Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Ciotat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Ciotat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2014

Mały apartment tour @France

W komentarzach pod jednym z poprzednich postów wyraziłyście zainteresowanie postem o naszym mieszkaniu we Francji, więc oto i jest :) 
Z kwestii technicznych: 
Hotel w którym mieszkamy, to Appart'Hôtel La Ciotat (nazwa jest podlinkowana), a cena za noc dotyczy pokoju, nie ilości osób i w naszym przypadku wynosi około 100€.


Najlepszą nazwą dla miejsca, które wynajmujemy jest chyba apartament, który łączy w sobie hotel i mieszkanie. Z jednej strony jest room service oraz możliwość wykupienia śniadań, z drugiej mamy aneks kuchenny, dwa pokoje i sprzęt do samodzielnego sprzątania :)

Za narzutę robi koc, dlatego nie prezentuje się najlepiej ;)



Nasz apartament jest właściwie 4 osobowy, więc kanapa z pokoju dziennego jest tak naprawdę złożonym łóżkiem. Jedną ścianę tego pokoju stanowi okno balkonowe z widokiem na basen, a sam balkon jest większy, niż większość pokoi w blokach ;) W tym pokoju znajduje się również zaskakująco praktyczny aneks kuchenny z kuchenką elektryczną, lodówką, mikrofalówką oraz zmywarką. Ta ostatnia w naszym przypadku w ogóle nie ma zastosowania, ponieważ naczyń jest tak mało (po 4 sztuki sztućców, talerzy i szklanek), że nie da się jej zapełnić nawet w połowie, w związku z czym dużo praktyczniejsze jest zmywanie ręczne.



Łazienka jest niewielka, ale ma bardzo praktyczne szafki, więc z łatwością można tam pomieścić wszelkie kosmetyki i nie tylko. To, czego brakuje mi najbardziej i w ogóle nie rozumiem jak może go nie być, to prysznic. Wanna jest ok, ale prysznic uważam za dużo praktyczniejszy, zwłaszcza przy wysokich temperaturach. Całkiem fajną rzeczą jest natomiast grzejnik elektryczny, który można sobie w każdej chwili włączyć i na przykład podsuszyć pranie.


Ostatnim pomieszczeniem (poza sporym przedpokojem) jest oczywiście sypialnia, która jest chyba nawet mniejsza od balkonu, ale bez problemu mieści spore łóżko, z bardzo wygodnym twardym materacem oraz dwie wąskie szafy. W tym pokoju również jest okno, ale wychodzące na taras łączący pokoje, więc nie można go odsłonić, żeby budziło nas wschodzące słońce. Świetnie się za to sprawdza, gdy chcemy przewietrzyć mieszkanie.

Na koniec pokażę Wam jeszcze jak mieszkają moje kosmetyki :)


Początkowo moje koszyczki z kolorówką zajęły łazienkę, ale już po pierwszym makijażu okazało się, że jest tam za ciemno, więc przeniosłam je do pokoju. Cała kolorówka idealnie mieści się w jednej szufladzie, a w szafce poniżej są pędzle. Jeżeli planuję większy makijaż, to wszystko wyciągam na stół, natomiast jeśli maluję się na szybko, to biorę tylko najpotrzebniejsze rzeczy i to z nimi przenoszę się na blat, oczywiście przodem do okna :)


Wiem, że ilość kosmetyków może się wydawać ogromna, ale wyjechałam z domu na co najmniej 3 miesiące, więc absolutnie nie uważam, że jest tu coś zbędnego :)

A jak się rysują Wasze plany wakacyjne? Namiot, hotel, czy pokoje do wynajęcia?

piątek, 16 maja 2014

Moje sprawdzone sposoby na piękną opaleniznę

Z tego co wiem pogoda w Polsce nie rozpieszcza, ale mam nadzieję, że już niedługo się to zmieni, a Wam przydadzą się mini recenzję produktów do i po opalaniu, które dziś przygotowałam.
Wszystkie przedstawione produkty to taki must have mojej letniej kosmetyczki zarówno na wakacjach, jak i wtedy, gdy spędzam lato w domu. Zatem zapraszam Was dalej, nawet tylko po to, żeby pooglądać kilka zdjęć w pełnym słońcu ;)


Na początek oczywiście ochrona przeciwsłoneczna. Moja skóra opala się bardzo łagodnie, od razu na brąz i muszę się naprawdę napracować, żeby się poparzyć na słońcu, więc filtr 20 w zupełności wystarcza, ale z tej serii dostępne są również filtry 30 i 50. Mleczko z filtrem Avene ma bardzo wygodne opakowanie z praktycznym aplikatorem o pojemności 200ml, a zapłaciłam za niego 13€ (niestety nie wiem, czy jest dostępne w PL). 


