Pokazywanie postów oznaczonych etykietą P2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą P2. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 września 2014

Złoty cień w kremie p2 Forever Intense

Kremowe cienie do powiek są dla mnie podstawą w makijażu oka, przez co już dawno zrezygnowałam z klasycznych baz. Na początku lata oszalałam na punkcie mocno, ale subtelnie rozświetlonej złotej powieki, co przez przypadek doprowadziło mnie do szafy p2, od której odeszłam z pięknym złotym cieniem, o którym jest dzisiejszy post. 


Pełna nazwa produktu to p2 Forever Intense Eye Shadow Cream w kolorze 040 just me.
W ofercie marki dostępne jest jeszcze pięć innych kolorów, które możecie zobaczyć tutaj. Cena jednego cienia to około 2-3€ za 4ml.


Opakowanie jest ciężkie, szklane, z nakrętką w kolorze odpowiadającym zawartości słoiczka, wewnątrz którego znajduje się jeszcze plastikowa osłonka. Estetyka i wygoda na plus, na minus waga, jeśli chcemy z nim podróżować. Zwłaszcza, jeśli poza nim zabieramy ze sobą jeszcze 7 innych podobnych cieni...


Wszystkie kolory z serii Forever Intense są mocno błyszczące i po roztarciu półtransparentne. Kolor 040 to jasne żółte złoto, które dodatkowo delikatnie opalizuje na pastelowo żółty kolor. Niestety ten efekt jest najlepiej widoczny tylko przy grubej warstwie produktu i ginie przy roztarciu. Po mocnym roztarciu zostaje na skórze efekt subtelnego rozświetlenia, z kolorem widocznym tylko w odpowiednim świetle.


Trwałość produktu solo jest bardzo dobra, co w praktyce oznacza ponad 4h w nienaruszonym stanie na moich trudnych powiekach. W roli bazy pod cienie sprawdza się oczywiście lepiej i spokojnie wytrzymuje ponad 10h. Przez długi czas moim ulubionym zestawem był ten cień z rozświetlaczem Mary Lou z TheBalm. A jeśli już o rozświetlaczach mowa, to i w tej roli produkt p2 sprawdza się świetnie. Nie zostawia widocznych drobinek, a efekt po dobrym roztarciu przypomina matowo - satynową taflę, czyli widać rozświetlenie, a nie sam produkt. 
Prezentacji na oku nie będzie, bo za nic nie mogłam uchwycić efektu jaki daje w rzeczywistości.

Cień p2 040 just me solo i porównany z On and on bronze od Maybelline

W porównaniu z cieniami Maybelline produkt p2 wypada bardzo podobnie, a nawet korzystniej. Konsystencja jest łatwiejsza w obsłudze i trochę przypomina mocno zbite masło do ciała. Do tego cień wolniej zastyga, przez co można go bez problemu rozcierać i dokładać kolejne warstwy. Współpraca z innymi produktami jest równie dobra jak w przypadku CT, natomiast trwałość trochę gorsza tylko w wersji solo.

Ocena 4+/5, za kolor ginący przy rozcieraniu

Używacie kremowych cieni do powiek? Jakie są Wasze ulubione?

niedziela, 28 września 2014

Lip Product Addict TAG

Hej! 
Co powiecie na coś lekkiego? 
Od jakiegoś czasu chętnie śledzę odpowiedzi na TAG Lip Product Addict, więc sama także zdecydowałam się go zrobić, zwłaszcza, że w ostatnim czasie moja miłość do produktów do ust nadal rośnie.


1. Ulubiony balsam/pomadka ochronna do ust
Carmex! Od bardzo dawna niezmiennie Carmex, ale wyłącznie wersje w sztyfcie i słoiczku, tubka jest dla mnie totalną porażką. W moim prywatnym rankingu kolejne miejsca zajmują balsam od Nuxe oraz masełko Nivea, jednak żadne z nich nie jest w stanie zastąpić mojego ulubieńca.


