Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Catrice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Catrice. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

Odkrycia z przełomu roku

No cześć!

Dziś post, którego sama po prostu nie mogłam się doczekać ;)
Już w ostatnim poście wspominałam, że o ile rok 2014 był dla mnie nudny pod względem kosmetycznym, tak jego końcówka - grudzień i początek bieżącego są niesamowicie wręcz ciekawe. Mamy dziś dopiero 23 stycznia, a ja już mam ogrom produktów, które chcę Wam mocno polecić.
Zatem po kolei! 


Marc Jacobs - ogółem. Pewnego razu zwróciłam uwagę na szminki z tej marki i przepadłam już przez samo opakowanie. Do tego z internetowej Sephory zniknął najpopularniejszy odcień duo do konturowania, więc nie chciałam ryzykować, że zniknie zupełnie i tak wyszło ;) Pudry są świetne, ale szminki, to prawdziwe mistrzostwo!


Pędzle M Brush. 3 kupione zaraz po premierze, jeden to prezent <3 O tych do oczu też kiedyś wspomnę, ale na szczególne wyróżnienie zasługują te dwa do twarzy z zdjęcia powyżej. Oba cudownie miękkie i fantastyczne we współpracy.


Usta! to chyba moja ulubiona kategoria w ostatnim czasie ;) Poza mistrzowskimi szminkami Le Marc na szczególne wyróżnienie zasługują też pomadki Melted, matowa, zastygająca Sephora i błyszczyk z Catrice. Wszystkie za świetną trwałość, dwa ostatnie za nie wysuszanie, ostatni za zaskakująco dobre właściwości pielęgnacyjne. Więcej soon.


W tym zestawieniu nie mogło też zabraknąć fantastycznych linerów MySecret. Marka bardzo przeze mnie niedoceniana tym razem skusiła mnie świetnymi kolorami i przepadłam. Nie tylko kolory są niesamowite, jakość też jest niczego sobie! Do kompletu tusz z Sephora - spływa przy pierwszej łzie, ale to, co robi z moimi rzęsami jest niesamowite. Po raz pierwszy od dawna je widać!


Moja pielęgnacja jest raczej bardzo stała i niewiele się w niej zmienia, ale w ostatnim czasie przygarnęłam kilka produktów o których nie mogę nie wspomnieć. Po pierwsze najlepszy czyścik ever od Glamglow i prawie konkurencyjna maska z Sephora. Oba produkty niesamowicie oczyszczają i świetne wpływają na moją cerę (pomijając małe (wcale nie małe) uczulenie, ale to chyba przypadek ;)). Do kompletu ze świetnie oczyszczoną skórą delikatny samoopalacz Clarins, który pięknie pachnie i jest bardzo delikatny.


Na koniec produkt, o którym zupełnie zapomniałam przy zdjęciach, ale nie mogłam go pominąć ;) Dla mnie jest jedno z większych zaskoczeń w ostatnim czasie. Puder Sephora, który pięknie rozświetla, jest delikatny, a przy tym bardo trwały! Nie sądziłam, że z moją cerą to możliwe. 

Na dziś to wszystko, ale w najbliższym czasie pokażą się posty z każdym z tych produktów, na które serdecznie zapraszam!

A jak u Was? Odkryłyście ostatnio coś niesamowitego? A może znacie któryś z tych produktów?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Tanio - drogo, czyli błyszczyki Clarins i Catrice

W ostatnich nowościach, które weszły do szafy Catrice szczególnie jeden produkt zwrócił moją uwagę, głównie ze względu na podobieństwo do innego produktu, który już mam i bardzo lubię. 
Namieszałam, ale mowa oczywiście o błyszczykach w tubce z pluszowym aplikatorem. Pierwszy z nich to Clarins Instant Light Natural Lip Perfector, a nowość to Catrice Beautifying Lip Smoother. 

Clarins Instant Light Natural Lip Perfector w kolorze 04 Petal Shimmer, Catrice Beautifying Lip Smoother w kolorze 010 Sweet Caramel

Błyszczyk Clarins, mój w odcieniu 04 Petal Shimmer, jest jednym z niewielu produktów tego typu w mojej kosmetyczce i jedynym, który naprawdę lubię. Cenię go za wygodną aplikację, delikatny kolor i odpowiednią gęstość, jednak jego największe zalety, to świetna trwałość (kilka godzin, przetrwał nawet mały posiłek) oraz porządne właściwości pielęgnacyjne. Wspominałam o nim nawet w poście z tagiem Lip Product Addict Tag. 
Po świetnych doświadczeniach z tym produktem miałam spore wymagania względem jego tańszej wersji, a o tym czy sprostał przeczytacie dalej.


