Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2016

Urban Decay Naked 3 - makijaż

No cześć!

Postanowiłam coś wypróbować. W ostatnim czasie od kilku różnych osób usłyszałam podobne rzeczy więc postanowiłam zaryzykować i pokazuję Wam mój dzisiejszy makijaż paletą Naked 3. 


Z góry uprzedzam, że światło nie zachwyca, zdjęcia nie są dobre a ujęcia to już w ogóle szkoda słów, ale niech tam! Może będzie następny raz, a nawet będzie lepiej? Jutro testuję nowy podkład więc może pojawi się kolejny post ;)

Tak poza tym to postów nie ma, bo chwilowo wypaliłam się kosmetycznie. Brak zakupów, brak nowości, brak tematów, a nie chcę pisać na siłę. 


Niektóre zdjęcia są z rzęsami, inne bez. Model zamówiony z ebay, niestety bardzo sztuczny i na bardzo długim pasku. Nawet po standardowym przycięciu okazał się bardzo długi.


I produkty, których używałam:



Na ustach natomiast mam pomadkę z Sephora, więcej tutaj.

Tym razem to tyle. Post jest raczej eksperymentem i takim kopniakiem dla mnie ;) zobaczymy co będzie dalej :)

czwartek, 22 stycznia 2015

Pudry do modelowania HD od Inglot

W opublikowanym niedawno poście z odkryciami grudnia znalazły się między innymi pudry do konturowania marki Inglot, które dziś chciałabym Wam pokazać z bliska oraz w praktyce. 

Pudry dostępne są oczywiście w salonach oraz na stronie internetowej Inglot w cenie 29zł za wkład, który zawiera 5,5g produktu. Obecnie dostępnych jest aż 12 kolorów (!) w tonacjach zimnej i ciepłej.


Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć swatche kolorów pudrów Inglota zestawione z innymi popularnymi brązerami.
Pod kątem współpracy Pudry Modelujące HD wypadają najlepiej,  ze względu na najlepszy stosunek pigmentacji do łatwości użycia. Nie robią plam jak Miyo, są delikatniejsze i łatwiejsze w blendowaniu niż W7 i przede wszystkim są o wiele bardziej miękkie i napigmentowane niż mój ulubiony wcześniej NYX. Poza tym kolor 505 jest odrobinę ciemniejszy i cieplejszy, dzięki czemu dużo lepiej współgra z moją cerą i mogę go użyć do konturowania całej twarzy, a nie tylko pod kości policzkowe.


Pudry te idealnie nadają się do konturowania również jasnych i zimnych odcieni skóry. Są miękkie i łatwe do rozcierania, chociaż nieznacznie pylą. Największą zaletą jest jednak świetna pigmentacja, dzięki której można uzyskać zarówno mocny jak i delikatny efekt i to niewielką ilością kosmetyku i pracy. Jasne, rozświetlające odcienie dobrze utrwalają korektor, czy podkład, a nawet lekko przedłużają jego trwałość. Najlepiej sprawdzają się jednak pod oczy, czy na szczyty kości policzkowych i środek twarzy, gdzie nałożone bezpośrednio na podkład dają rozświetlenie mocne, wyraźne, a z pudrem pod spodem subtelniejsze.

L - P: Inglot 503, 501, 505, 509, 82 i brązery: NYX Taupe, Miyo Sun Kissed, W7 Honolulu

Równie zadowolona jestem z różu. Mój w numerze 82 jest neutralnym delikatnym matowym lekko przybrudzonym różem, który wygląda bardzo naturalnie i sprawdzi się na większości karnacji. Trzeba jednak uważać, bo i on jest mocno napigmentowany, zatem wystarczy odrobina, w najlepiej nałożona miękkim pędzlem. 

L - P: Inglot 503, 501, 505, 509, 82 i brązery: NYX Taupe, Miyo Sun Kissed, W7 Honolulu
Pudry doskonale się rozcierają i łączą, a na mojej cerze wytrzymują do końca dnia. 
Obecnie najczęściej używam rozświetlacza 503 pod oczy i na szczyty kości policzkowych, a brązera 505 do konturowania całej twarzy. Ciemnej 509 używam tylko pod kości policzkowe, gdy zależy mi na wyostrzeniu rysów, a żółtej 501 na szczyty kości policzkowych lub na całą twarz, gdy chcę dodać podkładowi odrobinę żółtych tonów. Do tego róż o numerze 82 i makijaż twarzy mam skończony. 
Na poniższych zdjęciach użyłam wszystkich odcieni według powyższej kolejności.

Po lewej gotowy makijaż, po prawej od góry:
1. 501 na całą twarz, 503 pod oczy i na szczyty kości policzkowych,  505 do konturowania
2. 509 pod kości policzkowe
3. z różem 82



 Podsumowując absolutnie je uwielbiam i gorąco Wam polecam! ;)

Skusiłyście się na któryś z tych pudrów? Koniecznie napiszcie jaki brązer jest Waszym numerem jeden :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Tanio - drogo, czyli błyszczyki Clarins i Catrice

W ostatnich nowościach, które weszły do szafy Catrice szczególnie jeden produkt zwrócił moją uwagę, głównie ze względu na podobieństwo do innego produktu, który już mam i bardzo lubię. 
Namieszałam, ale mowa oczywiście o błyszczykach w tubce z pluszowym aplikatorem. Pierwszy z nich to Clarins Instant Light Natural Lip Perfector, a nowość to Catrice Beautifying Lip Smoother. 

Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 04 Petal Shimmer, Catrice Beautifying Lip Smoother w kolorze 010 Sweet Caramel

Błyszczyk Clarins, mój w odcieniu 04 Petal Shimmer, jest jednym z niewielu produktów tego typu w mojej kosmetyczce i jedynym, który naprawdę lubię. Cenię go za wygodną aplikację, delikatny kolor i odpowiednią gęstość, jednak jego największe zalety, to świetna trwałość (kilka godzin, przetrwał nawet mały posiłek) oraz porządne właściwości pielęgnacyjne. Wspominałam o nim nawet w poście z tagiem Lip Product Addict Tag. 
Po świetnych doświadczeniach z tym produktem miałam spore wymagania względem jego tańszej wersji, a o tym czy sprostał przeczytacie dalej.


Pod kątem opakowania nieznacznie wygrywa Clarins. Chociaż oba są bardzo podobne, to w przypadku Catrice jest ono dużo twardsze i trudniej je ścisnąć i wydobyć produkt. Poza tym ma tylko 9ml, czyli o 3 mniej niż oryginał. 
W kwestii zapachu i smaku ;) jest tak samo. Bardziej waniliowo - budyniowy u Clarins, ale i temu z Catrice nic nie brakuje.


W kwestiach najważniejszych, czyli pielęgnacja i trwałość oba produkty wypadają bardzo podobnie, z nieznaczną przewagą na korzyść Clarins, który wydaje się odrobinę bardziej ;)
Catrice gorzej wypada również pod kątem dostępnych odcieni: 3 (mój 010 Sweet Caramel) do 6, jednak wszystkie z nich dają jedynie delikatną poświatę na ustach, więc nie robi to dużej różnicy. 


Podsumowując: Clarins wypada niewiele lepiej, dlatego biorąc pod uwagę znaczną różnicę w cenie (15 a 70zł) starcie wygrywa Catrice. 

Próbowałyście któregoś z tych produktów? Co o nich myślicie?

Zdjęcia do dzisiejszego postu zrobiłam w Niemczech, telefonem Samsung Galaxy S5, ponieważ nie zabrałam lustrzanki... ;)

poniedziałek, 27 października 2014

Givenchy Eclat Matissime 5 Mat Honey

Witam po kolejnej przerwie! Nie oszukujmy się, jesień nie jest moją ulubioną porą roku i zebranie się do pisania nie było łatwe... Jednak wracam z świeżymi postami, o wielu fajnych produktach, na które zapraszam Was w najbliższym czasie. 
Zacznę od kilku kosmetyków, które znalazły się w moich hitach września, a dziś na pierwszy ogień idzie fantastyczny podkład od Givenchy.


Pełna nazwa to Givenchy Eclat Matissime Fluid Foundation Airy - light Mat Radiance SPF 20 - PA++, mój w kolorze 5 Mat Honey. 
W Polsce można go dostać w perfumeriach Sephora, ale wydaje mi się, że stacjonarnie nie w każdej oraz na stronie online (klik) w cenie 209zł za 30ml. Poniżej opis producenta:

Niezwykle delikatny i lekki jak powietrze, podkład we fluidzie Éclat Matissime szanuje naturalną równowagę skóry. Cera pozostaje matowa dokładnie tam, gdzie trzeba. Skóra oddycha i nie wysusza się, lśniąc czystym blaskiem i promieniejąc światłem. Jej powierzchnia jest wygładzona. Dodatkowo ochrona przeciwsłoneczna: filtr SPF 20-PA++
Sprytna formuła w zręcznym i nowoczesnym opakowaniu.
Rezultat? Podkład Éclat Matissime to idealny sprzymierzeniec nieskazitelnej, promiennej cery. Płynna konsystencja podkładu otacza skórę świetlistą woalką, jednocześnie wygładzając ją i matując, co wydobywa jej naturalny blask.
Skóra jest piękna: umalowana, ale nie przesadnie, naturalna ale nie przygaszona.


Podkład ten był moim typem na lato, razem z Chanel Vitalumiere Aqua, jednak ten drugi był łatwiej dostępny stacjonarnie i to na niego się zdecydowałam już w czerwcu, a Givenchy dołączył dopiero we wrześniu i szybko zyskał status ulubieńca, również na najcieplejsze dni w roku.


Mój kolor - 5 - jest dość ciemny - beżowy z lekkimi żółtymi tonami i świetnie pasuje mi właśnie na lato oraz teraz, póki mam resztki opalenizny ;) Odcień ładnie się stapia ze skórą i delikatnie dopasowuje do jej koloru oraz w ogóle nie ciemnieje w ciągu dnia.