2. Najbardziej przykuwająca uwagę czerwień
Wydaje mi się, każda czerwień przykuwa uwagę, dlatego też pokażę Wam moich ulubieńców w tym temacie, którymi są: szminka MAC Viva Glam Rihanna oraz konturówka do ust Golden Rose w kolorze 513. Obie idealnie do mnie pasują i są bardzo trwałe, dzięki czemu mając je na ustach czuję się bardzo dobrze i pewnie siebie przez długi czas. Niestety kredka trochę przesusza usta, ale rekompensuje to cena poniżej 10zł ;)



3. Najlepszy luksusowy i drogeryjny produkt do ust
Tych pierwszych jest u mnie niewiele, ale gdybym miała wybrać jeden, to na pewno byłby to produkt YSL Baby Doll Kiss & Blush, najlepiej w kolorze 8. Uniwersalny produkt do ust i policzków, w pięknym naturalnym kolorze i ślicznym opakowaniu. Natomiast w kategorii typowo drogeryjnej (Rossmanny etc.) wybrałam pomadkę Maybelline w kolorze 250 Mystic Mauve, którą ostatnio odkrywam na nowo. Kolor jest spokojny, ale nieoczywisty i doskonale pasuje do praktycznie każdego makijażu.


4. Najlepsza pomadka MAC
Pomadkę MAC mam na chwilę obecną tylko jedną, ale jest to absolutnie mój hit jesieni, o którym wspominałam już wyżej, czyli Viva Glam Rihanna.



5. Najbardziej rozczarowująca pomadka
W tym przypadku miałam spory problem i tak po chwili zastanowienia wybór padł na pomadki Maybelline Color Whisper, moje w kolorach 130 i 220. Z jednej strony bardzo je lubię za ładne i delikatne kolory, efekt i bardzo prostą aplikację, ale z drugiej wysuszają mi usta, za co wielki minus, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne opinie w sieci.



6. Konturówka tak czy nie?
Zależy ;) Zwykle wybieram trwałe, kremowe, mocno napigmentowane pomadki o wykończeniu co najmniej satynowym, w kierunku matu, do których konturówka jest mi zwyczajnie niepotrzebna. Mam jednak kilka trudniejszych w obsłudze szminek, przy których bez konturówki się nie obędzie. Jeżeli już na jakąś się decyduje to są to produkty GR, Essence lub p2. W planach mam jeszcze jedną bezbarwną, ale to kiedyś ;)


7. Ulubiony błyszczyk
Robiąc porządki w produktach do ust planowałam zrobić osobny koszyczek na błyszczyki, ale okazało się, że mam ich tylko 5 sztuk, chociaż kiedyś mój makijaż ust opierał się wyłącznie na błyszczykach... jak to możliwe? nie wiem, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo w sumie to ich nie lubię ;)
Ulubieniec? Zdecydowanie Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 04. Daje bardzo delikatny kolor, ładną taflę i jest niesamowicie trwały. Nigdy nie sądziłam, że błyszczyk może przetrwać na ustach kilka godzin, a ten nie ma z tym najmniejszego problemu.



8. Coś ekstra
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o moich absolutnie ulubionych szminkach Golden Rose Velvet Matte, które mają piękne kolory, świetne wykończenie i pigmentację oraz utrzymują się na moich ustach kilka ładnych godzin bez śladu przesuszenia. Ulubione kolory to 04, 11 i ostatnio 14. Drugi produkt to szminki w kredce od p2, które często pojawiają się w edycjach limitowanych i bardzo przypominają mi produkt od GR, chociaż są trochę lżejsze, ale też trudno dostępne i mają dużo mniejszy wybór kolorów. 


Na koniec próbki kolorów wszystkich bohaterów posta.


1. MAC Viva Glam Rihanna frost
2. Golden Rose Dream Lips Liner 513
3. YSL Baby Doll Kiss & Blush nr 8
4. Maybelline Color Sensational 250 Mystic Mauve
5. Maybelline Color Whisper 130 Pink Possibilities
6. Maybelline Color Whisper 220 Lust for blush
7. Clarins Instant Light Natural Lip Perfector 04
8. p2 100% red! (EL) 040 intensive pink
9. Golden Rose Velvet Matte 11
10. Golden Rose Velvet Matte 04
11. Golden Rose Velvet Matte 14
 
A jakie produkty do ust Wy lubicie najbardziej? 
Pochwalcie się też w komentarzach jeśli same robiłyście ten tag, chętnie poczytam Wasze odpowiedzi :)

sobota, 15 marca 2014

Sobota z pazurem

Dawno nie było żadnego posta z tej serii, więc spieszę z poprawą :) Zdjęcia zrobione w piątek, w pełnym słońcu, a dziś? Totalna porażka za oknem :/


Dziś chcę Wam pokazać lakier z najnowszej kolekcji p2 Satin Supreme, w kolorze 010 Creamy tea.