Pod kątem opakowania nieznacznie wygrywa Clarins. Chociaż oba są bardzo podobne, to w przypadku Catrice jest ono dużo twardsze i trudniej je ścisnąć i wydobyć produkt. Poza tym ma tylko 9ml, czyli o 3 mniej niż oryginał. 
W kwestii zapachu i smaku ;) jest tak samo. Bardziej waniliowo - budyniowy u Clarins, ale i temu z Catrice nic nie brakuje.


W kwestiach najważniejszych, czyli pielęgnacja i trwałość oba produkty wypadają bardzo podobnie, z nieznaczną przewagą na korzyść Clarins, który wydaje się odrobinę bardziej ;)
Catrice gorzej wypada również pod kątem dostępnych odcieni: 3 (mój 010 Sweet Caramel) do 6, jednak wszystkie z nich dają jedynie delikatną poświatę na ustach, więc nie robi to dużej różnicy. 


Podsumowując: Clarins wypada niewiele lepiej, dlatego biorąc pod uwagę znaczną różnicę w cenie (15 a 70zł) starcie wygrywa Catrice. 

Próbowałyście któregoś z tych produktów? Co o nich myślicie?

Zdjęcia do dzisiejszego postu zrobiłam w Niemczech, telefonem Samsung Galaxy S5, ponieważ nie zabrałam lustrzanki... ;)

środa, 7 maja 2014

Catrice Prime and Fine Mattifying Powder Waterproof...

... czyli matujący puder wodoodporny o bardzo długiej nazwie ;)


Puder można dostać w szafach Catrice w Naturze oraz Hebe, lub wrzucić do koszyka przy okazji zakupów w Minti, tak jak zrobiłam to ja :) Cena ok. 20zł za 9g produktu w bardzo solidnym i całkiem zgrabnym opakowaniu z grubego plastiku z lusterkiem. Dostępny w jednym kolorze - transparentnym i dwóch wersjach - kompaktowej i sypkiej.


Od producenta:
Jeśli kropla wody spadnie na ten puder – po prostu delikatnie spłynie. Raz nałożony na skórę wytrzyma wilgotne otoczenie i utrzyma matową cerę przez wiele godzin. Delikatna formuła z filtrem daje efekt nieskazitelnej cery. Wzbogacony o witaminy A i E. Odpowiedni dla każdego odcienia skóry. Transparentny. Dzięki opakowaniu z lusterkiem to pozycja obowiązkowa jeśli jesteś w drodze.


Wiele razy wspominałam, że jestem fanką sypkich pudrów, które zawsze wydają mi się delikatniejsze, jakby bardziej zmielone, przez co efekt nimi uzyskany jest moim zdaniem dużo naturalniejszy. Również większość opinii, które o nim czytałam dotyczyły wersji sypkiej. Dlaczego więc zdecydowałam się na kompakt? Po pierwsze już mam idealny puder sypki MAC CC <3, a po drugie obecnie nie mam ani jednego pudru wykańczającego w kompakcie, który mogłabym nosić w torebce. 


Po prawie miesiącu używania mam względem niego mieszane uczucia, zatem w punktach ;)
- bardzo matuje, co przy normalnych podkładach daje płaski, sztuczny efekt,
+ kolor jest idealnie transparentny,
+ przez ten swój super mat świetnie się sprawdza do podkładów mocno rozświetlających, z dużym blaskiem, z którym nie radzą sobie zwykłe pudry, u mnie jako jedyny sprawdza się z podkładem mineralnym
+ jest idealny do poprawek, bo nawet bez wcześniejszego użycia bibułki, wystarczy delikatne nim omieść twarz i makijaż jest dobrze zmatowiony i jakby odrobinę świeższy
- prawdopodobnie mnie zapchał. Przypudrowałam nim twarz w połowie dnia na sprawdzony podkład i wieczorem koszmarnie wysypało mi brodę, co nie zdarzało się, gdy używałam go rano, na świeży podkład
+ opakowanie i cena są bardzo przyjemne
+/- ta wodoodporność to tak nie do końca, ale rzeczywiście coś w tym jest ;)


Moim zdaniem ten produkt jest bardzo specyficzny. Z jednej strony świetnie się sprawdza przy mocno błyszczących podkładach, z drugiej zabiera wszelkie oznaki życia ze zwykłych. Z jednej strony jest idealny do poprawek, z drugiej w ten sposób mnie zapchał. Werdykt? Nie żałuję, że go mam, bo jest to jedyny puder, który radzi sobie z moim podkładem mineralnym, chociaż nie widzę dla niego zastosowania z innymi produktami. Kupiłam go jednak jako puder do torebki, do poprawek matu i trwałości makijażu w ciągu dnia, w czym się sprawdza idealnie, o ile nie będzie mnie częściej zapychał...

