Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 listopada 2015

Jesienny Inglot 426

Uwielbiam szminki, zwłaszcza te z Golden Rose za ich jakość i cenę. Niestety gama kolorystyczna jest mocno ograniczona, więc ciągle szukam czegoś nowego. I w ten oto sposób trafiłam na przepiękną, iście jesienną pomadkę marki Inglot w kolorze 426.


Szminka pochodzi z kolekcji matowej, ma 4,5g i kosztuje 30zł. Poza nią dostępne jest 28 innych kolorów, w tym najnowsze z kolekcji Black Swan. 


Kolor jest obłędny! Kojarzy mi się z owocami lasu. Trochę w nim bordo, trochę fioletu i fuksji. Jest bardzo oryginalny i przyciąga uwagę, chociaż nie jest nietypowy, czy dziwny. Niestety kolor i niezła pigmentacja to jej jedyne zalety.
Kolejne zdjęcia są mocno podrasowane, żeby pokazać rzeczywisty kolor.


Szminka jest bardzo sucha i tępa w użyciu. Fatalnie się ją nakłada - w ogóle nie sunie po ustach i trzeba się sporo napracować, żeby ją w ogóle nałożyć, nie mówiąc już o tym, żeby zrobić to dobrze. Do tego podkreśla każdą nawet niewidoczną wcześniej suchą skórkę i sama nieznacznie wysusza. 


Trwałością też nie zachwyca. Pozostawiona sama sobie trzyma się nieźle, ale chętnie oznacza każdy kubek i dość nieestetycznie schodzi, rozprzestrzeniając się przy tym po całej okolicy ust. Nie raz zdarzyło mi się ją mieć pod czy nad wargami i sama nadal nie wiem jak to się stało ;)

Przy okazji widać mój najnowszy - zdecydowanie nieudany - eksperyment podkładowy...

Mimo wszystko kolor jest piękny więc polecam, chociaż łatwo z nią nie będzie ;) 
Dobrze też wygląda wklepana w niewielkiej ilości, dając efekt ust ubrudzonych owocami. 

A jak Wam się podoba? I co w ogóle myślicie o szminkach marki Inglot? W moim przypadku to druga i zdecydowanie ostatnia.
 

sobota, 31 stycznia 2015

Golden Rose Lipstick 70 94 127 129

Kolejna sobota, kolejny post z produktami do ust! Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać ciągłość tych postów i w końcu pokazać Wam wszystko, co chciałam, ale zobaczymy jak będzie z moją systematycznością ;) Na razie nie jest źle, więc zapraszam Was na post o kolejnych szminkach od marki Golden Rose, ale tym razem z podstawowej serii Lipstick.


Producent pisze o nich tak:
Pomadka Golden Rose dzięki zawartości wosku pszczelego i wit. E, doskonale nawilża, wygładza usta oraz zapobiega procesom starzenia się skóry. Nie powoduje uczucia ciężkości, łatwo się rozprowadza, a dzięki delikatnej, świetlistej strukturze pokrywa usta kolorem na wiele godzin.

Moim zdaniem ich największe zalety to niezły wybór kolorów, śmiesznie niska cena i niezła jakość. W praktyce oznacza to 77 kolorów! o różnym wykończeniu, a każdy z nich za 8,60zł. 

