetnym produktem, który polecam każdemu, kto ma ochotę spróbować takiej formuły i nie tylko. Jak mogłyście zauważyć w recenzji przeważa słowo naturalność i jest ono najlepszym podsumowaniem.
Nawiązując jeszcze do bardzo popularnego bronzera tego typu od Chanel - ja i moja ciekawość jesteśmy zaspokojone i chociaż bardzo polubiłam ten produkt, to na razie nie czuję potrzeby na więcej i Bourjois w zupełności mi wystarcza. Oczywiście gdy zrezygnowałam z Chanel to zaprzyjaźniłam się z brązerem od Clarins, ale o tym już niedługo ;)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

MIYO Sun Kissed - matowy puder brązujący - ideał?

No właśnie ideał? Na pewno nie dla mnie, chociaż mogę zrozumieć, dlaczego jest lubiany. Jeżeli jesteście ciekawe szczegółów, to zapraszam dalej :)


Opakowanie całkiem solidne, zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę. Wygodne, sprawnie działające, wielkości drogeryjnych pudrów do twarzy, jak na przykład Rimmel Stay Matte. 
Cena 10zł za 10g produktu wyprodukowanego na terenie Unii Europejskiej.
Dostępność - podobno w niektórych Hebe jest szafa MIYO, ale ja takowej nie widziałam. Poza tym oczywiście internet, a mój pochodzi ze sklepu Ladymakeup.


Kolor to neutralny, jasny brąz, który rzeczywiście nadaje się do konturowania. Zgadzam się, że jest odpowiedni do jasnych karnacji, ale sprawdzi się też przy średnich gdy nałożymy go odpowiednio dużo. Dla mnie jest odrobinę jaśniejszą wersją bronzera Honolulu.


Mat to kwestia dyskusyjna. Na początku używania i na zdjęciach rzeczywiście jest matowy, ale po około 2 tygodniach widzę w nim drobny brokat... No ejj... Po co? Niestety nie umiem uchwycić go aparatem nawet w pełnym słońcu, ale widzę go za każdym razem gdy otwieram opakowanie...


Kolejną absurdalną kwestią jest zapach, który mi przypomina perfumy z lat 90'. Nie czuję go po nałożeniu na twarz, ale rzuca się w nos za każdym razem gdy otworzę wieczko. Może się to wydawać błahostką, ale jest na tyle intensywny, że za każdym razem zwracam na niego uwagę i zwyczajnie mi przeszkadza.


Konsystencja jest trochę sucha, miękka i lekko pyląca, co widać na palcu i dalej na ręce. Jednak nakładany dużym jajeczkiem od RT daje radę i nie sprawia problemów. Ładnie się rozciera i nie tworzy plam.


Niby w sumie jest ok, ale prawdę mówiąc nie lubię go. To co przeszkadza mi w nim najbardziej to zapach, ale widzę też różnicę w jakości makijażu w porównaniu z bronzerem W7. Po Honolulu twarz jest ładnie wykonturowana, delikatnie ocieplona i naturalna, a przy MIYO, chociaż jest jaśniejszy, mam wrażenie, że jestem ciemna (sina, brudna) i coś jest nie tak. Na mojej twarzy słabo też wygląda przy gorszym oświetleniu, bo zwyczajnie ginie. Trwałość jest OK. Znika w ciągu dnia, ale równomiernie i nie tworzy plam.


Obiektywnie muszę powiedzieć, że jest OK, bo w sumie to całkiem dobry produkt. Krzywdy sobie nim zrobić nie można, kolor jest odpowiedni do konturowania, zwłaszcza dla jasnej cery. Cena bardzo przyjemna, aplikacja przy odpowiednim pędzlu też na plus. 
Subiektywnie używam go czasami tylko dlatego, że go mam i zdecydowanie wolę mój Honolulu i oczywiście NYX. 
Dlatego jeśli możecie go kupić przy okazji to polecam spróbować, ale nie wydaje mi się, żeby warto było za nim gonić :)

A co Wy o nim myślicie?

wtorek, 11 marca 2014

Rival de Loop Terra Powder 02 Golden Sun

Dziś kolejny produkt z mojej niemieckiej kosmetyczki, o którym bardzo chcę Wam powiedzieć kilka słów. Tym razem kosmetyk kolorowy, których kilka tu mam i jeżeli przywożę coś z Polski, to tylko moje aktualne must have i ulubieńce. Tym razem wzięłam tylko BB, ale o nim niedługo będzie osobny post. Produkt o którym chcę Wam dziś napisać, to bronzer Rossmannowej marki Rival de Loop Terra Powder w kolorze 02 golden sun. 

