Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bourjois. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bourjois. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2015

Odkrycia grudnia

Zapraszam Was serdecznie na post z odkryciami grudnia, których tym razem będzie naprawdę dużo!

Grudzień był dla mnie zaskakująco długim i ciekawym miesiącem w całości skupionym wokół Świąt. W między czasie wpadło jednak do mojej kosmetyczki wiele nowości (post z większością zakupów grudnia klik), z których żadna nie okazała się rozczarowaniem, a kilka szybko zyskało miano ulubieńców. Dziś chcę Wam pokazać jednak produkty, których używałam już w pierwszej połowie grudnia, przed Świętami, czyli takie, które przetestowałam dłużej i dobrze. Dzięki temu też reszta wskoczy na styczeń, a ten post nie będzie się ciągnął w nieskończoność jak sam wstęp ;) no dobra, przechodzę do rzeczy ;)


Zacznę jednak niekosmetycznie, od malutkich pianek Haribo, które podpatrzyłam na Instagramie Sroki i które towarzyszyły mi przez cały grudzień. Wsypuję je do kawy, kakao czy gorącej czekolady i po prostu uwielbiam. Są malutkie, słodkie, również smakowo i świetnie wyglądają. Niestety dostanie ich to nie lada wyczyn. Mnie się udało w firmowym sklepie Haribo w Bonn, w Niemczech, a Wam polecam polować na Amazonie ;) cena 2€ za opakowanie, a pełna nazwa to Chamallows Minis.


Natomiast pierwsza rzecz kosmetyczna, która przychodzi mi na myśl w temacie odkryć grudnia to zdecydowanie paleta Smoky marki Zoeva. Jest fantastyczna! Kolory są ciemne, głównie matowe, niesamowicie napigmentowane, świetnie się rozcierają i w ogóle nie osypują. Totalnie moja, w dodatku w świetnej jakości, a więcej na jej temat pisałam już w tym poście.


Moim kolejnym absolutnym hitem od grudnia są pudry HD marki Inglot. Długo się przed nimi broniłam, bo przecież już mam świetny brązer Clarins i ten z NYX też mam i przecież nie potrzebuję kolejnego produktu do konturowania... aż w końcu zdecydowałam się na chłodny 505, a reszta była tylko kwestią czasu ;) Po nim dołączyły rozświetlające 503 i 501 oraz ciemny 509 z nowej kolekcji , a także róż o numerze 82 do kompletu. Pudry mają doskonałą pigmentację i konsystencję, łatwo się nakładają i rozcierają oraz długo utrzymują. Poza tym kolory są bardzo uniwersalne i idealne do konturowania. Basic & must have.


Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że miano hitu zyskała moja kolejna konturówka w żelu firmy Inglot. Jej złotą wersję pokazywałam w tym poście, a tym razem do kolekcji dołączył błyszczący brąz o numerze 96 z kolekcji jesiennej. Liner jest bardzo kremowy i świetnie się sprawdza zarówno jako konturówka jak i baza pod cienie. Miłą niespodzianką okazał się natomiast CC Cream od Bourjois, z którym nie wiązałam dużych nadziei, a okazał się więcej niż przyzwoitym produktem o niezłej trwałości. Rozczarowaniem jest jednak kolor - 32 Light Beige w drogerii wydawał się idealny, ale na żywo jest już minimalnie za ciemny. Poza tym jest świetną odpowiedzią na moje potrzeby: coś taniego, niezłego i żółtego.


Kolejne dwa produkty to mój najnowszy czyścik oraz pierwsza maseczka z Lush. Oba świetnie wywiązują się z obietnic producenta i znacznie umilają zabiegi pielęgnacyjne. Doo czasu, aż węgiel dostanie się pod powiekę, ale nie o tym ;) Dark Angels doskonale oczyszcza i odświeża cerę pozostawiając ją czyściutką i gładką oraz dobrze przygotowaną pod kolejne kroki pielęgnacyjne. Oatifix natomiast dobrze nawilża i koi skórę i otula zapachem zwłaszcza zimą.


Na koniec dwa równie dobre co tanie produkty marki Balea. Pierwszy z nich to krem do rąk, który może nie powala działaniem pielęgnacyjnym, ale za to zapach jest tak fantastyczny i podobny do kremów S&G, że sięgam po niego non stop, a to już działa zdecydowanie na plus. Drugi kosmetyk to balsam, a właściwie lekkie mleczko do ciała z olejkami. Ogólnie nie lubię tego typu kosmetyków, ale słyszałam o nim wiele dobrego, a w moich drogeriach DM go nie ma, więc musiałam go wypróbować gdy tylko zobaczyłam go na półce i w ogóle nie żałuję. Balsam jest bardzo lekki i szybko się wchłania, czego zwykle nie lubię, ale w tym przypadku nawilżenie i komfort używania są tak wysokie, że używanie go to sama przyjemność.