Mieszane odczucia mam w kwestii opakowania. Z jednej strony jest bardzo ładne, proste i klasyczne, a do tego bardzo wygodne, ale z drugiej koszmarnie się brudzi, co widać na powyższym zdjęciu. Nie pomaga nawet regularne przecieranie mokrymi chusteczkami. Bezdyskusyjnym plusem jest pompka, która wypluwa idealną, niedużą ilość produktu. Na pokrycie całej twarzy potrzebuję 2 - 3 naciśnięcia, które można płynnie regulować, dzięki czemu nigdy nie dostaniemy za dużo produktu. 


Kolejny plusem jest niesamowicie delikatna, lekka, kremowa konsystencja. Podkład świetnie rozprowadza się na twarzy, ale najlepiej aplikować go palcami, ponieważ inne metody (gąbka BB i pędzle) pożerają go w bardzo dużych ilościach - na jedno użycie potrzebuję nawet dwa razy więcej produktu... Po rozprowadzeniu fluid lekko zastyga, dzięki czemu jest bardzo trwały i nieruchomy na twarzy, również bez utrwalenia pudrem, przez co niestraszne mu nawet lekkie dotykanie skóry. 
Przed użyciem należy go dobrze wstrząsnąć, w przeciwnym wypadku lekko się rozwarstwia.


Bardzo dużym plusem jest oczywiście trwałość. Przy obecnej jesiennej pogodzie (10 - 22st) spokojnie wytrzymuje, na mojej dość trudnej dla podkładów twarzy, cały dzień, utrzymując przy tym konturowanie w niezmienionym stanie.
Wykończenie teoretycznie jest matowe, jednak nie jest to płaski, nienaturalny mat, a raczej świeża satyna bez błyszczenia - zdrowe glow.
Krycie natomiast jest średnie. Podkład dobrze wyrównuje kolor skóry oraz, w moim przypadku, delikatnie ją przyciemnia. Poza tym zakrywa zaczerwienienia i niewielkie niedoskonałości, ale nie radzi sobie z tymi większymi. Nie podkreśla suchych skórek ani rozszerzonych porów, co jest świetnym rozwiązaniem teraz, gdy wróciłam do kwasów.

Góra: w sztucznym i naturalnym świetle
Dół: goła skóra z pielęgnacją i z podkładem oraz konturowaniem bez pudru



Dla mnie jest to jeden z najlepszych, lekkich podkładów, który świetnie sprawdzają się przez cały rok. Jest lekki, niewidoczny i bardzo trwały, a przy tym nie wysusza i wygląda naturalnie. Podkład bez wątpienia świetnie spisze się na cerach od suchych do mieszanych, które potrzebują czegoś delikatnego, o średnim kryciu. 
Sama nie widzę w nim żadnych minusów, poza ceną, dlatego gorąco polecam, chociaż spróbować :)

Jeżeli miałyście ten podkład, to koniecznie podzielcie się swoją opinią w komentarzach. W przeciwnym wypadku napiszcie proszę, jaki podkład jest Waszym ulubionym na jesień :)

czwartek, 2 października 2014

Mroczna jesień z Golden Rose

Zaczęło się jak zwykle...
Przeglądając prasę kobiecą natrafiłam na jesienne trendy w makijażu i przepadłam widząc zdjęcia bardzo ciemnych, prawie czarnych ust. Włączyło się chciejstwo i rozpoczęły poszukiwania, które na szczęście miały szybki i szczęśliwy finał w niezawodnym ostatnio salonie Golden Rose. 


Zdecydowałam się na dwie szminki. Pierwszą z mojej ulubionej serii Velvet Matte z numerkiem 23 (nowość!), ze względu na jej trwałość, świetną aplikację i wysoki komfort noszenia oraz drugą z serii po prostu Lipstick z numerkiem 70 dla przyciemnienia i pogłębienia koloru. W duecie dają piękny, bardzo ciemny odcień wina z delikatnymi nutami brązu i fioletu przebijającymi w zależności od światła.


Gdy decyduję się na tak ciemne usta, czyli ostatnio codziennie, to makijaż oka ograniczam do zera, czyli podkreślenia brwi i rzęs. Natomiast cerę zostawiam lekko opaloną, subtelnie rozświetloną, zwłaszcza pod oczami i tylko lekko wykonturowaną.


