Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golden Rose. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

The best of 2015

No cześć!

Jak zawsze już witam po sporej przerwie ;) czy tym razem będzie inaczej? Nie wiem, ale próbuję ;) 
W zeszłym roku w moim życiu kosmetycznym nie działo się zbyt wiele, a nie chciałam pisać na siłę. Teraz wiele się zmieniło i po prostu nie mogę się doczekać, aż pokażę Wam kilka niesamowitych produktów! Póki co jednak zamknięcie i podsumowanie zeszłego roku. Jednak tak, jak wspomniałam - dużo się nie działo, a większość produktów używałam już w 2014. Mimo to zapraszam! 


Absolutny zapach roku. Mimo, że Pampelunę od Guerlain lubię jakby bardziej, to i tak zeszły rok należał do tego zapachu. Wersja wyłącznie podstawowa! 


Pielęgnacja ciała też na szybko. Bardzo się polubiłam z balsamem Evree, jednak gdy moja skóra była naprawę przesuszona radę dał tylko ten z The Body Shop, dlatego też musiał znaleźć się w the best of 2015. Uwielbiam za konsystencję, zapach, ale przede wszystkim świetne nawilżenie i niezbyt szybki wchłanianie, dzięki czemu długo się utrzymuje na skórze, a ja to lubię.


W pielęgnacji twarzy też praktycznie bez zmian. Każdy z tych produktów zdarzyło mi się na chwilę odstawić i za każdym moja skóra bardzo tęskniła. No to konkrety:
Dwufazowy olejek do demakijażu od Garnier - nic nie radzi sobie lepiej z demakijażem moich oczu. Obecnie dostępny tylko w Super Pharm i oby tak zostało!
Płyn bakteriostatyczny od Pharmaceris - jeden z 3 produktów do codziennej pielęgnacji, który utrzymuje moją cerę w ryzach i zapobiega niedoskonałością i przetłuszczaniu. Kolejne to:
Effaclar Duo w nowej wersji równie skuteczny i idealny pod makijaż, z resztą podobnie jak filtry do twarzy tej marki <3
Avene Cleanance Exper to natomiast mój hit na noc. Latem solo, jesienią i zimą z serum nawilżającym.
Natomiast krem pod oczy z Estee Lauder to absolutny numer jeden i kropka. Nigdy więcej żadnych zmian, chociaż Bobbi Brown kusi ;) Podobnie jak Mia 2, zwłaszcza ze szczoteczką Deep Pore. 3 dni bez niej i moja skóra wygląda dużo gorzej.


W pielęgnacji włosów również bez zmian. Na co dzień używałam szamponu w kostce Ma Provence albo męczyłam się z innymi i kombinowałam z odżywkami. Powoli zaczynam szukać go w Polsce, bo zapasy się kończą, a latem moje włosy nie tolerują niczego innego...
Do tego wielowymiarowy blond zapewnił mi rozjaśniacz z Loreal, a od czasu do czasu ratował Batiste, tym razem w wersji blond, żeby zakryć odrosty. 


Teraz to, co lubię najbardziej, czyli kolorówka, chociaż w 2015 obeszło się bez większych odkryć. W makijażu twarzy niezmiennie, prawie codziennie na mojej cerze można było znaleźć podkład Shiseido lub bareMinerals z pudrem MAC lub Kryolan (lub innym MAC lub Inglot, stąd brak na zdjęciu), do tego brązery z Inglot, korektor Estee Lauder Double Wear lub MAC Pro Longwear, gdy ten pierwszy zaczął się kończyć. Muszę jeszcze tylko dodać, że Shiseido jest moim absolutnym ideałem za niesamowitą trwałość, piękny kolor i filtr, natomiast minerałów używałam gdy wychodziłam na maksymalnie 8h lub nie wychodziłam prawie w ogóle. 


W makijażu oczu powrót do maskary Bourjois po kilku rozczarowaniach z suchymi lub niedostępnymi produktami Misslyn. Dalej niezmiennie idealny PaintPot z MAC - matowe ColorTattoo utrzymują się u mnie lepiej, ale MAC wygrywa przez delikatniejszą formułę i przyjemniejszą aplikację. Do tego doskonała cielista kredka również z MAC - pierwsza która utrzymuje się co najmniej 8h na linii wodnej i ma dobrą pigmentację. Więcej nie potrzebuję! Natomiast jeśli chciałam więcej, czyli kolor, to koniecznie z kredkami Zoeva. Uwielbiam! I żałuję, że nie mają więcej kolorów. Moje hity to czerń, czerwień Opulence i cudowny brąz z drobinkami Rock 'n' Roll Bride. W kwestii brwi poszłam natomiast na łatwiznę z niestety niedostępnym w Polsce produktem Catrice, czyli kolorowym woskiem w sztyfcie, dzięki któremu po kilku ruchach i szczoteczce moje brwi wyglądały świetnie i naturalnie. 