Golden Rose Lipstick 70, 94, 127, 129

Dla tych, co jeszcze nie są zainteresowani dorzucę kilka szczegółów ;) Konsystencja jest bardzo kremowa, a pigmentacja dobra, dzięki czemu po ustach suną gładko i nie trzeba się męczyć, żeby je równo pokryć kolorem. Wykończenia są różne, od perły do lekkiego błysku, jak w moich kolorach. Zapach jest stary, jak kosmetyki z czasów naszych babć i niestety ze smakiem jest jeszcze gorzej, chociaż do zniesienia. Na koniec trwałość, którą muszę określić jako zaskakująco dobrą - gdy bawiłam się nimi w domu wytrzymały powyżej 3 godzin, nawet po wypiciu herbaty i zjedzeniu czegoś małego. Co do właściwości pielęgnacyjnych, to moich ust rzeczywiście nie wysuszają, jednak o nawilżeniu nie ma mowy. Przypomnę tylko, że moje usta mocno przesuszają Color Whisper z Maybelline i nie nawilża ich żadna szminka. Mogą też podkreślać suche skórki, ale ma to miejsce głównie przy jasnych kolorach i prawdę mówiąc nie ma tragedii. Tyle ode mnie, teraz kolory - u mnie oryginalne, potrzebne do jednorazowej stylizacji - ot kaprys, zachcianka, coś ciekawego i nie praktycznego, ale szybko się okazało, że nawet je polubiłam i na pewno będę nosić częściej. 


70 to bardzo ciemne wino. Kolor piękny, który nie każdemu będzie pasował, ale ja uwielbiam go zimą, zwłaszcza w połączeniu z Velvet Matte w kolorze 23, którą pokazywałam tutaj. Fantastycznie wygląda też nałożony w minimalnej ilości, tylko na środek ust i lekko roztarty, dzięki czemu usta wyglądają jakby były naturalnie zaczerwienione, może przygryzione. 


94 jest natomiast odcieniem jasnym, bardzo intensywnym, lekko rozbielonym i po prostu fioletowym. Jest to jednak zimny, nienaturalny odcień, który nie lubi konkurencji na oczach. Z jednej strony może się wydawać tandetny, ale moim zdaniem dobrze noszony wygląda fantastycznie i zabawnie, z resztą podobnie jak kolejne dwa odcienie.


127 to kolejna specyficzna propozycja raczej do zabawy, niż jako uzupełnienie makijażu. Tym razem odcień jest bardzo podobny do fioletu - również zimny i rozbielony, ale utrzymany w tonacji teoretycznie morelowej, a w praktyce głównie różowej. Trochę w stylu barbie i powiększonych ust ;) Na pewno będę po nią często sięgała wiosną!


129 jest chyba najbardziej kontrowersyjny z tej czwórki. Kolor bardzo jasny, lekko brzoskwiniowy, cielisty, ale na pewno nie jest to nude. Jest jakby bardziej pomarańczową i mniej naturalną wersją koloru 127, troszkę jakby korektor, ale nie do końca ;)

Jestem bardzo ciekawa, jak Wam się podobają takie kolory i czy lubicie czasami poszaleć z makijażem ust, czy też stawiacie na klasykę i naturalność?

sobota, 24 stycznia 2015

Golden Rose Vision Lipstick 103 108 109 125

Dziś pora na to, co tygryski lubią najbardziej czyli szminki! 
Tak, tak znowu, ale przecież już dawno żadnego nie było! a mam Wam jeszcze tyle do pokazania! ;)

Golden Rose Vision Lipstick 103, 108, 109, 125
Stali Czytelnicy wiedzą, że moim numerem jeden i absolutnym ulubieńcem w temacie pomadek do ust są szminki Golden Rose z serii Velvet Matte, ale ciekawość i dość ograniczona gama kolorystyczna spowodowały, że zrobiłam mały skok w bok i to w sumie nie mały i nie raz, ale cii ;) okay, przechodzę do rzeczy!

Tak jak widziałyście już po temacie bohaterem dzisiejszego posta są szminki Vision Lipstick, dostępne w salonach i na stronie Golden Rose w cenie poniżej 10zł.
Opakowanie czarne, z widocznym kolorem - trwałe i wygodne, ale niezbyt przyjazne dla nadrukowanych napisów - schodzą dużo szybciej szybciej niż sam kolor z ust.
Trwałość? bardzo dobra! U utrzymują się kilka godzin, a schodzą równomiernie, zostawiając na długo na ustach sam pigment. 
Konsystencja kremowa - bardzo łatwa i przyjemna w użyciu - szminki są miękkie i dobrze napigmentowane, dzięki czemu wystarczy delikatne pociągnięcie, żeby pokryć wargi równą warstwą koloru.
I tak podsumowując są to bardzo dobre produkty, chociaż nie lepsze od moich matów. To teraz kolory!


