Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Real Techniques. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Real Techniques. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2015

Moje pędzle: Real Techniques blush brush

Sama nie wiem jak mogłam zapodziać ten post! Napisałam go już w kwietniu, a mimo to do tej pory nie doczekał się publikacji. Zatem nadrabiam, zwłaszcza że teraz możecie go dostać stacjonarnie w Rossmannie :)
A bohaterem tego spóźnionego posta jest jeden z moich ulubionych pędzli marki Real Techniques czyli duże jajeczko do różu Blush Brush uwielbiam brzmienie tych dwóch słów razem ;)


Z kwestii technicznych pędzel dostajemy w plastikowym opakowaniu w Rossmannie albo drogeriach internetowych w cenie około 50zł.


Z tyłu opakowania jak zawsze podany jest adres, pod którym możecie znaleźć tutoriale, które pozwolą wyciągnąć jak najwięcej z Waszych pędzli, a dalej przechodzę do rzeczy ;)


Włosie w Blush brush ma kształt jajeczka - włoski są różnej długości zwiększającej się ku środkowi pędzla. Tak jak w przypadku każdego z pędzli Real Techniques, które mam i regularnie używam, tak i w tym przypadku włosie nie wypada, ładnie się układa, jest bardzo łatwe do doprania i szybciutko schnie, a przy tym jest niesamowicie miękkie i nie traci kształtu.


Blush brush ze względu na swój kształt i rozmiar najlepiej sprawdza się do ogólnego konturowania twarzy. Można nim nakładać róż i rozświetlacz, ale również brązer czy sam puder. Sama przez prawie rok używania sprawdziłam go w każdej z tych ról i zawsze byłam zadowolona.


Jak już wspomniałam blush brush ma niesamowicie miękkie włosie, ale z tą delikatnością jest pozytywnie dziwnie. Zwykle jest tak, że im bardziej miękki pędzel, tym gorzej sprawdza się przy twardszych, bardziej zbitych kosmetykach. Z nim nie miałam problemu z żadnym kosmetykiem. Oczywiście używany z twardymi, zbitymi pudrami daje bardzo subtelny efekt, ale absolutnie nie działa to na jego niekorzyść. Nie będzie zaskoczeniem, że najlepiej sprawdza się do miękkich i osypujących się produktów, które nabiera delikatnie i zgrabnie przenosi na twarz.


Obecnie moim numerem jeden są pędzle Zoeva, ale i do niego często wracam i jestem z niego równie zadowolona jak na początku. Moim zdaniem świetnie się sprawdza również w podróży - jest lekki, uniwersalny i bardzo łatwy do prania oraz szybko schnie. 


Gorąco Wam go polecam. Pędzel jest bardzo dobry jakościowo, milutki i uniwersalny, a do tego świetny dla początkujących. Jego kształt pozwala na sprawną aplikację nawet trudnych kosmetyków kolorowych, a do tego świetnie je rozciera.

Jaki jest Wasz ulubiony pędzel do różu? A może macie ten i chcecie się podzielić opinią?

środa, 9 kwietnia 2014

Moje pędzle: Real Techniques zestaw Duo Fiber

Zdania na temat zestawu Real Techniques Duo-Fiber Collection są raczej podzielone. Sama nie jestem wizażystką, ani znawcą tematu, więc z pewnością nie jestem w stanie w pełni docenić jego zalet. Za to moje umiejętności czy oczekiwania są z pewnością zbliżone do większości z Was, więc zapraszam do zapoznania się z moją opinią na jego temat i sporo zdjęć :)


Zestaw jest limitowany i znacznie różni się od standardowych kompletów tej firmy. Nie mamy tu futerału, który możemy wygodnie rozłożyć lub zabrać ze sobą, ale standardowe plastikowe pudełko, a w nim piankowy wypełniacz, w którym znajdują się trzy idealnie wpasowane pędzle.


Z tyłu opakowania jak zawsze znajdują się informacje o pędzlach i o tutorialu z nimi. Cena takiego zestawu to około 120zł, w Polsce tylko przez internet.


