Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 czerwca 2014

Moje TOP 5 kosmetyków naturalnych - część 5 - Savon Noir

Uff dobrnęliśmy do końca, czyli do ostatniego produktu naturalnego z mojej listy TOP 5. Ostatnie miejsce absolutnie nie oznacza, że produkt ten jest ze wszystkich dotychczasowych najsłabszych, a przypadło ono kosmetykowi znalezionemu przez przypadek (Mężczyzna wziął go za miód w dziale z kosmetykami ;)), jakim jest kolejne naturalne mydło, tym razem czarne - z oliwek, czyli Savon Noir.


Savon Noir możemy dostać już w większości sklepów z naturalnymi kosmetykami w najróżniejszych cenach (te ze zdjęcia 3 i 10€) oraz o różnych składach. Najlepsze, najnaturalniejsze i najskuteczniejsze egzemplarze to te, które zawierają wyłącznie olej z oliwek i ewentualnie wodę. 


Do tej pory używałam dwóch mydeł, które widzicie na zdjęciach. Wersja plastikowa kupiona jest na francuskim markecie od pana, który sprzedawał również inne mydła, naturalne gąbki czy świeże przyprawy - taka uliczna budka z naturalnymi kosmetykami i nie tylko. Szklana wersja pochodzi natomiast z francuskiego Carrefoura i wzbogacona jest między innymi o olejek z eukaliptusa.


Ogólne przeznaczenie czarnego mydła to oczywiście oczyszczanie połączone z peelingiem enzymatycznym. Nie jest to jednak po prostu oczyszczanie czy delikatny peeling enzymatyczny przypominający te drogeryjne. Mój pierwszy kontakt z mydłem ze szklanego słoiczka zakończył się podrażnieniem i przesuszonymi skórkami, a nawet sporym strupkiem przy nosie... Do tego cera była mocno ściągnięta i lekko przesuszona... A wszystko to po 5 minutach na suchej oczyszczonej cerze! Brzmi strasznie prawda? Ale to nie jest tak, jak wygląda ;) Wina była po mojej stronie i teraz wszystko jest już ok, a nawet lepiej.


Obecnie żadne z tych mydeł nie powoduje u mnie podobnych efektów jak za pierwszym razem, a stosuję je regularnie zarówno do twarzy jak i ciała. Z jednej strony moja cera odrobinę się przyzwyczaiła, ale przede wszystkim największą różnicę przyniosły umiar i rozwaga. Teraz jeśli robię sobie peeling enzymatyczny przez zostawienie mydła na twarzy, to wcześniej ją zwilżam, dzięki czemu całość jest rzadsza i delikatniejsza. Poza tym używam go do normalnego mycia twarzy po demakijażu, zamiennie z mydłem Aleppo. 


Mydło można też stosować jako maseczkę / peeling na całe ciało, ale ja zamiast cierpliwości mam wannę, więc po prostu nakładam go na gąbkę i w ten sposób myję resztę skóry. Po takim zabiegu jest ona świetnie oczyszczona, odświeżona i gładka. Konieczne jest jednak użycie porządnego balsamu, ale w później już ciało wygląda idealnie ;)


Ciekawa i zaskakująco przyjemna w użyciu jest forma w jakiej występuje Savon noir. Jest to gęsta pasta przypominająca miód, ale taki lekko skrystalizowany. Bardzo łatwo można go nałożyć na twarz czy ciało i nic nie spływa / spada, a jeśli wolimy konsystencje żelowe, to wystarczy go rozmieszać z wodą lub olejkiem i użyć w takiej formie.


Gorąco polecam, podobnie jak pozostałe 4 produkty, o których pisałam ostatnio. Dzięki Savon noir można doskonale oczyścić cerę i ciało oraz usunąć martwy naskórek, co skutkuje świeżą, czystą i zdrową, rozświetloną skórą. Zalecam jednak ostrożność, zwłaszcza przy pierwszym użyciu oraz zwracanie uwagi na skład. Im krótszy tym lepiej :)

Na koniec zostawiam linki do pozostałych postów z serii Moje TOP 5 kosmetyków naturalnych, a już jutro lub w czwartek zapraszam Was na rozdanie, w którym będzie można zgarnąć między innymi Savon Noir :)
część 1 - szampon w kostce
część 2 - olej kokosowy
część 4 - mydło Aleppo

A jakie jest Wasze zdanie o czarnym mydle? 
I jaki produkt / kosmetyk jest Waszym naturalnym ulubieńcem? Z chęcią poznam Wasze typy i może sama znajdę coś dla siebie :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Moje TOP 5 kosmetyków naturalnych - część 4 - mydło Aleppo 50%

Francuski długi weekend nie wpłynął najlepiej na moją systematyczność i regularność w publikowaniu postów, ale było warto! ;) W czwartek odwiedziliśmy Tulon, w piątek Marsylię, a całą sobotę spędziliśmy w Awinion i totalnie przepadłam w tym mieście. Jest fantastyczne i bardzo moje, ale w sumie dziś nie o tym. Jeśli będziecie zainteresowane kilkoma zdjęciami, to stworzę osobny post, a teraz wracam do kosmetycznego tematu, którym jest dziś czwarta część serii mojego TOP 5 kosmetyków naturalnych.
Czwarty post z tej serii poświęcony jest naturalnemu mydłu Aleppo, które po sugestii pani z Mydlarni u Franciszka kupiłam w wersji 50%.