103 to delikatny, neutralny, lekko przybrudzony róż. Bardzo dziewczęcy, idealny na co dzień, mój ulubieniec.


108 jest natomiast kolorem bardzo mocnym, intensywnym, typowo różowym. I chociaż nie wiem, co jest z nią nie tak, to niezbyt się dogadujemy ;)


109 to kolor brzydki, ale bardzo naturalny! Jest to nude w odcieniach brązu, może karmelu, ciemniejsza niż moje usta, ale jeszcze muszę się do niej przekonać.


125 jest natomiast kolejną mocną propozycją, tym razem w odcieniu ciemnego fioletu. I znów niby powinnam za nią szaleć, a jednak jest nam nie po drodze.

Jak Wam się podobają te kolory? Używałyście już szminek z serii Vision Lipstick? Która jest Waszym faworytem? Chętnie się zainspiruję! ;)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Kiko Smart Lipstick 908 True Red

Szminki i inne pomadki pojawiają się ostatnio na blogu non stop, a jeśli nie macie dość, to na tym nie koniec! ;) Zatem tym razem bez zbędnych wstępów zapraszam Was na szybki post o jednym z wakacyjnych nabytków, czyli szmince marki Kiko w intensywnie czerwonym kolorze 908 True Red.


Z kwestii technicznych:
cena około 4€, dostępność salony Kiko (podobno niedługo też w Polsce!) i ich strona internetowa, pojemność 3,5g.


Opakowanie proste i klasyczne, wykonane z matowego plastiku sensownej jakości, przy zakupie dodatkowo zapakowane w czarny kartonik. 
Zapach słodki, jakby budyniowy, trochę podobny do szminek MAC, ale wydaje mi się delikatniejszy.


Konsystencja bardzo kremowa, delikatna. Pigmentacja bardzo wysoka - wystarczy lekkie pociągnięcie do pokrycia ust równym kolorem. W związku z powyższymi aplikacja to czysta przyjemność, chociaż trzeba uważać przy konturze. Wskazana jest konturówka, albo spore umiejętności ;)
Sam kolor to natomiast bardzo mocna po prostu czerwień, w lekko zimnej tonacji, która pięknie rozjaśnia zęby.


Wykończenie jest kremowe. Nie jest to typowy błysk, ale efekt jakby po balsamie do ust. Szminka w ogóle nie wysusza ust, ani nie podkreśla suchych skórek. 
Ostatni istotny punkt, to trwałość, a ta jest niestety tylko standardowa, czyli do 4 godzin bez jedzenia i picia. Jest to jednak niezły kompromis - pomadka jest bardzo kremowa i lekko nawilżająca, co dobrze wpływa na stan ust, jednak kosztem trwałości. 


Ogólnie szminka Kiko jest dobrym, chociaż nie powalającym produktem do ust w bardzo przyjemnej cenie i przepięknym kolorze. Polecam, jeśli lubicie takie wykończenie i nie oczekujecie wyjątkowej trwałości, a także jeśli szukacie ciekawych kolorów, bo tych w ofercie Kiko jest wiele :)

Lubicie czerwone szminki? Jaka jest Waszym numerem 1?

czwartek, 20 listopada 2014

Golden Rose Velvet Matte część druga: 07 14 26

O tym, że absolutnie uwielbiam pomadki Golde Rose z serii Velvet Matte wspominam przy każdej możliwej okazji, dlatego też dziś zapraszam Was wyłącznie na prezentację moich najnowszych nabytków, czyli kolorów 07, 14 i 23.