W skład zestawu wchodzą 3 pędzle, po jednym z każdej standardowej linii RT - złotej, różowej i niebieskiej. I tak mamy tu największy pędzel do twarzy, mniejszy do różu i najmniejszy do oczu.


Konkretnie w skład zestawu wchodzą:
- duo - fiber face brush - do lekkiej, aksamitnej w wykończeniu aplikacji kosmetyków do makijażu twarzy
- duo - fiber contour brush - do precyzyjnego i kontrolowanego konturowania twarzy oraz 
- duo - fiber eye brush - do wykończenia makijażu oczu


Najważniejsza cecha tych pędzli to włosie duo - fiber, czyli połączenie dwóch rodzajów: sztywnego naturalnego włosia naturalnego w kolorze czarnym, które ma na celu jedynie podtrzymywanie białego włosia talkon, którym to pracujemy podczas makijażu.


Rączki są jak zawsze aluminiowe, z nieśliskim plastikiem na końcu, ale tylko średnica największego pędzla jest na tyle duża, że można go postawić w pionie. W tej edycji limitowanej pędzle mają rączkę białą, spłaszczoną przy włosiu, na której z jednej strony znajduje się marka, a z drugiej nazwa pędzla. Każdy opisany jest kolorem odpowiednim do linii, do której pędzel należy.


Na pierwszy ogień największy pędzel do twarzy. Do zwykłego pudru w kompakcie może być zbyt delikatny i ciężko nim rozcierać kosmetyk na twarzy. Lepiej sprawdzi się przy kosmetykach sypkich lub wykańczających, jak puder rozświetlający, rozświetlacz, czy delikatny bronzer na całą twarz lub do konturowania. 


Włosia jest dużo mniej, niż w standardowych pędzlach do pudru. Włosie nie ma okrągłego przekroju, przez co (przynajmniej mnie) trudno się nim rozciera. Nie jest to jednak problem, gdy tylko go oswoimy. Owszem, nie bardzo umiem nim kosmetyki rozcierać, ale za to nabiera niewiele produktu, więc porządne blendowanie nie jest konieczne. Z pewnością najlepiej sprawdzi się przy kosmetykach miękkich i bardzo mocno napigmentowanych. Przy jego pomocy trudno będzie sobie nimi zrobić krzywdę, za to twardego pudru, albo bronzera typu NYX Taupe praktycznie nie da się nim ruszyć.


Pędzel do konturowania jest znacznie mniejszy od poprzednika, z czego wynikają kolejne różnice. Włosie jest krótsze, przez co bardziej sztywne i jest go mniej.


On również lepiej sprawdzi się do miękkich, ale nie bardzo miękkich kosmetyków, ale też nieźle radzi sobie z twardszymi formami. Świetnie się spisuje do konturowania, ze względu na idealny rozmiar i kształt włosia, który ładnie wchodzi pod policzek. Lubię go również używać do rozświetlacza theBalm i czasami różu. Co by Wam nie przyszło do głowy, to pewnie da radę, bo jest całkiem uniwersalny, a główne ograniczenie to rozmiar ;)


Teraz koniec zachwytów, bo dla mnie ten ostatni pędzel to nie totalna, ale na pewno spora porażka.


Zasada jest taka jak poprzednio. Pędzel jest mniejszy, więc i włosia jest mniej. Włosie jest krótsze, zatem bardziej sztywne. W praktyce pędzel nie nadaje się do nakładania cieni, a jedynie ich do rozcierania, a i to tylko z tymi, które są łatwe we współpracy, bo tych trudniejszych nie ruszy. Ze względu na niewielką ilość włosia talkon ciężko się pracuje tylko nim i zwykle kończę drapiąc sobie powiekę włosiem naturalnym... Oczywiście to tylko moje zdanie i być może mam za duże wymagania, albo za małe umiejętności ;)


