Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do twarzy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 maja 2014

Polecane na blogach - Alantandermoline lekki krem

W mojej kosmetyczce jest mnóstwo produktów, które kupiłam po wielu pozytywnych postach, recenzjach, czy filmikach, a o których istnieniu nie miałabym pojęcia gdyby nie blogi. Jednym z takich produktów jest lekki krem Alantandermoline "ten niebieski" ;) 


Krem można dostać wyłącznie w aptekach w przeróżnej cenie - od 5 do nawet 12zł za 50g produktu. Oryginalnie jest zapakowany w kartonik i zawiera ulotkę z prezentacją innych produktów marki, ale nie brałam ich ze sobą do Niemiec, więc zdjęć nie ma ;)

Skład: Aqua, Panthenol and Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol and Polysorbate 60, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Octyldodekanol, Caprylic/Capric Triglyceride, PEG-8, Dimethicone, Allantoin, Ethylparaben, Methylparaben, Propylparaben, Citric Acid.


Opis producenta możecie przeczytać na powyższym zdjęciu, ale w skrócie krem ma na celu nawilżanie i przynoszenie ulgi suchej i podrażnionej skórze oraz przyspieszanie jej regeneracji. Przeznaczony jest również dla niemowląt i dzieci, do stosowania zarówno na twarz jak i całe ciało.


O tym kremie zawsze czytałam w kontekście produktu do stosowania rano, również pod makijaż ale u mnie w ten sposób w ogóle się nie sprawdził. Nałożony nawet w niewielkiej ilości nie wchłania się do zera, pozostawiając na mojej cerze film, czego rano bardzo nie lubię. Jeżeli chcę lepszy poślizg to stosuję bazę, ale z doświadczenia wiem, że takie produkty zmniejszają trwałość mojego makijażu i znacznie przyspieszają błyszczenie, więc nawet nie próbowałam użyć go pod podkład.  Skoro go jednak kupiłam, to dostał kolejne szanse:
- jako lekki nawilżający krem na noc - sprawdził się średnio. Nawilżenie owszem jest, ale nawet na mojej mieszanej cerze za słabe. Gdy żel do mycia twarzy spowodował ściągnięcie skóry, to ten krem nie najlepiej sobie z tym poradził. 
- jako krem do rąk / stóp i innych 100 zastosowaniach - jest ok. Nałożony na poszczególne partie ciała sprawdza się tak jak na twarzy, czyli owszem nawilża, ale bez polotu. Nie wyobrażam go sobie też stosować na duże partie ciała, jak nogi, ze względu na jego pojemność ;) Myślę, że najlepiej sprawdzi się w trzeciej opcji.
- zamiennik maści z witaminą A - na plus. Krem świetnie się spisuje na podrażnionej skórze. Nie powoduje pieczenia, za to łagodzi i lekko nawilża, a do tego jest rzeczywiście lekki, więc w tej roli sprawdza się najlepiej. 


Podsumowując czy polecam? Tak, ale ze względu na jego cenę, prosty skład i spore możliwości. Czytałam na jego temat wiele pozytywnych opinii, więc warto spróbować, może u Was się lepiej sprawdzi, a jak nie, to na pewno się nie zmarnuje :) Sama jednak nie planuję powrotu.

Miałyście ten krem? Jak się u Was spisał?

środa, 2 kwietnia 2014

Madre Labs Astaxanthin Serum

W poście z marcowymi nowościami (o tu) pytałam Was, o czym chciałybyście poczytać na początku. Dziękuję za wszystkie komentarze i sugestie, bo dzięki nim stworzyłam mały plan postów na najbliższy czas. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)
Zacznę od serum z astaksantyną, czyli Astaxanthin Serum od Madre Labs.


Serum możemy kupić na stronie iHerb za 8$, ale obecnie nie jest tam dostępne. Znalazłam go natomiast na stronie Atlantis, a konkretnie tutaj, w cenie 49zł. Kosmetyk zapakowany jest w standardowy plastikowy słoiczek mieszczący równe 28g produktu. 


