Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2015

Najlepszy żel do mycia twarzy od La Roche Posay

Dziś będzie krótko i konkretnie, bo zarówno tytuł, jak i niedawny post z ulubieńcami roku (klik) już zdradziły główny punkt recenzji.


A dzisiejszym bohaterem jest oczywiście żel do mycia twarzy marki La Roche - Posay z serii Effaclar. W Polsce dostaniemy go w większości aptek, w tym internetowych, w cenie około 30zł za 200ml i 40-50 za 400ml w opakowaniu z pompką. 


Opakowanie jest praktyczne i wygodne - mechanizm jest sprawny i pozwala płynnie regulować ilość wydobywanego produktu. Sam żel natomiast jest dość zwarty, nie spływa łatwo i tylko nieznacznie się pieni, przez co idealnie nadaje się do pracy ze szczoteczką do mycia twarzy.


Najważniejsze są jednak działanie i efekty i to z nich jestem najbardziej zadowolona. Effaclar doskonale oczyszcza cerę, ogranicza powstawanie niedoskonałości oraz w niewielkim stopniu zmniejsza przetłuszczanie się. Moja skóra po jego użyciu jest odrobinę ściągnięta, jednak nie przesusza się, i wystarczy nawet lekki krem, żeby pozbyć się tego uczucia.
Jestem z niego bardzo zadowolona i polecam chociaż wypróbować, jeśli jeszcze nie miałyście ku temu okazji. 

Używałyście tego żelu? A może inny produkt z serii Effaclar? Koniecznie dajcie znać jak się u Was sprawdziły :)

czwartek, 22 stycznia 2015

Pudry do modelowania HD od Inglot

W opublikowanym niedawno poście z odkryciami grudnia znalazły się między innymi pudry do konturowania marki Inglot, które dziś chciałabym Wam pokazać z bliska oraz w praktyce. 

Pudry dostępne są oczywiście w salonach oraz na stronie internetowej Inglot w cenie 29zł za wkład, który zawiera 5,5g produktu. Obecnie dostępnych jest aż 12 kolorów (!) w tonacjach zimnej i ciepłej.


Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć swatche kolorów pudrów Inglota zestawione z innymi popularnymi brązerami.
Pod kątem współpracy Pudry Modelujące HD wypadają najlepiej,  ze względu na najlepszy stosunek pigmentacji do łatwości użycia. Nie robią plam jak Miyo, są delikatniejsze i łatwiejsze w blendowaniu niż W7 i przede wszystkim są o wiele bardziej miękkie i napigmentowane niż mój ulubiony wcześniej NYX. Poza tym kolor 505 jest odrobinę ciemniejszy i cieplejszy, dzięki czemu dużo lepiej współgra z moją cerą i mogę go użyć do konturowania całej twarzy, a nie tylko pod kości policzkowe.


Pudry te idealnie nadają się do konturowania również jasnych i zimnych odcieni skóry. Są miękkie i łatwe do rozcierania, chociaż nieznacznie pylą. Największą zaletą jest jednak świetna pigmentacja, dzięki której można uzyskać zarówno mocny jak i delikatny efekt i to niewielką ilością kosmetyku i pracy. Jasne, rozświetlające odcienie dobrze utrwalają korektor, czy podkład, a nawet lekko przedłużają jego trwałość. Najlepiej sprawdzają się jednak pod oczy, czy na szczyty kości policzkowych i środek twarzy, gdzie nałożone bezpośrednio na podkład dają rozświetlenie mocne, wyraźne, a z pudrem pod spodem subtelniejsze.

L - P: Inglot 503, 501, 505, 509, 82 i brązery: NYX Taupe, Miyo Sun Kissed, W7 Honolulu

Równie zadowolona jestem z różu. Mój w numerze 82 jest neutralnym delikatnym matowym lekko przybrudzonym różem, który wygląda bardzo naturalnie i sprawdzi się na większości karnacji. Trzeba jednak uważać, bo i on jest mocno napigmentowany, zatem wystarczy odrobina, w najlepiej nałożona miękkim pędzlem. 