Jest to jeden z 8 dostępnych pastelowych odcieni o satynowym wykończeniu. Z tego co widziałam, to taki efekt oferuje również Misslyn i chyba jeszcze inne marki.


Kolor to po prostu pastelowy żółty, który dla mnie świetnie się sprawdza wczesną wiosną. Wykończenie natomiast przypomina mi lakier perłowy, który został pociągnięty topem matującym.


Mamy lekko widoczne pociągnięcia pędzelka, lejącą konsystencję i bardzo cieniutką warstwę oraz tycie drobinki, charakterystyczne dla perły. Całość bardzo mi się podoba.


Efekt jest taki, jak na powyższych zdjęciach. Na paznokciach mam 2 cienkie warstwy lakieru nałożone na odżywkę Nail Tek II. Widać lekkie prześwity i w zbliżeniu nierówności koloru, więc wskazana jest jeszcze jedna warstwa. Całość schnie bardzo dobrze, chociaż za szybko nałożyłam drugą warstwę i u prawej dłoni mam kilka zarysowań zrobionych po około 30 minutach od malowania.

Jak Wam się podoba takie wykończenie i sam lakier? Ja go noszę na paznokciach już drugi raz i bardzo mi się podoba jak wyglądają z nim moje dłonie :)
Miłego weekendu!

sobota, 8 marca 2014

p2 edycja limitowana Catch the Glow - zapowiedź

Już dawno nie zainteresowała mnie żadna edycja limitowana kosmetyków kosmetyków Essence, Catrice czy p2, chociaż co jakiś czas zaglądam na niemieckie strony, żeby sprawdzić czy jest coś ciekawego. I do tej pory raczej nie było, aż pojawiła się ona- wiosenna edycja limitowana p2 Catch the Glow. Nie ma tu typowo wiosennych pasteli, a raczej letnie bronzery i rozświetlacze. 


Większość kosmetyków idealnie wpisuje się w moje obecne potrzeby i upodobania. Stwierdziłam, że pokażę Wam całość, z podziałem na 2 kolaże kosmetyków, które chciałabym mieć, a później dwa, które mnie nie interesują.


Pomadka w kredce w różowym kolorze 2,5g, złoty pył z atomizerem 4,8g oraz zestaw dwóch cieni do stosowania również na mokro 2x1,5g.


Dalej równie ciekawie czyli bronzująco rozświetlające kamyki do ciała 17g, bronzer w dwóch odcieniach po 7g oraz rozświetlający róż, również w dwóch odcieniach i pojemności 6g.


Będą też lakiery 12ml o nie moim wykończeniu, błyszczyki w 3 kolorach po 7ml, sypki bronzer z pędzlem 5g oraz podwójny pędzelek do oczu.

Do kupienia będą jeszcze: brązujący krem BB 40ml, tusz w złotym kolorze 6,5ml, utrwalacz makijażu w sprayu 34ml, peelingująca gąbka do masażu oraz brązujący fluid rozświetlający o pojemności 40ml.

Limitka będzie dostępna niestety dopiero od 20go marca, ale na szczęście aż do 11 czerwca, więc może załapię się na coś przy kolejnym wyjeździe do Niemiec :)

Zainteresowało Was coś? Jaki będzie Wasz wiosenny makijaż? 