Kolor 07, czyli jasny, raczej neutralny róż, bardzo uniwersalny jak 02, ale od niego jaśniejszy.


Odcień 14, to natomiast ciemniejsza wersja koloru 02, jeden z moich ulubionych. Z jednej strony ciemny, z drugiej nadal naturalny.


I odcień 26 czyli odpowiednik 07 z pomarańczowymi tonami. Liczyłam na odpowiedź na problem z tego postu - klik - ale niestety, nadal nic z tego ;)
a może macie pomysł na inny produkt w podobnym kolorze?


Niestety w serii Velvet Matte zdarzają się słabsze egzemplarze. Tym razem najsłabiej wypada kolor 26, który jest dość suchy, bardziej tępy i na ustach wypada mniej korzystnie i gładko niż reszta (podobnie jest z kolorem 04), ale i tak jest ok. Poza tym pomadki są świetne, trwałe i nie wysuszają moich ust, a wśród dostępnych 27 kolorów każdy bez wątpienia znajdzie coś dla siebie :)


Zainteresowanych większa dawką informacji odsyłam:
- tutaj, do pierwszego postu na ich temat, o mojej pierwszej Velvet Matte w kolorze 11,
- tutaj, do postu z prezentacją 6 pierwszych nabytków,
- i tutaj, do postu z ostatnim zakupem, czyli najciemniejszym odcieniem 23.
Bardzo się cieszę, że marka Golden Rose wypuściła niedawno 6 / 7 nowych kolorów i mam wielką nadzieję, że na tym nie koniec ;)
PS. Niedługo post z numerem 17 i kilkoma innymi szminkami, które niedawno wpadły mi do toaletki... ;)

Macie już swoich ulubieńców wśród szminek Golden Rose? A może nadal nie jesteście nimi zainteresowane? Chętnie poczytam, który kolor Wam się najbardziej podoba :)

środa, 12 listopada 2014

Celia Lips on Top w kolorze 1

Kontynuując schemat z ostatnich tygodni, dziś ponownie kolorówka. I znów produkt do ust, bo to one zdominowały moje zakupy kosmetyczne już jakiś czas temu i póki co, nic w tej kwestii się nie zmienia ;) Tym razem w dodatku pokażę Wam kredkę do ust marki Celia, czyli Lips on Top, o której post już był (o tutaj), ale jej kolor jest tak mój i idealny na ciepłą jesień, że dostała kolejną stronę na blogu.


Z kwestii technicznych nic się nie zmieniło, ale oczywiście przypomnę najważniejsze informacje, a na początek plusy:
- wygodna forma kredki i łatwa aplikacja
- dobra pigmentacja
- niezła trwałość - kilka godzin bez jedzenia
- ładne, półmatowe - półbłyszczące wykończenie ;)
- dostępne kolory - od nude do intensywnych
- cena - około 11zł


Niestety nie jest to produkt bez wad, a oto one:
- może lekko wysuszać usta, u mnie na poziomie Color Whisper z Maybelline
- słaba dostępność, głównie online
- kolory w wersji elektronicznej nijak mają się do rzeczywistych, co mocno utrudnia ich wybór w sklepach internetowych

Kolor dokładnie taki, jak na tym zdjęciu :)

Jeśli chodzi o kolor, to jest on jaśniejszy i bardziej pomarańczowy niż 2. Jest jasny, neutralny i moim zdaniem świetnie będzie pasował każdej karnacji, również ciemniejszym, ponieważ nie jest aż tak jasny. Odcień świetnie rozjaśnia twarz i dodaje świeżości makijażu, co bardzo podoba mi się zwłaszcza teraz, ciepłą jesienią, jako alternatywa dla ciemnych, głębokich kolorów. Na zdjęciach wychodzi dość różowo, ale w rzeczywistości wybijają z niego też pomarańczowe tony :)

a tutaj tej pomarańczki za bardzo nie widać, ale cii ;)

