Jednym z produktów, które Was najbardziej zainteresowały w poście z marcowymi zakupami był liner z Zoeva Cream eye liner w kolorze białym, czyli a-capella i to o nim dziś będzie kilka słów, chociaż zdjęcia mówią same za siebie ;)
Opakowanie klasyczne, porządne, szklane i przyjemnie ciężkie. Dostępność w Polsce marna, bo tylko przez internet, a i tam trudno go spotkać (na pewno mają go w ofercie sklepy Minti i LadyMakeup, ale więcej nie znalazłam), a cena to około 25zł za 3,5ml.
Liner, zgodnie z tym co napisano na opakowaniu, jest kremowy, w żadnym wypadku nie żelowy. Moim zdaniem konsystencja jest dokładnie taka, jak korektorów w kremie (a żeby to sprawdzić wpakowałam w niego palec i mimo wytarcia mam całą białą klawiaturę :D)
Kolor to czysta biała biel, po prostu.
Używałam go oczywiście do kreski na górnej powiece, bo w tym właśnie celu go kupiłam. Niby jest ok, ale trzeba się dużo napracować*, żeby wyszło coś sensownego. Próbowałam go także na dolną linię wodną i również nie było kolorowo, bo w obu przypadkach miałam spory problem nałożyć go równą warstwą*.
 |
Dolne zdjęcia są zrobione gdy moja cera szalała i nic nie wyglądało dobrze....
Jednak już jest ok, a liner nadal daje taki sam efekt ;) |
Efekty... Bardzo ciężko rysuje mi się nim równą kreskę na górnej powiece, natomiast na linii wodnej jest bardzo, ale to bardzo nienaturalny. Na dolnym zdjęciu po lewej stronie, nałożony jest porządną warstwą, a efekt jest po prostu fatalny - kreska się odcina i zwraca na siebie całą uwagę. Lepiej jest go rozetrzeć, tak jak na zdjęciu po prawej. Wtedy efekt jest o wiele bardziej subtelny, ale nadal biały, więc znacznie mniej naturalny niż przy cielistej kredce, którą zdecydowanie polecam w tym celu.
Trwałość ok, ale nic nie urywa ;) Na linii wodnej zostaje do demakijażu, chociaż lekko przetarty.
Gdy już włożyłam palucha w opakowanie, to wytarłam / roztarłam go na ręce i efekt był na tyle ciekawy, że spróbowałam go tak użyć na oku.
Przyznam, że efekt mi się podoba, chociaż jest dyskusyjny. Liner jest 100% matowy więc na powiece wygląda dosyć specyficznie. Aplikacja banalna, ale roztarcie już mniej. Nieźle sprawdza się solo, ale wypróbowałam go także jako bazę pod cienie sypkie. Z jednej strony świetnie podbija kolor cieni i utrwala, ale roztarcie ich jest praktycznie niemożliwe.
* czytałam o nim wiele dobrego i efekty u innych dziewczyn były o wiele lepsze, ale w miarę szybko okazało się w czym problem, a widać to na zdjęciu poniżej
Pęknięcie pojawiło się po około 2 tygodniach od otwarcia, czyli bardzo słabo. Jeżeli kupuję liner za ponad 20zł, to nie oczekuję od niego cudów, ale na pewno czegoś więcej niż wysychania w tak krótkim czasie i związanych z tym problemów z aplikacją. Oczywiście zamierzam go podratować Duraline, ale na początku byłam bardzo zawiedziona. Na linię wodną sprawdza się średnio, a kreskę bardzo trudno się rysuje. Sytuację ratuje efekt na całej powiece, ale przecież nie po to kupiłam eye liner.
Na koniec porównanie z cielistą kredką z Max Factor oraz cieniem w kremie Painterly od MAC, który również zdarza mi się nakładać na linię wodną.
 |
| Nawet tutaj widać, że miałam problem narysować porządną kreskę linerem Zoeva :/ |
Dodam jeszcze, że po dodaniu Duraline jego użyteczność znacznie wzrosła, chociaż łatwy w obsłudze nie jest. Obecnie najczęściej używam go na linię wodną, ale przy pomocy palca i z dużym roztarciem. Efekt jest specyficzny, zupełnie inny niż przy cielistych kolorach, ale mnie się podoba przy delikatnych makijażach :)
Co o nim myślicie? Kto już miał i jak się u Was sprawdził?