Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eye liner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eye liner. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lutego 2016

MySecret Glam Specialist Eyeliner

No cześć!

Dziś kolejny post o hitach z kolorówki. Tym razem zapraszam Was na kuszenie linerami z nowej (?) kolekcji MySecret - Glam Specialist Eyeliner.


Zacznę od specyfikacji, która w tym wypadku jest jedną z większych zalet produktów!
Dostępność - Drogerie Natura
Cena - ok. 8zł
Pojemność - 4ml 


Ogółem dostępne są 3 kolory, z których mam tylko dwa - trzeci - niebieski mnie nie przekonał. Pierwszy z nich to nr 14, czyli Sea Green, który jest dokładnie taki jak nazwa wskazuje - piękna morska zieleń. Drugi z numerem 15 też zdradza się przez nazwę - Burgundy Brown. Oba kolory nie są może klasyką, ale to, co najbardziej mi się w nich podoba, to zgaszone, ciemne odcienie, które z jednej strony nie są nudne i daleko im do czerni, ale z drugiej wyglądają bardzo naturalnie i nie rzucają się w oczy przy pierwszym spojrzeniu. 


Kolejną zaletą jest to, że pięknie podkreślają oczy, w dyskretny, nieoczywisty sposób. Zwłaszcza burgund pasuje do większości moich makijaży w brązach czy fioletach.
Narzekać nie mogę też na ich trwałość i pigmentację. Wystarczy jedna warstwa i nieznaczne poprawki, żeby kolor był równomierny i mocno nasycony, a po wyschnięciu utrzymują się na moich powiekach przez calutki dzień. 

Dzień zdjęć ;)
Podsumowując oba linery gorąco polecam ze względu na kolory przede wszystkim, ale i z jakości na pewno będziecie zadowolone :)

A jak Wam się podobają takie mniej oczywiste kolory?

poniedziałek, 3 listopada 2014

Metaliczny liner od Inglot


Sama nie wiem jak to się stało, że jeszcze Wam nie pokazałam tego produktu! Uwielbiam go i używam bardziej i mniej regularnie od połowy wakacji, a ostatnio znów do niego wróciłam, więc pora na post.


Dzisiejszy bohater to Konturówka do powiek w żelu od Inglot w przepięknym kolorze metalicznego złota o numerku 94.
Dostać go można w każdym salonie Inglota w cenie 35zł za 5,5g.


Opakowanie to prosty plastikowy słoiczek z czarną nakrętką i nakleją pod spodem. Proste i funkcjonalne. Sam produkt to właściwie żelowy liner, który sprawdza się zarówno do kresek jak i nałożenia na całą powiekę jak cień w kremie.

 
Konsystencja jest żelowo – kremowa. Liner jest bardzo łatwy i wygodny w obsłudze, bez względu na to, czy nakładamy go pędzelkiem, czy palcem. Zaraz po nałożeniu łatwo się rozciera, a chwilę później zastyga i jest nie do ruszenia aż do demakijażu. Dawno temu miałam klasyczną czerń z tej serii, która niestety dość szybko wyschła i po około 6 miesiącach źle się z nią pracowało. Ten kolor mam już kilka miesięcy i mimo pęknięcia nie zauważyłam zmiany w formule.


Kolor 94 to piękne metaliczne złoto. Odcień zdecydowanie ciepły, z brązowymi i miedzianymi tonami. Mocno błyszczy w słońcu i sztucznym świetle, natomiast w cieniu jest ledwie zauważalny. Doskonale rozświetla oko w sposób bardzo subtelny i elegancki i daje ciekawy, niestandardowy efekt na oku. W sprzedaży dostępne jest jeszcze kilka innych metalicznych kolorów oraz cała paleta klasycznych matów, które są niestety trochę gorsze jakościowo.
Jego odcień trochę przypomina mi Color Tattoo od Maybelline w kolorze On and on Bronze, jednak tak naprawdę jest on zupełnie inny, a zestawienie tych dwóch produktów widać na dalszych zdjęciach.


Nie mam mu też nic do zarzucenia pod kątem trwałości. Nałożony rano jako kreska trwa do demakijażu. Tak samo się sprawdza nałożony na całą powiekę jako baza pod cienie, znacznie przedłużając ich trwałość i podbijając kolor.


Dużym plusem jest jego pigmentacja. Na początku bałam się, że taki kolor, w dodatku metaliczny, będzie niewidoczny na oku, ale nic takiego się nie dzieje. Liner ma mocny kolor, który zapewnia 100% krycia, dzięki czemu nie przebijają spod niego nawet ciemne cienie. Niestety w ogóle nie sprawdza się na linii wodnej, a liczyłam na ciekawy efekt przy takim użyciu.

