Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder bambusowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder bambusowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2014

Prawie jak pierwsi ulubieńcy czyli najczęściej używane w styczniu

Zabierałam się do tego posta jak pies do jeża, a sama nie wiem dlaczego. W końcu postawiłam warunek nie ma posta, nie ma spania, co jest świetnym wytłumaczeniem, żeby moje włosy mogły w końcu całkiem wyschnąć przed spaniem ;)*

Najczęściej używani w styczniu 

Bardzo lubię posty z podsumowaniami i ulubieńcami, ale ten nie jest całkiem taki. Gdybym miała określić styczeń pod względem kosmetycznym, to na pewno byłyby to zakupy i nowości. Dlatego też w tym miesiącu skupiłam się na testowaniu nowych zabawek oraz wykończaniu starych. Ulubione kosmetyki poszły na bok, a ja wiele się uczyłam, również pierwszy raz z filmików na youtube.

Zapraszam do krótkiej prezentacji kosmetyków, które najczęściej używałam w styczniu 2014. 
Pielęgnacji nie uwzględniam, bo ta u mnie jest raczej stała i zrobię na ten temat osobnego posta :) Zwłaszcza, że jest kilka hitów!


Na pierwszy ogień idą produkty do twarzy. Świetny kosmetyk, za którym nie szaleje, ale zawsze używam, to Dermacol Make - up cover, w roli korektora. Rano po chleb zdarzało mi się stosować tylko jego, w komplecie z pudrem i różem i zaskoczona przyznaję, że podoba mi się takie rozwiązanie raz na jakiś czas. W tym zestawieniu korektor znalazł się ze względu na idealnie dobrany pędzelek, o którym dalej.
Podkłady przewinęły się różne, ale postanowiłam wykończyć żelową wersję Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation w odcieniu 200. Najlepiej nam się pracuje wiosną i latem, ale była resztka, więc chciałam go zużyć i to po niego sięgałam najczęściej.
Pierwsza część miesiąca należała do pudru e.l.f. Complexion Perfection. Nie zachwyca mnie, ale że leżał w szufladzie zaniedbany, to postanowiłam się nim zająć ;) Później przyszedł Puder bambusowy z Biochemii Urody i to nim bawię się do tej pory. Byłby to bez wątpienia ulubieniec.
Teraz produkty na nowo odkryte, czyli bronzery i rozświetlacz. NYX blush w kolorze taupe to też nowość, a więcej o nim TU. Fantastyczny produkt, którego używam non stop i na pewno napiszę o nim więcej. Dalej był bronzer e.l.f. Warm bronzer, którym opalam całą twarz, czego wcześniej nie umiałam, a efekt niezmiennie mnie zachwyca. Osobny post na jego temat o TU. W każdym makijażu towarzyszył mi rozświetlacz z Bourjois Touche Illuminatrice, z serii popularnych róży, w kolorze 96 Rose Universel. 


Usta opanowały również dwie nowości. Pierwsza to pomadka z Maybelline w bardzo moim kolorze 220 Lust for blush, a druga to jej odpowiednik z Loreal Color Riche Balm 819 Carmel Comfort. Obie nie wykazują na moich ustach właściwości pielęgnacyjnych czy ochronnych, ale też nie szkodzą, a pięknie wyglądają. Szminki poszły na bok, chociaż zawsze wracałam do nich w chłodniejszych miesiącach
.
Kolejny powód nazwania posta najczęściej używanymi, a nie ulubieńcami, to paleta Sleek Au naturel. Zamówiłam ją, bo spodobały mi się matowe i naturalne kolory. Niestety to, co u innych mnie zachwyca, u mnie nie zawsze się sprawdza i tak było tym razem. Cienie może i zgrabne, ale jednak nie całkiem moje. Miałam też problem aplikacją i rozcieraniem matów. Z tego powodu też, odkąd ją dostałam była stałym elementem mojego makijażu, aż nie przyszły kolejne, najnowsze paletki ;) Po tym czasie muszę przyznać, że ją oswoiłam i polubiłam. Jestem w stanie wyciągnąć ją rano i na szybko zrobić bezpieczny, mój, makijaż. 