To, za co lubię te produkty najbardziej to ich uniwersalność i łatwość użycia, dzięki czemu sięgam po nie często i chętnie, zwłaszcza gdy nie wiem na co się zdecydować ;) 

A jak Wam podoba się ten kolor? A może same już macie jedną z tych kredek? Koniecznie podzielcie się wrażeniami! :)

środa, 5 listopada 2014

Neonowy róż od Zoeva

Bohater dzisiejszego postu to połączenie moich dwóch wielkich miłości – marki Zoeva oraz intensywnych kolorów na ustach, czyli fantastyczny produkt, jakim jest Luxe Cream Lipstick.


Wszystkie produkty Zoeva można dostać w ich sklepie internetowym, który prowadzi wysyłkę do Polski oraz w naszych krajowych sklepach internetowych, między innymi Minti Shop, z którego pochodzi mój egzemplarz.
Cena 35zł.


Kolorów obecnie jest niewiele (5), a ten, na który zdecydowałam się na początek to Floral Crown. Jest to jasny, bardzo intensywny róż, w odcieniu neutralnym, raczej w kierunku chłodnego. Kolor jest bardzo mocny i rzuca się w oczy, więc na pewno nie jest to opcja dla fanek naturalnych i delikatnych ust.


Ogromną zaletą tej szminki jest jej... opakowanie! Piękne, proste, metalowe, z zamykaniem na magnes. Wystarczy zbliżyć zatyczkę i klik! zamknięte. Niby gadżet, ale za to jaka frajda! :D


Konsystencja jest niesamowicie przyjemna! Bardzo kremowa, gęsta i miękka. Sunie po ustach stawiając opór większy, niż balsamy, ale mniejszy, niż większość matowych produktów w tej kategorii.



Chyba największym plusem pomadki Zoeva jest jej pigmentacja. Wystarczy już najcieńsza warstwa do uzyskania pełnego i równego krycia. Podobnie jest, gdy nakładamy ją pędzelkiem.
Kolejnym plusem jest trwałość. Na nieużywanych ustach wytrzymuje kilka godzin, spokojnie powyżej pięciu. Nieznacznie schodzi przy suchym jedzeniu i piciu (porządnie odbijając się na kubkach), mocniej, ale nie całkiem, przy tłustych potrawach.


Nie zauważyłam, żeby barwiła usta i zdecydowanie ich nie wysusza. Niestety trochę podkreśla suche skórki, ale to na tyle z jej wad.


Podsumowując: ja ją bardzo lubię i mam ochotę na więcej, a Wam gorąco polecam!

A jakie jest Wasze zdanie o marce Zoeva? I jak Wam się podoba ten kolor?

niedziela, 28 września 2014

Lip Product Addict TAG

Hej! 
Co powiecie na coś lekkiego? 
Od jakiegoś czasu chętnie śledzę odpowiedzi na TAG Lip Product Addict, więc sama także zdecydowałam się go zrobić, zwłaszcza, że w ostatnim czasie moja miłość do produktów do ust nadal rośnie.


1. Ulubiony balsam/pomadka ochronna do ust
Carmex! Od bardzo dawna niezmiennie Carmex, ale wyłącznie wersje w sztyfcie i słoiczku, tubka jest dla mnie totalną porażką. W moim prywatnym rankingu kolejne miejsca zajmują balsam od Nuxe oraz masełko Nivea, jednak żadne z nich nie jest w stanie zastąpić mojego ulubieńca.