I oczywiście przypominam o rozdaniu :)

http://kosmetyczka-inzynierki.blogspot.de/2014/03/szybkie-mae-i-rozdanie-z-niemiec.html

sobota, 22 lutego 2014

Sobota z pazurem

Sobota!  Mam nadzieję, że macie dziś wolny dzień i możecie poświęcić jak najwięcej czasu dla siebie :)

Z racji tego, że piątki i / lub soboty mam zazwyczaj zajęte na tyle, że po prostu mnie nie ma, to postanowiłam zacząć nową serię postów na ten dzień. Będzie krótko, szybko i tylko do pokazania ;) Dzisiaj pierwszy post z serii Sobota z pazurem, w ramach której będę wrzucać (na razie starsze) zdjęcia manicure. Nie będą to typowe posty lakierowe, czy ich recenzje, a jedynie prezentacja ich wykorzystania i moje ulubione zestawienia. Alternatywnie będą się pojawiać posty z makijażami.


Na pierwszy ogień coś delikatnego i subtelnego czyli róż z brokatem.
Większość zdjęć, które będę wykorzystywać w najbliższym czasie pochodzi z telefonu i można je już określić jako archiwalne. Obecnie nadal nie maluję paznokci (to już trzeci tydzień!), więc żadne z nich nie będzie pokazywać ich aktualnego stanu. Niestety.


Bazą jest jasny, pastelowy róż od p2 w kolorze 010 little princess z brokatowym topem Essence. Na zdjęciach widać już niemały odprysk na kciuku, ale nie pojawił się szczególnie szybko.


Teraz widzę, że lakiery nie były nałożone zbyt dokładnie, ale obie buteleczki były świeżutkie, prosto z drogerii i chciałam je od razu wypróbować ;)

Sam różowy lakier jest bardzo delikatny i łagodny, dlatego zdecydowałam się na top na wszystkie paznokcie. p2 kryje już przy 2 warstwach w 100% i szybciutko schnie, a na zdjęciach mam jedną warstwę lakieru nawierzchniowego. Zero wysuszaczy.

czwartek, 20 lutego 2014

Róże mineralne od P2

Dziś o dwóch produktach, w których widać już denko, a warto coś o nich powiedzieć. Oba to róże niemieckiej marki P2,  a pełna nazwa: Feel good mineral compact blush.

P2 mineralne róże w kompakcie
Pierwszym odcieniem który trafił do mojej kosmetyczki był 020 sweet rose, a ponieważ sprawdził się nieźle, to jakiś czas później szukając brzoskwiniowego różu ponownie postawiłam na P2 i odcień 060 charming orange.

Gdzie i za ile
Tak jak wszystkie kosmetyki P2, róże są do zdobycia w drogeriach DM oraz w Polsce przez internet. Cena to ok. 2euro i 10zł za 5g kosmetyku wyprodukowanego w Europie. Jeden z odcieni jest nawet wegański ;)

Zdjęcie ze strony drogerii DM
Do wyboru mamy 5 kolorów, przy czym moją pomarańczkę zastąpił inny, podobny odcień. Na poniższym zdjęciu zaznaczony kolor to sweet rose, więc jak widać kolory na stronie są mocno przekłamane.

Dostępne kolory, zdjęcie ze strony drogerii DM


Moja opinia
W temacie opakowania powiem tylko tyle, że to standardowa puderniczka z słabszego plastiku. Używany w domu trzyma się nieźle, ale po noszeniu w kosmetyczce jest krucho. Na dalszych zdjęciach widać efekt częstego transportowania i dzisiejszych zdjęć. 

P2 mineralne róże w kompakcie
Oba odcienie, które posiadam są matowe, ale delikatnie zmierzają w kierunku satyny. Chociaż w mocnym słońcu można się dopatrzyć nielicznych drobinek, to w ogóle nie widać ich na twarzy.
Pigmentacja jest raczej delikatna, a efekt można stopniować, chociaż już przy pierwszej warstwie są widoczne. Dobrze się je rozciera i łączy z innymi kosmetykami. 

Na mojej cerze utrzymują się praktycznie cały dzień, w między czasie delikatnie blednąc. Podczas aplikacji nie pylą i nie tworzą plam nawet gdy nie używam wcześniej pudru.

