Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lutego 2015

Big Eyes masakra

No cześć!

Niedawno mój tusz od Misslyn zakończył swój żywot, a zanim kupiłam nowy, postanowiłam wyciągnąć coś z zapasów. Wybór padł na maskarę Big Eyes od Maybelline i to jej poświęcony jest dzisiejszy post, ale od razu mówię, że różowo będzie tylko na opakowaniu...


Opis z wizaż.pl:
Maskara posiada innowacyjne rozwiązanie jakim są 2 niezależne szczoteczki: do górnych i do dolnych rzęs. Pozwala to na dotarcie do najdrobniejszych rzęs nawet w kącikach oczu. Teraz kobiety będą mogły intrygować spojrzeniem, a ich oczy będą wyglądały nawet na 2 razy większe! Wąska szczoteczka podkreśla i nadaje objętość nawet najkrótszym dolnym rzęsom, a szeroka szczoteczka unosi rzęsy do góry i nadaje im efekt wachlarza. 


Wyróżniające ją dwie szczoteczki są w sumie niezłym rozwiązaniem, zwłaszcza, jeśli ktoś tak, jak ja, używa innego tuszu do dolnej powieki. Zatem pomysł na plus, dla mnie jedyny. No może jeszcze kolor, ale to w sumie już bez znaczenia.


Główna szczoteczka jest zwykła, nie silikonowa. Tworzą ją dość krótkie włoski, jakby skręcone na całej długości. Teoretycznie takie lubię najbardziej.


Druga szczoteczka natomiast jest dość długa, ale włoski są bardzo krótkie, dzięki czemu teoretycznie można dotrzeć nią nawet do najkrótszych rzęs i nie pomalować przy tym połowy twarzy. W praktyce natomiast całość jest za krótka i podczas malowania rzęs zwyczajnie nie mam nią dojścia, przez grubą nieporęczną rączkę.

Taki efekt osiągnęłam po prawie 10 minutach zabawy tuszem i grzebykiem

I najważniejsze, czyli efekt, a tu jest prawdziwa masakra i rozczarowanie. Tusz jest bardzo rzadki i wodnisty, a do tego nawet po 2 warstwach moje rzęsy nie są ani wydłużone, ani pogrubione, a do tego długo schnie i najgorsze - skleja. A skleja koszmarnie.... Już pierwsza warstwa zapewnia mi efekt 10 rzęs na oku i może nie byłoby to takie złe, gdyby łączyło się to z pogrubieniem i jakimkolwiek podkreśleniem rzęs, ale niestety nie. Włoski są cienkie, sklejone, niewidoczne i nawet nie dają się rozczesać grzebykiem... Z resztą widzicie same.
Dolne rzęsy natomiast są ledwie zauważalne nawet po 2 warstwach tuszu, a taką ilość nałożyłam na nie po raz pierwszy w życiu....


Na koniec chcę przypomnieć, że jest to tylko moja subiektywna opinia na podstawie widocznych efektów oraz porównania z innymi tuszami. Misslyn <3 
Podsumowując uważam, że ten produkt jest beznadziejny, ale wiem, że u wielu osób nieźle się sprawdza, dlatego decyzję zostawiam Wam.

Podzielcie się swoim zdaniem, jeżeli miałyście okazję go używać :)
Przy okazji może jest ktoś, kto sam chciałby go wypróbować? Dajcie znać, to chętnie go oddam* :)

Tusz jest świeży, otwarty kilka dni przed napisaniem posta, a w sumie użyłam go 3 razy. 
Jeżeli jesteście nim zainteresowane, to dajcie znać w komentarzach, a ja wybiorę jedną osobę i wyślę go na swój koszt w ciągu kilku dni od publikacji tego postu.

niedziela, 28 września 2014

Lip Product Addict TAG

Hej! 
Co powiecie na coś lekkiego? 
Od jakiegoś czasu chętnie śledzę odpowiedzi na TAG Lip Product Addict, więc sama także zdecydowałam się go zrobić, zwłaszcza, że w ostatnim czasie moja miłość do produktów do ust nadal rośnie.