Palet do oczu przerobiłam niesamowicie wiele, jednak do tego zestawienia bez zastanowienia wybrałam Naked 3 - gdy nie wiem jak się pomalować, lub potrzebuję pewniaka to zawsze sięgam po nią. Do tego Zoeva i najlepsza moim zdaniem paleta Smoky do wszelkich mocniejszych makijaży. Aczkolwiek muszę wspomnieć, że w tym roku już mam kilku nowych faworytów. 


Rok 2015 to zdecydowanie rok sztucznych rzęs. Moje ulubione to klasyczne Demi Wispies oraz połówki od Ardell, jednak na szczególne wyróżnienie zasługują te ze zdjęcia. Rzęsy za około 2$ zamówione na ebay, które są doskonałe. Delikatne, naturalne, świetnie wyglądają i są bardzo wygodne w noszeniu. No i 2$!!
Wspomnę jeszcze, że mocno cieszyły mnie też połówki Katosu, ale tylko przez 3 użycia. Przed czwartym odszedł im pasek :/


W zeszłym roku było tylko kilka dni, w których nie miałam na sobie szminki. Niezmiernie pokochałam makijaż ust, zwłaszcza oryginalne i matowe kolory. Marka po którą sięgałam najczęściej to zdecydowanie Golden Rose. Fantastyczne, tanie pomadki w pięknych kolorach, które utrzymują się bardzo długo i nie krzywdzą moich ust. Do tego ciągle ulubiona MAC od Rihanna oraz totalny hit 2015 czyli kolor Stone jako jedyna otwarta na zdjęciu. 


W kwestii pędzli rok 2015 należał w 95% do Zoevy. Uwielbiam, polecam i tyle ;)
Dodatkowo nie rozstawałam się z Beauty Blenderem, po kilku próbach wyłącznie oryginalnym. Koniecznie w wersji czarnej. A w dni, gdy nie chciało mi się moczyć jajeczka (toaletka znajduje się na innym piętrze niż łazienka) sięgałam po pędzle duo fiber z ebay. Mniejszy, z rzadszym włosiem za około 2$ lub ten ze zdjęcia za około 6$. Nadal zachwyca mnie efekt jaki pozwala osiągnąć i przede wszystkim łatwość z jaką się go używa. 

I to tyle! 
Teraz chętnie pooglądam Wasze hity 2015, zatem możecie zostawiać linki w komentarzach. Oczywiście sama też znajdę ;) 
Miłego dnia!

sobota, 31 stycznia 2015

Golden Rose Lipstick 70 94 127 129

Kolejna sobota, kolejny post z produktami do ust! Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać ciągłość tych postów i w końcu pokazać Wam wszystko, co chciałam, ale zobaczymy jak będzie z moją systematycznością ;) Na razie nie jest źle, więc zapraszam Was na post o kolejnych szminkach od marki Golden Rose, ale tym razem z podstawowej serii Lipstick.


Producent pisze o nich tak:
Pomadka Golden Rose dzięki zawartości wosku pszczelego i wit. E, doskonale nawilża, wygładza usta oraz zapobiega procesom starzenia się skóry. Nie powoduje uczucia ciężkości, łatwo się rozprowadza, a dzięki delikatnej, świetlistej strukturze pokrywa usta kolorem na wiele godzin.

Moim zdaniem ich największe zalety to niezły wybór kolorów, śmiesznie niska cena i niezła jakość. W praktyce oznacza to 77 kolorów! o różnym wykończeniu, a każdy z nich za 8,60zł. 

Golden Rose Lipstick 70, 94, 127, 129

Dla tych, co jeszcze nie są zainteresowani dorzucę kilka szczegółów ;) Konsystencja jest bardzo kremowa, a pigmentacja dobra, dzięki czemu po ustach suną gładko i nie trzeba się męczyć, żeby je równo pokryć kolorem. Wykończenia są różne, od perły do lekkiego błysku, jak w moich kolorach. Zapach jest stary, jak kosmetyki z czasów naszych babć i niestety ze smakiem jest jeszcze gorzej, chociaż do zniesienia. Na koniec trwałość, którą muszę określić jako zaskakująco dobrą - gdy bawiłam się nimi w domu wytrzymały powyżej 3 godzin, nawet po wypiciu herbaty i zjedzeniu czegoś małego. Co do właściwości pielęgnacyjnych, to moich ust rzeczywiście nie wysuszają, jednak o nawilżeniu nie ma mowy. Przypomnę tylko, że moje usta mocno przesuszają Color Whisper z Maybelline i nie nawilża ich żadna szminka. Mogą też podkreślać suche skórki, ale ma to miejsce głównie przy jasnych kolorach i prawdę mówiąc nie ma tragedii. Tyle ode mnie, teraz kolory - u mnie oryginalne, potrzebne do jednorazowej stylizacji - ot kaprys, zachcianka, coś ciekawego i nie praktycznego, ale szybko się okazało, że nawet je polubiłam i na pewno będę nosić częściej. 