Na poniższych zdjęciach swatche kolorów w różnym świetle, a ostatnie z lampą. Brzoskwinia okazała się bardzo trudna do uchwycenia na zdjęciu, jednak użyta na policzkach daje widoczny, chociaż delikatny efekt. Na pewno lepiej sprawdzi się na jasnych karnacjach.  Drugi kolor kojarzy mi się z drzewem różanym i bardzo dobrze się w nim czuję. Tutaj kolor jest już trochę mocniejszy niż w przypadku jego brata. 
Na zdjęciach mam kilka warstw, żeby dobrze było widać ich kolory, w rzeczywistości są delikatniejsze.

Swatche w różnym świetle dziennym i z lampą
Moim zdaniem jest to dobry produkt w przyjemnej cenie. Nie mam im nic do zarzucenia i często po nie sięgam. Jeżeli macie okazję je obejrzeć i kupić to polecam :)

Wrzucam jeszcze zdjęcia makijaży, w których je wykorzystałam. Nadal jestem za opcją bronzer + rozświetlacz, zatem róże nakładam tylko w celu lekkiego ożywienia koloru na policzku. Różanego jak widać prawie nie widać, a do brzoskwini celowo nałożyłam jaśniejszy podkład (jaśniejszy niż na górnym zdjęciu...), ale i tak niewiele widać ;) Mimo słabej prezentacji na zdjęciach chcę Was zapewnić, że na żywo jest różnica pomiędzy wersjami z różem, a bez ;)

To jeszcze na twarzy, chociaż wiele nie widać...

Moja ocena  5 dobry produkt, ale bez wow
gdzie 1- porażka, 6 - hit
  
Na koniec jeszcze efekt dzisiejszych zdjęć, czyli rozsypane opakowanie.
Ten kolega nie przetrwał pisania postu

wtorek, 28 stycznia 2014

O makijażu w fioletach

Żeby móc się trochę przedstawić, pokażę Wam dziś jeden z moich ulubionych makijaży. Na co dzień oczy maluję raczej mocno. Uwielbiam czarną kreskę, satynowe cienie i długie wyraźne rzęsy plus neutralne usta.

Pierwszy makijaż na blogu :)

Zazwyczaj decyduję się na jeden z dwóch schematów: ciepłe brązy na górnej powiece i kolor (róż, fiolet, zieleń, niebieski, pomarańcz) na dolnej lub, jak w tym przypadku, fiolet ewentualnie róż na powiece górnej i brąz na dolnej. W takich makijażach podobam się sobie najbardziej. Ostatnio natomiast oswajam jasne brązowe maty, ale nie jestem do nich do końca przekonana, chociaż podobają mi się u innych. 

Niestety światło było okropne, a ja dopiero uczę się robić zdjęcia, więc wyszły trochę (nie oszukujmy się, bardzo a nie trochę) ciemne. W rzeczywistości mam znacznie jaśniejszą cerę ;)

Ojj ciemne :/ ale chyba widać o co chodzi

 Cały makijaż wykonałam kosmetykami z poniższego zdjęcia.

Tym się bawiłam
 Twarz: 
  • Dermacol jako korektor
  • podkład Revlon Colorstay Warm golden
  •  bronzer W7 Honolulu
  • róż P2 Sweet rose
  • rozświetlacz Bourjois 
Oczy
  • baza Ingrid Cosmetics
  • dwa cienie z fioletowej palety Technic na górnej powiece
  • róż z palety Slee Oh so special w wewnętrznym kąciku oka, a brąz na brwiach
  • cień Bourjois Ombre Stretch 12 Taupe Modulable na dolnej powiece
  • na dolnej linii wodnej cielista kredka z Max Factor
  • kreska fioletowym eyelinerem Maybelline
  • przy linii rzęs kreska czarnym eyelinerem w pisaku od Essence
  • Na rzęsach jedna warstwa False Lash Effect Fusion Max Factor + druga tuszem 2000 calorie
Usta
  • kredka do ust P2, której nie ma na zdjęciu 
  • pomadka również od P2, a obie pokazywałam o TU

I jeszcze takie, chociaż dalej ciemne

Makijaż był robiony dla zabawy i wprawy, nie na wyjście. Dlatego też brwi są jeszcze przed depilacją i henną, a włosy po roboczemu ;)
Na zdjęciu nie widzę pudru i całkiem możliwe, że go nie użyłam. Teraz nakładam bronzer wyłącznie po przypudrowaniu twarzy ;)

To jeszcze jedno z dziwną perspektywą ;) z pewnością nie bez znaczenia jest światło za plecami ;)

Lubicie mocne i kolorowe makijaże?