1. Ulubiony balsam/pomadka ochronna do ust
Carmex! Od bardzo dawna niezmiennie Carmex, ale wyłącznie wersje w sztyfcie i słoiczku, tubka jest dla mnie totalną porażką. W moim prywatnym rankingu kolejne miejsca zajmują balsam od Nuxe oraz masełko Nivea, jednak żadne z nich nie jest w stanie zastąpić mojego ulubieńca.


2. Najbardziej przykuwająca uwagę czerwień
Wydaje mi się, każda czerwień przykuwa uwagę, dlatego też pokażę Wam moich ulubieńców w tym temacie, którymi są: szminka MAC Viva Glam Rihanna oraz konturówka do ust Golden Rose w kolorze 513. Obie idealnie do mnie pasują i są bardzo trwałe, dzięki czemu mając je na ustach czuję się bardzo dobrze i pewnie siebie przez długi czas. Niestety kredka trochę przesusza usta, ale rekompensuje to cena poniżej 10zł ;)



3. Najlepszy luksusowy i drogeryjny produkt do ust
Tych pierwszych jest u mnie niewiele, ale gdybym miała wybrać jeden, to na pewno byłby to produkt YSL Baby Doll Kiss & Blush, najlepiej w kolorze 8. Uniwersalny produkt do ust i policzków, w pięknym naturalnym kolorze i ślicznym opakowaniu. Natomiast w kategorii typowo drogeryjnej (Rossmanny etc.) wybrałam pomadkę Maybelline w kolorze 250 Mystic Mauve, którą ostatnio odkrywam na nowo. Kolor jest spokojny, ale nieoczywisty i doskonale pasuje do praktycznie każdego makijażu.


4. Najlepsza pomadka MAC
Pomadkę MAC mam na chwilę obecną tylko jedną, ale jest to absolutnie mój hit jesieni, o którym wspominałam już wyżej, czyli Viva Glam Rihanna.



5. Najbardziej rozczarowująca pomadka
W tym przypadku miałam spory problem i tak po chwili zastanowienia wybór padł na pomadki Maybelline Color Whisper, moje w kolorach 130 i 220. Z jednej strony bardzo je lubię za ładne i delikatne kolory, efekt i bardzo prostą aplikację, ale z drugiej wysuszają mi usta, za co wielki minus, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne opinie w sieci.



6. Konturówka tak czy nie?
Zależy ;) Zwykle wybieram trwałe, kremowe, mocno napigmentowane pomadki o wykończeniu co najmniej satynowym, w kierunku matu, do których konturówka jest mi zwyczajnie niepotrzebna. Mam jednak kilka trudniejszych w obsłudze szminek, przy których bez konturówki się nie obędzie. Jeżeli już na jakąś się decyduje to są to produkty GR, Essence lub p2. W planach mam jeszcze jedną bezbarwną, ale to kiedyś ;)


7. Ulubiony błyszczyk
Robiąc porządki w produktach do ust planowałam zrobić osobny koszyczek na błyszczyki, ale okazało się, że mam ich tylko 5 sztuk, chociaż kiedyś mój makijaż ust opierał się wyłącznie na błyszczykach... jak to możliwe? nie wiem, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo w sumie to ich nie lubię ;)
Ulubieniec? Zdecydowanie Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 04. Daje bardzo delikatny kolor, ładną taflę i jest niesamowicie trwały. Nigdy nie sądziłam, że błyszczyk może przetrwać na ustach kilka godzin, a ten nie ma z tym najmniejszego problemu.



8. Coś ekstra
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o moich absolutnie ulubionych szminkach Golden Rose Velvet Matte, które mają piękne kolory, świetne wykończenie i pigmentację oraz utrzymują się na moich ustach kilka ładnych godzin bez śladu przesuszenia. Ulubione kolory to 04, 11 i ostatnio 14. Drugi produkt to szminki w kredce od p2, które często pojawiają się w edycjach limitowanych i bardzo przypominają mi produkt od GR, chociaż są trochę lżejsze, ale też trudno dostępne i mają dużo mniejszy wybór kolorów. 


Na koniec próbki kolorów wszystkich bohaterów posta.