Mydła Aleppo stworzone są z dwóch olejów: laurowego oraz oliwy z oliwek, a podane stężenie procentowe odpowiada ilości tego pierwszego w ich składzie. Zasada z doborem odpowiedniej wersji jest taka, że im mniejsze stężenie procentowe mydla, tym jest ono delikatniejsze i bardziej nawilżające, natomiast większe stężenia są bardziej oczyszczające, a tym samym dedykowane cerom tłustym, mieszanym i problematycznym.


Do tej pory spotkałam mydła Aleppo od 4% oleju laurowego, używane głównie do mycia dłoni i ciała, do 70%, które są już całkiem mocne. Jeżeli zamierzamy używać Aleppo do mycia twarzy, to najlepiej zacząć od niższych stężeń i sukcesywnie je zwiększać. Ja jednak zaczęłam od 50%, czyli stężenia idealnego do cery mieszanej i wszystko jest ok.



Moja kostka jest ogromna - zawiera 200g produktu, czyli tyle, co dwa zwykłe mydła z drogerii, a jej cena różni się od miejsca zakupu oraz rośnie proporcjonalnie do wzrostu udziału oleju laurowego. Wg producenta (?) / dystrybutora mydło zostało wykonane i suszone tradycyjnym sposobem oraz ręcznie cięte na nierówne kostki z pieczątką świadczącą o oryginalności. Za te wszystkie obietnice oraz świetny, nie udziwniony skład zapłaciłam 36zł.

Cała kostka świeżutkiego mydła

Ze względu na to, że cała kostka mydła jest bardzo duża i nieporęczna pocięłam ją na mniejsze kawałki i jeden z nich poleciał ze mną do Francji, dzięki czemu intensywnie używam go już od ponad miesiąca. W tym czasie używałam go zarówno do twarzy, ciała jak i włosów. 
Opcja włosy nie jest moją ulubioną, chociaż głównie w tym celu go kupiłam. Mydło świetnie oczyszcza włosy i skórę głowy, ale nie jest zbyt wygodne i przyjemne w użyciu oraz nie lubię osadu, który po nim zostaje.
W przypadku całego ciała jest już lepiej. Mydło dobrze oczyszcza i nawet w najmniejszym stopniu nie wysusza skóry, jednak myślę, że mniejsze stężenie sprawdziłoby się w tej roli jeszcze lepiej.
Moim ulubionym zastosowaniem jest jednak oczyszczanie cery i w tej roli Aleppo spisuje się po prostu idealnie. Używam go po wstępnym demakijażu twarzy i w tej roli świetnie się odnajduje, pozostawiając porządnie oczyszczoną cerę wolną od resztek makijażu. W dodatku jako jeden z nielicznych produktów w ogóle nie podrażnia mojej twarzy, nawet wtedy, gdy ta postanawia być nagle wrażliwa. Przyznaję, że uczucie ściągnięcia czasami jest, ale w niewielkim stopniu i wystarczy zwykły krem nawilżający aby się go pozbyć.

A tu odcięty kawałek po intensywnej eksploatacji z widocznym zielonym środkiem :)
autorem powyższej kompozycji jest Mężczyzna
, który ostatnio wczuł się i aktywnie uczestniczy w blogowaniu oraz zbieraniu próbek i testowaniu :D
Podsumowując - polecam, bo to bardzo fajny i naturalny produkt, który może bardzo pozytywnie wpłynąć na Waszą pielęgnację, a do tego ryzyko, że zaszkodzi jest znikome :)

A teraz łapka w górę kto używał Aleppo i jak wrażenia? A może polecicie mi inne naturalne mydła, którym koniecznie powinnam się przyjrzeć?

środa, 26 lutego 2014

Reo mydło i krem

Pod postem o produktach do pielęgnacji w niskich cenach (link) wyraziłyście zainteresowanie produktami Reo, dlatego już dziś zapraszam na post im poświęcony.

Oba produkty Reo mam i regularnie używam od początku października 2013. Konkretnie są to: Mydełko wyrównujące koloryt cery oraz Krem wyrównujący koloryt cery, a dostępne są również inne kosmetyki z tej serii, między innymi puder. Widziałam też zdjęcia innej wersji mydła, takie okrągłe, ale nie wiem jaka jest między nimi różnica.