70 to bardzo ciemne wino. Kolor piękny, który nie każdemu będzie pasował, ale ja uwielbiam go zimą, zwłaszcza w połączeniu z Velvet Matte w kolorze 23, którą pokazywałam tutaj. Fantastycznie wygląda też nałożony w minimalnej ilości, tylko na środek ust i lekko roztarty, dzięki czemu usta wyglądają jakby były naturalnie zaczerwienione, może przygryzione. 


94 jest natomiast odcieniem jasnym, bardzo intensywnym, lekko rozbielonym i po prostu fioletowym. Jest to jednak zimny, nienaturalny odcień, który nie lubi konkurencji na oczach. Z jednej strony może się wydawać tandetny, ale moim zdaniem dobrze noszony wygląda fantastycznie i zabawnie, z resztą podobnie jak kolejne dwa odcienie.


127 to kolejna specyficzna propozycja raczej do zabawy, niż jako uzupełnienie makijażu. Tym razem odcień jest bardzo podobny do fioletu - również zimny i rozbielony, ale utrzymany w tonacji teoretycznie morelowej, a w praktyce głównie różowej. Trochę w stylu barbie i powiększonych ust ;) Na pewno będę po nią często sięgała wiosną!


129 jest chyba najbardziej kontrowersyjny z tej czwórki. Kolor bardzo jasny, lekko brzoskwiniowy, cielisty, ale na pewno nie jest to nude. Jest jakby bardziej pomarańczową i mniej naturalną wersją koloru 127, troszkę jakby korektor, ale nie do końca ;)

Jestem bardzo ciekawa, jak Wam się podobają takie kolory i czy lubicie czasami poszaleć z makijażem ust, czy też stawiacie na klasykę i naturalność?

sobota, 24 stycznia 2015

Golden Rose Vision Lipstick 103 108 109 125

Dziś pora na to, co tygryski lubią najbardziej czyli szminki! 
Tak, tak znowu, ale przecież już dawno żadnego nie było! a mam Wam jeszcze tyle do pokazania! ;)

Golden Rose Vision Lipstick 103, 108, 109, 125
Stali Czytelnicy wiedzą, że moim numerem jeden i absolutnym ulubieńcem w temacie pomadek do ust są szminki Golden Rose z serii Velvet Matte, ale ciekawość i dość ograniczona gama kolorystyczna spowodowały, że zrobiłam mały skok w bok i to w sumie nie mały i nie raz, ale cii ;) okay, przechodzę do rzeczy!

Tak jak widziałyście już po temacie bohaterem dzisiejszego posta są szminki Vision Lipstick, dostępne w salonach i na stronie Golden Rose w cenie poniżej 10zł.
Opakowanie czarne, z widocznym kolorem - trwałe i wygodne, ale niezbyt przyjazne dla nadrukowanych napisów - schodzą dużo szybciej szybciej niż sam kolor z ust.
Trwałość? bardzo dobra! U utrzymują się kilka godzin, a schodzą równomiernie, zostawiając na długo na ustach sam pigment. 
Konsystencja kremowa - bardzo łatwa i przyjemna w użyciu - szminki są miękkie i dobrze napigmentowane, dzięki czemu wystarczy delikatne pociągnięcie, żeby pokryć wargi równą warstwą koloru.
I tak podsumowując są to bardzo dobre produkty, chociaż nie lepsze od moich matów. To teraz kolory!


103 to delikatny, neutralny, lekko przybrudzony róż. Bardzo dziewczęcy, idealny na co dzień, mój ulubieniec.


108 jest natomiast kolorem bardzo mocnym, intensywnym, typowo różowym. I chociaż nie wiem, co jest z nią nie tak, to niezbyt się dogadujemy ;)


109 to kolor brzydki, ale bardzo naturalny! Jest to nude w odcieniach brązu, może karmelu, ciemniejsza niż moje usta, ale jeszcze muszę się do niej przekonać.


125 jest natomiast kolejną mocną propozycją, tym razem w odcieniu ciemnego fioletu. I znów niby powinnam za nią szaleć, a jednak jest nam nie po drodze.