Przyznam, że na początku byłam średnio zadowolona z tego zestawu. Pędzel do oczu drapał, a pozostałe były bardzo delikatne i wydawały mi się niespecjalne. Dwa miesiące temu na pewno nie poleciłabym Wam tego zestawu, a nawet go odradzała każdemu, kto nie zajmuje się makijażem profesjonalnie. Co się od tego czasu zmieniło? Odkąd kupiłam rozświetlacz Mary - Lou Manizer to aplikowałam go tymi pędzlami osiągając efekt bardzo delikatny do delikatnego i wydawało mi się, że ten rozświetlacz tak ma. Później robiłam swatche tego produktu, pierwszy raz dotknęłam go palcem i było wielkie wow. Wiedziałyście, że Mary - Lou jest bardzo napigmentowana / rozświetlająca? Bo ja dzięki tym pędzlom nie miałam o tym pojęcia ;) Dopiero wtedy okazało się, że rzeczywiście różnica przy ich użyciu jest spora. W między czasie doceniłam je też przy aplikacji sypkiego pudru, bronzera czy róży.


Podsumowując są to delikatne pędzle idealne do miękkich i mocno napigmentowanych produktów, również sypkich, ale nie tylko. Nie potrafię nałożyć nimi podkładu w kompakcie i osiągnąć wyraźnego efektu przy twardych, delikatnych kosmetykach, ale do reszty, a szczególnie trudnych są idealne. Przed zakupem warto się zastanowić, czy rzeczywiście potrzebujecie tego typu narzędzi, bo na początek na pewno nie są odpowiednie.

Macie te pędzle lub podobne? Jak wrażenia? 
Post z dedykacją dla Avidy Dollars, która przypomniała mi dziś o nim komentarzem na Instagramie ;) Moje odczucia względem najmniejszego pędzla są niestety takie same.

poniedziałek, 17 marca 2014

Moje pędzle: Real Techniques powder brush

W piątek ponarzekałam, więc w nowy tydzień zacznę bardzo pozytywnie. Zapraszam Was na kilka słów o jednym z moich ulubionych pędzli, czyli Powder Brush od Real Techniques.


Jak wszystkie pojedyncze pędzle RT, tak i ten kupujemy w plastikowym twardym opakowaniu, które dobrze chroni zawartość. Cena to 50 - 60zł, a kupić go możemy wyłącznie przez internet. Mój zamówiłam z iHerb, gdzie kosztował około 10$.  Ten ze zdjęcia jest nowiutki, nieotwierany i cały dla Was, ale o tym innym razem ;)


Z tyłu pudełeczka jest jak zawsze opis pędzla i jego zastosowanie. Do tego link do tutorialu z jego użyciem. 


Rączka standardowa dla pędzli RT, czyli cała aluminiowa, bez skuwki z czarnym nieśliskim wykończeniem na końcu. Wiele osób mówi, że to jest guma, ale moim zdaniem to po prostu taki plastik ;) Tak czy inaczej całość jest wygodna, kolorowa i co fajne, można go postawić pionowo na płaskiej końcówce.


Cała seria pędzli do twarzy ma kolor złoty, do róży czy bronzera różowy, a pędzle do oczu są niebieskie. Każdy pędzel ma z jednej strony logo marki, a z drugiej opisane przeznaczenie.


Włosie jest oczywiście sztuczne. Miękkie, bardzo sprężyste i puszyste. Pędzel nie jest mocno zbity, dzięki czemu można nim delikatnie omiatać twarz i świetnie rozcierać.


Jest na pewno duży, oczywiście nie w kwestii rączki. Kilka ruchów wystarczy, żeby przypudrować całą twarz. Używam go tylko do pudru i sprawdza się idealnie.


Mój pędzel, który widzicie na wszystkich zdjęciach bez opakowania, był prany już wiele razy i używam go regularnie około 3 miesiące. W tym czasie nie wypadł ani jeden włosek, włosie nie odkształciło się i nie straciło miękkości. Niesamowicie fajne jest w nim też to, że bardzo szybko schnie.

Podsumowując to jeden z moich ulubionych pędzli, w dodatku w niezłej cenie, więc jak najbardziej go polecam :) a dla tych, którzy nie są przekonani do zakupu, albo uważają cenę za zbyt wysoką już niedługo jeden będzie do wygrania na moim blogu, zatem zapraszam ponownie ;)

Jaki jest Wasz ulubiony pędzel do pudru?