1. MAC Viva Glam Rihanna frost
2. Golden Rose Dream Lips Liner 513
3. YSL Baby Doll Kiss & Blush nr 8
4. Maybelline Color Sensational 250 Mystic Mauve
5. Maybelline Color Whisper 130 Pink Possibilities
6. Maybelline Color Whisper 220 Lust for blush
7. Clarins Instant Light Natural Lip Perfector 04
8. p2 100% red! (EL) 040 intensive pink
9. Golden Rose Velvet Matte 11
10. Golden Rose Velvet Matte 04
11. Golden Rose Velvet Matte 14
 
A jakie produkty do ust Wy lubicie najbardziej? 
Pochwalcie się też w komentarzach jeśli same robiłyście ten tag, chętnie poczytam Wasze odpowiedzi :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Long - lasting make up w wersji na lato

W poprzednim poście wspomniałam, że byłam przez tydzień w Polsce oraz, że  dużo się działo i to w wielu miejscach na raz, a do tego przez długi czas, co w połączeniu z wysokimi temperaturami wymagało makijażu, który byłby ze mną w niezmienionym stanie co najmniej od rana do wieczora, bez względu na to, jak intensywny był mój dzień. A te zdarzały się naprawdę długie i intensywne, nawet bardzo... ;)

W związku z tym dziś chciałabym Wam pokazać zestaw kosmetyków, które przetestowałam w najciekawszych warunkach i spokojnie mogę Wam je polecić jeśli potrzebujecie makijażu typu long - lasting.


Podstawą jest oczywiście cera. O ile latem chyba wszyscy wolimy lżejsze podkłady o nawilżającej formule, tak nie wyobrażam sobie lepszego produktu niż Double Wear z Estee Lauder, nawet gdy wokół panują żar i wysoka wilgotność. Nałożony Beauty Blenderem nie tworzy maski, a co najważniejsze szybko zastyga i bez problemu wytrzymuje co najmniej 12h. Ok, nie ma szans, żeby wytrzymał cały dzień, a potem jeszcze intensywną noc, ale już cały dzień lub całonocną imprezę jak najbardziej. Reszta mojego niezawodnego zestawu, to świetny korektor pod oczy również z linii EL oraz puder CC od MAC. Efekt - wyrównany koloryt, lekki mat, naturalność i długotrwałość.


Poza tym, że mój makijaż miał wytrzymać co najmniej cały dzień, chciałam też, żeby był w miarę prosty i wakacyjny - trochę jak na plażę czy do parku, a trochę jak na obiad na mieście czy spotkanie z dentystą ;) Z tego powodu oraz moich ogólnych upodobań, głównym punktem były wszelkie brązery: NYX do lekkiego podkreślenia kości policzkowych, Clarins do roztarcia, e.l.f. jako opalenizna oraz MAC dla odrobiny blasku na policzkach.


Na oczy oczywiście Color Tattoo jako najlepsza na świecie baza, biały liner Zoeva na dolną linię wodną, na powieki cienie Inglot w odcieniach pomarańczu i brązu i obowiązkowo czarna kreska linerem Maybelline. Nie wyobrażam sobie też lepszej maskary niż wodoodporny tusz z Misslyn. Nie dość, że pięknie podkreśla rzęsy, to jeszcze wytrzymuje do samego demakijażu, a czasami i dłużej i tylko dlatego nie używam jej na co dzień ;)


W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć szminki z mojej ulubionej serii Velvet Matte od Golden Rose. Na zdjęciach kolor 2, który sprawdza się idealnie, gdy potrzebuję czegoś naturalnego i neutralnego, a o fantastycznych trwałości czy pigmentacji już chyba nie muszę wspominać.

A tak prezentuje się całość :)

Miny muszą być ;)

I jeszcze jedno na koniec ;)
Tym razem bez emocji, tak też umiem! ;)
Cały post wyszedł raczej na luzie, ale może kogoś z Was zainteresował chociaż jeden z przedstawionych produktów, które gorąco polecam nie tylko na lato i do zadań specjalnych. Zabrakło tu tylko mojego kremu z filtrem, który również w niemałym stopniu wpłynął na poprawienie trwałości całego makijażu, ale jego pokażę Wam w kolejnym osobnym poście.