Napiszcie koniecznie co było Waszym odkryciem grudnia, a może nawet znacie któregoś z moich ulubieńców? 
Ja tymczasem zaczynam przygotowywać post z ulubieńcami roku, a to już niemałe wyzwanie ;)

piątek, 6 czerwca 2014

Bourjois Bronzing Primer

Zaraz po przyjeździe do Francji a minęły już 4 tygodnie! pokazywałam Wam pierwsze wcale nie takie małe zakupy. Od tego czasu regularnie używałam większości produktów i dziś nadeszła pora, żeby przedstawić my precious, jakim stała się baza brązująca marki Bourjois, która była na mojej chciejliście już od bardzo dawna.
Przy okazji przyznam się, że uwielbiam brązery! i chociaż używam ich dopiero od ponad roku, to jest to jeden z moich ulubionych kosmetyków :)


Bronzing primer jest z założenia bazą, którą możemy stosować na całą twarz, ale ja używam jej tylko jako bronzera do konturowania i ocieplenia cery. W porządnym plastikowym opakowaniu utrzymanym w stylistyce charakterystycznej dla linii brązującej Bourjois otrzymujemy 18ml produktu w postaci musu, trochę przypominającego piankę. Jego cena oscyluje w okolicy 12€ i z tego co wiem, nie jest on dostępny w Polsce.


Podobnie jak większość użytkowniczek używam Primer'a jako kremowego produktu do konturowania twarzy i chociaż jest to mój pierwszy kosmetyk tego typu, to jestem z niego bardzo zadowolona. Nakładam go zawsze na podkład, przez przypudrowaniem, które moim zdaniem jest konieczne - w przeciwnym wypadku baza jest bardzo plastyczna i w każdej chwili można ją przez przypadek zetrzeć. 


Aplikacja bazy jest bardzo prosta, o ile miałyście już kontakt z produktami kremowymi, w przeciwnym razie dobrze jest użyć ją po raz pierwszy gdy macie więcej czasu na zabawę i próby. Sama aplikuję ją Beauty Blenderem którego drugą stroną nałożyłam wcześniej podkład lub pędzlami przeznaczonymi do podkładów, najlepiej typu duo fiber. Ze względu na bardzo miękką i delikatną konsystencję zawsze przed nałożeniem jej na twarz dotykałam pędzlem wierzchu dłoni, żeby ściągnąć z niego nadmiar produktu, a tym samym ułatwić rozcieranie.


Baza / brązer bardzo dobrze się aplikuje i rozciera również ściera jeśli przesadzimy, a efekt można stopniować. Pigmentacja, podobnie jak podatność na blendowanie, są niewątpliwymi plusami, dzięki czemu łatwo o delikatny i  naturalny efekt - bez plam i nierówności w kolorze. Najlepszym określeniem dla wykończenia jest naturalność. Nie ma tu drobinek ani jako takiego rozświetlenia w ogóle, ale nie jest to też mat, czy po prostu satyna. Jeżeli nałożę ją z umiarem i sprawnie rozetrę, to efekt jest właśnie naturalny, a ingerencja kosmetyku niezauważalna.


Bronzing Primer'a używałam z różnymi podkładami - zarówno tymi nawilżającymi / rozświetlającymi, zastygającymi tylu long lasting, jak i z podkładem mineralnym i w każdym przypadku produkty dobrze ze sobą współpracowały. Idealnie też współpracuje z płynnym rozświetlaczem i taki zestaw obecnie regularnie gości na moich policzkach. Nie mam problemów z nałożeniem, roztarciem ani trwałością konturowania, która zależała wyłącznie od duetu podkład + puder. Sama baza po przypudrowaniu nie ścierała się ani nie traciła na intensywności przez cały czas noszenia makijażu.

I teraz widzę, że zdjęcia zrobiłam przed wykonturowaniem całej twarzy,
więc brązer mam tylko pod kością policzkową... ;)

Sam kolor jest... taki jak widzicie na zdjęciach ;) Moim zdaniem jest bardzo naturalny i uniwersalny, chociaż oczywiście daleko mu do sinego różu Taupe z NYX ale któremu produktowi nie jest?. Produkt Bourjois jest bazą pod makijaż do całej twarzy, która ma dawać efekt lekkiej naturalnej opalenizny, więc nie ma co oczekiwać typowo zimnych szarych odcieni. Dla mnie jest to lekko ciepły brąz, który z pewnością sprawdzi się do jasnych i średnich karnacji, ale na zimnych może wyglądać pomarańczowo. U mnie dobrze się sprawdza do konturowania i wydaje mi się, że wygląda to bardzo dobrze, a przede wszystkim naturalnie, ale to Wy musicie ocenić ;)

Na koniec jedno w ciepłym świetle
z mokrymi włosami i przymulonymi oczami ;)