2. Najbardziej przykuwająca uwagę czerwień
Wydaje mi się, każda czerwień przykuwa uwagę, dlatego też pokażę Wam moich ulubieńców w tym temacie, którymi są: szminka MAC Viva Glam Rihanna oraz konturówka do ust Golden Rose w kolorze 513. Obie idealnie do mnie pasują i są bardzo trwałe, dzięki czemu mając je na ustach czuję się bardzo dobrze i pewnie siebie przez długi czas. Niestety kredka trochę przesusza usta, ale rekompensuje to cena poniżej 10zł ;)



3. Najlepszy luksusowy i drogeryjny produkt do ust
Tych pierwszych jest u mnie niewiele, ale gdybym miała wybrać jeden, to na pewno byłby to produkt YSL Baby Doll Kiss & Blush, najlepiej w kolorze 8. Uniwersalny produkt do ust i policzków, w pięknym naturalnym kolorze i ślicznym opakowaniu. Natomiast w kategorii typowo drogeryjnej (Rossmanny etc.) wybrałam pomadkę Maybelline w kolorze 250 Mystic Mauve, którą ostatnio odkrywam na nowo. Kolor jest spokojny, ale nieoczywisty i doskonale pasuje do praktycznie każdego makijażu.


4. Najlepsza pomadka MAC
Pomadkę MAC mam na chwilę obecną tylko jedną, ale jest to absolutnie mój hit jesieni, o którym wspominałam już wyżej, czyli Viva Glam Rihanna.



5. Najbardziej rozczarowująca pomadka
W tym przypadku miałam spory problem i tak po chwili zastanowienia wybór padł na pomadki Maybelline Color Whisper, moje w kolorach 130 i 220. Z jednej strony bardzo je lubię za ładne i delikatne kolory, efekt i bardzo prostą aplikację, ale z drugiej wysuszają mi usta, za co wielki minus, zwłaszcza biorąc pod uwagę inne opinie w sieci.



6. Konturówka tak czy nie?
Zależy ;) Zwykle wybieram trwałe, kremowe, mocno napigmentowane pomadki o wykończeniu co najmniej satynowym, w kierunku matu, do których konturówka jest mi zwyczajnie niepotrzebna. Mam jednak kilka trudniejszych w obsłudze szminek, przy których bez konturówki się nie obędzie. Jeżeli już na jakąś się decyduje to są to produkty GR, Essence lub p2. W planach mam jeszcze jedną bezbarwną, ale to kiedyś ;)


7. Ulubiony błyszczyk
Robiąc porządki w produktach do ust planowałam zrobić osobny koszyczek na błyszczyki, ale okazało się, że mam ich tylko 5 sztuk, chociaż kiedyś mój makijaż ust opierał się wyłącznie na błyszczykach... jak to możliwe? nie wiem, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo w sumie to ich nie lubię ;)
Ulubieniec? Zdecydowanie Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 04. Daje bardzo delikatny kolor, ładną taflę i jest niesamowicie trwały. Nigdy nie sądziłam, że błyszczyk może przetrwać na ustach kilka godzin, a ten nie ma z tym najmniejszego problemu.



8. Coś ekstra
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o moich absolutnie ulubionych szminkach Golden Rose Velvet Matte, które mają piękne kolory, świetne wykończenie i pigmentację oraz utrzymują się na moich ustach kilka ładnych godzin bez śladu przesuszenia. Ulubione kolory to 04, 11 i ostatnio 14. Drugi produkt to szminki w kredce od p2, które często pojawiają się w edycjach limitowanych i bardzo przypominają mi produkt od GR, chociaż są trochę lżejsze, ale też trudno dostępne i mają dużo mniejszy wybór kolorów. 


Na koniec próbki kolorów wszystkich bohaterów posta.