Na koniec chętnie poczytam jakie kosmetyki Wy widziałybyście w tym zestawie oraz czy chcecie poczytać więcej o którymś z tych, które przedstawiłam :)
i oczywiście życzę Wam udanego tygodnia!

czwartek, 6 lutego 2014

Prawie jak pierwsi ulubieńcy czyli najczęściej używane w styczniu

Zabierałam się do tego posta jak pies do jeża, a sama nie wiem dlaczego. W końcu postawiłam warunek nie ma posta, nie ma spania, co jest świetnym wytłumaczeniem, żeby moje włosy mogły w końcu całkiem wyschnąć przed spaniem ;)*

Najczęściej używani w styczniu 

Bardzo lubię posty z podsumowaniami i ulubieńcami, ale ten nie jest całkiem taki. Gdybym miała określić styczeń pod względem kosmetycznym, to na pewno byłyby to zakupy i nowości. Dlatego też w tym miesiącu skupiłam się na testowaniu nowych zabawek oraz wykończaniu starych. Ulubione kosmetyki poszły na bok, a ja wiele się uczyłam, również pierwszy raz z filmików na youtube.

Zapraszam do krótkiej prezentacji kosmetyków, które najczęściej używałam w styczniu 2014. 
Pielęgnacji nie uwzględniam, bo ta u mnie jest raczej stała i zrobię na ten temat osobnego posta :) Zwłaszcza, że jest kilka hitów!


Na pierwszy ogień idą produkty do twarzy. Świetny kosmetyk, za którym nie szaleje, ale zawsze używam, to Dermacol Make - up cover, w roli korektora. Rano po chleb zdarzało mi się stosować tylko jego, w komplecie z pudrem i różem i zaskoczona przyznaję, że podoba mi się takie rozwiązanie raz na jakiś czas. W tym zestawieniu korektor znalazł się ze względu na idealnie dobrany pędzelek, o którym dalej.
Podkłady przewinęły się różne, ale postanowiłam wykończyć żelową wersję Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation w odcieniu 200. Najlepiej nam się pracuje wiosną i latem, ale była resztka, więc chciałam go zużyć i to po niego sięgałam najczęściej.
Pierwsza część miesiąca należała do pudru e.l.f. Complexion Perfection. Nie zachwyca mnie, ale że leżał w szufladzie zaniedbany, to postanowiłam się nim zająć ;) Później przyszedł Puder bambusowy z Biochemii Urody i to nim bawię się do tej pory. Byłby to bez wątpienia ulubieniec.
Teraz produkty na nowo odkryte, czyli bronzery i rozświetlacz. NYX blush w kolorze taupe to też nowość, a więcej o nim TU. Fantastyczny produkt, którego używam non stop i na pewno napiszę o nim więcej. Dalej był bronzer e.l.f. Warm bronzer, którym opalam całą twarz, czego wcześniej nie umiałam, a efekt niezmiennie mnie zachwyca. Osobny post na jego temat o TU. W każdym makijażu towarzyszył mi rozświetlacz z Bourjois Touche Illuminatrice, z serii popularnych róży, w kolorze 96 Rose Universel. 


Usta opanowały również dwie nowości. Pierwsza to pomadka z Maybelline w bardzo moim kolorze 220 Lust for blush, a druga to jej odpowiednik z Loreal Color Riche Balm 819 Carmel Comfort. Obie nie wykazują na moich ustach właściwości pielęgnacyjnych czy ochronnych, ale też nie szkodzą, a pięknie wyglądają. Szminki poszły na bok, chociaż zawsze wracałam do nich w chłodniejszych miesiącach
.
Kolejny powód nazwania posta najczęściej używanymi, a nie ulubieńcami, to paleta Sleek Au naturel. Zamówiłam ją, bo spodobały mi się matowe i naturalne kolory. Niestety to, co u innych mnie zachwyca, u mnie nie zawsze się sprawdza i tak było tym razem. Cienie może i zgrabne, ale jednak nie całkiem moje. Miałam też problem aplikacją i rozcieraniem matów. Z tego powodu też, odkąd ją dostałam była stałym elementem mojego makijażu, aż nie przyszły kolejne, najnowsze paletki ;) Po tym czasie muszę przyznać, że ją oswoiłam i polubiłam. Jestem w stanie wyciągnąć ją rano i na szybko zrobić bezpieczny, mój, makijaż. 