Podsumowując nie jest to produkt dla każdego, bo kremowa formuła może odstraszać, ale moim zdaniem jest ona na lato lepsza niż wszelkie suche konsystencje. Sam Bronzing Primer jest świetnym produktem, który polecam każdemu, kto ma ochotę spróbować takiej formuły i nie tylko. Jak mogłyście zauważyć w recenzji przeważa słowo naturalność i jest ono najlepszym podsumowaniem.
Nawiązując jeszcze do bardzo popularnego bronzera tego typu od Chanel - ja i moja ciekawość jesteśmy zaspokojone i chociaż bardzo polubiłam ten produkt, to na razie nie czuję potrzeby na więcej i Bourjois w zupełności mi wystarcza. Oczywiście gdy zrezygnowałam z Chanel to zaprzyjaźniłam się z brązerem od Clarins, ale o tym już niedługo ;)

piątek, 9 maja 2014

Maskara Bourjois Volume Glamour Ultra Black

Jak ciężko jest przygotować recenzję tuszu do rzęs! Niby nic, a jednak potrzeba sporo wolnego czasu, gołego oka i zatuszowanego cienia pod oczami ;) Tak czy inaczej zebrałam się i postanowiłam przygotować do Was moją pierwszą recenzję tuszu do rzęs. Na pierwszy ogień idzie maskara, której obecnie używam, czyli Bourjois Volume Glamour Ultra Black.


Producent zapewnia:
BOURJOIS VOLUME GLAMOUR ULTRA BLACK to pogrubiający tusz do rzęs z formułą, która nadaje rzęsom intensywniejszą czerń.
Włókna szczoteczki dokładnie podkręcają rzęsy.
Formuła tuszu Bourjois Volume Glamour Ultra Black została wzbogacona witaminą B, dzięki czemu rzęsy są odżywione oraz mają intensywniejszy kolor.
Mascara Bourjois Volume Glamour nie rozmazuje się.

Dostaniemy ją w każdym Rossmannie i innych drogeriach z szafą Bourjois oraz w sieci. Cena z drogerii stacjonarnych to 47zł za 12ml.

Opakowanie klasyczne, podobnie jak szczoteczka. Kolor to bardzo ładna, głęboka czerń. Nie jest może wybitnie czarna ale nic nie można jej zarzucić, zwłaszcza przy dziennych makijażach.


Pora na konkrety czyli efekt. I zacznę od szczerego <LOL>. Pamiętacie tego emota z gg? No ja się trochę uśmiałam (na szczęście nie biorę tego zbyt do siebie, bo byłabym mocno zawiedziona) z obietnicy producenta już po pierwszym użyciu. Pogrubienie? Jakie pogrubienie?! Uwielbiam tusze 3w1, które wydłużają i pogrubiają, a podkręcenie uważam za oczywiste. Więc jeżeli mam na opakowaniu napis Volume, to oczekuję szczególnego pogrubienia, a nie tylko podkreślenia rzęs.


Jak widać na zdjęciach, które celowo mają mocno podkręcony kontrast, żeby sam tusz był jak najlepiej widoczny, to nie jest pogrubienie. Rzęsy są ładnie podkreślone i przede wszystkim wydłużone, ale zwiększenia objętości tu nie widzę. Rzęsy są też nieźle rozdzielone, nie skleja ich i nie zostawia grudek. 
Efekt na firankach jest też coraz lepszy z każdym użyciem, a więc w miarę nieznacznego gęstnienia tuszu, ale po około 3 - 4 tygodniach stabilizuje się, a po 2 miesiącach zaczyna gęstnieć w negatywnym znaczeniu.


Druga warstwa i powalający błysk za który odpowiada korektor Alverde, nadal nie zapewnia pogrubienia, jakie lubię, ale znów wydłuża i podkreśla. Efekt? Ładnie wydłużone, podkręcone i podkreślone rzęsy. Trwałość bez zarzutu, aż do demakijażu. Nic się nie osypuje ani nie rozmazuje. Podczas malowania tusz trochę brudzi powiekę, ale chyba nie spotkałam takiego, którym tego sobie nie zrobię ;) 
U mnie ten tusz idealnie sprawdza się do dziennych makijaży, z delikatnie podkreśloną powieką. Przy obecnym stanie moich rzęs nie nadaje się do ciemnych kolorów i czarnej kreski, bo rzęsy giną w takim zestawieniu.

Podsumowując:
+ kolor
+ wydłużenie!
+ ładnie podkreśla rzęsy
+ rozdziela
+ nie zostawia grudek
+ nie skleja nawet przy kilku warstwach
+ jest trwały, nie rozmazuje się, nie osypuje
+ nie ma problemu ze zmyciem go płynem dwufazowym 
+ dostępność
+ dostępne są też różne wersje tego tuszu, więc każdy znajdzie coś dla siebie

- nie pogrubia
- cena 
- bezsensowne obietnice producenta

Moja ocena 4, za ładne wydłużenie, podkreślenie i naturalność i brak objętości
gdzie 1 - porażka, 6 - hit 

Używałyście tego tuszu? Jaki jest Wasz ulubiony? 

A przy okazji pożalę się, bo moje rzęsy nadal są w koszmarnym stanie. Niby nic, a jednak są zaskakująco krótkie i cienkie, a do tego zaczęły ostatnio wypadać...