1. MAC Viva Glam Rihanna frost
2. Golden Rose Dream Lips Liner 513
3. YSL Baby Doll Kiss & Blush nr 8
4. Maybelline Color Sensational 250 Mystic Mauve
5. Maybelline Color Whisper 130 Pink Possibilities
6. Maybelline Color Whisper 220 Lust for blush
7. Clarins Instant Light Natural Lip Perfector 04
8. p2 100% red! (EL) 040 intensive pink
9. Golden Rose Velvet Matte 11
10. Golden Rose Velvet Matte 04
11. Golden Rose Velvet Matte 14
 
A jakie produkty do ust Wy lubicie najbardziej? 
Pochwalcie się też w komentarzach jeśli same robiłyście ten tag, chętnie poczytam Wasze odpowiedzi :)

wtorek, 17 czerwca 2014

Loreal Caresse 702 Tickle Me Pink

W ostatnim czasie na blogu ukazywała się głównie pielęgnacja ze względu na łatwiejszą prezentację, ale absolutnie nie znaczy to, że zrezygnowałam z makijażu. Wręcz przeciwnie - nazbierało mi się trochę kolorówki, którą intensywnie testowałam przez ostatni miesiąc i tym samym nadszedł czas prezentacji. Zacznę od czegoś delikatnego, czyli pomadki do ust od Loreal z serii Caresse w kolorze 702 Tickle Me Pink.


 Od Producenta:
Baume Caresse to najnowszy balsam do ust od L`Oréal Paris. Dzięki niemu usta będą miały świeży, promienny i żywy kolor. Lekka konsystencja ułatwia aplikację, nawet bez lusterka! Po nałożeniu usta są nawilżone, miękkie, ale nie sklejają się. Efekt jest naprawdę interesujący - usta choć zabarwione kolorem i nabłyszczone, zachowują swoją naturalną fakturę.


Swój egzemplarz kupiłam we Francji w cenie około 8€, a w Polsce najlepiej ją kupić w jednej z popularnych drogerii internetowych, gdzie ceny wahają się w okolicach 15zł. Nie wiem jak z dostępnością w drogeriach stacjonarnych, ale tam i tak cena będzie zbliżona do francuskiej.
Na wyróżnienie zasługuje już samo opakowanie, które charakteryzuje wysoka jakość wykonania i materiałów - jest mocne, wytrzymałe i przyjemne dla oka oraz bez najmniejszego uszczerbku zniosło wielodniowy pobyt w torebce.


Efekt po jej nałożeniu to naturalne rozświetlenie, które moim zdaniem sprawia wrażenie mokrych, dobrze nawilżonych ust. Pomadka jest bardzo miękka i jakby topi się w kontakcie z ustami, dzięki czemu świetnie się ją aplikuje, ale przy tym nie ma problemu z łamaniem się lub roztapianiem. Po nałożeniu na usta w ogóle jej nie czuć, zostaje jedynie miękkość, lekkie nawilżenie i poślizg i absolutnie nic się nie klei.

Po godzinie od aplikacji

Odcień 702 to jasny dziewczyński róż, który przypomina mi gumy do żucia dla dzieci. Niestety pomadka jest bardzo delikatna i transparentna i na moich ustach nie widać jej koloru, a jedynie błysk i delikatną poświatę. Z pewnością dużo lepszy efekt można uzyskać przy ciemniejszych kolorach, a ten jest jednym z najjaśniejszych.

W pełnym słońcu, przy ponad 30st ;)

Jeśli chodzi o nawilżenie, to na początku rzeczywiście jakieś jest, ale absolutnie nie zastąpi ona porządnego balsamu. Trwałość jest zaskakująco dobra jak na tak lekki produkt i na moich ustach bez problemu wytrzymuje 4 godziny, o ile w tym czasie nie jem i raczej nie piję. Niestety pod koniec tego czasu czuję ściągnięcie i lekkie przesuszenie ust, chociaż na powierzchni dalej wszystko wygląda ok. Nie uważam tego jednak za najmniejszą wadę, ponieważ popularne Maybelline Color Whisper koszmarnie wysuszają moje usta już zaraz po aplikacji i nie jestem w stanie ich używać bez Carmexa. 

Jakie jest Wasze zdanie na temat koloryzujących balsamów do ust i jaki jest Waszym ulubionym?