Regularnie też używałam MACzka Pro Longwear Paint Pot w cudownym kolorze Stormy Pink. Idealny jako baza i sam, a przede wszystkim świetnie pasują do niego fiolety z Garden of Eden. Uwielbiam jego i to połączenie.

Osobnym tematem są pędzle. Od grudnia pojawiło się u mnie bardzo dużo nowości, a te ze zdjęcia to na pewno jedne z moich ulubionych. Pierwszy od góry to fantastyczny pędzel do pudru Real Techniques Powder Brush, którym fantastycznie nakłada się puder - lekko, naturalnie i niewiele.  
Hakuro H24 na początku miesiąca wykorzystywałam do nakładania bronzera Honolulu, później do NYXa, a obecnie do różu. W każdym zastosowaniu na plus. 
Małą kuleczkę RT czyli Setting Brush początkowo używałam do rozświetlacza, ale wydaje mi się za twarda do theBalm, którego stałam się szczęśliwą posiadaczką, więc obecnie konturuję nią twarzy przy pomocy NYXowego taupe. Ostatnim ulubieńcem jest niepozorny ebayowy pędzel z chińskiego zestawu. Jessup? Zestaw składał się z 4 małych puchatych, bardzo delikatnych pędzli do makijażu oczu, które miały być odpowiednikami tych do twarzy. Kupiłam go z myślą o nakładaniu i rozcieraniu cieni, ze względu na ogromną popularność aukcji z tymi pędzlami. Po jakimś czasie okazało się, że doskonale się sprawdza do aplikacji korektora i tak też go używam. Dwa przeznaczyłam do oczu, dwa do korektora.


Na koniec tusze do rzęs, ponieważ bardzo się na nich skupiłam w styczniu. Czy Wy też nie możecie wykończyć tuszu? W moich zapasach czekają 4 nowe nieotwierane tusze do rzęs!! a ja dalej męczę te dwa z Max Factor. Dwóch innych już się pozbyłam, tłumacząc sobie że zgęstniały i nie ma co ich ratować, bo lepsze czekają. Fakt, że oba podratowałam Duraline, co chyba znacząco zwiększyło ilość produktu. Tak czy inaczej na moich rzęsach te dwa tusze (False Lash Effect Fusion Volume & Length oraz 2000 Calorie Dramatic Look) nie powalają, ale efekt jest bardzo dobry, więc zamierzam je wyzerować. Natomiast Wibo Growing Lashes Stimulator Mascara używam do dolnych rzęs i w tej roli świetnie się sprawdza. Na górnych nic specjalnego. Zapomniałam wrzucić osobnego zdjęcia małego tuszu z Sephory, który jest na głównym. Ten tusz teoretycznie nadaje się też do rzęs, ale to jakiś żart. Używam go do brwi i w tej roli spisuje się bardzo dobrze, ale też jest na liście do wykończenia, a cała nazwa to Mascara Cils & Sourcils Lash & Eyebrow Mascara. 

Uff to tyle. Niby takie nic, a jednak dużo się uzbierało. Z pewnością zrobię taki post w lutym, ale wtedy już z ulubieńcami. Jest dopiero 5ty dzień miesiąca, a kilka moich kosmetycznych romansów przeszło już w trwałe związki ;)

Używałyście któregoś z tych produktów?

* udało się, są suche i pięknie błyszczą ;)

środa, 29 stycznia 2014

O moich Maybelline Color Tattoo

Tym razem o kosmetyku, którego długo unikałam, a potem przepadłam czyli cienie w kremie Maybelline Color Tattoo.

