Z tego co wiem pogoda w Polsce nie rozpieszcza, ale mam nadzieję, że już niedługo się to zmieni, a Wam przydadzą się mini recenzję produktów do i po opalaniu, które dziś przygotowałam.
Wszystkie przedstawione produkty to taki must have mojej letniej kosmetyczki zarówno na wakacjach, jak i wtedy, gdy spędzam lato w domu. Zatem zapraszam Was dalej, nawet tylko po to, żeby pooglądać kilka zdjęć w pełnym słońcu ;)
Na początek oczywiście ochrona przeciwsłoneczna. Moja skóra opala się bardzo łagodnie, od razu na brąz i muszę się naprawdę napracować, żeby się poparzyć na słońcu, więc filtr 20 w zupełności wystarcza, ale z tej serii dostępne są również filtry 30 i 50. Mleczko z filtrem Avene ma bardzo wygodne opakowanie z praktycznym aplikatorem o pojemności 200ml, a zapłaciłam za niego 13€ (niestety nie wiem, czy jest dostępne w PL).
Produkt ładnie się wchłania i ma przyjemny zapach, a do tego jest very odporny na wodę, niekomodogenny i odpowiedni dla alergików. Psikacz działa bez zarzutu dozując taką ilość mleczka, jak na powyższym zdjęciu w sposób bardzo skoncentrowany, bez rozbryzgu na całe otoczenie, za co wielki plus.
Chociaż poprzedniego produktu można użyć również do twarzy, to zwykle przy pełnym słońcu wybieram coś mocniejszego, a obecnie jest to krem z filtrem 50 dla dzieci z Hipp. Kosmetyk zapakowany jest w poręczną tubkę z pompką, a kupiłam go w Niemczech za około 5€. Wydaje mi się jednak, że w tym roku widziałam go też w polskich Rossmannach.
Jest to świetny kosmetyk na plażę i w wolny dzień, który lekko bieli cerę i długo się wchłania, ale za to odczuwalnie nawilża. Dawniej zdarzało mi się go używać również pod makijaż i było ok, ale solo spisuje się lepiej, podobnie jak podkłady lepiej współgrają z moją nowością, ale o tym innym razem ;)
Przez ponad 5 lat w ogóle się nie opalałam - nie tyle stosując wysokie filtry, co w ogóle unikając słońca. Skończyło się to tym, że gdy w zeszłym roku chciałam złapać odrobinę koloru, za nic mi to nie wychodziło. Z pomocą przyszedł internet i produkt z Ziaji. Jest to olejek o czekoladowym zapachu, który ma na celu przyspieszyć opalanie oraz sprawić, że od początku nasza opalenizna będzie brązowa, a nie czerwona. Świetnie się sprawdza zwłaszcza używany na wchłonięty krem z filtrem.
Opalenizna pojawia się szybciej i rzeczywiście ma ładny odcień, chociaż z tym sama nigdy nie miałam problemów - opalam się na miodowy brąz, nigdy nie na odcienie różu ;) Dodatkowym plusem jest lekkie nawilżenie i śmieszna cena około 10zł.
Na koniec kosmetyk wykańczający. Gdy już złapię odrobinę koloru lubię stosować kosmetyki rozświetlające, które pięknie go podkreślają i upiększają. W tym celu bardzo dobrze sprawdza się balsam z Lirene, który jest właściwie przezroczystym żelem o zerowych właściwościach nawilżających, ale za to przepełniają go złote drobinki, które pięknie mienią się w słońcu podkreślając kolor skóry.
Świetną alternatywą jest złoty olejek z Nuxe, który moim zdaniem ma ładniejszy odcień, dyskretniejsze drobinki, rzeczywiste właściwości nawilżające i dużo wyższą cenę, ale ja lubię stosować olejki na mokre ciało zaraz po kąpieli i nadmiar wycierać ręcznikiem, co trochę mija się z celem, więc zawsze wybieram wersję klasyczną, a ta z drobinkami od dłuższego czasu czeka nieotwarta ;)
| Nie tylko aparat nie mógł się zdecydować, na co łapać ostrość ;) |
To na tyle z części kosmetycznej, ale pokażę Wam też kilka zdjęć z backstage'u ;)
Muszę przyznać, że dziś bawiłam się zaskakująco dobrze robiąc zdjęcia do postu :) Woda chociaż bardzo zimna, to i tak była idealna i upragniona, więc przez cały czas starałam się mieć z nią chociażby najmniejszy kontakt ;)
Miałam też okazję obserwować dwa malutkie kraby jedzące wodorosty :D
Chętnie poczytam, czy macie odpowiedniki kosmetyków, które dziś przedstawiłam, a które są Waszymi ulubieńcami i must have na lato :)