I tak oto ostatnio najczęściej sięgam po:
podkład Givenchy Eclat Matissime lub Shiseido, w zależności od nastroju i planów ;)
puder MAC Mineralize Skinfinish, głównie pod oczy, często w komplecie z meteorytami,
puder Clarins Ever Matte w roli brązera oraz 
korektor Estee Lauder Double Wear pod oczy.
Brwi podkreślam kredką Catrice Eye Brow Stylist, 
a rzęsy ulubionym tuszem Misslyn XXL Volume Mascara.

efekt końcowy
w prawym górnym rogu Velvet Matte solo

Prawdę mówiąc nigdy nie sądziłam, że będę się dobrze czuć w tak ciemnych ustach, a tymczasem uwielbiam ten efekt! 
W kolejnych postach natomiast przybliżę Wam sporą część z pokazanych dziś kosmetyków w poście z odkryciami i porażką września oraz pochwalę się najnowszymi zdobyczami szminek Velvet Matte, także zapraszam ponownie ;)

Napiszcie mi koniecznie jakie jest Wasze zdanie na temat tak ciemnych ust oraz jaki makijaż Wy wybieracie na jesień :)

piątek, 5 września 2014

Hit sierpnia - Shiseido UV Protective Liquid Foundation SPF30

W najbliższym czasie postów z comiesięcznymi ulubieńcami nie będzie. Uznałam, że zamiast pokazywać Wam, często nie pierwszy raz, wiele kosmetyków wybiorę jeden, lub kilka, które w danym miesiącu mnie zachwyciły lub rozczarowały. Będzie to jednocześnie hit danego miesiąca dla mnie oraz produkt wart uwagi dla Was, przede wszystkim taki, którego jeszcze nie prezentowałam.
Na początek mój najnowszy mega hit, który odkryłam dopiero w sierpniu, ale na pewno będę do niego wracać również później, zwłaszcza w przyszłe lato. 



Mowa o jednym z bestsellerów marki Shisheido, jakim jest podkład  UV Protective Liquid Foundation z filtrem SPF30. Mój jest w średnim żółtym odcieniu Medium Ivory SP40.
Dostać go można głównie w perfumeriach, na pewno w Douglasie, gdzie kosztuje 145zł za buteleczkę 30ml.
 

Na początek opis producenta ze strony Douglas.pl:

Podkład w płynie, który chroni skórę przed uszkodzeniami wywołanymi negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, takich jak promienie UV, przesuszenie. Wyjątkowo trwała formuła, odporna na wodę, pot oraz sebum zapewnia długotrwałe wykończenie makijażu, a jednocześnie troszczy się o zdrowie i piękny wygląd skóry w przyszłości.
Lekka i świeża konsystencja podkładu lekko rozprowadza się na skórze i zapewnia naturalny, świetlisty efekt wykończenia.


Podkład zapakowany jest w kartonowe pudełeczko, w którym poza malutką niebieską buteleczką z produktem, znajdziemy też bardzo długą ulotkę oraz małe pudełeczko z gąbką do nakładania podkładu. Niestety zdjęcie mi wcięło :/ Buteleczka jest bardzo praktyczna i poręczna, ale niezbyt urokliwa ;) Wewnątrz niej znajduje się metalowa kulka, która pomaga wymieszać podkład przed aplikacją oraz zatyka otwór, dzięki czemu produkt wypływa tylko wtedy, gdy ściśniemy opakowanie. 


Podkład jest praktycznie idealny. Konsystencja jest lekka, wodnista i bardzo lejąca, a do tego zastyga chwilę po aplikacji, czyli wszystko dokładnie tak, jak lubię. Wybór odcieni jest niewielki, ale te są bardzo przemyślane i moim zdaniem uniwersalne. Do wyboru mamy dwie gamy kolorystyczne - beżową, dla ziemnych karnacji oraz żółtą, idealną dla ciepłych. Mój kolor jest średnio jasny, ma delikatne żółte tony i świetnie się sprawdzi na cerach jasnych / średnich oraz bardzo jasnych lekko opalonych.
Aplikacja jest niesamowicie szybka i przyjemna. Podkład doskonale nakłada się zarówno palcami jak i zwilżonym pędzlem. Moim zdaniem jest jednak zbyt wodnisty dla Beauty Blendera, który pochłania bardzo dużą ilość produktu, a efekt po jego użyciu wyjątkowo niczym się nie różni od innych sposobów rozcierania. Z tego względu gąbeczka dołączona do produktu jest raczej bezużyteczna, ale to tylko moje zdanie ;) Chwilę po aplikacji podkład zastyga i jest praktycznie nie do ruszenia, za to możemy z powodzeniem nałożyć drugą warstwę, o ile taką potrzebujemy. 

Shiseido UV Protective Liquid Foundation SPF30 odcień SP40 Medium Ivory

Efekt na twarzy jest niesamowity. Podkład nakłada się bardzo cienką warstwą, która na cerze wygląda nieprawdopodobnie wręcz naturalnie, zapewniając przy tym niezłe krycie i lekki, niepłaski mat z suchym wykończeniem. W moim przypadku świetnie się też stapia z cerą i kolorem szyi, dzięki czemu całość wygląda tak, jakbym miała gołą twarz, a nie dość mocny podkład. Mało tego, naturalny efekt utrzymuje się też po dołożeniu kolejnej warstwy produktu na miejsca, które tego potrzebują, dzięki czemu korektor używam już tylko pod oczy.
Kolejnym wielkim plusem produktu Shiseido jest jego trwałość. Moja cera jest mieszana i skłonna do przetłuszczania w strefie T zwłaszcza latem, a mimo to wytrzymuje on u mnie co najmniej pół dnia, w dodatku bez pudru poza miejscami z korektorem, które błyszczą się szybciej niż reszta twarzy. Producent świetnie się też wywiązał z obietnicy wodoodporności. Wielokrotnie testowałam go w basenie czy morzu i wszystko jest w porządku, jeśli po wyjściu z wody odcisnę, a nie zetrę wilgoć z twarzy ręcznikiem.