Na koniec przypomnę jeszcze o rozdaniu, które trwa jeszcze do piątku :)

http://kosmetyczka-inzynierki.blogspot.de/2014/03/szybkie-mae-i-rozdanie-z-niemiec.html

czwartek, 6 lutego 2014

Prawie jak pierwsi ulubieńcy czyli najczęściej używane w styczniu

Zabierałam się do tego posta jak pies do jeża, a sama nie wiem dlaczego. W końcu postawiłam warunek nie ma posta, nie ma spania, co jest świetnym wytłumaczeniem, żeby moje włosy mogły w końcu całkiem wyschnąć przed spaniem ;)*

Najczęściej używani w styczniu 

Bardzo lubię posty z podsumowaniami i ulubieńcami, ale ten nie jest całkiem taki. Gdybym miała określić styczeń pod względem kosmetycznym, to na pewno byłyby to zakupy i nowości. Dlatego też w tym miesiącu skupiłam się na testowaniu nowych zabawek oraz wykończaniu starych. Ulubione kosmetyki poszły na bok, a ja wiele się uczyłam, również pierwszy raz z filmików na youtube.

Zapraszam do krótkiej prezentacji kosmetyków, które najczęściej używałam w styczniu 2014. 
Pielęgnacji nie uwzględniam, bo ta u mnie jest raczej stała i zrobię na ten temat osobnego posta :) Zwłaszcza, że jest kilka hitów!


Na pierwszy ogień idą produkty do twarzy. Świetny kosmetyk, za którym nie szaleje, ale zawsze używam, to Dermacol Make - up cover, w roli korektora. Rano po chleb zdarzało mi się stosować tylko jego, w komplecie z pudrem i różem i zaskoczona przyznaję, że podoba mi się takie rozwiązanie raz na jakiś czas. W tym zestawieniu korektor znalazł się ze względu na idealnie dobrany pędzelek, o którym dalej.
Podkłady przewinęły się różne, ale postanowiłam wykończyć żelową wersję Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation w odcieniu 200. Najlepiej nam się pracuje wiosną i latem, ale była resztka, więc chciałam go zużyć i to po niego sięgałam najczęściej.
Pierwsza część miesiąca należała do pudru e.l.f. Complexion Perfection. Nie zachwyca mnie, ale że leżał w szufladzie zaniedbany, to postanowiłam się nim zająć ;) Później przyszedł Puder bambusowy z Biochemii Urody i to nim bawię się do tej pory. Byłby to bez wątpienia ulubieniec.
Teraz produkty na nowo odkryte, czyli bronzery i rozświetlacz. NYX blush w kolorze taupe to też nowość, a więcej o nim TU. Fantastyczny produkt, którego używam non stop i na pewno napiszę o nim więcej. Dalej był bronzer e.l.f. Warm bronzer, którym opalam całą twarz, czego wcześniej nie umiałam, a efekt niezmiennie mnie zachwyca. Osobny post na jego temat o TU. W każdym makijażu towarzyszył mi rozświetlacz z Bourjois Touche Illuminatrice, z serii popularnych róży, w kolorze 96 Rose Universel. 


Usta opanowały również dwie nowości. Pierwsza to pomadka z Maybelline w bardzo moim kolorze 220 Lust for blush, a druga to jej odpowiednik z Loreal Color Riche Balm 819 Carmel Comfort. Obie nie wykazują na moich ustach właściwości pielęgnacyjnych czy ochronnych, ale też nie szkodzą, a pięknie wyglądają. Szminki poszły na bok, chociaż zawsze wracałam do nich w chłodniejszych miesiącach
.
Kolejny powód nazwania posta najczęściej używanymi, a nie ulubieńcami, to paleta Sleek Au naturel. Zamówiłam ją, bo spodobały mi się matowe i naturalne kolory. Niestety to, co u innych mnie zachwyca, u mnie nie zawsze się sprawdza i tak było tym razem. Cienie może i zgrabne, ale jednak nie całkiem moje. Miałam też problem aplikacją i rozcieraniem matów. Z tego powodu też, odkąd ją dostałam była stałym elementem mojego makijażu, aż nie przyszły kolejne, najnowsze paletki ;) Po tym czasie muszę przyznać, że ją oswoiłam i polubiłam. Jestem w stanie wyciągnąć ją rano i na szybko zrobić bezpieczny, mój, makijaż. 