Opis producenta jest następujący:
Formuła z astaksantyną - silnym przeciwutleniaczem, który przyczynia się do poprawy elastyczności skóry i pozytywnie wpływa na drobne linie, zwiększając wilgotność - co prowadzi do uzyskania bardziej młodzieńczego wyglądu.
Sposób użycia: Po oczyszczeniu, delikatnie nałożyć cienką warstwę na twarz i szyję, a następnie użyć produkt nawilżający.
 
- zrównoważone pH
- dla wszystkich rodzajów cery
- ekologiczne opakowanie
- składniki ulegające biodegradacji
- Cruelty free


Dużą zaletą kosmetyku jest jego skład. Z tego względu po raz pierwszy zrobiłam małą analizę, żeby Wam pokazać, że rzeczywiście jest całkiem naturalny i przyjemny dla skóry. Na niebiesko zaznaczyłam rolę składnika, na żółto składniki, które mają ocenę bezpieczeństwa 3/5, gdzie 1- bezpieczne, a 5 - niebezpieczne dla skóry, (pozostałe są bezpieczne), pogrubioną czcionką główny składnik. 
INCI: Deionized water, cetearyl olivate (emulgator), caprylic/capric triglyceride, sorbitan olivate (emulgator), shea butter (nawilżanie, zmiękczanie), ethyl esters (rozpuszczalnik), glycerin (rozpuszczalnik, nawilżanie), astaxanthin (antyoksydant), thymus vulgaris (thyme) extract (zapach), rhodiola rosea root extract (zmiękczacz), tamarindus indica fruit extract, coffea arabica (coffee) seed extract, silybum marianum seed extract, sodium hyaluronate (nawilżanie), tocopheryl acetate (nawilżanie), dimethicone (silikon), xanthan gum (zagęszczacz), sodium hydroxide (regulator pH, składnik drażniący), acrylates/C10-30 alkyl acetate crosspolymer, tetrasodium EDTA, phenoxyethanol (konserwant), caprylyl glycol (nawilżanie i zmiękczanie), sorbic acid (konserwant).


Teraz druga ważna kwestia, czyli działanie. Nie mogę w tej chwili powiedzieć nic więcej, niż o pierwszych wrażeniach, bo używam go za krótko, żeby mogło rzeczywiście wpłynąć na stan mojej cery. Zatem zdradzając zakończenie już teraz, mogę spokojnie powiedzieć, że moje pierwsze wrażenia z używania Astaxanthin Serum są bardzo pozytywne. 


Zazwyczaj używam go rano, po oczyszczeniu cery, a przed Effaclar Duo, ale próbowałam go też samego. W obu przypadkach w żaden sposób nie wpływa na trwałość mojego makijażu. W dodatku rzeczywiście mogę polecić go do każdego rodzaju cery. Serum wchłania się szybko i do zera, nie zostawiając na skórze żadnej nieprzyjemnej warstwy. Cery suche i część mieszanych na pewno będą potrzebowały użyć po nim kremu nawilżającego, ale dla wszystkich bardziej i mniej tłustych bez wątpienia wystarczy jako jedyny krok porannej pielęgnacji. 


Po użyciu serum skóra jest gładka, miła w dotyku i doskonale przygotowana na makijaż. Produkt jest bardzo delikatny i lekki, więc jego aplikacja to sama przyjemność. Do tego rozprowadza się bardzo łatwo i ślisko, ale nie jak silikon, a raczej jak żel / woda, dzięki czemu wystarczy go odrobina na całą twarz. Na duży plus zasługuje nawilżenie, które jest lekkie, ale odczuwalne i radzi sobie nawet z ściągnięciem cery.
Serum nie podrażniło mnie, nawet w okolicy oczu, nie uczuliło i nie zapchało. Zapach jest specyficzny, ale przyjemny i niezbyt sztuczny.

Jeszcze coś dla tych, którzy nie lubią kosmetyków w słoiczkach. Do wielkanocnych jajeczek Milka dodawane są takie malutkie plastikowe łyżeczki, które idealnie się sprawdzają do kremów :)

Podsumowując na podstawie pierwszych wrażeń mogę go Wam spokojnie polecić :)

Z pewnością niewiele osób miało okazję go używać, więc napiszcie w komentarzach, czy Was zainteresowało i co co myślicie o takim sposobie prezentacji składu :) 

piątek, 21 marca 2014

Azjatycki haul i pierwsze wrażenia

Bardzo lubię oglądać Wasze haul'e z całego miesiąca, ale sama zrezygnowałam z tej formy i pokażę Wam moje zakupy i zamówienia w kilku spójnych częściach, jednak dopiero z pierwszymi wrażeniami. Poprzednio pokazałam w podobny sposób zamówienie z ZSK (o TU), a dziś pokażę Wam drugą sporą część moich zakupów, czyli azjatycką pielęgnację zamówioną na ebay. 