Moja gromadka
Już dosyć dawno było o nich głośno w blogsferze. Później była jedna z promocji -40% w Rossmannie i było jeszcze głośniej, a ja przez ten cały czas patrzyłam na nie obojętnie. Nie pasowała mi w nich formuła kremu oraz mały wybór kolorów. Wszystko się zmieniło, gdy raz przy okazji pomacałam kolor 35 On and on bronze. Przepadłam. Piękny kolor, świetna konsystencja i to, jak się rozcierał.
I raz jeszcze wszystkie na raz
W czasie około 6 miesięcy uzbierała się gromadka 5 kolorów, z których każdy jest zupełnie inny. Nie potrafię powiedzieć, że ten produkt jest dobry. Wszystko zależy od koloru. Jedne są niesamowite i cudowne i trzeba je mieć, inne średnie, a na przykład złoto słabe po prostu. Dlatego też o każdym kolorze napiszę osobno w kolejności od mojego ulubionego.
  1. 35 On and on Bronze - absolutnie mój kolor. Łatwo się go nakłada zarówno pędzlami jak i palcem, świetnie się rozciera i można stopniować kolor. Ten cień polecam każdemu, bo świetnie się sprawdza sam oraz jako baza pod inne cienie, a także przy jego pomocy można wykonać cały makijaż oka, zarówno delikatny jak i trochę mocniejszy. 
  2. 65 Pink Gold - tutaj jakość taka sama jak w przypadku poprzedniego koloru, ale lepiej czuję się w brązach ;) I tak samo jak w przypadku poprzednika można go użyć jako bazy lub zrobić nim cały makijaż oka. Nazwa dobrze oddaje jego kolor i jest idealny do rozświetlenia oka. Lubię mocne, ciemniejsze makijaże, ale na szybko zawsze wybiorę ten cień. Rozświetla, ożywia, rozjaśnia, a wszystko w odcieniu świeżego dziewczęcego różu. Uwielbiam i zwykle używam w komplecie z MACowym  Stormy Pink.
  3. 40 Permanent Taupe - to mój jedyny matowy odcień (od niego zaczęła się moja sympatia do matów, która z braku dostępności innych odcieni Color Tattoo w Polsce przeniosła się na Paint Poty od MAC). Nim również możemy zrobić cały makijaż oka przez stopniowanie koloru, ale u mnie sprawdza się głównie jako baza lub z innymi cieniami. Kolor długo wydawał mi się brzydki, ale na oku ładnie się prezentuje. W porównaniu z błyszczącymi poprzednikami, ten cień trudniej mi się rozciera i muszę się trochę napracować, żeby było równo. Używam go również do brwi, gdzie sprawdza się równie dobrze jak na powiece.
    Odcienie od lewej strony: Eternal Gold, Pink Gold, On and on Bronze, Permanent Taupe, Everlasting Navy. U góry w świetle dziennym, na dole przy oknie.
  4. 05 Eternal Gold - to moje największe rozczarowanie. Piękny złoty kolor, którego nie da się (nie umiem?) dobrze nałożyć nie tylko na powiekę. Nie współpracuje nawet na ręce, co z resztą widać na zdjęciach. Ten kolor to jakby baza ze złotymi drobinkami, które zbijają się w większe grupy i rozkładają bardzo nierówno. Nie pomaga kolejna (i następne) warstwa, ani dokładanie koloru punktowo. Nie można go też rozetrzeć, bo i tak zawsze kończy się to tak samo. Ostatnio użyłam go jako bazy pod prasowane cienie i te muszą mieć bardzo dobrą pigmentację, bo przebijał! Największa porażka, a szkoda, bo kolor uniwersalny.
  5. 25 Everlasting Navy - to akurat pomyłka z mojej winy. W pewnym momencie wkręciłam sobie, że będę świetnie wyglądać z granatowym cieniem na całej górnej powiece. No więc nie wyglądam, ale to nie jest zaskoczenie. Niestety ten granat średnio sprawdza się do kresek, bo trzeba trochę popracować żeby kolor był równy, a tak z pewnością by mi odpowiadał. Dlatego też u mnie najlepiej pasuje na dolną powiekę, ale w ten sposób nie zużyję go przez co najmniej 5 lat ;) Ten odcień również nie najlepiej się nakłada i rozciera. Często powstają nierówności.
Na poniższych zdjęciach kolory, które sprawiają kłopoty przy aplikacji. W obu przypadkach próbowałam je równo nałożyć na rękę i nic z tego.