Shiseido UV Protective Liquid Foundation SPF30 na twarzy sam i cały makijaż

Niestety suche wykończenie i kompatybilność z tłustymi cerami sprawiają, że podkład może odrobinę wysuszać skórę. W moim przypadku wystarczy, że nałożę pod niego lekki krem nawilżający, ale nie sądzę, żeby sprawdził się przy cerach suchych i wrażliwych. Kolejnym małym minusem jest lekkie podkreślanie suchych skórek, ale te znów nie często zdarzają się na cerach, które potrzebują tak trwałego podkładu. Poza tym jest bezzapachowy, w ogóle mnie nie zapchał i bez problemu daje się zmyć olejkiem lub dwufazówką oraz dobrym micelem. 

I can be your... noo ;)
Podsumowując dla mnie jest to podkład idealny. Bardzo lekki, super trwały, z wysokim filtrem, dobrze kryjący i przede wszystkim naturalnie wyglądający. Jedynym sensowym minusem w jego przypadku może być cena, ale uważam, że dobry podkład jest podstawą i zawsze można poczekać na jakąś promocję, a sam produkt jest też bardzo wydajny.

Napiszcie proszę w komentarzach, czy go używałyście i jakie jest Wasze zdanie i / lub jaki podkład jest Waszym numerem jeden na lato :)

Jakiś czas temu, jeszcze przed wakacjami, pisałam o innym bestsellerze marki Shiseido, czyli podkładzie w kamieniu z linii Pureness, który miał być właśnie moim hitem na lato, a okazał się mniej niż średni. Post na jego temat znajdziecie tutaj. Obecnie nieźle się sprawdza do nadania odrobiny koloru na krem z filtrem, na przykład na plażę, ale poza tym nadal nie jestem z niego zadowolona :/

wtorek, 2 września 2014

Urban Decay Naked 3

Skończył się kolejny miesiąc, a ja jeszcze nie pokazałam Wam bliżej wszystkich ulubieńców z poprzedniego, dlatego też nadrabiam, zaczynając od cieszącej się dużym zainteresowaniem palety Urban Decay. 

O ile poprzednie palety Naked nie kusiły mnie w ogóle, tak do trójki wzdychałam odkąd tylko weszła na rynek. Obecnie mam ją już ponad dwa miesiące i w tym czasie używałam jej prawie codziennie, więc myślę, że to dobry czas na małe podsumowanie.


Sama paleta jest dobrze wykonana, ma ładne i poręczne opakowanie z dużym lusterkiem, które zamyka się na dwa klik'acze. Do zestawu dołączony jest dwustronny pędzelek, który jest niezły i dobrze się sprawdza w sytuacjach awaryjnych, gdy na przykład odwlekam pranie, ale poza tym nie ma to jak Zoeva ;)
Dodatkowo razem z paleta otrzymujemy zestaw czterech próbek baz pod cienie, których jeszcze nie miałam okazji wypróbować.


Same cienie są piękne. Całość jest utrzymana w naturalnych odcieniach brudnego różu z brązem. Świetnie nadają się do delikatnych makijaży dziennych, ale bez problemu stworzymy nią też nawet bardzo mocny makijaż wieczorowy. Ogólnie kolory są dobrze napigmentowane i na powiece wyglądają tak samo jak w palecie. Za wyjątkiem cienia Dust, który znacznie traci swój urok i po nałożeniu na powiekę pozostawia tylko nierównomierne rozświetlenie z widocznymi drobinkami. Niestety daleko mu do porządnej tafli.


Podczas aplikacji raczej nie mam problemu z ich osypywaniem się*, a rozcieranie i łączenie kolorów to sama przyjemność. Cienie nie tracą też koloru i intensywności podczas blendowania, za wyjątkiem czerni, którą trzeba wielokrotnie dokładać, jeśli chcemy mieć makijaż zarówno intensywny, jak i dobrze roztarty. Ogólnie rzecz ujmując same cienie oraz ich aplikacja są na wysokim poziomie i pod tym względem potwierdziły się wszystkie pozytywne opinie na ich temat, a je nie jestem zawiedziona.
* Jednak jeśli pracujemy głównie na czerni, to warto zastosować odwróconą technikę makijażu i zacząć od oczu, a twarzą zająć się potem.