Zdjęcia małe, bo robione kamerą, więc jakość jest za słaba na powiększenie ;)

Kupiłam go mniej więcej rok temu, gdy zaczęła się moja faza na bronzery. Szukałam czegoś matowego, łatwego w obsłudze i przede wszystkim w idealnym kolorze. Przejrzałam praktycznie wszystkie bronzery dostępne w niemieckich drogeriach i w sumie z zaskoczeniem zdecydowałam się na ten produkt. 


Kupić go można tylko w Rossmannie, nie wiem czy również w polskim, w cenie około 3euro za kasetkę mieszczącą 9,5g produktu. Długo się zastanawiałam, czy w ogóle o nim pisać, ze względu na dostępność, ale prawdę mówiąc jest wart notki ;) 


Kolor, czyli największy problem przy wyborze bronzerów. Od razu mogę powiedzieć, że nie jest to zimny, neutralny siny brąz jak w NYX Taupe, bez odrobiny pomarańczy. Może nie ma w nim oczywistej pomarańczki, ale jest lekko ciepły, co mi bardzo z resztą pasuje. Za to jest mat. Jak mu się przyjrzeć pod słońce, to w opakowaniu widać trochę maleńkich drobinek brokatu, ale na twarzy jest już czysty mat. 


Zatem dlaczego jest wart pokazania? Bo to bardzo fajny produkt, a do tego w śmiesznej cenie. Kolor może się podobać lub nie, ale dalej jest już tylko lepiej :) Idealnie się sprawdzi na bardzo jasnych cerach. Obecnie używam go na kremie BB, przy którym moja cera ma bardzo jasny kolor. Efekt można stopniować, chociaż trudno przesadzić, bo produkt fantastycznie się rozciera. Można go nałożyć odrobinę jednym pociągnięciem pędzla od ucha w kierunku ust i odrobinę rozetrzeć, a uzyskamy świetny, naturalny efekt. 

Opakowanie jest średnie, ale nieźle się trzyma. Sam bronzer może odrobinę się sypać przy użyciu twardego pędzla, ale nie na tyle, żeby był z tym problem. Trwałość w porządku - jeżeli nie dotykam twarzy, to wytrzymuje większość dnia, a jeśli schodzi to bardzo delikatnie i równo. 


Gotowy makijaż, chociaż widzę, że bez brwi ;) 1. jedna warstwa Terra Powder, 2. dołożony produkt, 3. roztarty i wykonturowana cała twarz. I wcale tak nie błyszczę, to znów kwestia kamery ;)
Zatem dla mnie to bardzo fajny produkt, który chciałam Wam pokazać, bo bardzo dobrze się sprawdza przy jasnej cerze. Aplikacja jest bardzo prosta, a efekt naturalny, więc ja nie potrzebuję więcej :) 

Moja ocena 5
gdzie 1 - porażka, 6 - hit

Dzióbek musi być ;)

Przy okazji pokażę Wam moje dwie nowe szminki, którymi jestem bardziej i mniej zachwycona, ale obie kupiły mnie kolorem. Dziś tylko pojedyncze zdjęcia, bo nie mam aparatu, a kamera koszmarnie przekłamuje kolor i z różu, a nawet fioletu potrafi wyciągnąć pomarańcz ;) Jak tylko wrócę to z pewnością pokażę Wam je z bliska, bo już od dawna nie mogę się doczekać ;)


http://kosmetyczka-inzynierki.blogspot.de/2014/03/szybkie-mae-i-rozdanie-z-niemiec.html

poniedziałek, 17 lutego 2014

NYX blush Taupe recenzja i reszta kolorów z policzka ;)

Głównym bohaterem dzisiejszego posta jest produkt, za którym długo się uganiałam, a jak na złość nigdzie go nie było. W związku z tym, gdy w końcu udało mi się go zamówić, oczekiwania były już bardzo duże. Czy sprostał? O tym dalej ;) A bohaterem tym jest NYX Blush, w kolorze taupe.