Regularnie też używałam MACzka Pro Longwear Paint Pot w cudownym kolorze Stormy Pink. Idealny jako baza i sam, a przede wszystkim świetnie pasują do niego fiolety z Garden of Eden. Uwielbiam jego i to połączenie.

Osobnym tematem są pędzle. Od grudnia pojawiło się u mnie bardzo dużo nowości, a te ze zdjęcia to na pewno jedne z moich ulubionych. Pierwszy od góry to fantastyczny pędzel do pudru Real Techniques Powder Brush, którym fantastycznie nakłada się puder - lekko, naturalnie i niewiele.  
Hakuro H24 na początku miesiąca wykorzystywałam do nakładania bronzera Honolulu, później do NYXa, a obecnie do różu. W każdym zastosowaniu na plus. 
Małą kuleczkę RT czyli Setting Brush początkowo używałam do rozświetlacza, ale wydaje mi się za twarda do theBalm, którego stałam się szczęśliwą posiadaczką, więc obecnie konturuję nią twarzy przy pomocy NYXowego taupe. Ostatnim ulubieńcem jest niepozorny ebayowy pędzel z chińskiego zestawu. Jessup? Zestaw składał się z 4 małych puchatych, bardzo delikatnych pędzli do makijażu oczu, które miały być odpowiednikami tych do twarzy. Kupiłam go z myślą o nakładaniu i rozcieraniu cieni, ze względu na ogromną popularność aukcji z tymi pędzlami. Po jakimś czasie okazało się, że doskonale się sprawdza do aplikacji korektora i tak też go używam. Dwa przeznaczyłam do oczu, dwa do korektora.


Na koniec tusze do rzęs, ponieważ bardzo się na nich skupiłam w styczniu. Czy Wy też nie możecie wykończyć tuszu? W moich zapasach czekają 4 nowe nieotwierane tusze do rzęs!! a ja dalej męczę te dwa z Max Factor. Dwóch innych już się pozbyłam, tłumacząc sobie że zgęstniały i nie ma co ich ratować, bo lepsze czekają. Fakt, że oba podratowałam Duraline, co chyba znacząco zwiększyło ilość produktu. Tak czy inaczej na moich rzęsach te dwa tusze (False Lash Effect Fusion Volume & Length oraz 2000 Calorie Dramatic Look) nie powalają, ale efekt jest bardzo dobry, więc zamierzam je wyzerować. Natomiast Wibo Growing Lashes Stimulator Mascara używam do dolnych rzęs i w tej roli świetnie się sprawdza. Na górnych nic specjalnego. Zapomniałam wrzucić osobnego zdjęcia małego tuszu z Sephory, który jest na głównym. Ten tusz teoretycznie nadaje się też do rzęs, ale to jakiś żart. Używam go do brwi i w tej roli spisuje się bardzo dobrze, ale też jest na liście do wykończenia, a cała nazwa to Mascara Cils & Sourcils Lash & Eyebrow Mascara. 

Uff to tyle. Niby takie nic, a jednak dużo się uzbierało. Z pewnością zrobię taki post w lutym, ale wtedy już z ulubieńcami. Jest dopiero 5ty dzień miesiąca, a kilka moich kosmetycznych romansów przeszło już w trwałe związki ;)

Używałyście któregoś z tych produktów?

* udało się, są suche i pięknie błyszczą ;)

czwartek, 30 stycznia 2014

Puder Bambusowy anty UV od Biochemia Urody - pierwsze wrażenia

Dziś o kolejnej nowości w kosmetyczce, która na pewno pojawi się w poście z kosmetykami po które najczęściej sięgałam w styczniu. Bohater dzisiejszej notki to naturalny Puder bambusowy anty UV (jedwab + cynk) zamówiony ze strony Biochemia Urody. 

Biochemia Urody Puder bambusowy anty UV
Na Instagramie pochwaliłam się, jak szybko i sprawnie zadziałała Poczta Polska i system śledzenia paczek (Biochemia wysyła zamówienie tylko paczką, w jednej cenie, bez względu na jego wielkość, za co plus), a zaraz po tym rozminęłam się z listonoszem (który nawet dzwonił, a potem zostawił swój numer, żeby oddzwonić to dowiezie przez 12!) i o 13 znalazłam awizo... Oznaczało to spacer na pocztę 2x15 minut przy -12 stopniach, ale całkiem przyjemny ;) Do rzeczy!