L - P: Inglot 503, 501, 505, 509, 82 i brązery: NYX Taupe, Miyo Sun Kissed, W7 Honolulu
Pudry doskonale się rozcierają i łączą, a na mojej cerze wytrzymują do końca dnia. 
Obecnie najczęściej używam rozświetlacza 503 pod oczy i na szczyty kości policzkowych, a brązera 505 do konturowania całej twarzy. Ciemnej 509 używam tylko pod kości policzkowe, gdy zależy mi na wyostrzeniu rysów, a żółtej 501 na szczyty kości policzkowych lub na całą twarz, gdy chcę dodać podkładowi odrobinę żółtych tonów. Do tego róż o numerze 82 i makijaż twarzy mam skończony. 
Na poniższych zdjęciach użyłam wszystkich odcieni według powyższej kolejności.

Po lewej gotowy makijaż, po prawej od góry:
1. 501 na całą twarz, 503 pod oczy i na szczyty kości policzkowych,  505 do konturowania
2. 509 pod kości policzkowe
3. z różem 82



 Podsumowując absolutnie je uwielbiam i gorąco Wam polecam! ;)

Skusiłyście się na któryś z tych pudrów? Koniecznie napiszcie jaki brązer jest Waszym numerem jeden :)

czwartek, 11 grudnia 2014

Jesienna pielęgnacja z Mixa

No cześć!

Tym razem zapraszam Was na post o produktach do pielęgnacji ciała, a konkretnie o dwóch balsamach od marki Mixa, które świetnie się u mnie sprawdzają w okresie jesienno - zimowym.


Pierwszy produkt to Baume Nutritif Réparateur czyli masło, a właściwie balsam do ciała w wygodnym słoiczku o pojemości 200ml. Jego cena nie była wysoka 3-5€, ale niestety chyba jeszcze nie ma go w Polsce.


Balsam ma delikatny szybko znikający zapach typowo kosmetyczny i przyjemną średnio gęstą konsystencję. Po rozsmarowaniu wchłania się dość wolno i zostaje na skórze jeszcze długo po nałożeniu, co akurat dla mnie jest plusem, ale używam go wyłącznie na noc. W kwestii pielęgnacyjnej nie mam mu nic do zarzucenia - nawilża dobrze i długotrwale.



Drugi produkt to natomiast mój absolutny hit odkąd skończyło się lato i zeszła mi cała opalenizna. Lait Corps Nourrissant - Effet Soleil to balsam brązujący, mój w wersji dla ciemnej karnacji, który niestety też nie jest jeszcze dostępny w Polsce. W tym przypadku za opakowanie mieszczące 250ml produktu zapłaciłam niewiele powyżej 5€.


Balsam ma za zadanie stopniowo budować sztuczną opaleniznę i robi to wręcz doskonale - kolor jest naturalny i bardzo równomierny, nawet jeśli nie przyłożymy się do jego aplikacji. W dodatku każda aplikacja stopniowo zwiększa intensywność koloru, przez co bez problemu możemy uzyskać zadowalający nas odcień, który nawet podczas schodzenia nie robi plam. Niestety zaaplikowany wieczorem zostawia rano nieprzyjemny zapach samoopalacza, który na szczęście nie jest bardzo intensywny, ale wrażliwym nosom na pewno się nie spodoba. Jednak to, co najbardziej mnie w nim zaskoczyło, to fakt, że on rzeczywiście dobrze nawilża! Skóra po nim nie tylko nie jest przesuszona, ale ładnie odżywiona i gładka.


Podsumowując oba balsamy bardzo przypadły mi do gustu i polecam je wypróbować, jeśli tylko macie okazję. Mój pierwszy kontakt z marką uważam za bardzo udany i muszę w końcu przyjrzeć się jej bliżej w polskich drogeriach ;)

Możecie mi polecić inne produkty marki Mixa? Chętnie poznam Wasze zdanie na temat marki i produktów dostępnych w Polsce :)

piątek, 5 grudnia 2014

Hit listopada - olejek do demakijażu Kiko

No cześć!

Zapraszam Was na szybki post, o moim absolutnym ulubieńcu listopada, który idealnie się zgrał w czasie w ostatnim otwarciem pierwszego salonu Kiko w Warszawie. 
Bohaterem dzisiejszego postu jest Cleansing Light Oil Make up Remover, czyli olejek do demakijażu również produktów wodoodpornych z twarzy, oczu i ust, przeznaczony do cer normalnych i suchych.


Zgrabna buteleczka z przezroczystego plastiku ma wygodny psikacz i mieści w sobie 175ml błękitnego płynu o delikatnym kosmetycznym zapachu. Jego cena to około 7€, ale bywa w promocji.