Produkt ładnie się wchłania i ma przyjemny zapach, a do tego jest very odporny na wodę, niekomodogenny i odpowiedni dla alergików. Psikacz działa bez zarzutu dozując taką ilość mleczka, jak na powyższym zdjęciu w sposób bardzo skoncentrowany, bez rozbryzgu na całe otoczenie, za co wielki plus.


Chociaż poprzedniego produktu można użyć również do twarzy, to zwykle przy pełnym słońcu wybieram coś mocniejszego, a obecnie jest to krem z filtrem 50 dla dzieci z Hipp. Kosmetyk zapakowany jest w poręczną tubkę z pompką, a kupiłam go w Niemczech za około 5€. Wydaje mi się jednak, że w tym roku widziałam go też w polskich Rossmannach. 



Jest to świetny kosmetyk na plażę i w wolny dzień, który lekko bieli cerę i długo się wchłania, ale za to odczuwalnie nawilża. Dawniej zdarzało mi się go używać również pod makijaż i było ok, ale solo spisuje się lepiej, podobnie jak podkłady lepiej współgrają z moją nowością, ale o tym innym razem ;)


Przez ponad 5 lat w ogóle się nie opalałam - nie tyle stosując wysokie filtry, co w ogóle unikając słońca. Skończyło się to tym, że gdy w zeszłym roku chciałam złapać odrobinę koloru, za nic mi to nie wychodziło. Z pomocą przyszedł internet i produkt z Ziaji. Jest to olejek o czekoladowym zapachu, który ma na celu przyspieszyć opalanie oraz sprawić, że od początku nasza opalenizna będzie brązowa, a nie czerwona. Świetnie się sprawdza zwłaszcza używany na wchłonięty krem z filtrem. 
 

Opalenizna pojawia się szybciej i rzeczywiście ma ładny odcień, chociaż z tym sama nigdy nie miałam problemów - opalam się na miodowy brąz, nigdy nie na odcienie różu ;) Dodatkowym plusem jest lekkie nawilżenie i śmieszna cena około 10zł.


Na koniec kosmetyk wykańczający. Gdy już złapię odrobinę koloru lubię stosować kosmetyki rozświetlające, które pięknie go podkreślają i upiększają. W tym celu bardzo dobrze sprawdza się balsam z Lirene, który jest właściwie przezroczystym żelem o zerowych właściwościach nawilżających, ale za to przepełniają go złote drobinki, które pięknie mienią się w słońcu podkreślając kolor skóry. 

 
Świetną alternatywą jest złoty olejek z Nuxe, który moim zdaniem ma ładniejszy odcień, dyskretniejsze drobinki, rzeczywiste właściwości nawilżające i dużo wyższą cenę, ale ja lubię stosować olejki na mokre ciało zaraz po kąpieli i nadmiar wycierać ręcznikiem, co trochę mija się z celem, więc zawsze wybieram wersję klasyczną, a ta z drobinkami od dłuższego czasu czeka nieotwarta ;)

Nie tylko aparat nie mógł się zdecydować, na co łapać ostrość ;)




To na tyle z części kosmetycznej, ale pokażę Wam też kilka zdjęć z backstage'u ;)


Muszę przyznać, że dziś bawiłam się zaskakująco dobrze robiąc zdjęcia do postu :) Woda chociaż bardzo zimna, to i tak była idealna i upragniona, więc przez cały czas starałam się mieć z nią chociażby najmniejszy kontakt ;) 


Miałam też okazję obserwować dwa malutkie kraby jedzące wodorosty :D


Chętnie poczytam, czy macie odpowiedniki kosmetyków, które dziś przedstawiłam, a które są Waszymi ulubieńcami i must have na lato :)

środa, 14 maja 2014

Le France i nie taki mały haul ;)

Dziś piszę z mojej nowej bazy, czyli balkonu w naszym hotelu w La Ciotat. Jesteśmy tu dopiero trzeci dzień, a jedyne słowo jakie mi się nasuwa to raj. Pogoda jest oczywiście idealna - poniżej 25 stopni i spory wiatr, a do tego ani jednej chmury na idealnie niebieskim niebie, co daje doskonałą kombinację ciepła i orzeźwienia, ale nie o tym ;) 

Widok z balkonu na stronę zachodnią

Ostatnie kilka dni zajęło mi pakowanie, podróż i rozpakowywanie się na miejscu, przez co praktycznie nie miałam kontaktu z komputerem, a tym bardziej blogiem. W związku z tym postanowiłam zacząć delikatnie, od posta zakupowego i pokazania Wam odrobiny widoku z naszego mieszkania we Francji.