W sumie przyszły do mnie cztery produkty pielęgnacyjne, z czego jeden to trochę gadżet i napiszę o nim osobno, a dziś pokażę Wam trzy pozostałe. Przez przypadek okazało się, że wszystkie trzy kosmetyki są ze znanej mi już marki Mizon (TU pisałam o ich kremie ze ślimakiem), ale każdy z osobnej linii.


Pierwsze wrażenie po otwarciu przesyłki było bardzo pozytywne. Wszystkie kosmetyki Mizon przyszły w mocnych, porządnych opakowaniach z kartonu, każdy z holograficzną naklejką zapewniającą, że nikt nam do środka palców nie włożył.


Po otwarciu było tylko lepiej. Wszystkie trzy opakowania są wykonane z ciężkiego, grubego szkła, a w przypadku kremów z mocną plastikową nakrętką i zabezpieczającym plastikiem pod nią. Krem pod oczy miał też dołączoną łyżeczkę do nabierania kremu.


Pierwszy kosmetyk to krem do twarzy S - Venom Wrinkle Tox Cream. Poniżej wrzucam krótki, i całkiem treściwy opis produktu z Allegro.

Zawiera peptyd, który jest syntetycznym odpowiednikiem składniku jadu żmii. Syn-ake to toksyna która rozluźnia mięśnie twarzy. Działa jak botoks, zwalcza „kurze łapki”, zmarszczki oraz zapobiega ich powstawaniu. W skład wchodzi również: masło shea, mango, kwas hialuronowy, allantoina i witaminy E i B5.

Cena przy zamówieniu z Korei to 17 - 20$, a w Polsce około 100zł z przesyłką za słoiczek zawierający 50ml kremu.

 
Krem jest gęsty, treściwy, ale nie ciężki. Nie wchłania się całkowicie, ale używam go na noc, więc nie jest to dla mnie żaden problem. Nie podrażnił i ładnie nawilża, ale na razie nie mogę powiedzieć nic na temat działania przeciwzmarszczkowego czy wygładzającego, bo nic takiego nie zauważyłam po kilku pierwszych użyciach. Rano cera jest dobrze odżywiona i w bardzo dobrym stanie, chociaż lekko tłusta w strefie T, jednak u mnie to norma.


Kolejny produkt to krem pod oczy z linii ze śluzem ślimaka, a konkretnie Snail Repair Eye Cream. Poniżej ponownie opis z Allegro.

Krem pod oczy z zawartością śluzu ślimaka i EGF (epidermalny czynnik wzrostu) efektywnie nawilża i uelastycznia skórę w okolicach oczu, delikatnie rozjaśnia i redukuje zmarszczki.
Zawiera 80% filtratu wydzieliny ślimaka.
Główny składnik śluzu - mucyna - ułatwia regenerację skóry i nadaje jej gładkość.
Chroni również przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.
Dzięki zawartości EGF wygładza naskórek i spłyca drobne zmarszczki.
Pobudza produkcję kolagenu.
Działa rozjaśniająco, nawilżająco i ujędrniająco. 

Cena na ebay to około 15$, a w Polsce 90 - 100zł z przesyłką, za słoiczek zawierający aż 25ml kremu pod oczy.


Ten krem również jest gęsty i treściwy, ale wchłania się lepiej niż poprzednik. Ładnie nawilża okolicę pod oczami oraz powieki, ale liczę też że spłyci moje zmarszczki powstałe z przesuszenia, czego oczywiście jeszcze nie odnotowałam. Krem jest bardzo neutralny i nie podrażnia oczu, chociaż nakładam go bardzo blisko linii wodnej.


Ostatni produkt to żel z kolagenem Collagen Power Lifting Toner. A poniżej ponownie polski opis z Allegro.