Olejek mam już od wakacji, ale wtedy używałam go zgodnie z instrukcją na wacik i byłam średnio zadowolona. Niby usuwał cały makijaż oka, nawet wodoodporny tusz, ale zajmowało to dużo czasu i nie obyło się bez tarcia. Teraz jednak wyciągnęłam go z zapasów i spróbowałam użyć bezpośrednio na twarz - psikam kilka razy na dłoń i rozprowadzam go na oczach, a potem całej twarzy. Efekt jest niesamowity! Olejek bardzo szybko, delikatnie i dokładnie zmywa cały makijaż z twarzy oraz przede wszystkim z oczu. Mało tego, po jego użyciu skóra jest dopieszczona, nie jest ściągnięta i ku mojemu zaskoczeniu, oczy nie są zamglone.
Oleje od dawna są stałym punktem w moim demakijażu, ale żadna mieszanka OCM nie była równie skuteczna jak ten produkt. Ten produkt jest pierwszym etapem mojego demakijażu i oczyszczania twarzy, ale po nim wystarczy już tylko dokładne umycie cery, a płyn micelarny czy dwófazówka są zbędne. Ok, nadal używam toniku, ale to już inny temat ;)


Bardzo Wam polecam ten produkt, bo jest po prostu świetny - skuteczny i delikatny, a do tego w rozsądnej cenie :)

Jaki olejek lub inny produkt do pierwszego etapu demakijażu jest Waszym faworytem?

niedziela, 30 listopada 2014

Zoeva Smoky Palette


No cześć! ;)

Ostatnio nie ma mnie za wiele w sieci, a wszystko przez zbliżający się wyjazd - 2 tygodnie w Niemczech, przed którym musiałam ogarnąć dom i akcję święta, a łatwo nie było ;) Tak czy inaczej jestem już praktycznie gotowa na Boże Narodzenie, a nawet sprawiłam sobie pierwszy prezent, jakim jest jedna z najnowszych palet cieni do powiek marki Zoeva, czyli Smoky.


Zacznę od tego, że ta paleta nie jest dla każdego. Niby można nią wykonać delikatny dzienny makijaż, ale nie takie jest jej przeznaczenie i myślę, że fanki delikatnych, naturalnych oczu nie wykorzystały by jej w pełni. Smoky to paleta dla fanek mocnych, ciemnych makijaży, również dziennych, jak ja.


Na początek - opakowanie, które jest solidne chociaż kartonowe, zamykane na magnes. Wewnątrz znajduje się 10 dużych podpisanych cieni o masie 1,5gr. 
Dostać ją można wyłącznie w sieci, w cenie 72 - 75zł. 


Większość cieni, bo aż 8 to maty, natomiast dwa pozostałe są perłowe. Wszystkie cienie są bardzo dobrze napigmentowane oraz świetnie się rozcierają i łączą ze sobą, tylko nieznacznie tracąc przy tym nasycenie. Konsystencja jest raczej sucha, ale mimo to praktycznie się nie osypują i bardzo łatwo przenoszą na powiekę. Świetne jest to, że kolor który uzyskujemy na powiece jest dokładnie taki, jak w opakowaniu, nawet bez bazy!



Nie mam również najmniejszych zastrzeżeń w kwestii ich trwałości, ale oczywiście nie używam ich inaczej, niż na bazę, ale u mnie bez niej żadne cienie nie wytrzymają dłużej, niż 3 godziny.

W świetle dziennym, cieniu, lampie i po porządnym tarciu mokrą chusteczką - zeszły tylko cienie bez bazy

Niewiele więcej mogę dodać. Ja ją absolutnie uwielbiam i bardzo się cieszę, że jest moja. Przeglądam też inne palety Zoeva i z pewnością zdecyduję się na kolejną ;) Gorąco polecam, ponieważ cienie są świetne i w niezłej cenie, biorąc pod uwagę ich ilość i jakość. Przy okazji muszę wspomnieć, że jest to już kolejny produkt marki Zoeva, który jest bardzo dobry i nie trafiłam jeszcze na nic gorszego jakościowo, a mam już ich pędzle, liner, szminkę czy bazę, a w planach kredki do oczu ;)

Na koniec makijaż wykonany wyłącznie tą paletą, na bazie Zoeva Eyeshadow Fix Long Wear Matte. W normalnym świetle kolory są mocniejsze i ciemniejsze, ale niestety patrząc za okno, nie sądzę, że szybko mogłabym zrobić zdjęcia bez mocnej lampy...