Od ponad miesiąca używam go codziennie, do każdego makijażu i stał się w tym czasie absolutnym niezbędnikiem. Myślę, że po takim czasie i częstotliwości używania najwyższy czas na recenzję. 

Gdzie i za ile
I tu jest problem. Teoretycznie na cocolita.pl, ale z tego co widziałam, to krótko po tym jak zamówiłam mój egzemplarz, już go nie było. Nadal teoretycznie na Allegro, ale rzadko się tam pojawia. W praktyce ebay i sklep NYX w Warszawie, ale tam jest znacznie droższy. 
Cena różna, ale waha się w okolicach 30zł za 4g produktu.

Na dłoni prawie niewidoczny, pierwszy z lewej strony, dalej róż W7 Africa, rozświetlacz theBalm Mary - Lou Manizer i bronzer W7 Honolulu

Zacznijmy od krótkiego opisu. Marka określiła go jako róż i w tej linii jest dostępny, jednak uważany jest za bronzer. Wyjątkowy jest jego kolor - taupe. Siny, zimny, brąz bez pomarańczu, czerwieni, z odrobiną brudnego różu. Oczywiście matowy. Nie jest to produkt w typie bronzera z e.l.f., o którym pisałam TU. Nie uzyskamy nim efektu opalenizny i ocieplenia cery, a jedynie naturalny cień. Dlatego idealny jest do konturowania.

Etapy konturowania

Myślę, że najlepiej będzie go pokazać w akcji. Na powyższym zdjęci w lewym górnym rogu widać gotowy makijaż z nagimi policzkami. Na zdjęciu obok z samym taupe. Lewy dolny róg to zdjęcie z dołożonym różem, a na ostatnim mam też rozświetlacz. Na koniec wykonturowałam resztę twarzy bronzerem Honolulu, ale o tym dalej ;)

Sam NYX - mój basic

Nie wyobrażam sobie makijażu bez bronzera NYX taupe. Pięknie podkreśla kości policzkowe, a jeśli te nie są wyraźne, to pozwala je stworzyć. Nałożony w okolice nosa ładnie wysmukla. 
Najczęstszy zarzut jaki pojawia się pod jego adresem, to że nadaje się wyłącznie do bardzo jasnych cer. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Mojej karnacji daleko do Śnieżki, a spisuje się idealnie. Jest widoczny i ładnie zgrywa się z odcieniem, chociaż jest ciepły. Ale to jeszcze nic. Wypróbowałam go na mamie, która ma znacznie ciemniejszy odcień i wyglądał idealnie! Fakt, trzeba wtedy dołożyć kilka warstw, ale efekt jest niesamowity.
Jeszcze raz wrzucę Wam zdjęcie z Makijażu po Polsku. Po lewej makijaż z samym różem, po prawej z NYXem i rozświetlaczem.

Makijaż po Polski, po prawej efekt NYX
Istotny jest pędzel. NYX jest twardy, mocno zbity i miękkim pędzlem trzeba się długo bawić. U mnie najlepiej sprawdza się z małym jajeczkiem od Real Techniqes. Nanosi się na twarz bez problemu i precyzyjnie rozciera.

Z różem

Po nałożeniu NYX pod kość policzkową dokładam odrobinę różu W7 Africa na jabłuszka za pomocą miękkiego pędzla Hakuro H24. Efekt jest subtelny, a twarz ożywiona. 

Z rozświetlaczem

Dalej nakładam rozświetlacz Mary - Lou Manizer z theBalm na szczyty kości policzkowych, grzbiet nosa i odrobinę nad środek górnej wargi. Od samego początku używam do niego wyłącznie pędzla z zestawu Duo Fiber Real Techniques. Przygotowałam już zdjęcia do posta o tym zestawie i miałam trochę ponarzekać, ale dziś, przy robieniu swatchy i pierwszym dotknięciu rozświetlacza palcem doceniłam te pędzle i efekt jaki pozwalają uzyskać. Totalnie mnie kupiły.