Niestety moim zdaniem Naked 3 nie jest produktem bez wad. 
Przede wszystkim paleta jest nudna. Wiem, że w sumie o to w niej chodzi, ale chociaż jeden albo dwa cienie z pazurem nadałyby jej charakteru i urozmaiciły codzienne makijaże. Nie jest też tak uniwersalna jak mogłoby się wydawać. Z jednej strony kolory są neutralne, ale z drugiej różowa kolorystyka trochę ogranicza eksperymenty. Paleta nieźle dogaduje się z intensywnie różowymi czy pomarańczowymi cieniami, ale z zielenią czy niebieskimi jest już gorzej. Pewnie dla większość z Was nie będzie to problemem, jednak ja lubię kolorowe akcenty na dolnej powiece, a przy niej trzeba uważać. Pod tym kątem lepiej sprawdzają się poprzednie edycje, które bez problemu dogadują się z praktycznie każdą tęczówką, makijażem i innym kolorem spoza zestawu oferowanego przez UD.
 

Oczywiście powyższe wady wcale wadami nie są, bo w końcu sama wiedziałam na jaką kolorystykę się decyduję, jednak pozostał jeszcze jeden problem, tym razem sensowny ;)


Wiele kolorów w palecie jest do siebie zbliżona, a cała kolorystyka utrzymana w jednej tonacji, co w połączeniu z świetnym rozcieraniem sprawia, że kolory się zlewają. Niejednokrotnie używam do makijażu oka nawet 6-7 cieni, a efekt jest taki, jakbym użyła maksymalnie dwóch. Najbardziej widać to w przypadku matów. Trochę szkoda, bo poszczególne kolory są piękne, a połączone razem tracą swój indywidualny charakter.

Do tego makijażu wykorzystałam 6 cieni
Jeśli chodzi o trwałość, to nigdy nie używałam ich bez bazy, ale na słabszej rolują się dopiero pod koniec dnia. Poza tym nie tracą koloru i nie ścierają się. W moim odczuciu pod tym kątem nie przewyższają Inglota czy Sleeka.
I jeszcze jedno zdjęcie bez dzióba, bo mi Ktoś zarzuca, że tak niby nie umiem ;)
I na koniec jeszcze jedno zdjęcie z mocniejszym makijażem, wykonanym głównie ostatnim cieniem. Niestety uzyskanie takiego koloru wymagało wielokrotnego dokładania koloru, a na koniec wklepania go w powiekę. Poza tym w jego przypadku bardzo było widać osypywanie się. Nie ma możliwości, żeby zrobić taki makijaż z wcześniej nałożonym podkładem i nawet silne przypudrowanie okolicy pod okiem nie pomogło.

Zdjęcie z nocy, stąd słaba jakość ;)


Cena palety to prawie 200zł. Czy warto? Myślę że tak, bo jakość cieni jest wysoka, a kolory bardzo uniwersalne. Moim zdaniem nie jest to jednak produkt must have, a już na pewno nie przy tej cenie. Oczywiście cieszę się, że ją mam i bardzo dobrze mi się z nią pracuje, ale prawdę mówiąc większą różnicę w jakości makijażu oka poczułam dzięki porządnym pędzlom, niż tym cieniom i równie dobrze pracuje mi się z cieniami Inglota czy niektórymi paletami Sleeka.
Gdyby nie cena byłoby 5+, a tak jest tylko 4 ;)

A jakie jest Wasze zdanie na temat palet Naked? Macie oryginał lub zamienniki, a może w ogóle Was nie kuszą?

Na koniec wszystkim Nastolatkom życzę udanego roku szkolnego! :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Ulubieńcy LATA kolorówka!

Czyli to, co lubię najbardziej ;) 

Zbierałam się do tego postu od prawie miesiąca, nie mogąc się zdecydować co wybrać, aż w końcu  zdecydowałam, że pokażę Wam wszystkie kosmetyki, po które sięgałam najczęściej i najchętniej, w ciągu ostatnich 2 miesięcy. Tak, mam problem z podejmowaniem decyzji ;) Niektóre produkty to nowości w mojej kosmetyczce, inne znam i uwielbiam już od dawna, ale wszystkie bez wyjątku świetnie sprawdzają się zwłaszcza latem.
Dodam tylko, że każdy z tych kosmetyków przetestowałam w najtrudniejszych warunkach. Wszystkich używałam przy temperaturach powyżej 30 stopni, większość podczas ponad godzinnych biegów (nawet w lekkim deszczu), a niektóre nawet w wodzie (basen, morze), a to wszystko dla rzetelnej recenzji ;)


Twarz miała wpisywać się w letnie klimaty, zachowując przy tym wysoką ochronę antyUV i trwałość.

