Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że mało narzekam, dlatego też postanowiłam to zmienić i w końcu napisać Wam o kosmetykach, które u mnie bardziej lub mniej się nie sprawdziły. Na pierwszy ogień mój ogromny zawód. Oczekiwania miałam oczywiście duże, jak to po kosmetyku polecanym na blogach, a w praktyce ehh o tym dalej :) Dzisiejszy bubel to podkład od Under 20 Fluid matujący Effect perfect cover.
Nie będę pisała o plusach, jak świetne opakowanie czy cena i skupię się na tych cechach, które absolutnie go dyskwalifikują. Po pierwsze założenie fluid matujący. Nie oczekuję po podkładach 100% matu, ale braku świecenia, zwłaszcza po produktach matujących. W praktyce? Po 2h była masakra. Czułam, że się świecę, nie mówiąc już o efekcie w lustrze. Niby 2h to coś, ale na pewno nie w przypadku założeń o długotrwałym zmatowieniu. Po drugie niesamowicie ciemnieje. Mam odcień 3, kupiony na lato i po nałożeniu był dla mnie idealny. Po około 3 godzinach przypominał zupełnie inny produkt. Nie dość że błysk, to jeszcze kolor bardziej zbliżony do bronzera niż stanu wyjściowego.
Czytałam o nim wiele pozytywnych opinii, ale u mnie niestety zupełnie się nie sprawdził. Dyskusyjny jest także zapach. Nie rozumiem jaki cel ma umieszczanie zapachów w tego typu produktach, ale tragedii nie ma ;)
Moja ocena 1, bardzo ciemnieje i świecę się po 2h
gdzie 1 - porażka, 6 - hit
Miałyście kontakt z tym podkładem? Jakie są Wasze odczucia?