Zoeva Smoky Palette, cienie: Dust & Memories, Smoky Wishes  plus: Ashes Awake do przyciemnienia zewnętrznego kącika, Relieve the Moon pod łuk brwiowy, Sweet Smell do roztarcia, Soul Searching na środek powieki oraz Real Light jako kreska
na ustach Yves Saint Laurent Baby Doll Kiss & Blush w kolorze 8, Dla Kolegi ;)

Jak Wam się podoba ta propozycja? Skusiłyście się na którąś z tych palet? Koniecznie napiszcie jak się sprawuje :)

czwartek, 20 listopada 2014

Golden Rose Velvet Matte część druga: 07 14 26

O tym, że absolutnie uwielbiam pomadki Golde Rose z serii Velvet Matte wspominam przy każdej możliwej okazji, dlatego też dziś zapraszam Was wyłącznie na prezentację moich najnowszych nabytków, czyli kolorów 07, 14 i 23.

Kolor 07, czyli jasny, raczej neutralny róż, bardzo uniwersalny jak 02, ale od niego jaśniejszy.


Odcień 14, to natomiast ciemniejsza wersja koloru 02, jeden z moich ulubionych. Z jednej strony ciemny, z drugiej nadal naturalny.


I odcień 26 czyli odpowiednik 07 z pomarańczowymi tonami. Liczyłam na odpowiedź na problem z tego postu - klik - ale niestety, nadal nic z tego ;)
a może macie pomysł na inny produkt w podobnym kolorze?


Niestety w serii Velvet Matte zdarzają się słabsze egzemplarze. Tym razem najsłabiej wypada kolor 26, który jest dość suchy, bardziej tępy i na ustach wypada mniej korzystnie i gładko niż reszta (podobnie jest z kolorem 04), ale i tak jest ok. Poza tym pomadki są świetne, trwałe i nie wysuszają moich ust, a wśród dostępnych 27 kolorów każdy bez wątpienia znajdzie coś dla siebie :)


Zainteresowanych większa dawką informacji odsyłam:
- tutaj, do pierwszego postu na ich temat, o mojej pierwszej Velvet Matte w kolorze 11,
- tutaj, do postu z prezentacją 6 pierwszych nabytków,
- i tutaj, do postu z ostatnim zakupem, czyli najciemniejszym odcieniem 23.
Bardzo się cieszę, że marka Golden Rose wypuściła niedawno 6 / 7 nowych kolorów i mam wielką nadzieję, że na tym nie koniec ;)
PS. Niedługo post z numerem 17 i kilkoma innymi szminkami, które niedawno wpadły mi do toaletki... ;)

Macie już swoich ulubieńców wśród szminek Golden Rose? A może nadal nie jesteście nimi zainteresowane? Chętnie poczytam, który kolor Wam się najbardziej podoba :)

środa, 5 listopada 2014

Neonowy róż od Zoeva

Bohater dzisiejszego postu to połączenie moich dwóch wielkich miłości – marki Zoeva oraz intensywnych kolorów na ustach, czyli fantastyczny produkt, jakim jest Luxe Cream Lipstick.


Wszystkie produkty Zoeva można dostać w ich sklepie internetowym, który prowadzi wysyłkę do Polski oraz w naszych krajowych sklepach internetowych, między innymi Minti Shop, z którego pochodzi mój egzemplarz.
Cena 35zł.


Kolorów obecnie jest niewiele (5), a ten, na który zdecydowałam się na początek to Floral Crown. Jest to jasny, bardzo intensywny róż, w odcieniu neutralnym, raczej w kierunku chłodnego. Kolor jest bardzo mocny i rzuca się w oczy, więc na pewno nie jest to opcja dla fanek naturalnych i delikatnych ust.


Ogromną zaletą tej szminki jest jej... opakowanie! Piękne, proste, metalowe, z zamykaniem na magnes. Wystarczy zbliżyć zatyczkę i klik! zamknięte. Niby gadżet, ale za to jaka frajda! :D


Konsystencja jest niesamowicie przyjemna! Bardzo kremowa, gęsta i miękka. Sunie po ustach stawiając opór większy, niż balsamy, ale mniejszy, niż większość matowych produktów w tej kategorii.