Regularnie też używałam MACzka Pro Longwear Paint Pot w cudownym kolorze Stormy Pink. Idealny jako baza i sam, a przede wszystkim świetnie pasują do niego fiolety z Garden of Eden. Uwielbiam jego i to połączenie.

Osobnym tematem są pędzle. Od grudnia pojawiło się u mnie bardzo dużo nowości, a te ze zdjęcia to na pewno jedne z moich ulubionych. Pierwszy od góry to fantastyczny pędzel do pudru Real Techniques Powder Brush, którym fantastycznie nakłada się puder - lekko, naturalnie i niewiele.  
Hakuro H24 na początku miesiąca wykorzystywałam do nakładania bronzera Honolulu, później do NYXa, a obecnie do różu. W każdym zastosowaniu na plus. 
Małą kuleczkę RT czyli Setting Brush początkowo używałam do rozświetlacza, ale wydaje mi się za twarda do theBalm, którego stałam się szczęśliwą posiadaczką, więc obecnie konturuję nią twarzy przy pomocy NYXowego taupe. Ostatnim ulubieńcem jest niepozorny ebayowy pędzel z chińskiego zestawu. Jessup? Zestaw składał się z 4 małych puchatych, bardzo delikatnych pędzli do makijażu oczu, które miały być odpowiednikami tych do twarzy. Kupiłam go z myślą o nakładaniu i rozcieraniu cieni, ze względu na ogromną popularność aukcji z tymi pędzlami. Po jakimś czasie okazało się, że doskonale się sprawdza do aplikacji korektora i tak też go używam. Dwa przeznaczyłam do oczu, dwa do korektora.


Na koniec tusze do rzęs, ponieważ bardzo się na nich skupiłam w styczniu. Czy Wy też nie możecie wykończyć tuszu? W moich zapasach czekają 4 nowe nieotwierane tusze do rzęs!! a ja dalej męczę te dwa z Max Factor. Dwóch innych już się pozbyłam, tłumacząc sobie że zgęstniały i nie ma co ich ratować, bo lepsze czekają. Fakt, że oba podratowałam Duraline, co chyba znacząco zwiększyło ilość produktu. Tak czy inaczej na moich rzęsach te dwa tusze (False Lash Effect Fusion Volume & Length oraz 2000 Calorie Dramatic Look) nie powalają, ale efekt jest bardzo dobry, więc zamierzam je wyzerować. Natomiast Wibo Growing Lashes Stimulator Mascara używam do dolnych rzęs i w tej roli świetnie się sprawdza. Na górnych nic specjalnego. Zapomniałam wrzucić osobnego zdjęcia małego tuszu z Sephory, który jest na głównym. Ten tusz teoretycznie nadaje się też do rzęs, ale to jakiś żart. Używam go do brwi i w tej roli spisuje się bardzo dobrze, ale też jest na liście do wykończenia, a cała nazwa to Mascara Cils & Sourcils Lash & Eyebrow Mascara. 

Uff to tyle. Niby takie nic, a jednak dużo się uzbierało. Z pewnością zrobię taki post w lutym, ale wtedy już z ulubieńcami. Jest dopiero 5ty dzień miesiąca, a kilka moich kosmetycznych romansów przeszło już w trwałe związki ;)

Używałyście któregoś z tych produktów?

* udało się, są suche i pięknie błyszczą ;)

wtorek, 14 stycznia 2014

O chińskich pędzlach podobnych do Real Techniques

Miałam już okazję poużywać oryginalnych pędzli Real Techniques, więc myślę, że to dobra okazja do napisania posta o ich chińskich "odpowiednikach", czyli pędzlach zamówionych z Chin przez eBay. Tych, które często nazywane są również zamiennikami czy nawet podróbkami RT, z czym w ogóle się nie zgadzam. 