środa, 15 stycznia 2014

O Kiko 315 i złotym brokacie 020 od P2

Paznokcie na dziś czyli fiolet Kiko, którego już dawno polubiłam, z premierą brokatowego złota od P2. 


Uwielbiam takie połączenia, w dodatku naoglądałam się wiele podobnych na Instagramie więc sama zapragnęłam mieć. 
Paznokcie są obecnie w opłakanym stanie, ale w trakcie ratowania, także kolor wskoczył trochę na pocieszenie ;)
Poniżej sprawcy zamieszania. Oczywiście, że złoty na złotym to nie jest najlepszy pomysł, ale to jak bardzo zły jest, widać było dopiero po zrzuceniu zdjęć. Poprawię się, również z ostrością :) Fiolet od Kiko ma numer 315, a złoty brokat od P2 nazwę 020 get gorgeus!.

Napisy na P2 ciężko zauważyć, a co dopiero uchwycić na zdjęciu...
Kilka słów o lakierach
Gdzie i za ile
Kiko - zagraniczne salony Kiko, mój kupiony w Paryżu, cena z promocji około 1,5euro
P2 - drogerie DM, czasami allegro i drogerie internetowe z niemieckimi kosmetykami, cena 2,5euro

Moje 3 grosze
Zarówno Kiko jak i brokat od P2 mają pojemność 11 ml. Oba zapakowane są w wygodne buteleczki z poręczną zakrętką. To, co uwielbiam w lakierze Kiko to jego pędzelek. Nie lubię klasycznych wąskich, jak w lakierze P2. Najlepiej maluje mi się płaskimi, większymi pędzelkami, chociaż przy moich raczej wąskich paznokciach czasami powoduje wymalowanie połowy palca ;) W przypadku Kiko pędzelek jest krótki, płaski, ale wąski dzięki czemu lakier dobrze się rozprowadza, a skórki pozostają nietknięte.

Dokładnie taki kolor mam w naturalnym świetle
Wysychanie obu lakierów jest sensowne (nie da rady w 5 minut, ale przed snem raczej można), jednak i tak zawsze używam wysuszacza, z którym oba lakiery bardzo dobrze współpracują.

Kolor Kiko to raczej ciepły, ciemny, głęboki fiolet. Najlepiej oddają go dwa pierwsze zdjęcia. W zależności od światła raz jest po prostu jaśniejszy, a raz ciemniejszy. Nie zauważyłam, żeby wychodziły z niego inne tony. W przypadku P2 raz można zauważyć czyste złoto jakby z drobniutkiego brokatu, a raz pięknie błyszczą zatopione w nim holograficzne dodatki - większe sześciokąty i małe kółeczka. 
Na zdjęciach mam po 2 warstwy obu lakierów. O ile w przypadku Kiko wystarczy nawet jedna grubsza (ja wolę 2 cienkie), o tyle złotemu można dołożyć jeszcze trzecią dla 100% krycia.

Tutaj aparat trochę przekłamał odcień, jest zimniejszy niż w rzeczywistości
Nie mogę się wypowiadać na temat trwałości, ponieważ na moich zniszczonych obecnie paznokciach szybko się ścierają końcówki (max po 2 dniach), a za dwa dni zamierzam nałożyć po raz kolejny odżywkę, więc lakier idzie do zmycia. Z ich zmywaniem nie mam problemów - Kiko schodzi szybko i ładnie, a brokaty nakładam zawsze na bazę z Essence.

Na tym zdjęciu natomiast doskonale widać drobinki w brokacie
Na koniec jeszcze cały zestaw, który mam na paznokciach.

Zaczęłam od odżywki Kinetics Shark, a na serdecznych paznokciach dołożyłam warstwę bazy z Essence -  Nail art Peel off. Paznokcie pomalowałam lakierem Kiko 315, a serdeczne złotym brokatem P2 020 get gorgeus!. Do tego odrobina złota u nasady palców wskazujących. Wszystko przykryłam warstwą gęstniejącego już wysuszacza Poshe.