Chyba największym plusem pomadki Zoeva jest jej pigmentacja. Wystarczy już najcieńsza warstwa do uzyskania pełnego i równego krycia. Podobnie jest, gdy nakładamy ją pędzelkiem.
Kolejnym plusem jest trwałość. Na nieużywanych ustach wytrzymuje kilka godzin, spokojnie powyżej pięciu. Nieznacznie schodzi przy suchym jedzeniu i piciu (porządnie odbijając się na kubkach), mocniej, ale nie całkiem, przy tłustych potrawach.


Nie zauważyłam, żeby barwiła usta i zdecydowanie ich nie wysusza. Niestety trochę podkreśla suche skórki, ale to na tyle z jej wad.


Podsumowując: ja ją bardzo lubię i mam ochotę na więcej, a Wam gorąco polecam!

A jakie jest Wasze zdanie o marce Zoeva? I jak Wam się podoba ten kolor?

poniedziałek, 3 listopada 2014

Metaliczny liner od Inglot


Sama nie wiem jak to się stało, że jeszcze Wam nie pokazałam tego produktu! Uwielbiam go i używam bardziej i mniej regularnie od połowy wakacji, a ostatnio znów do niego wróciłam, więc pora na post.


Dzisiejszy bohater to Konturówka do powiek w żelu od Inglot w przepięknym kolorze metalicznego złota o numerku 94.
Dostać go można w każdym salonie Inglota w cenie 35zł za 5,5g.


Opakowanie to prosty plastikowy słoiczek z czarną nakrętką i nakleją pod spodem. Proste i funkcjonalne. Sam produkt to właściwie żelowy liner, który sprawdza się zarówno do kresek jak i nałożenia na całą powiekę jak cień w kremie.

 
Konsystencja jest żelowo – kremowa. Liner jest bardzo łatwy i wygodny w obsłudze, bez względu na to, czy nakładamy go pędzelkiem, czy palcem. Zaraz po nałożeniu łatwo się rozciera, a chwilę później zastyga i jest nie do ruszenia aż do demakijażu. Dawno temu miałam klasyczną czerń z tej serii, która niestety dość szybko wyschła i po około 6 miesiącach źle się z nią pracowało. Ten kolor mam już kilka miesięcy i mimo pęknięcia nie zauważyłam zmiany w formule.


Kolor 94 to piękne metaliczne złoto. Odcień zdecydowanie ciepły, z brązowymi i miedzianymi tonami. Mocno błyszczy w słońcu i sztucznym świetle, natomiast w cieniu jest ledwie zauważalny. Doskonale rozświetla oko w sposób bardzo subtelny i elegancki i daje ciekawy, niestandardowy efekt na oku. W sprzedaży dostępne jest jeszcze kilka innych metalicznych kolorów oraz cała paleta klasycznych matów, które są niestety trochę gorsze jakościowo.
Jego odcień trochę przypomina mi Color Tattoo od Maybelline w kolorze On and on Bronze, jednak tak naprawdę jest on zupełnie inny, a zestawienie tych dwóch produktów widać na dalszych zdjęciach.


Nie mam mu też nic do zarzucenia pod kątem trwałości. Nałożony rano jako kreska trwa do demakijażu. Tak samo się sprawdza nałożony na całą powiekę jako baza pod cienie, znacznie przedłużając ich trwałość i podbijając kolor.


Dużym plusem jest jego pigmentacja. Na początku bałam się, że taki kolor, w dodatku metaliczny, będzie niewidoczny na oku, ale nic takiego się nie dzieje. Liner ma mocny kolor, który zapewnia 100% krycia, dzięki czemu nie przebijają spod niego nawet ciemne cienie. Niestety w ogóle nie sprawdza się na linii wodnej, a liczyłam na ciekawy efekt przy takim użyciu.

Podsumowując!
Żelowa konturówka Inglot to świetny produkt zarówno do kresek jak i na całą powiekę. Kolor jest piękny, mocno napigmentowany i dość niepowtarzalny. Z jej pomocą można uzyskać ciekawy efekt na oku oraz rozświetlenie i odświeżenie spojrzenia.

Lubicie kolorowe kreski? A może używałyście linerów od Inglot? Koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach! 
 