Jak Wam się podobają te kolory? Używałyście już szminek z serii Vision Lipstick? Która jest Waszym faworytem? Chętnie się zainspiruję! ;)

czwartek, 15 stycznia 2015

Ulubieńcy roku 2014 - Kolorówka

No cześć!

W końcu się zebrałam i oto jest - post z ulubieńcami całego zeszłego roku, a w sumie tylko pierwsza część, czyli kolorówka. Początkowo miałam wybrać po jednym kosmetyku z każdego typu, ale szybko się okazało, że jest to bez sensu, bo raz - nie umiem wybrać jednego podkładu czy palety cieni, a dwa - w innych kategoriach nie mam Wam do polecenia nic... W efekcie jest trochę inaczej, bardziej po mojemu, ale wszystkie kosmetyki które Wam niżej pokażę gorąco polecam już teraz :)
Niektóre nazwy są podlinkowane, więc zainteresowanych i chętnych zapraszam do dłuższej lektury :)


Filtry
Na początek podstawa, oczywiście od LRP - Anthelios XL, czyli krem z filtrem w wersji do cery mieszanej i tłustej. Nie tylko nie skraca trwałości makijażu, ale nawet ją przedłuża. Na pograniczu kategorii natomiast krem BB z filtrem od Vichy, czyli wysoki filtr, niezła trwałość na cerze mieszanej i ładny odcień. Bardzo praktyczny zwłaszcza na wakacjach.
Podkłady
Ten rok był wręcz doskonały pod kątem zakupu podkładów, ale do ulubieńców wybrałam tylko 3 produkty. Jako pierwszy Estee Lauder Double Wear, który ma fantastyczną trwałość i świetne krycie, a nałożony BeautyBlenderem nie tworzy maski i świetnie wygląda przez cały dzień. Kolejne odkrycie to Shiseido. Świetnie kryje, jest bardzo lekki, długo się utrzymuje nawet przy 30 stopniach, jest wodoodporny, a do tego ma wysoki filtr SPF30. Na koniec Givenchy, który ma bardzo przyjemną lekką i kremową konsystencję, dzięki której fantastycznie się nakłada i stapia z cerą, a do tego również długo się utrzymuje.
Korektory
Numer jeden to oczywiście Double Wear  od EL, który używam pod oczy. Idealne krycie, konsystencja i trwałość. Natomiast do maskowania ewentualnych niedoskonałości i rzadziej pod oczy Pro Longwear z MAC. Ten również długo się utrzymuje i jest bardzo lekki, chociaż może wysuszać.


Wykończenie i konturowanie
Mój bezapelacyjny numer jeden wśród pudrów to sypki MAC CC w odcieniu żółtym. Ideał - za utrwalenie, efekt, przyjemne użycie i przedłużenie trwałości makijażu oraz współpracę z każdym podkładem.
W roku 2014 odkryłam też uroki używania brązera i nie rozstawałam się z nim nawet na chwilę. Ulubieńcy w tej kategorii to: kremowy Bourjois Bronzing Primer i puder Clarins - oba do konturowania i lekkiego ocieplenia cery oraz NYX w kolorze Taupe wyłącznie pod kości policzkowe, do pokreślenia konturu. 
Ulubione róże to natomiast kremowy Kiko oraz niedostępny w Polsce Manhattan. Oba za piękne kolory i świeży efekt na twarzy. Poza tym muszę wspomnieć o różu / rozświetlaczu od MAC w kolorze Trace Gold. Jest piękny i wszechstronny - nałożony obficie na cały policzek rozświetla, ale też ożywia i ociepla cerę, na szczyty kości policzkowych czy grzbiet nosa sprawdza się jako typowy rozświetlacz, a na powiekach z powodzeniem zastępuje dobre jakościowo cienie.


Bazy / cienie w kremie
Jakoś na początku zeszłego roku skusiłam się na pierwszy mocno zachwalany cień do powiek w kremie od Maybelline i przepadłam. Aktualnie nie wyobrażam sobie makijażu bez cieni w kremie, które pełnią u mnie rolę bazy, a moje top 3 to On and on Bronze od Maybelline oraz Painterly i Stormy Pink od MAC.
Rzęsy
W temacie tuszy do rzęs zdecydowanie prowadzi marka Misslyn. Mam od nich 3 różne maskary i każda jest fantastyczna. Wydłużają i pogrubiają rzęsy, ale też przede wszystkim ładnie je podkręcają i utrwalają na cały dzień. Najlepiej natomiast sprawdzają się w komplecie z odżywką z Eveline, która dodatkowo podbija efekt wydłużenia oraz pogrubienia i z zielonym tuszem Wibo, który używam do rzęs na dolnej powiece. 
Linery
Poza tym nie wyobrażam sobie makijażu oka bez kreski, a w tej roli od dawna najlepiej sprawdza się żelowy liner od Maybelline. Nie każdy egzemplarz jest jednak dobry, bo zdarzył mi się już taki zbyt suchy, ale ogólnie jest świetny i od dawna nie rozglądam się za niczym innym. Jeśli natomiast miałam ochotę na coś innego, to chętnie sięgałam po fantastyczne nowe linery Inglot z serii AMC. Te z podstawowej matowej kolekcji też są ok, ale daleko im do tych błyszczących. Są bardzo trwałe, idealnie kremowe i łatwe w obsłudze, poza tym kolory są niespotykane, a używać ich można również jako cień w kremie. 