Idealny dla cery dojrzałej, która z biegiem lat traci na gęstości i jędrności
oraz jest podatna na odwodnienie.
Kolagen morski posiadający molekularną strukturę
zbliżonego do kolagenu w ludzkich komórkach doskonale 
 pomaga odzyskać jędrność i sprężystość.
Tonik działa przeciwzmarszczkowo dzięki adenozynie,
która pomaga w redukcji zmarszczek
Skóra odzyskuje gładkość, jędrność i elastyczność, a dodatkowo jest odpowiednio nawilżona.
Kompleks peptydowy wraz z ekstraktem z kakaowca działają synergistycznie przeciwdziałając powstawaniu zmarszczek.

Cena na koreańskich stronach to około 18 - 20$, a w Polsce 130zł z przesyłką.


W tym przypadku (podobnie jak w dwóch poprzednich) wielkim plusem jest świetne opakowanie. Spora, szklana butelka ze szkła z efektem fioletowego ombre zawiera 120ml żelu. Plastikowa nakrętka chroni sprawną pompkę, która dozuje niewielką, ale idealną ilość produktu.


Żel bardzo dobrze i szybko się wchłania przez kilka pierwszych minut zostawiając delikatny film. Używam go na noc, pod krem, ale myślę, że dobrze sprawdzi się też na dzień, pod makijaż.

Po kilku użyciach jestem bardzo zadowolona z każdego z tych produktów. Zachwycają mnie opakowania oraz konsystencje produktów. Na duży plus zasługuje także brak podrażnienia i zapchania. Efektów na które liczę czyli wygładzenie, napięcie, zwiększenie jędrności i elastyczności cery jeszcze nie ma, ale zdaję sobie sprawę, że na to za wcześnie. No dobra, może liczyłam po ciuchu na małe wow, po pierwszym użyciu i jakieś napięcie czy super glow, ale trzeba być realistką ;)

Próbowałyście któregoś z tych produktów? A może dopiero coś Was zainteresowało?

poniedziałek, 10 marca 2014

Ziaja Med kuracja nawilżająca Krem redukujący podrażnienia na dzień SPF6

Korzystając z tego, że jestem w Niemczech pokażę Wam kilka produktów, których tu używam, żeby nie wozić całej kosmetyczki ze sobą w obie strony. Ty razem z pielęgnacji zabrałam tylko olejki do OCM i Effaclar Duo.
Na pierwszy ogień mój podstawowy krem z Ziaja Med, z serii Kuracja nawilżająca, a konkretnie Krem redukujący podrażnienia na dzień, ochrona niska SPF6.

Ten turkusowy pasek w rzeczywistości jest niebieski, ale kamera trochę przekłamuje...

Krem można kupić w Super Pharm i Ziaji oraz w sieci w cenie do 15zł za tubkę mieszczącą 50ml kosmetyku. Całość zapakowana jest w zgrabny kartonik zawierający wszystkie informacje, w tym skład. Poniżej opis produktu od producenta i skład, który zawiera trochę silikonów, więc na pewno nie będzie dobry dla każdego.

Bogata emulsja regenerująca z wykorzystaniem ECO-certyfikowanych surowców, bez kompozycji zapachowej. Niska ochrona - SPF 6.
Wiąże wodę oraz zapobiega jej nadmiernej utracie, intensywnie i trwale nawilża głębsze warstwy skóry. Zapobiega przesuszaniu naskórka.
Przyspiesza regenerację zewnętrznych warstw naskórka, zmniejsza tendencję skóry do nadwrażliwości oraz redukuje istniejące podrażnienia.
Zapewnia skuteczną ochronę przed promieniowaniem UV, uzupełnia niedobór naturalnych substancji odżywczych. Neutralizuje wolne rodniki.
Substancje aktywne: Prowitamina B5(D-panthenol), Olej Canola, Kwas hialuronowy, Glicerydy kokosowe, Fotostabilne filtry UVA i UVB, Alantoina 
Skład: Aqua (Water), Hexyl Laurate, Octocrylene, Canola Oil*, Glycerin, Hydrogenated Coco-Glycerides*, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Cyclopentasiloxane, Glyceryl Stearate Citrate, Isohexadecane, Steareth-2, Cyclomethicone, Dimethiconol, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tatramethylbutylphenol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Polysorbate 80, Panthenol, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Diazolidinyl Urea (08.05.2010)

* surowiec ECO-certyfikowany, organiczny

Tubka standardowa, z zakręcanym korkiem

Wcześniej używałam podobnego kremu z Iwostin i chciałam coś podobnego, co zapewni mi odpowiednie nawilżenie i nie pogorszy stanu cery, o które przy tutejszej wodzie bardzo łatwo. Krem jest delikatny i nietłusty, czyli dokładnie taki, jakie lubię do częstego używania. Ma lekką konsystencję i biały kolor. Bardzo dobrze się go aplikuje, łatwo go rozsmarować i wystarczy niewielka ilość na całą twarz.