Jak się Wam podoba takie zestawienie fioletu ze złotem? Lubicie ozdobny lakier tylko na jednym paznokciu?

sobota, 11 stycznia 2014

O styczniowych zakupach w Niemczech

Na początku stycznia udało mi się spędzić kilka dni w Niemczech, a tym samym odwiedzić tamtejsze galerie i drogerie. Podstawowym celem był oczywiście DM ze względu na P2, Balea czy Ebelin. Dalej był oczywiście Rossmann, Douglas, a w nim duże stoisko MAC oraz inne sklepy. W Niemczech mam również dostęp do sklepu Lush, ale dosyć natarczywa obsługa + mój znikomy niemiecki każą mi jeszcze poczekać ;)

To teraz same zakupy.
Na początek to, co chyba najciekawsze, a więc kosmetyki. Jest to tylko kolorówka, ponieważ do Polski wracałam samolotem, z bagażem podręcznym, a więc mogłam zabrać tylko kosmetyki do 100ml. Oczywiście zmieściłaby się pielęgnacja twarzy, ale w tej obecnie mam przestój, a ulubione żele pod prysznic są zdecydowanie za duże. Co się odwlecze... ;)

Wszystkie razem
No to kolejno jak na obrazku:
  1. Z zestawu Lirene kupionego jeszcze w Polsce - Multifunkcyjny krem BB, który przyjemnie się zapowiada, całość za ok. 30zł.
  2. Próbka balsamu Golden Charm, z ciepłymi, złotymi drobinkami 
  3. Kredka do oczu również od Lirene. Kolor świetny, z trwałością niestety różnie
  4. My precious czyli piękny, matowy cień w kremie od MAC - Stormy Pink. Zobaczyłam u Urbana cień Collor Tattoo w odcieniu brudnego różu z edycji limitowanej i zapragnęłam, a że dostać się nie dało, to wyszukałam najbardziej podobny. Koszt 4x Maybelline... 24euro
  5. Maybelline Color Tattoo, w kolorze Pink Gold, czyli ostatni odcień, który mnie interesował z dostępnych w Europie, ok. 7euro 
  6. Błyszczący top od Essence, chyba dostępny też w PL, ok. 2euro
  7. Złoty brokat od P2, o mocnym kryciu - wygląda jak piaskowy, 020 get gorgeus, 2,5euro
  8. Nudziakowa pomadka od P2 - moja pierwsza - Pure Color Lipstick, 010 Rodeo Drive, ok. 2-2,5euro
  9. Z wyprzedaży pomadka do ust o delikatnym kolorze i działaniu lekko nawilżającym z EL Essence Happy Holidays, w kolorze 02 sugar plum fairy, 1euro
  10. Jajeczko do makijażu z Ebelin, 2,5euro
  11. Na koniec kredka dokupiona pod kolor pomadki, czyli Perfect Color Lipliner również od P2, w kolorze 100 lovely girl, 2euro
Poniżej swatche
W cieniu
W słońcu - przy północnym oknie ;)

Ponieważ nie samymi kosmetykami się żyje, to zdobyłam też kilka innych rzeczy. Nie wyobrażam sobie kupować zapachy przez internet, więc każdorazowo odwiedzam spore stoisko Yankee Candle. Regularnie są promocje na wybrane zapachy i obniżka na nie 30 lub 50%. Oryginalna cena to 1,8euro za wosk. Zrobiłam też szybki przegląd wyprzedaży odzieżowych, które są zwykle znacznie lepsze niż w Polsce. 

Woski Yankee Candle wolę zdecydowanie bardziej od świec
Łupy wyprzedażowe i biała czekolada z chrupkami mmm
Styczeń okazuje się miesiącem bardzo obfitym w nowości, ale o tym w osobnych postach ;)
Na koniec jeszcze zestaw z kosmetykami Lirene. Opakowanie 3 razy większe niż zawartość...



Miałyście któryś z tych kosmetyków? Jakie są wasze doświadczenia z markami dostępnymi w DM?