Wykończony bronzerem
 
Makijaż twarzy wykańczam bronzerem Honolulu od W7. Przy użyciu największego pędzla z wspomnianego zestawu delikatnie omiatam czoło przy linii włosów, podbródek i policzki rysując trójkę. Chociaż ten produkt również uznawany jest za idealny do konturowania, to jednak ładnie ociepla moją twarz i dodaje koloru i trójwymiaru, a przy tym jest matowy.
Żeby lepiej pokazać Wam efekt, jaki uzyskuję pobawiłam się trochę kontrastem, który uwydatnił kolory i efekt. 

Całość z rosnącym kontrastem

Podsumowując bronzer NYX:
+ kolor - idealny do konturowania
+ odcień odpowiedni do cer ciepłych i zimnych
+ idealny do jasnych cer, ale przy kilku warstwach świetnie się sprawdza też dla ciemniejszych
+ nie osypuje się
+ pozwala uzyskać naturalny efekt cienia
+ kolor można stopniować i dobrze się rozciera
+ długo się utrzymuje, nie blednie, nie znika w ciągu dnia
+ świetna wydajność- na powyższych zdjęciach widać go po mocnej eksploatacji przez ponad miesiąc
+ solidne, proste, ale zgrabne opakowanie
+ całkiem przyjemna cena

+/- jest mocno zbity i przy miękkim pędzlu trzeba się namachać
- dostępność, z tą niestety ciężko :(

Gorąco Wam go polecam! 

Czego Wy używacie do konturowania?
Ponieważ jestem w trakcie kompletowania koszyka z zamówieniem, a ten produkt obecnie jest  dostępny, a sama szczerze go polecam i zachwalam, to zastanawiałam się nad zamówieniem jednego dla Was. Jesteście zainteresowane?

czwartek, 6 lutego 2014

Prawie jak pierwsi ulubieńcy czyli najczęściej używane w styczniu

Zabierałam się do tego posta jak pies do jeża, a sama nie wiem dlaczego. W końcu postawiłam warunek nie ma posta, nie ma spania, co jest świetnym wytłumaczeniem, żeby moje włosy mogły w końcu całkiem wyschnąć przed spaniem ;)*

Najczęściej używani w styczniu 

Bardzo lubię posty z podsumowaniami i ulubieńcami, ale ten nie jest całkiem taki. Gdybym miała określić styczeń pod względem kosmetycznym, to na pewno byłyby to zakupy i nowości. Dlatego też w tym miesiącu skupiłam się na testowaniu nowych zabawek oraz wykończaniu starych. Ulubione kosmetyki poszły na bok, a ja wiele się uczyłam, również pierwszy raz z filmików na youtube.

Zapraszam do krótkiej prezentacji kosmetyków, które najczęściej używałam w styczniu 2014. 
Pielęgnacji nie uwzględniam, bo ta u mnie jest raczej stała i zrobię na ten temat osobnego posta :) Zwłaszcza, że jest kilka hitów!


Na pierwszy ogień idą produkty do twarzy. Świetny kosmetyk, za którym nie szaleje, ale zawsze używam, to Dermacol Make - up cover, w roli korektora. Rano po chleb zdarzało mi się stosować tylko jego, w komplecie z pudrem i różem i zaskoczona przyznaję, że podoba mi się takie rozwiązanie raz na jakiś czas. W tym zestawieniu korektor znalazł się ze względu na idealnie dobrany pędzelek, o którym dalej.
Podkłady przewinęły się różne, ale postanowiłam wykończyć żelową wersję Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation w odcieniu 200. Najlepiej nam się pracuje wiosną i latem, ale była resztka, więc chciałam go zużyć i to po niego sięgałam najczęściej.
Pierwsza część miesiąca należała do pudru e.l.f. Complexion Perfection. Nie zachwyca mnie, ale że leżał w szufladzie zaniedbany, to postanowiłam się nim zająć ;) Później przyszedł Puder bambusowy z Biochemii Urody i to nim bawię się do tej pory. Byłby to bez wątpienia ulubieniec.
Teraz produkty na nowo odkryte, czyli bronzery i rozświetlacz. NYX blush w kolorze taupe to też nowość, a więcej o nim TU. Fantastyczny produkt, którego używam non stop i na pewno napiszę o nim więcej. Dalej był bronzer e.l.f. Warm bronzer, którym opalam całą twarz, czego wcześniej nie umiałam, a efekt niezmiennie mnie zachwyca. Osobny post na jego temat o TU. W każdym makijażu towarzyszył mi rozświetlacz z Bourjois Touche Illuminatrice, z serii popularnych róży, w kolorze 96 Rose Universel. 