Bourjois Bronzing Primer - czyli świetna baza brązująca w kremie (musie?), którą używam jako brązer zarówno solo, jak i do podbicia koloru produktów w kamieniu. Bardzo dobry produkt, a więcej na jego temat tutaj.
Vichy Capital Soleil BB. Pod każdym postem z podstawową wersją tego filtra pisałam, że za Vichy nie przepadam i mimo wszystkich zachwytów wokół nie dam się na niego skusić i pozostanę przy moich LRP (tu o nich więcej). Poniekąd zdania nie zmieniłam, bo podstawowa wersja nadal mnie nie kusi, ale tej nowej BB uległam już po pierwszym zmacaniu w aptece i nie żałuję. Coś więcej będzie, gdy tylko w końcu zrobię zdjęcia ;)
Bare Minerals Original - podkład mineralny w mocno żółtym kolorze, z świetnym efektem z daleka i fatalnym z bardzo bliska, a także wielu innych wadach i zaletach, które już kiedyś udało mi się zebrać w jedną niespójną całość, do przeczytania tu.
Ikos Ziemia egipska - początek był trudny, ale powoli się docieramy i chociaż spodziewałam się efektu wow, a nie wielu problemów głównie przy aplikacji, to teraz jest coraz lepiej i sięgam po nią z coraz większą przyjemnością. Przy okazji czy Wy też miałyście z nią problemy, zwłaszcza na początku?
 Clinique CC cream - to miniatura nawilżającego kremu CC o zadowalającym kryciu i dość ciemnym kolorze z filtrem SPF30, czyli coś na letni dzień lenia, gdy nie ma dużego słońca. Bardzo łatwy w użyciu, ale nie bez wad, więcej już wkrótce.
Kiko Cheeky Colour Creamy Blush - uwielbiam go już od pierwszego użycia i nic nie wskazuje na to, że mogłoby się coś w tym temacie zmienić. Łatwy w użyciu róż w pięknym i delikatnym kolorze. Więcej zachwytów tutaj.
The Balm Mary - Lou Manizer. Ostatnim produktem do twarzy jest kultowy już rozświetlacz, którego najczęściej używałam do oczu. Pięknie rozświetla i błyszczy, a do tego bardzo dobrze współpracuje z cieniami. W swojej podstawowej roli też świetnie się sprawdza, ale latem używam go rzadko, bo zwykle decyduję się na rozświetlające podkłady i dodatkowy blink jest zbędny.


Oczy poczuły jesień. Od niedawna znów ciągnie mnie do mocniejszych, ciemnych makijaży, ale nie zawsze się daję i często wracam do żywych intensywnych kolorów.

Maybelline Lasting Drama Gel Liner jest moim numerem jeden wśród produktów do kresek już od bardzo dawna, a wszelka konkurencja w ogóle mnie nie interesuje. Łatwo maluje się nim każdą kreskę, ma głęboki czarny kolor i świetną trwałość. Dla mnie ideał, a dla Was?
Misslyn Fabulous lashes mascara waterproof - to dla mnie maskara idealna, która w dodatku jest wodoodporna i najchętniej nosiłabym ją codziennie gdyby nie trudności w zmywaniu. Wytrzymuje praktycznie wszystko - od deszczu, przez łzy, po kąpiel w morzu. Źle znosi tylko tarcie ;)
Urban Decay Naked 3 - jej tu w ogóle miało nie być - bo taka nudna, bo taka nie na lato, bo dostanie osobny post... Nie zmienia to jednak faktu, że to po Naked 3 właśnie sięgałam ostatnio prawie codziennie, więc oto zasłużenie jest, a więcej na jej temat będzie już niebawem.
Technic Electric beauty - to idealna paleta na lato. W sumie nigdy nie używam jej samej, zwykle do zaakcentowania dolnej powieki, lub wewnętrznego kącika górnej, ale i tak nie wyobrażam sobie lata bez niej. Jest też idealna do rysowania kolorowych kresek, oczywiście w połączeniu z Duraline. 
p2 Forever intense - czyli mocno błyszczący, złoty cień w kremie, po który ostatnio sięgam najczęściej, ale prawdę mówiąc powinny się tu znaleźć wszelkie produkty tego typu, które mam w swojej kosmetyczce. Lubię je za możliwość użycia solo oraz jako bazy, za porządną trwałość i podbijanie koloru. 
Misslyn Intense volume mascara w kolorze brązowym - kolejny hit dla moich rzęs. Skusiłam się na nią po zachwytach nad poprzednikiem i jest jeszcze lepiej! Mimo brązowego koloru podkreśla moje rzęsy lepiej niż jakikolwiek czarny tusz, którego ostatnio używałam. Mocno pogrubia, wydłuża i co najważniejsze - podkręca i utrzymuje rzęsy w stanie jak po malowaniu przez cały dzień. W tej chwili mam w użyciu 3 różne, doskonałe tusze do rzęs i wszystkie są od Misslyn. Zdecydowanie polecam się zainteresować :)
Inglot Konturówka do powiek w żelu - czyli mój ostatni absolutny hit. Ma piękny kolor i niesamowitą trwałość, a rysowanie nim kreski to prawdziwa przyjemność. Szczegóły niebawem :)


Usta zostały zdominowane przez markę Golden Rose i mocny kolor lub delikatny błysk od Loreal.