Zdjęcie z Allegro, moje opakowanie wyrzuciłam na długo przed tym, jak zostałam Blogerką ;)

Mydełko
Mydło używam do ostatniego etapu oczyszczania twarzy mniej więcej 3 - 4 razy w tygodniu, po demakijażu i OCM, zamiennie z żelem LRP. Całą kostką namydlam dłonie i dokładnie myję twarz, szyję i dekolt, a w razie potrzeby również ramiona. Mydło dobrze się pieni, a pozostawione w łazience zachowuje twardą i zbitą konsystencję. Kostka jest standardowa, ma 80g i jest bardzo wydajna. Po prawie 5 miesiącach zużyłam około połowy objętości, chociaż jak wspomniałam nie używam go codziennie, a czasami przerwy były dłuższe niż dzień, czy dwa, więc myślę, że zużycie odpowiada 3 miesiącom codziennego mycia się nim, a kolejne 3 przed nim. Cena to 4,99zł + przesyłka.

Moja kostka po prawie 5 miesiącach używania

Pora na najważniejsze, czyli działanie. Gdy czytałam kilka opinii na jego temat, to zwykle pojawiał się w roli ratunkowej, czyli Dziewczyny używały go w razie potrzeby, gdy stan ich cery ulegał znacznemu pogorszeniu. Tak jak wspomniałam, ja używam go regularnie, więc nie uzyskuję efektu wow, ale nie jest tak, że żadnego nie zauważyłam. Nie uważam, że to tylko zestaw Reo utrzymuje moją cerę w dobrej kondycji (może nie dobrej, ale sensownej ;)), ale bez wątpienia ma na nią pozytywny wpływ. Mydełko bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie wysuszając jej przy tym. Uczucie ściągnięcia czasami się pojawia, ale niewielkie, za to po każdym użyciu czuję jakby lekki osad na twarzy (jak ten na lustrach w reklamie mydła Dove), ale ja tak mam z każdym mydłem. Odkąd go używam niedoskonałości i niespodzianek na twarzy jest znacznie mniej, ale pojawiają się, gdy jestem dłużej (noc lub kilka dni) poza domem i zabieram tylko podstawowe kosmetyki (na przykład tylko żel Babydream do mycia ciała i twarzy).

Zdjęcie z Allegro

Krem
Uzupełnieniem pielęgnacji z Reo jest krem, który właściwie przypomina maść. 50g gęstego kremu zamknięte jest w aluminiowej tubce z nakrętką. Nic specjalnego, ale całość jest całkiem trwała i wygodna w użyciu. W tym przypadku również mamy bardzo dużą wydajność. Przez dłuższy czas używałam go codziennie i chociaż w ostatnim tygodniu (czy dwóch) trochę poszedł w odstawkę, to nadal jest go sporo w tubce, a na jedną aplikację wystarcza ilość niewiele większa od wielkości ziarnka grochu.

Moja tubka po pięciu miesiącach

Producent wiele nam tu obiecuje: blask, tuszowanie niedoskonałości, tonowanie rumienia, wyrównanie kolorytu (to przypadkiem nie są zadania korektora / podkładu?), ale też pielęgnację, ujędrnienie, nawilżenie, delikatne natłuszczenie, a w efekcie pozostawienie cery gładkiej i miękkiej w dotyku.

Informacja o produkcji w Anglii jest, a składu nie ma...

Jak jest w praktyce? Nieźle, a nawet całkiem dobrze. Kolorytu cery może nie wyrównał, ale jako takich przebarwień nie mam, za to z resztą obietnic jest lepiej. Przy regularnym stosowaniu wraz z mydłem, przyczynił się do zmniejszenia ilości niedoskonałości i ich rzadszego pojawiania się. Ujędrnienie to może za wiele powiedziane, ale przy mojej normalnej / mieszanej cerze ze skłonnością do przetłuszczania w strefie T, a czasami przesuszania na policzkach (i wiele innych kombinacji zależnych od pory roku / wody / klimatu i wielu innych...) nieźle nawilżał, a czegoś mocniejszego potrzebowałam dopiero w grudniu.

Zupełnie jak maść z apteki

Po nałożeniu na twarz zostawia delikatną lekko tłustą warstwę, która się nie wchłania i oblepia mi grzywkę przez noc, ale na szczęście jest Batiste ;) ale do rana znika, jednak w związku z tym pod makijaż go nie polecam. W moim przypadku nie zapchał, nie podrażnił oraz nie powodował przetłuszczania czy przesuszenia cery.

A tu widać, że nie wchłania się do zera, tylko zostawia taką warstwę jak kremy półtłuste

Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Przy którymś z pierwszych użyć zaczęłam się rozglądać co to się przypala, a okazało się że to był ten krem. Pierwsze skojarzenie? Zapach przypalonych włosów... ale może to tylko ja tak mam ;) Z czasem przyzwyczaiłam się i chociaż nadal go czuję, to mi nie przeszkadza. Cena to powalające 6,99zł + przesyłka.


Te produkty wydają się mało popularne, a to źle, bo są naprawdę dobre i w przyjemnej cenie :) Czujecie się zachęcone?

Na koniec moi dzisiejsi czasoumilacze ;) Kociaki są dzikie i zamieszkały u mnie w piwnicy, więc pogłaskać się nie da, do mnie też blisko nie podejdą, ale zawsze można poobserwować jak się bawią w słońcu ;) No i oczywiście psa zabraknąć nie mogło. Przyszedł zobaczyć co to się dzieje, ale zdjęć nie lubi ;)