Puder jest dostępny w kilku wersjach: perłowy, czysty puder bambusowy, z jedwabiem, jedwabiem i owsem i mój czyli w wersji z filtrem. Jest to dokładnie puder bambusowy z dodatkiem pudru jedwabnego oraz mikronizowanego tlenku cynku o SPF 12-14.

Puder bambusowy - zamówienie
Zamówienie standardowo przyszło w postaci półproduktów, ale wykonanie finalnego kosmetyku jest banalne. Zamówiony zestaw przyszedł zapakowany w strunowym woreczku, jak na zdjęciu powyżej.

Produkty
Puder bambusowy dostajemy w dużym opakowaniu z sitkiem, a pozostałe składniki w niedużych fiolkach. Do zestawu dołączona jest plastikowa bagietka do wymieszania. 

Gdzie i za ile
Mój puder zamówiłam na stronie Biochemii Urody w cenie 18,80zł za sam puder i 30zł z przesyłką. Cena to niewątpliwy plus tego produktu. Zbliżona jest do ceny średniego pudru w drogerii, a tu mamy kosmetyk naturalny w ogromnej pojemności 60ml. 
Puder bambusowy można też dostać na innych stronach z kosmetykami naturalnymi i półproduktami.

Pierwsze wrażenia
Na początek wybija się opakowanie. Duże, z raczej kruchego plastiku, ze sprawnym sitkiem i dodatkowym plastikiem zabezpieczającym. Bez polotu, ale sprawne i na plus.

Sam puder ma biały kolor. Na poniższym zdjęciu widać składniki przed wymieszaniem - lekko szary cynk i delikatniejszy puder jedwabny. Całość jest bardzo drobno zmielona, delikatna i całkowicie transparentna.

Przed wymieszaniem
Po nałożeniu na rękę i dokładnym roztarciu nie bieli, ale widać że coś na niej jest. Podobnie z efektem na twarzy. Lubię naturalny blask, zdecydowanie bez płaskiego matu i najchętniej w ogóle nie używałabym pudrów, ale z czasem okazały się niezbędne. Używam go, żeby przedłużyć trwałość makijażu oraz oprószyć policzki przed nałożeniem bronzera, różu i rozświetlacza. Dzięki niemu kosmetyki kolorowe nie tworzą plam, łatwiej się rozcierają i dają delikatniejszy efekt.

Po wysypaniu i roztarciu

Odkąd mam go w kosmetyczce towarzyszy mi codziennie. Minął już ponad tydzień naszej znajomości, a ja jestem całkiem zadowolona. Nie bieli, chociaż im jaśniejszy podkład tym lepiej wygląda. Znacznie przedłuża trwałość makuijażu - mój ukochany podkład z Max Factor wytrzymywał około 2h bez błyszczenia, teraz po 5 jest idealny!! Świetnie się go nakłada, a używam dużego pędzla do pudru Real Techniques. To, co na początku mi się nie spodobało to ściągnięcie skóry. Po około 2h od nałożenia go pierwszy raz czułam znaczne ściągnięcie, które już się nie powtórzyło z taką siłą. Aktualnie próbuję się przekonać do efektu jaki daje. Nie jest to płaski, jednowymiarowy mat. Twarz jest lekko rozświetlona, naturalna, a rysy delikatniejsze, jednak ja go widzę. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia, jednak na razie trochę mi to przeszkadza. Oczywiście podobnie było z innymi pudrami, ale chyba nastawiłam się na coś więcej. Na razie faza testów samego pudru na różnych podkładach oraz z fixerem.

To jeszcze zdjęcia z makijażami, w których go użyłam.

Zdjęcia nadal z laptopa, lustro nie współpracuje...

Na razie jestem na tak, ale zobaczymy jak nasza znajomość się rozwinie.

Używałyście pudru bambusowego?