Golden Rose Dream Lips Lipliner - to długotrwała matowa konturówka do ust w kolorze idealnej czerwieni, którą używam na całe usta, chociaż nie mogę jej też nic zarzucić w jej podstawowym przeznaczeniu.
Golden Rose Vision Lipstick - to ostatnia niezwykle udana nowość marki GR. Bardzo łatwo się nią maluje, również bez konturówki i pędzelka, jest kremowa i delikatna, nie wysusza, daje ładny połysk i wchodzi w wargi tak, że nawet po zjedzeniu wierzchniej warstwy kolor zostaje na kilka porządnych godzin. Jak dla mnie ma tylko jedną wadę, czyli nie jest matowa ;)
Golden Rose Velvet Matte nadrabia braki poprzednika, czyli jest mat! Poza tym piękny długotrwały kolor i pełen komfort w malowaniu i noszeniu. Więcej zachwytów i moje ulubione kolory tutaj. 
Loreal Caresse jest natomiast bardzo delikatną alternatywą dla poprzedników, gdy nie mam ochoty na nic mocniejszego, albo zwyczajnie nie chce mi się malować ust ;) Bardzo ją lubię i używam regularnie, a więcej na jej temat możecie przeczytać w tym miejscu.


Tak oto prezentuje się aż 18tka moich ulubieńców, których serdecznie Wam polecam nie tylko na lato. Wszystkie produkty są świetnej jakości i niestraszne im wysokie temperatury czy wilgotność powietrza. W sumie sporo się tego uzbierało, ale z drugiej strony ostatni post tego typu dotyczył kwietnia, więc chyba nie ma tak źle ;)

Chętnie poczytam Wasze opinie o moich hitach, a jeśli ich nie znacie, to pochwalcie się w komentarzach Waszymi makijażowymi ulubieńcami lata. Tak jakby moja chciejlista była niewystarczająco długa ;)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Long - lasting make up w wersji na lato

W poprzednim poście wspomniałam, że byłam przez tydzień w Polsce oraz, że  dużo się działo i to w wielu miejscach na raz, a do tego przez długi czas, co w połączeniu z wysokimi temperaturami wymagało makijażu, który byłby ze mną w niezmienionym stanie co najmniej od rana do wieczora, bez względu na to, jak intensywny był mój dzień. A te zdarzały się naprawdę długie i intensywne, nawet bardzo... ;)

W związku z tym dziś chciałabym Wam pokazać zestaw kosmetyków, które przetestowałam w najciekawszych warunkach i spokojnie mogę Wam je polecić jeśli potrzebujecie makijażu typu long - lasting.


Podstawą jest oczywiście cera. O ile latem chyba wszyscy wolimy lżejsze podkłady o nawilżającej formule, tak nie wyobrażam sobie lepszego produktu niż Double Wear z Estee Lauder, nawet gdy wokół panują żar i wysoka wilgotność. Nałożony Beauty Blenderem nie tworzy maski, a co najważniejsze szybko zastyga i bez problemu wytrzymuje co najmniej 12h. Ok, nie ma szans, żeby wytrzymał cały dzień, a potem jeszcze intensywną noc, ale już cały dzień lub całonocną imprezę jak najbardziej. Reszta mojego niezawodnego zestawu, to świetny korektor pod oczy również z linii EL oraz puder CC od MAC. Efekt - wyrównany koloryt, lekki mat, naturalność i długotrwałość.


Poza tym, że mój makijaż miał wytrzymać co najmniej cały dzień, chciałam też, żeby był w miarę prosty i wakacyjny - trochę jak na plażę czy do parku, a trochę jak na obiad na mieście czy spotkanie z dentystą ;) Z tego powodu oraz moich ogólnych upodobań, głównym punktem były wszelkie brązery: NYX do lekkiego podkreślenia kości policzkowych, Clarins do roztarcia, e.l.f. jako opalenizna oraz MAC dla odrobiny blasku na policzkach.


Na oczy oczywiście Color Tattoo jako najlepsza na świecie baza, biały liner Zoeva na dolną linię wodną, na powieki cienie Inglot w odcieniach pomarańczu i brązu i obowiązkowo czarna kreska linerem Maybelline. Nie wyobrażam sobie też lepszej maskary niż wodoodporny tusz z Misslyn. Nie dość, że pięknie podkreśla rzęsy, to jeszcze wytrzymuje do samego demakijażu, a czasami i dłużej i tylko dlatego nie używam jej na co dzień ;)


W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć szminki z mojej ulubionej serii Velvet Matte od Golden Rose. Na zdjęciach kolor 2, który sprawdza się idealnie, gdy potrzebuję czegoś naturalnego i neutralnego, a o fantastycznych trwałości czy pigmentacji już chyba nie muszę wspominać.

A tak prezentuje się całość :)

Miny muszą być ;)

I jeszcze jedno na koniec ;)
Tym razem bez emocji, tak też umiem! ;)
Cały post wyszedł raczej na luzie, ale może kogoś z Was zainteresował chociaż jeden z przedstawionych produktów, które gorąco polecam nie tylko na lato i do zadań specjalnych. Zabrakło tu tylko mojego kremu z filtrem, który również w niemałym stopniu wpłynął na poprawienie trwałości całego makijażu, ale jego pokażę Wam w kolejnym osobnym poście.

Na koniec chętnie poczytam jakie kosmetyki Wy widziałybyście w tym zestawie oraz czy chcecie poczytać więcej o którymś z tych, które przedstawiłam :)
i oczywiście życzę Wam udanego tygodnia!