Efekty? Bardzo na plus. Krem jest przeznaczony na dzień, ale ja go używam codziennie na noc (rano używam Effaclar Duo). Ładnie nawilża, nie podrażnia, a nawet łagodzi ewentualne delikatne podrażnienia. Jest bardzo lekki, delikatny. Świetnie się wchłania i zostawia cerę delikatną, nawilżoną i miękką. Świetnie niweluje uczucie ściągniętej skóry. Po aplikacji zostawia nieznaczny film, który nie jest tłusty, ale wyczuwalny przez jakiś czas. Ważne jest, że nawilżenie nie jest chwilowe. Gdy nakładam go wieczorem, to moja cera rano nadal jest świetnym stanie i ten spokojnie trwa do wieczora, a nawet dłużej.
Jak nie lubię Ziaji (jak zawsze nie wiem dlaczego), tak ten krem jest naprawdę fajnym produktem, który spokojnie mogę polecić na dzień do cer suchych i normalnych, a nawet to mieszanych jak moja. Świetnie sprawdza się też na noc, jeśli cera nie potrzebuje dużej dawki odżywienia i nawilżenia.

Podsumowując zdecydowanie polecam jeśli szukacie łagodnego produktu nawilżającego w niskiej cenie.

Moja ocena 5, za silikony i lekki film, który akurat na noc nie przeszkadza :)
gdzie 1 - porażka, 6 - hit

Używałyście tego kremu albo innego produktu z tej serii?

Nie zabrałam ze sobą aparatu, dlatego też jakość zdjęć jest jaka jest... Chciałam Wam jednak napisać o kilku produktach, których nie chcę zabierać do PL tylko na zdjęcia, a które są warte uwagi :)


środa, 26 lutego 2014

Reo mydło i krem

Pod postem o produktach do pielęgnacji w niskich cenach (link) wyraziłyście zainteresowanie produktami Reo, dlatego już dziś zapraszam na post im poświęcony.

Oba produkty Reo mam i regularnie używam od początku października 2013. Konkretnie są to: Mydełko wyrównujące koloryt cery oraz Krem wyrównujący koloryt cery, a dostępne są również inne kosmetyki z tej serii, między innymi puder. Widziałam też zdjęcia innej wersji mydła, takie okrągłe, ale nie wiem jaka jest między nimi różnica.

Zdjęcie z Allegro, moje opakowanie wyrzuciłam na długo przed tym, jak zostałam Blogerką ;)

Mydełko
Mydło używam do ostatniego etapu oczyszczania twarzy mniej więcej 3 - 4 razy w tygodniu, po demakijażu i OCM, zamiennie z żelem LRP. Całą kostką namydlam dłonie i dokładnie myję twarz, szyję i dekolt, a w razie potrzeby również ramiona. Mydło dobrze się pieni, a pozostawione w łazience zachowuje twardą i zbitą konsystencję. Kostka jest standardowa, ma 80g i jest bardzo wydajna. Po prawie 5 miesiącach zużyłam około połowy objętości, chociaż jak wspomniałam nie używam go codziennie, a czasami przerwy były dłuższe niż dzień, czy dwa, więc myślę, że zużycie odpowiada 3 miesiącom codziennego mycia się nim, a kolejne 3 przed nim. Cena to 4,99zł + przesyłka.