Usta opanowały również dwie nowości. Pierwsza to pomadka z Maybelline w bardzo moim kolorze 220 Lust for blush, a druga to jej odpowiednik z Loreal Color Riche Balm 819 Carmel Comfort. Obie nie wykazują na moich ustach właściwości pielęgnacyjnych czy ochronnych, ale też nie szkodzą, a pięknie wyglądają. Szminki poszły na bok, chociaż zawsze wracałam do nich w chłodniejszych miesiącach
.
Kolejny powód nazwania posta najczęściej używanymi, a nie ulubieńcami, to paleta Sleek Au naturel. Zamówiłam ją, bo spodobały mi się matowe i naturalne kolory. Niestety to, co u innych mnie zachwyca, u mnie nie zawsze się sprawdza i tak było tym razem. Cienie może i zgrabne, ale jednak nie całkiem moje. Miałam też problem aplikacją i rozcieraniem matów. Z tego powodu też, odkąd ją dostałam była stałym elementem mojego makijażu, aż nie przyszły kolejne, najnowsze paletki ;) Po tym czasie muszę przyznać, że ją oswoiłam i polubiłam. Jestem w stanie wyciągnąć ją rano i na szybko zrobić bezpieczny, mój, makijaż. 

Regularnie też używałam MACzka Pro Longwear Paint Pot w cudownym kolorze Stormy Pink. Idealny jako baza i sam, a przede wszystkim świetnie pasują do niego fiolety z Garden of Eden. Uwielbiam jego i to połączenie.

Osobnym tematem są pędzle. Od grudnia pojawiło się u mnie bardzo dużo nowości, a te ze zdjęcia to na pewno jedne z moich ulubionych. Pierwszy od góry to fantastyczny pędzel do pudru Real Techniques Powder Brush, którym fantastycznie nakłada się puder - lekko, naturalnie i niewiele.  
Hakuro H24 na początku miesiąca wykorzystywałam do nakładania bronzera Honolulu, później do NYXa, a obecnie do różu. W każdym zastosowaniu na plus. 
Małą kuleczkę RT czyli Setting Brush początkowo używałam do rozświetlacza, ale wydaje mi się za twarda do theBalm, którego stałam się szczęśliwą posiadaczką, więc obecnie konturuję nią twarzy przy pomocy NYXowego taupe. Ostatnim ulubieńcem jest niepozorny ebayowy pędzel z chińskiego zestawu. Jessup? Zestaw składał się z 4 małych puchatych, bardzo delikatnych pędzli do makijażu oczu, które miały być odpowiednikami tych do twarzy. Kupiłam go z myślą o nakładaniu i rozcieraniu cieni, ze względu na ogromną popularność aukcji z tymi pędzlami. Po jakimś czasie okazało się, że doskonale się sprawdza do aplikacji korektora i tak też go używam. Dwa przeznaczyłam do oczu, dwa do korektora.


Na koniec tusze do rzęs, ponieważ bardzo się na nich skupiłam w styczniu. Czy Wy też nie możecie wykończyć tuszu? W moich zapasach czekają 4 nowe nieotwierane tusze do rzęs!! a ja dalej męczę te dwa z Max Factor. Dwóch innych już się pozbyłam, tłumacząc sobie że zgęstniały i nie ma co ich ratować, bo lepsze czekają. Fakt, że oba podratowałam Duraline, co chyba znacząco zwiększyło ilość produktu. Tak czy inaczej na moich rzęsach te dwa tusze (False Lash Effect Fusion Volume & Length oraz 2000 Calorie Dramatic Look) nie powalają, ale efekt jest bardzo dobry, więc zamierzam je wyzerować. Natomiast Wibo Growing Lashes Stimulator Mascara używam do dolnych rzęs i w tej roli świetnie się sprawdza. Na górnych nic specjalnego. Zapomniałam wrzucić osobnego zdjęcia małego tuszu z Sephory, który jest na głównym. Ten tusz teoretycznie nadaje się też do rzęs, ale to jakiś żart. Używam go do brwi i w tej roli spisuje się bardzo dobrze, ale też jest na liście do wykończenia, a cała nazwa to Mascara Cils & Sourcils Lash & Eyebrow Mascara. 