Eternal Gold i Everlasting Navy
Szkoda, że jakość tych produktów jest tak nierówna, ale przede wszystkim żałuję, że w Polsce dostępne jest tak mało kolorów. Z tych dostępnych w Europie interesował mnie jeszcze purpurowy, ale wydaje mi się, że moje oczy będą w nim wyglądać na sine lub podbite.
Jeszcze zdjęcie z lampą.

Maybelline Color Tattoo z lampą
To, co mogę powiedzieć o wszystkich kolorach, to świetna trwałość. Są to jedyne cienie, które na moich powiekach wytrzymują cały dzień. Nie zbierają się w załamaniu przez przynajmniej 10 godzin i nie tracą koloru. Po zrobieniu zdjęć przed opuszczeniem rękawa chciałam je zetrzeć z ręki mokrą chusteczką. Przetarcie nie zrobiło na nich wrażenia, natomiast po tarciu na zmianę mokrą i suchą chusteczką efekt był taki, jak na zdjęciu poniżej. Przy wieczornym demakijażu płynem dwufazowym oczywiście nie mam z nimi najmniejszego problemu.

Po próbie zmycia
Podsumowując na pewno polecam Wam uniwersalne i doskonałe kolory On and on Bronze oraz Pink Gold. W przypadku pozostałych nie będę zachęcać ani zniechęcać, chociaż lepiej unikać odcieni Gold.

Macie te cienie? Który z nich jest Waszym ulubionym? A może jest ktoś, kto ich nie lubi?

wtorek, 28 stycznia 2014

O makijażu w fioletach

Żeby móc się trochę przedstawić, pokażę Wam dziś jeden z moich ulubionych makijaży. Na co dzień oczy maluję raczej mocno. Uwielbiam czarną kreskę, satynowe cienie i długie wyraźne rzęsy plus neutralne usta.

Pierwszy makijaż na blogu :)

Zazwyczaj decyduję się na jeden z dwóch schematów: ciepłe brązy na górnej powiece i kolor (róż, fiolet, zieleń, niebieski, pomarańcz) na dolnej lub, jak w tym przypadku, fiolet ewentualnie róż na powiece górnej i brąz na dolnej. W takich makijażach podobam się sobie najbardziej. Ostatnio natomiast oswajam jasne brązowe maty, ale nie jestem do nich do końca przekonana, chociaż podobają mi się u innych. 

Niestety światło było okropne, a ja dopiero uczę się robić zdjęcia, więc wyszły trochę (nie oszukujmy się, bardzo a nie trochę) ciemne. W rzeczywistości mam znacznie jaśniejszą cerę ;)

Ojj ciemne :/ ale chyba widać o co chodzi

 Cały makijaż wykonałam kosmetykami z poniższego zdjęcia.

Tym się bawiłam
 Twarz: 
  • Dermacol jako korektor
  • podkład Revlon Colorstay Warm golden
  •  bronzer W7 Honolulu
  • róż P2 Sweet rose
  • rozświetlacz Bourjois 
Oczy
  • baza Ingrid Cosmetics
  • dwa cienie z fioletowej palety Technic na górnej powiece
  • róż z palety Slee Oh so special w wewnętrznym kąciku oka, a brąz na brwiach
  • cień Bourjois Ombre Stretch 12 Taupe Modulable na dolnej powiece
  • na dolnej linii wodnej cielista kredka z Max Factor
  • kreska fioletowym eyelinerem Maybelline
  • przy linii rzęs kreska czarnym eyelinerem w pisaku od Essence
  • Na rzęsach jedna warstwa False Lash Effect Fusion Max Factor + druga tuszem 2000 calorie
Usta
  • kredka do ust P2, której nie ma na zdjęciu 
  • pomadka również od P2, a obie pokazywałam o TU

I jeszcze takie, chociaż dalej ciemne

Makijaż był robiony dla zabawy i wprawy, nie na wyjście. Dlatego też brwi są jeszcze przed depilacją i henną, a włosy po roboczemu ;)
Na zdjęciu nie widzę pudru i całkiem możliwe, że go nie użyłam. Teraz nakładam bronzer wyłącznie po przypudrowaniu twarzy ;)