Moja kostka po prawie 5 miesiącach używania

Pora na najważniejsze, czyli działanie. Gdy czytałam kilka opinii na jego temat, to zwykle pojawiał się w roli ratunkowej, czyli Dziewczyny używały go w razie potrzeby, gdy stan ich cery ulegał znacznemu pogorszeniu. Tak jak wspomniałam, ja używam go regularnie, więc nie uzyskuję efektu wow, ale nie jest tak, że żadnego nie zauważyłam. Nie uważam, że to tylko zestaw Reo utrzymuje moją cerę w dobrej kondycji (może nie dobrej, ale sensownej ;)), ale bez wątpienia ma na nią pozytywny wpływ. Mydełko bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie wysuszając jej przy tym. Uczucie ściągnięcia czasami się pojawia, ale niewielkie, za to po każdym użyciu czuję jakby lekki osad na twarzy (jak ten na lustrach w reklamie mydła Dove), ale ja tak mam z każdym mydłem. Odkąd go używam niedoskonałości i niespodzianek na twarzy jest znacznie mniej, ale pojawiają się, gdy jestem dłużej (noc lub kilka dni) poza domem i zabieram tylko podstawowe kosmetyki (na przykład tylko żel Babydream do mycia ciała i twarzy).

Zdjęcie z Allegro

Krem
Uzupełnieniem pielęgnacji z Reo jest krem, który właściwie przypomina maść. 50g gęstego kremu zamknięte jest w aluminiowej tubce z nakrętką. Nic specjalnego, ale całość jest całkiem trwała i wygodna w użyciu. W tym przypadku również mamy bardzo dużą wydajność. Przez dłuższy czas używałam go codziennie i chociaż w ostatnim tygodniu (czy dwóch) trochę poszedł w odstawkę, to nadal jest go sporo w tubce, a na jedną aplikację wystarcza ilość niewiele większa od wielkości ziarnka grochu.

Moja tubka po pięciu miesiącach

Producent wiele nam tu obiecuje: blask, tuszowanie niedoskonałości, tonowanie rumienia, wyrównanie kolorytu (to przypadkiem nie są zadania korektora / podkładu?), ale też pielęgnację, ujędrnienie, nawilżenie, delikatne natłuszczenie, a w efekcie pozostawienie cery gładkiej i miękkiej w dotyku.

Informacja o produkcji w Anglii jest, a składu nie ma...

Jak jest w praktyce? Nieźle, a nawet całkiem dobrze. Kolorytu cery może nie wyrównał, ale jako takich przebarwień nie mam, za to z resztą obietnic jest lepiej. Przy regularnym stosowaniu wraz z mydłem, przyczynił się do zmniejszenia ilości niedoskonałości i ich rzadszego pojawiania się. Ujędrnienie to może za wiele powiedziane, ale przy mojej normalnej / mieszanej cerze ze skłonnością do przetłuszczania w strefie T, a czasami przesuszania na policzkach (i wiele innych kombinacji zależnych od pory roku / wody / klimatu i wielu innych...) nieźle nawilżał, a czegoś mocniejszego potrzebowałam dopiero w grudniu.

Zupełnie jak maść z apteki

Po nałożeniu na twarz zostawia delikatną lekko tłustą warstwę, która się nie wchłania i oblepia mi grzywkę przez noc, ale na szczęście jest Batiste ;) ale do rana znika, jednak w związku z tym pod makijaż go nie polecam. W moim przypadku nie zapchał, nie podrażnił oraz nie powodował przetłuszczania czy przesuszenia cery.

A tu widać, że nie wchłania się do zera, tylko zostawia taką warstwę jak kremy półtłuste

Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Przy którymś z pierwszych użyć zaczęłam się rozglądać co to się przypala, a okazało się że to był ten krem. Pierwsze skojarzenie? Zapach przypalonych włosów... ale może to tylko ja tak mam ;) Z czasem przyzwyczaiłam się i chociaż nadal go czuję, to mi nie przeszkadza. Cena to powalające 6,99zł + przesyłka.


Te produkty wydają się mało popularne, a to źle, bo są naprawdę dobre i w przyjemnej cenie :) Czujecie się zachęcone?

Na koniec moi dzisiejsi czasoumilacze ;) Kociaki są dzikie i zamieszkały u mnie w piwnicy, więc pogłaskać się nie da, do mnie też blisko nie podejdą, ale zawsze można poobserwować jak się bawią w słońcu ;) No i oczywiście psa zabraknąć nie mogło. Przyszedł zobaczyć co to się dzieje, ale zdjęć nie lubi ;)