Uff to tyle. Niby takie nic, a jednak dużo się uzbierało. Z pewnością zrobię taki post w lutym, ale wtedy już z ulubieńcami. Jest dopiero 5ty dzień miesiąca, a kilka moich kosmetycznych romansów przeszło już w trwałe związki ;)

Używałyście któregoś z tych produktów?

* udało się, są suche i pięknie błyszczą ;)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

O odkryciu w kosmetyczce - Elf Warm Bronzer

Pogoda nie rozpieszcza, ale jest coś, czym koniecznie chciałam się pochwalić, dlatego też pojawia się już drugi post w dniu dzisiejszym. Tym razem w 100% kosmetyczny :)

Bohaterem dzisiejszego posta jest produkt, który mam już od kilku ładnych miesięcy. Przed zeszłym tygodniem użyłam go tylko kilka razy, a teraz codziennie. Co się zmieniło? Nauczyłam się go używać ;) A wszystko dzięki dziewczynom na youtube. Dzięki nim w ciągu tygodnia opanowałam konturowanie i rozświetlanie oraz znalazłam zastosowanie dla kilku wcześniej rzadko wykorzystywanych kosmetyków. 

W tym poście chciałam Wam napisać o mojej nowej miłości - bronzerze od ELF - Warm Bronzer.

elf - Warm Bronzer

Gdzie i za ile
W Polsce bronzer możemy dostać tylko w sieci - na Allegro i w drogeriach internetowych. 
Jego cena to około 30zł z przesyłką za 12,3g produktu.
Można go dostać w 3 kolorach: warm (ciepły - mój), golden (rozświetlający), cool (zimny),

Moim zdaniem
Bronzer dostajemy w bardzo zgrabnej i trwałej kasetce z czarnego plastiku. Składa się z 4 kolorów - trzech brązów, w tym jednego z domieszką brudnego różu oraz złotego beżu. Kolory na zdjęciu są oddane lepiej niż mój opis ;)
Konsystencja jest raczej twarda i sama nie radziłam sobie z nim miękkim pędzlem, musiałam nakładać kilka warstw, żeby w ogóle było go widać. Najlepiej pracuje mi się z nim twardszym pędzlem do pudru z naturalnego włosia, który kupiłam lata temu w Rossmannie lub Naturze.
Wykończenie jest satynowe, bez widocznych drobinek, jedynie z lekkim złotym rozświetleniem, co widać na poniższym zdjęciu. Dołożyłam kilka warstw, żeby dobrze go było widać.

elf - Warm Bronzer, po skórze widać że nie odpowiada mi obecna temperatura ;)
Ze względu na rozświetlenie nie nadaje się do konturowania więc próbowałam go używać zamiast różu, jednak wypadał słabo. Ostatnio spróbowałam go nałożyć na całą twarz i to był strzał w 10. Nakładam go dużym pędzlem, w niewielkiej ilości najpierw na kości policzkowe i trójką od czoła, na policzki i szczękę. W ten sposób uzyskałam efekt lekkiego rozświetlenia, zdrowego koloru i delikatnej naturalnej opalenizny.

Na ostatnim z poniższych zdjęć bronzer nałożony jest w nadmiarze, żeby było go dobrze widać. W rzeczywistości jest ledwie widoczny i tylko dodaje to coś. 

elf - Warm Bronzer: przed, na co dzień i kolejne warstwy, żeby było widać o co chodzi ;)

Dla mnie kolor jest idealny, więcej niż mniej taki, jak moja naturalna opalenizna.

Z trwałością też nie ma problemów. Spokojnie utrzymuje się do końca dnia. 
Z wydajnością różnie. Z miękkimi pędzlami wystarczy na bardzo długo, ale przy twardszych troszkę się kruszy przez co szybciej znika z opakowania.

Ogólnie jestem z niego bardzo zadowolona i zdecydowanie polecam :)

Moja ocena  6
gdzie 1- porażka, 6 - hit

Używacie bronzerów poza konturowaniem?