Cienie do powiek
Niekwestionowani ulubieńcy w tej kategorii to Naked 3 od Urban Decay, Garden of Eden od Sleek oraz Smoky marki Zoeva. Wszystkie za piękne kolory, ale też świetną jakość, pigmentację i trwałość oraz łatwe blendowanie. 
Brwi
Przed zeszłym rokiem praktycznie nie poświęcałam im uwagi, a teraz są jednym z głównych punktów mojego makijażu. W tej kategorii bardzo polubiłam kredkę z Catrice ale na miano ulubieńca roku zasłużył cień do brwi z Inglot z numerkiem 569.
Usta
Tutaj nie ma najmniejszego zaskoczenia, że moim numerem jeden są szminki Golden Rose z serii Velvet Matte. To od nich na dobre zaczęła się moja przygoda z makijażem ust. Wcześniej szminek miałam kilka i sięgałam po nie bardzo rzadko, a teraz uwielbiam malować usta, zwłaszcza na mocne kolory. Kocham je za konsystencję, kolory, trwałość, brak wysuszenia, wykończenie... Dla mnie są po prostu idealne, a posty na ich temat znajdziecie same ;) 
Poza tym nie mogło tu zabraknąć dwóch pionierskich dla mnie produktów, czyli idealnej i bardzo mojej czerwieni od MAC Viva Glam Rihanna oraz pierwszego błyszczyka, który rzeczywiście polubiłam, bo ma sens od Clarins.


Paznokcie
W temacie lakierów do paznokci mój numer jeden to marka Golden Rose, zwłaszcza z serią Rich Color. Lubię je za duży wybór kolorów, świetne krycie, odpowiednią konsystencję, sensowne wysychanie oraz super trwałość - na moich paznokciach spokojnie wytrzymują powyżej 4 dni, a popularne Essie maksymalnie 2... Poza tym w 2014 roku szalałam za piaskami - najlepiej przepełnionymi drobinkami i brokatem od P2, ale podobały mi się również te betonowe z firmy Paese. W zestawieniu nie mogło też zabraknąć wysuszacza, który towarzyszył mi przy każdym malowaniu paznokci, a moim obecnym numerem jeden jest Essie good to go.

Uff to na tyle!
Wydawało mi się, że ten post będzie bardzo krótki, ale w praktyce okazało się, że tak się nie da i wyszło jak zawsze ;) 

Koniecznie napiszcie mi w komentarzach, czy miałyście któryś z moich hitów roku 2014 i czy u Was sprawdziły się one równie dobrze jak u mnie :)

czwartek, 20 listopada 2014

Golden Rose Velvet Matte część druga: 07 14 26

O tym, że absolutnie uwielbiam pomadki Golde Rose z serii Velvet Matte wspominam przy każdej możliwej okazji, dlatego też dziś zapraszam Was wyłącznie na prezentację moich najnowszych nabytków, czyli kolorów 07, 14 i 23.

Kolor 07, czyli jasny, raczej neutralny róż, bardzo uniwersalny jak 02, ale od niego jaśniejszy.


Odcień 14, to natomiast ciemniejsza wersja koloru 02, jeden z moich ulubionych. Z jednej strony ciemny, z drugiej nadal naturalny.


I odcień 26 czyli odpowiednik 07 z pomarańczowymi tonami. Liczyłam na odpowiedź na problem z tego postu - klik - ale niestety, nadal nic z tego ;)
a może macie pomysł na inny produkt w podobnym kolorze?