Podsumowując!
Żelowa konturówka Inglot to świetny produkt zarówno do kresek jak i na całą powiekę. Kolor jest piękny, mocno napigmentowany i dość niepowtarzalny. Z jej pomocą można uzyskać ciekawy efekt na oku oraz rozświetlenie i odświeżenie spojrzenia.

Lubicie kolorowe kreski? A może używałyście linerów od Inglot? Koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach! 
 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Zoeva Cream eye liner a-capella

Jednym z produktów, które Was najbardziej zainteresowały w poście z marcowymi zakupami był liner z Zoeva Cream eye liner w kolorze białym, czyli a-capella i to o nim dziś będzie kilka słów, chociaż zdjęcia mówią same za siebie ;)


Opakowanie klasyczne, porządne, szklane i przyjemnie ciężkie. Dostępność w Polsce marna, bo tylko przez internet, a i tam trudno go spotkać (na pewno mają go w ofercie sklepy Minti i LadyMakeup, ale więcej nie znalazłam), a cena to około 25zł za 3,5ml.


Liner, zgodnie z tym co napisano na opakowaniu, jest kremowy, w żadnym wypadku nie żelowy. Moim zdaniem konsystencja jest dokładnie taka, jak korektorów w kremie (a żeby to sprawdzić wpakowałam w niego palec i mimo wytarcia mam całą białą klawiaturę :D) 
Kolor to czysta biała biel, po prostu.


Używałam go oczywiście do kreski na górnej powiece, bo w tym właśnie celu go kupiłam. Niby jest ok, ale trzeba się dużo napracować*, żeby wyszło coś sensownego. Próbowałam go także na dolną linię wodną i również nie było kolorowo, bo w obu przypadkach miałam spory problem nałożyć go równą warstwą*.

Dolne zdjęcia są zrobione gdy moja cera szalała i nic nie wyglądało dobrze....
Jednak już jest ok, a liner nadal daje taki sam efekt ;)

Efekty... Bardzo ciężko rysuje mi się nim równą kreskę na górnej powiece, natomiast na linii wodnej jest bardzo, ale to bardzo nienaturalny. Na dolnym zdjęciu po lewej stronie, nałożony jest porządną warstwą, a efekt jest po prostu fatalny - kreska się odcina i zwraca na siebie całą uwagę. Lepiej jest go rozetrzeć, tak jak na zdjęciu po prawej. Wtedy efekt jest o wiele bardziej subtelny, ale nadal biały, więc znacznie mniej naturalny niż przy cielistej kredce, którą zdecydowanie polecam w tym celu.
Trwałość ok, ale nic nie urywa ;) Na linii wodnej zostaje do demakijażu, chociaż lekko przetarty.

Gdy już włożyłam palucha w opakowanie, to wytarłam / roztarłam go na ręce i efekt był na tyle ciekawy, że spróbowałam go tak użyć na oku.


Przyznam, że efekt mi się podoba, chociaż jest dyskusyjny. Liner jest 100% matowy więc na powiece wygląda dosyć specyficznie. Aplikacja banalna, ale roztarcie już mniej. Nieźle sprawdza się solo, ale wypróbowałam go także jako bazę pod cienie sypkie. Z jednej strony świetnie podbija kolor cieni i utrwala, ale roztarcie ich jest praktycznie niemożliwe.

* czytałam o nim wiele dobrego i efekty u innych dziewczyn były o wiele lepsze, ale w miarę szybko okazało się w czym problem, a widać to na zdjęciu poniżej


Pęknięcie pojawiło się po około 2 tygodniach od otwarcia, czyli bardzo słabo. Jeżeli kupuję liner za ponad 20zł, to nie oczekuję od niego cudów, ale na pewno czegoś więcej niż wysychania w tak krótkim czasie i związanych z tym problemów z aplikacją. Oczywiście zamierzam go podratować Duraline, ale na początku byłam bardzo zawiedziona. Na linię wodną sprawdza się średnio, a kreskę bardzo trudno się rysuje. Sytuację ratuje efekt na całej powiece, ale przecież nie po to kupiłam eye liner.

Na koniec porównanie z cielistą kredką z Max Factor oraz cieniem w kremie Painterly od MAC, który również zdarza mi się nakładać na linię wodną.

Nawet tutaj widać, że miałam problem narysować porządną kreskę linerem Zoeva :/
Dodam jeszcze, że po dodaniu Duraline jego użyteczność znacznie wzrosła, chociaż łatwy w obsłudze nie jest. Obecnie najczęściej używam go na linię wodną, ale przy pomocy palca i z dużym roztarciem. Efekt jest specyficzny, zupełnie inny niż przy cielistych kolorach, ale mnie się podoba przy delikatnych makijażach :)

Co o nim myślicie? Kto już miał i jak się u Was sprawdził?