Może Wy miałyście ten produkt i możecie się podzielić swoimi wrażeniami?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Pierwsze wrażenia: Beauty Blender, MAC, Catrice, W7 i Technic

Uff trochę się tego nazbierało! Przyszły do mnie dwa zamówienia z Douglasa i Minti, a wczoraj jeszcze uzupełniłam braki w sklepach stacjonarnych ;) Przez przypadek się dowiedziałam, że otworzyli u mnie MAC, więc nie mogłam tego nie sprawdzić ;) 
Zaraz po powrocie do domu zmyłam makijaż i zrobiłam nowy z wykorzystaniem nowości, na prezentację których dziś Was zapraszam :)


Makijaż zaczęłam od MAC Studio Finish Concealer, z którego już jestem bardzo zadowolona. Zawsze nakładam korektor zwilżonym pędzelkiem i to był duży błąd w tym przypadku, bo MAC w ogóle nie łapał się włosia, ale gdy wzięłam suchy to było już idealnie. Korektor dobrze kryje już przy najcieńszej warstwie i dobrze się rozciera, więc efekt jest bardzo dobry i naturalny :) 

Dalej nałożyłam podkład Revlon CS oryginalną gąbką Beauty Blender. Pierwsze wrażenie po otwarciu pudełeczka? Tragedia... Jego jakość na pierwszy rzut oka jest nieporównywalnie gorsza niż jajeczka Ebelin :/ Aczkolwiek wynika to z jego struktury i ono po prostu źle się prezentuje ;) W przypadku podkładu Revlon byłam chyba bardziej zadowolona z efektu po Ebelin. Podróbka dawała delikatniejszy i od razu półmatowy efekt, a BB jakby nakłada go więcej. Jednak komfort użycia oryginału jest wyższy i BB zjada o wiele mniej podkładu. Kolejny zawód spotkał mnie podczas prania, bo dłonie zdążyłam przesuszyć, a ono nadal nie było idealnie czyste. No nic, próbuję dalej ;)


Na szczyty kości policzkowych nałożyłam rozświetlacz z Technic High Light i mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony efekt rzeczywiście jest bardzo ładny i naturalny, ale z drugiej pędzelek to jakaś masakra, a do tego trudno mi było go dobre rozetrzeć i przy odpowiednim świetle (i odchyleniu głowy) widziałam jego granice.

Ostatnio czytałam wiele dobrego o pudrach Catrice, więc zamiast na puder transparentny z MAC zdecydowałam się na jego odpowiednik (podobno) z niższej półki, czyli wodoodporny puder matujący Prime and Fine. Pierwsze wrażenia mam ponownie mieszane. Z jeden strony wygląda na to, że będzie doskonale utrwalał makijaż, z drugiej robi to kosztem porządnego matu, za którym nie przepadam. 
 
Moja gwiazda to W7 i nowość o której wspominałam, czyli róż The Honey Queen. Jeżeli lubicie Africa i delikatne rozświetlające róże w kolorze brzoskwini, to warto mu się przyjrzeć. Ja jestem bardzo zadowolona z efektu, aplikacji i oczywiście koloru :)

Kupiłam też paletkę Inglot i kolejne dwa wkłady, czyli cienie matowy i rozświetlający, które mają być taką bazą z moim cieniem do brwi, który wczoraj nałożyłam też na powiekę i całkiem mi się to podobało :)

Na koniec wytuszowałam rzęsy maskarą Essence. Długo rezygnowałam z tuszy tej marki na rzecz czegoś lepszego, a na pewno droższego i byłam niezadowolona z efektów. Ok, moje rzęsy nie są teraz w najlepszym stanie, ale i tak lepiej sprawdzał się na nich tusz Essence niż Bourjois czy Max Factor. Tym razem pierwszy raz postawiłam na maskarę Get Big w wersji pogrubiającej i podkręcającej. Szczotka jest wielka, czyli taka jak lubię, a efekt już przy pierwszym użyciu zadowalający. Do tego cena 10zł - I love ;)

I efekt:

Zdjęcia są trochę za jasne (to po lewej ma podkręcony kontrast), ale były robione po 20 ;)
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z ostatnich zakupów, a jeszcze dziś pokażę Wam nowiutkie lakiery Lovely :)

Miałyście okazję używać któregoś z tych produktów? Z chęcią poczytam Wasze opinie :)