Widok z balkonu na stronę południową - między drzewami widać Morze Śródziemne
Na razie z hotelu wychodziłam tylko do sklepów, ponieważ pokój / mieszkanie ma aneks kuchenny i pustą lodówkę, a będziemy gotować sami, więc trzeba było zorganizować cokolwiek, a właściwie wszystko ;)
Dziś dochodzę do siebie po całodniowej podróży - odespałam, zaczęłam rutynę z treningiem, blogiem itp., a jutro ruszam na miasto, a przede wszystkim nad morze, szukać plaży :) Gdy tylko ogarnę zdjęcia z hotelu usunęłam nie to, co chciałam ;) pokażę Wam mały apartament tour, oczywiście, jeżeli jesteście zainteresowane, a dziś przedstawię pierwsze kosmetyczne zakupy.


Pierwszym i na razie jedynym sklepem który odwiedziliśmy był Carrefour i po prostu brakuje mi słów w tym temacie. Zaopatrzenie kosmetyczne jest niesamowite, nie wspominając już o spożywczym, ale o tym innym razem. Na półkach ogrom fajnych marek niedostępnych w Polsce (czy Niemczech) oraz mocno rozbudowany asortyment tych, które są u nas od lat. Nie ma szans, żebym na miejscu przetestowała wszystko, co bym chciała, więc prawdopodobnie przywiozę stąd sporo zapasów kosmetycznych ;) Kilka produktów zainteresowało mnie tak, że zaczęłam nawet kompletować co nieco dla Was ;) ale do rzeczy. 
Na zdjęciu są:
- Energie fruit - odżywka / olejek do włosów w spray'u o cudownym składzie. Szukałam czegoś takiego od bardzo dawna, ale większość produktów tego typu opiera się na wodzie, alkoholu i silikonie...
- Mixa - balsam nawilżająco - rozświetlająco - brązujący, który sprawdzi się najwcześniej jesienią, bo już po jednym dniu złapałam estetyczny kolorek mimo filtrów ;)
- Nectar of Nature - maska nawilżająca do włosów, której skład nie powala, ale pojemność i zapach już tak, więc mieszam ją z olejkiem kokosowym i nakładam na włosy przed myciem
- i absolutny hit, czyli Carrefour'owa marka Hammam Imperial, a z niej prawdziwe Savon Noir, które zrobiło na  mnie równie duże, co pozytywne wrażenie już po pierwszym użyciu, oraz masło do ciała o świetnym składzie z olejkiem arganowym na 4 miescu
- Ma provence - szampon w kostce, czyli coś, czego jestem niesamowicie ciekawa i nawet myślałam o odpowiedniku z Lush
- oraz kilka mydełek na wypróbowanie :)


Oczywiście nie obyło się bez odrobiny kolorówki na początek ;) Baza brązująca Bourjois, to produkt, który chciałam już od co najmniej pół roku, więc gdy tylko zobaczyłam na półce zaraz wylądowała w koszyku razem z balsamem Loreal. Do kolejnych zakupów lepiej się przygotuję i poczytam o kilku kosmetykach, które mnie zainteresowały, ale nie chciałam brać ich w ciemno. Sporym rozczarowaniem ze względu na kolory były dla mnie żelowe / kremowe cienie Bourjois. Jest ich niewiele,  a do tego są podobne do Color Tattoo :(

Na dziś to tyle. Biorę się za odpisywanie na Wasze komentarze pod poprzednim postem oraz za czytanie Waszych blogów, bo po tych kilku dniach mam spore zaległości :)

Koniecznie napiszcie w komentarzach czy miałyście któryś z tych produktów i jak się sprawdził lub o czym chciałybyście poczytać na początek :)
Pozdrawiam Was bardzo gorąco :)