Niestety w serii Velvet Matte zdarzają się słabsze egzemplarze. Tym razem najsłabiej wypada kolor 26, który jest dość suchy, bardziej tępy i na ustach wypada mniej korzystnie i gładko niż reszta (podobnie jest z kolorem 04), ale i tak jest ok. Poza tym pomadki są świetne, trwałe i nie wysuszają moich ust, a wśród dostępnych 27 kolorów każdy bez wątpienia znajdzie coś dla siebie :)


Zainteresowanych większa dawką informacji odsyłam:
- tutaj, do pierwszego postu na ich temat, o mojej pierwszej Velvet Matte w kolorze 11,
- tutaj, do postu z prezentacją 6 pierwszych nabytków,
- i tutaj, do postu z ostatnim zakupem, czyli najciemniejszym odcieniem 23.
Bardzo się cieszę, że marka Golden Rose wypuściła niedawno 6 / 7 nowych kolorów i mam wielką nadzieję, że na tym nie koniec ;)
PS. Niedługo post z numerem 17 i kilkoma innymi szminkami, które niedawno wpadły mi do toaletki... ;)

Macie już swoich ulubieńców wśród szminek Golden Rose? A może nadal nie jesteście nimi zainteresowane? Chętnie poczytam, który kolor Wam się najbardziej podoba :)

czwartek, 2 października 2014

Mroczna jesień z Golden Rose

Zaczęło się jak zwykle...
Przeglądając prasę kobiecą natrafiłam na jesienne trendy w makijażu i przepadłam widząc zdjęcia bardzo ciemnych, prawie czarnych ust. Włączyło się chciejstwo i rozpoczęły poszukiwania, które na szczęście miały szybki i szczęśliwy finał w niezawodnym ostatnio salonie Golden Rose. 


Zdecydowałam się na dwie szminki. Pierwszą z mojej ulubionej serii Velvet Matte z numerkiem 23 (nowość!), ze względu na jej trwałość, świetną aplikację i wysoki komfort noszenia oraz drugą z serii po prostu Lipstick z numerkiem 70 dla przyciemnienia i pogłębienia koloru. W duecie dają piękny, bardzo ciemny odcień wina z delikatnymi nutami brązu i fioletu przebijającymi w zależności od światła.


Gdy decyduję się na tak ciemne usta, czyli ostatnio codziennie, to makijaż oka ograniczam do zera, czyli podkreślenia brwi i rzęs. Natomiast cerę zostawiam lekko opaloną, subtelnie rozświetloną, zwłaszcza pod oczami i tylko lekko wykonturowaną.


I tak oto ostatnio najczęściej sięgam po:
podkład Givenchy Eclat Matissime lub Shiseido, w zależności od nastroju i planów ;)
puder MAC Mineralize Skinfinish, głównie pod oczy, często w komplecie z meteorytami,
puder Clarins Ever Matte w roli brązera oraz 
korektor Estee Lauder Double Wear pod oczy.
Brwi podkreślam kredką Catrice Eye Brow Stylist, 
a rzęsy ulubionym tuszem Misslyn XXL Volume Mascara.

efekt końcowy
w prawym górnym rogu Velvet Matte solo

Prawdę mówiąc nigdy nie sądziłam, że będę się dobrze czuć w tak ciemnych ustach, a tymczasem uwielbiam ten efekt! 
W kolejnych postach natomiast przybliżę Wam sporą część z pokazanych dziś kosmetyków w poście z odkryciami i porażką września oraz pochwalę się najnowszymi zdobyczami szminek Velvet Matte, także zapraszam ponownie ;)

Napiszcie mi koniecznie jakie jest Wasze zdanie na temat tak ciemnych ust oraz jaki makijaż Wy wybieracie na jesień :)

niedziela, 28 września 2014

Lip Product Addict TAG

Hej! 
Co powiecie na coś lekkiego? 
Od jakiegoś czasu chętnie śledzę odpowiedzi na TAG Lip Product Addict, więc sama także zdecydowałam się go zrobić, zwłaszcza, że w ostatnim czasie moja miłość do produktów do ust nadal rośnie.


1. Ulubiony balsam/pomadka ochronna do ust
Carmex! Od bardzo dawna niezmiennie Carmex, ale wyłącznie wersje w sztyfcie i słoiczku, tubka jest dla mnie totalną porażką. W moim prywatnym rankingu kolejne miejsca zajmują balsam od Nuxe oraz masełko Nivea, jednak żadne z nich nie jest w stanie zastąpić mojego ulubieńca.


2. Najbardziej przykuwająca uwagę czerwień
Wydaje mi się, każda czerwień przykuwa uwagę, dlatego też pokażę Wam moich ulubieńców w tym temacie, którymi są: szminka MAC Viva Glam Rihanna oraz konturówka do ust Golden Rose w kolorze 513. Obie idealnie do mnie pasują i są bardzo trwałe, dzięki czemu mając je na ustach czuję się bardzo dobrze i pewnie siebie przez długi czas. Niestety kredka trochę przesusza usta, ale rekompensuje to cena poniżej 10zł ;)



3. Najlepszy luksusowy i drogeryjny produkt do ust
Tych pierwszych jest u mnie niewiele, ale gdybym miała wybrać jeden, to na pewno byłby to produkt YSL Baby Doll Kiss & Blush, najlepiej w kolorze 8. Uniwersalny produkt do ust i policzków, w pięknym naturalnym kolorze i ślicznym opakowaniu. Natomiast w kategorii typowo drogeryjnej (Rossmanny etc.) wybrałam pomadkę Maybelline w kolorze 250 Mystic Mauve, którą ostatnio odkrywam na nowo. Kolor jest spokojny, ale nieoczywisty i doskonale pasuje do praktycznie każdego makijażu.