To jeszcze jedno z dziwną perspektywą ;) z pewnością nie bez znaczenia jest światło za plecami ;)

Lubicie mocne i kolorowe makijaże?

sobota, 11 stycznia 2014

O styczniowych zakupach w Niemczech

Na początku stycznia udało mi się spędzić kilka dni w Niemczech, a tym samym odwiedzić tamtejsze galerie i drogerie. Podstawowym celem był oczywiście DM ze względu na P2, Balea czy Ebelin. Dalej był oczywiście Rossmann, Douglas, a w nim duże stoisko MAC oraz inne sklepy. W Niemczech mam również dostęp do sklepu Lush, ale dosyć natarczywa obsługa + mój znikomy niemiecki każą mi jeszcze poczekać ;)

To teraz same zakupy.
Na początek to, co chyba najciekawsze, a więc kosmetyki. Jest to tylko kolorówka, ponieważ do Polski wracałam samolotem, z bagażem podręcznym, a więc mogłam zabrać tylko kosmetyki do 100ml. Oczywiście zmieściłaby się pielęgnacja twarzy, ale w tej obecnie mam przestój, a ulubione żele pod prysznic są zdecydowanie za duże. Co się odwlecze... ;)

Wszystkie razem
No to kolejno jak na obrazku:
  1. Z zestawu Lirene kupionego jeszcze w Polsce - Multifunkcyjny krem BB, który przyjemnie się zapowiada, całość za ok. 30zł.
  2. Próbka balsamu Golden Charm, z ciepłymi, złotymi drobinkami 
  3. Kredka do oczu również od Lirene. Kolor świetny, z trwałością niestety różnie
  4. My precious czyli piękny, matowy cień w kremie od MAC - Stormy Pink. Zobaczyłam u Urbana cień Collor Tattoo w odcieniu brudnego różu z edycji limitowanej i zapragnęłam, a że dostać się nie dało, to wyszukałam najbardziej podobny. Koszt 4x Maybelline... 24euro
  5. Maybelline Color Tattoo, w kolorze Pink Gold, czyli ostatni odcień, który mnie interesował z dostępnych w Europie, ok. 7euro 
  6. Błyszczący top od Essence, chyba dostępny też w PL, ok. 2euro
  7. Złoty brokat od P2, o mocnym kryciu - wygląda jak piaskowy, 020 get gorgeus, 2,5euro
  8. Nudziakowa pomadka od P2 - moja pierwsza - Pure Color Lipstick, 010 Rodeo Drive, ok. 2-2,5euro
  9. Z wyprzedaży pomadka do ust o delikatnym kolorze i działaniu lekko nawilżającym z EL Essence Happy Holidays, w kolorze 02 sugar plum fairy, 1euro
  10. Jajeczko do makijażu z Ebelin, 2,5euro
  11. Na koniec kredka dokupiona pod kolor pomadki, czyli Perfect Color Lipliner również od P2, w kolorze 100 lovely girl, 2euro
Poniżej swatche
W cieniu
W słońcu - przy północnym oknie ;)

Ponieważ nie samymi kosmetykami się żyje, to zdobyłam też kilka innych rzeczy. Nie wyobrażam sobie kupować zapachy przez internet, więc każdorazowo odwiedzam spore stoisko Yankee Candle. Regularnie są promocje na wybrane zapachy i obniżka na nie 30 lub 50%. Oryginalna cena to 1,8euro za wosk. Zrobiłam też szybki przegląd wyprzedaży odzieżowych, które są zwykle znacznie lepsze niż w Polsce. 

Woski Yankee Candle wolę zdecydowanie bardziej od świec
Łupy wyprzedażowe i biała czekolada z chrupkami mmm
Styczeń okazuje się miesiącem bardzo obfitym w nowości, ale o tym w osobnych postach ;)
Na koniec jeszcze zestaw z kosmetykami Lirene. Opakowanie 3 razy większe niż zawartość...



Miałyście któryś z tych kosmetyków? Jakie są wasze doświadczenia z markami dostępnymi w DM?