środa, 29 października 2014

Estee Lauder Stay in Place Flawless Wear Concealer SPF 10 01 Light

Tak jak wspomniałam w poprzednim poście, dalej rozprawiam się z hitami września. Tym razem pora na mój absolutnie ulubiony korektor od Estee Lauder. 


Pełna nazwa to Estee Lauder Stay in Place Flawless Wear Concealer SPF 10, a prezentowany dziś jest w kolorze 01 Light, ale w mojej kosmetyczce mam również ogromną próbkę koloru 02 Ligt Medium. 
Produkt ten dostępny jest w praktycznie każdej perfumerii w cenie 139zł za 7ml. Poniżej opis producenta ze strony sephora.pl:
Korektor w płynie zapewnia efekt wyrównanej skóry przez cały dzień. Trwała i lekka formuła jest łatwa w zastosowaniu dzięki aplikatorowi. Likwiduje i koryguje cienie pod oczami, zaczerwienienia i plamki. Nie brudzi ubrań, nie zmienia koloru w ciągu dnia. Perfekcyjna siła krycia. Beztłuszczowy. Bezzapachowy. Przetestowany dermatologicznie i oftalmologicznie.


Opakowanie to standardowa buteleczka z aplikatorem przypominająca błyszczyk. Przy zakupie dodatkowo opakowana w Granatowy kartonik ze złotymi napisami. 


Konsystencja jest podobna do podkładu z tej linii - dość rzadka, ale po nałożeniu pod okiem zostaje na miejscu. Korektor bardzo łatwo rozprowadza się na skórze i bez problemu łączy z podkładami, również mineralnymi.


Kolor 01 Light jest jasny, a nawet bardzo jasny biorąc pod uwagę produkty dostępne w drogeriach. Jego odcień to czysty beż, który będzie pasował każdej karnacji. Świetnie się sprawdza zarówno pod oczami, jak i do rozświetlania cery, na przykład w strefie T. 02 Light Medium jest natomiast ciemniejszy i pojawiaj się w nim żółty pigment. W moim przypadku idealnie się on sprawdza pod oczami i na reszcie twarzy, gdy chcę coś zamaskować, ale nie rozświetlać. Oba kolory ładnie stapiają się ze skórą i resztą makijażu oraz nie ciemnieją w ciągu dnia.

1 - EL DW w kolorze 02, 2 - EL DW w kolorze 01, 3 - NYX HD Concealer CW 02,
4 - MAC Pro Longwear NC25, 5 - MAC Studio Finish NC20

Pod kątem trwałości jest doskonały. Nałożony i utrwalony, nawet lekkim pudrem, rano trwa w niezmienionym stanie do demakijażu. Nie zbiera się też w załamaniach i nie ściera. Po nałożeniu zastyga, dając raczej matowe wykończenie, ale w ogóle nie wysusza mojej i tak suchej skóry pod oczami. 


Korektorów pod oczy zaczęłam używać dopiero w tym roku, ale, jak widać na powyższym zdjęciu, wypróbowałam już kilka najpopularniejszych produktów w tej kategorii i to Estee Lauder wypada z nich najlepiej. Daje bardzo naturalny efekt, dzięki czemu pod oczami jest praktycznie niewidoczny, a pod tym kątem NYX i jego pudrowe wykończenie wypadają najgorzej. Jest delikatny dla skóry, czego nie można powiedzieć o Pro Longwear od MAC, oraz lekki w przeciwieństwie do Studio Finish. Trwałość wszystkich tych produktów jest podobna, podobnie jak ich bardzo dobre krycie. DW świetnie tuszuje cienie pod oczami oraz niedoskonałości na twarzy, chociaż w tym celu używam go rzadko.


Podsumowując dla mnie jest to korektor idealny i gorąco Wam go polecam. Ładnie kryje, rozświetla, daje naturalne, niewidoczne wykończenie i jest przyjazny dla skóry pod oczami, a przy tym bardzo trwały. Uwielbiam go, podobnie jak podkład z tej serii, o którym wspominałam w tym poście.

Napiszcie proszę w komentarzach czy lubicie produkty z serii Double Wear? I jaki korektor pod oczy jest Waszym ulubieńcem? Dajcie też znać jeśli chcecie przeczytać o którymś z reszty moich korektorów :)