4. Najlepsza pomadka MAC
Pomadkę MAC mam na chwilę obecną tylko jedną, ale jest to absolutnie mój hit jesieni, o którym wspominałam już wyżej, czyli Viva Glam Rihanna.



5. Najbardziej rozczarowująca pomadka
W tym przypadku miałam spory problem i tak po chwili zastanowienia wybór padł na pomadki Maybelline Color Whisper, moje w kolorach 130 i 220. Z jednej strony bardzo je lubię za ładne i delikatne kolory, efekt i bardzo prostą aplikację, ale z drugiej wysuszają mi usta, za co wielki minus, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne opinie w sieci.



6. Konturówka tak czy nie?
Zależy ;) Zwykle wybieram trwałe, kremowe, mocno napigmentowane pomadki o wykończeniu co najmniej satynowym, w kierunku matu, do których konturówka jest mi zwyczajnie niepotrzebna. Mam jednak kilka trudniejszych w obsłudze szminek, przy których bez konturówki się nie obędzie. Jeżeli już na jakąś się decyduje to są to produkty GR, Essence lub p2. W planach mam jeszcze jedną bezbarwną, ale to kiedyś ;)


7. Ulubiony błyszczyk
Robiąc porządki w produktach do ust planowałam zrobić osobny koszyczek na błyszczyki, ale okazało się, że mam ich tylko 5 sztuk, chociaż kiedyś mój makijaż ust opierał się wyłącznie na błyszczykach... jak to możliwe? nie wiem, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo w sumie to ich nie lubię ;)
Ulubieniec? Zdecydowanie Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 04. Daje bardzo delikatny kolor, ładną taflę i jest niesamowicie trwały. Nigdy nie sądziłam, że błyszczyk może przetrwać na ustach kilka godzin, a ten nie ma z tym najmniejszego problemu.



8. Coś ekstra
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o moich absolutnie ulubionych szminkach Golden Rose Velvet Matte, które mają piękne kolory, świetne wykończenie i pigmentację oraz utrzymują się na moich ustach kilka ładnych godzin bez śladu przesuszenia. Ulubione kolory to 04, 11 i ostatnio 14. Drugi produkt to szminki w kredce od p2, które często pojawiają się w edycjach limitowanych i bardzo przypominają mi produkt od GR, chociaż są trochę lżejsze, ale też trudno dostępne i mają dużo mniejszy wybór kolorów. 


Na koniec próbki kolorów wszystkich bohaterów posta.


1. MAC Viva Glam Rihanna frost
2. Golden Rose Dream Lips Liner 513
3. YSL Baby Doll Kiss & Blush nr 8
4. Maybelline Color Sensational 250 Mystic Mauve
5. Maybelline Color Whisper 130 Pink Possibilities
6. Maybelline Color Whisper 220 Lust for blush
7. Clarins Instant Light Natural Lip Perfector 04
8. p2 100% red! (EL) 040 intensive pink
9. Golden Rose Velvet Matte 11
10. Golden Rose Velvet Matte 04
11. Golden Rose Velvet Matte 14
 
A jakie produkty do ust Wy lubicie najbardziej? 
Pochwalcie się też w komentarzach jeśli same robiłyście ten tag, chętnie poczytam Wasze odpowiedzi :)

środa, 23 lipca 2014

Pastelove lakiery od Golden Rose

Od około roku w mojej kosmetyczce dominują lakiery marki Golden Rose. Uwielbiam je za wysoką jakość, niezłą trwałość, duży wybór kolorów i oczywiście cenę. Wielokrotnie też powtarzałam, że na moich paznokciach spisują się one o wiele lepiej niż lakiery Essie, a często wychodzące nowe kolekcje nie pozwalają mi znudzić się marką. Moją ulubioną serią lakierów od GR jest Rich Color czyli ta z szerokim pędzelkiem, jednak od niedawna równie dobrze pracuje mi się z linią podstawową, czyli Nail Lacquer i to z niej właśnie pokażę Wam dziś dwie nowe (?) propozycje kolorystyczne na lato.