Moje 3 grosze 
Zacznę od tego, że moim zdaniem tych pędzli nie powinno się porównywać. Chińskie pędzelki są ewidentnie wzorowane na RT - wielkość czy design są oczywiście podobne, ale na tym koniec.

Moja chińska kolekcja liczy sobie 6 sztuk: dwa pędzle flat top, trzy kulki oraz jeden ścięty flat top. Spotkałam się z nazwą Joursna ZhuoShina, jednak na moich egzemplarzach nic nie jest napisane. Zamówiłam je z myślą o płynnych podkładach (głównie Revlon Photoready) i zazwyczaj w tym celu ich używam. Są ze mną około 2 miesięcy, więc zdążyłam sobie wyrobić o nich zdanie i nie są to tylko pierwsze wrażenia ;)

Okropny stan paznokci :( - zaczynam akcję ratunkową

Rozmiar i jak to jest zrobione
Chińskie noname mają rączki o długości 13cm, a włosie około 2,5cm. Rączka jest aluminiowa z czarną końcówką z chropowatego plastiku, a skuwki brak. Rączka jest profilowana - zwężana ku środkowi i bardzo wygodna w użyciu. Koniec trzonka jest płaski, dzięki czemu pędzle możemy postawić pionowo.

Włosie jest syntetyczne. Delikatne, miękkie i sprężyste, a do tego gęste i dobrze zbite. Pędzle zwilżone przed kontaktem z kosmetykiem nie pochłaniają dużo podkładu i ładnie rozprowadzają go na twarzy. Wykorzystuję metodę stemplowania przy nakładaniu podkładów i chińskie pędzle sprawdzają się w niej doskonale. Nie zostawiają smug, ani śladów pociągnięć. Włosie nie wypada, nie zmienia kształtu i jest cały czas równie miękkie.

Gdzie i za ile
Dostępność to na chwilę obecną wyłącznie ebay.
Cena jest śmieszna jak na pędzle, a tym bardziej fajny produkt. Ich koszt to około 2 - 3$ za sztukę z darmową przesyłką czyli około 7 - 10 zł. Za tą cenę polecam zaryzykować.

Moim zdaniem...
... warto zamówić chociaż jedną sztukę na próbę. Używam tych pędzli codziennie. Były już nie raz prane i nic się z nimi nie dzieje. Dobrze nakłada się nimi płynne podkłady, jak również inne kosmetyki w płynie lub kremie. Próbowałam je także do sypkich pudrów mineralnych i efekt bardzo mi się podobał. Ostatnio wypróbowałam pędzel do podkładu z Real Techniques, a wcześniej używałam H50s od Hakuro i komfort nakładania czy efekty są moim zdaniem takie same.
Jaka jest największa zaleta? Zdecydowanie cena. Innmi właściwościami się nie różnią, ceną wyróżniają. Codziennie rano nakładam podkład pędzlem i ten idzie do prania więc potrzebowałam ich więcej. W przypadku chińskich noname mam 3-4 pędzle w cenie jednego Hakuro i około 5-7 w cenie RT. Zdecydowanie się opłaca.

Małe porównanie na koniec
Jak już wspomniałam do nakładania podkładu mam od około roku pędzel Hakuro H50s, chińskie noname oraz Real Techniques Your Base/Flawless, Expert Face Brush. Poniżej na zdjęciu zestawienie wszystkich pędzli.

chińska kulka, RT, chiński flat top, Hakuro
Jak widać niewiele się różnią wielkością trzonka i włosia. Samo włosie też jest bardzo podobne, a jego kształt widać na kolejnym zdjęciu.


















Moim ulubieńcem są kulki z różowymi trzonkami, bez specjalnej argumentacji. Po prostu podobają mi się najbardziej, chociaż niczym się nie różnią od płaskich pędzli ;)
Przy okazji zakupów na ebay zamówiłam też kilka innych pędzelków z Chin, ale o tym innym razem.

Macie te pędzle? Kuszą Was? Jakie jest Wasze zdanie na temat tych pędzli i ogólnie wzorowania się na innych markach?