Oba lakiery są bardzo do siebie podobne - lekko rozbielone, niby pastelowe, ale jednak kolor jest dość wyraźny. Błękit to kolor z numerem 363, a pistacja 361. Na paznokciach mam odżywkę, 3 cieniutkie warstwy koloru i mój obecny hit, czyli Essie good to go, o którym już niedługo pojawi się osobny post. Wszystkie zdjęcia zrobione zostały czwartego dnia! od aplikacji.


Same lakiery mają 12,5ml pojemności, wąski, ale wygodny pędzelek i cenę około 5zł. Zadowalająco kryją już po 2 normalnych warstwach i schną w granicach normy, ale ja i tak użyłam na nich wysuszacza. Trwałość z topem Essie jest niesamowita. Dopiero szóstego dnia pojawiły się starte końcówki i pęknięcia na powierzchni, jednak przy tym kolorze całość nadal świetnie wygląda :)


Koniecznie napiszcie jaki lakier w odcieniach mięty, błękitu i pistacji jest Waszym ulubionym i jakie kolory najczęściej goszczą na Waszych paznokciach latem :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Long - lasting make up w wersji na lato

W poprzednim poście wspomniałam, że byłam przez tydzień w Polsce oraz, że  dużo się działo i to w wielu miejscach na raz, a do tego przez długi czas, co w połączeniu z wysokimi temperaturami wymagało makijażu, który byłby ze mną w niezmienionym stanie co najmniej od rana do wieczora, bez względu na to, jak intensywny był mój dzień. A te zdarzały się naprawdę długie i intensywne, nawet bardzo... ;)

W związku z tym dziś chciałabym Wam pokazać zestaw kosmetyków, które przetestowałam w najciekawszych warunkach i spokojnie mogę Wam je polecić jeśli potrzebujecie makijażu typu long - lasting.


Podstawą jest oczywiście cera. O ile latem chyba wszyscy wolimy lżejsze podkłady o nawilżającej formule, tak nie wyobrażam sobie lepszego produktu niż Double Wear z Estee Lauder, nawet gdy wokół panują żar i wysoka wilgotność. Nałożony Beauty Blenderem nie tworzy maski, a co najważniejsze szybko zastyga i bez problemu wytrzymuje co najmniej 12h. Ok, nie ma szans, żeby wytrzymał cały dzień, a potem jeszcze intensywną noc, ale już cały dzień lub całonocną imprezę jak najbardziej. Reszta mojego niezawodnego zestawu, to świetny korektor pod oczy również z linii EL oraz puder CC od MAC. Efekt - wyrównany koloryt, lekki mat, naturalność i długotrwałość.


Poza tym, że mój makijaż miał wytrzymać co najmniej cały dzień, chciałam też, żeby był w miarę prosty i wakacyjny - trochę jak na plażę czy do parku, a trochę jak na obiad na mieście czy spotkanie z dentystą ;) Z tego powodu oraz moich ogólnych upodobań, głównym punktem były wszelkie brązery: NYX do lekkiego podkreślenia kości policzkowych, Clarins do roztarcia, e.l.f. jako opalenizna oraz MAC dla odrobiny blasku na policzkach.


Na oczy oczywiście Color Tattoo jako najlepsza na świecie baza, biały liner Zoeva na dolną linię wodną, na powieki cienie Inglot w odcieniach pomarańczu i brązu i obowiązkowo czarna kreska linerem Maybelline. Nie wyobrażam sobie też lepszej maskary niż wodoodporny tusz z Misslyn. Nie dość, że pięknie podkreśla rzęsy, to jeszcze wytrzymuje do samego demakijażu, a czasami i dłużej i tylko dlatego nie używam jej na co dzień ;)


W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć szminki z mojej ulubionej serii Velvet Matte od Golden Rose. Na zdjęciach kolor 2, który sprawdza się idealnie, gdy potrzebuję czegoś naturalnego i neutralnego, a o fantastycznych trwałości czy pigmentacji już chyba nie muszę wspominać.

A tak prezentuje się całość :)

Miny muszą być ;)

I jeszcze jedno na koniec ;)
Tym razem bez emocji, tak też umiem! ;)
Cały post wyszedł raczej na luzie, ale może kogoś z Was zainteresował chociaż jeden z przedstawionych produktów, które gorąco polecam nie tylko na lato i do zadań specjalnych. Zabrakło tu tylko mojego kremu z filtrem, który również w niemałym stopniu wpłynął na poprawienie trwałości całego makijażu, ale jego pokażę Wam w kolejnym osobnym poście.

Na koniec chętnie poczytam jakie kosmetyki Wy widziałybyście w tym zestawie oraz czy chcecie poczytać więcej o którymś z tych, które przedstawiłam :)
i oczywiście życzę Wam udanego tygodnia!