Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loreal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2015

3 kroki wieczornej pielęgnacji - część 1 - Demakijaż

Do tego postu zabierałam się od bardzo, bardzo dawna i po prostu nigdy mi się go pisać nie chciało ;) ale teraz przyszła wiosna i udaję, że mam dużo energii, więc oto jest! Długo odkładany post o mojej codziennej wieczornej pielęgnacji, którą dzielę na 3 główne części:
1. demakijaż,
2. oczyszczanie,
3. pielęgnacja.
Dziś natomiast zapraszam Was na prezentację kosmetyków przeznaczonych wyłącznie do demakijażu, czyli część pierwszą.

Zdjęcia są trochę podkręcone, bo mogłam je zrobić dopiero po 18...

Moją wieczorną pielęgnację najczęściej zaczynam właśnie od demakijażu, przy którym skupiam się przede wszystkim na oczach - rzęsy i kreska - oraz twarzy, ponieważ obecnie cały czas używam podkładu wodoodpornego. I tak od dawna moimi ulubieńcami w pierwszym etapie demakijażu są olejki - aktualnie nadal Kiko - który najpierw rozprowadzam dłoniami na całej twarzy zaczynając od oczu, a następnie zmywam go mokrym ręczniczkiem. Więcej o samym olejku pisałam już tutaj.


Najczęściej zmywanie makijażu dziennego kończę na samym olejku, jednak czasami potrzebuję czegoś ekstra. W przypadku trwałych tuszy, czy też grubych kresek niezawodna okazała się dwófazówka z Garnier, która jest ze mną już od dobrych 3 lat i nadal nie szukam niczego innego. Płyn świetnie domywa resztki bardziej trwałych kosmetyków, a przy tym jest delikatny i nie pozostawia trudnej do usunięcia tłustej warstwy w okolicach oczu.


Ostatnim kosmetykiem jaki chcę Wam pokazać jest natomiast popularny ostatnio płyn micelarny, którego używam w zastępstwie toniku, lub jako wykończenie demakijażu na wyjazdach. W swoim życiu przetestowałam tylko kilka miceli, ale bezkonkurencyjnym ulubieńcem są dla mnie ten z Loreal, na równi z Bourjois. Oba ładnie domywają resztki kolorówki, nie podrażniają, dobrze odświeżają skórę i są niedrogie. W moim subiektywnym rankingu oba stoją też wyżej niż Bioderma, która zostawia u mnie wrażenie suchości na oczach. 


Na dziś to tyle! 

Ciekawa jestem, jak wygląda Wasz demakijaż, ale na razie bez wspominania o dalszych krokach ;) koniecznie napiszcie w komentarzach czy stawiacie na mleczka / micele czy produkty do użycia z wodą :)

i na koniec bonusik - mój nowy pomocnik ;)


sobota, 17 stycznia 2015

Ulubieńcy roku 2014 pielęgnacja

Zapraszam na drugą część ulubieńców roku 2014, w której pokażę Wam absolutne hity z dość szeroko pojętej pielęgnacji ;)


Demakijaż i oczyszczanie
Od dawna mój demakijaż zaczynam od olejków, które zmywam ręczniczkiem namoczonym w ciepłej wodzie, takie uproszczone OCM. Do tej pory zawsze przygotowywałam swoją mieszankę olejków, ale prawdziwym hitem okazał się gotowy produkt z Kiko, który po prostu świetnie zmywa makijaż, również tusz i liner. Dalej oczyszczanie, w czym bezkonkurencyjnie prowadzi żel LRP Effaclar. Uwielbiam go za dokładne mycie, brak podrażnień i wysuszenia oraz tylko niewielkie ściągnięcie cery po użyciu. Z wspomagaczy natomiast najlepiej się sprawdzili dwufazówka Garnier do oczu oraz micele do całej twarzy Bourjois - ulubieniec od kilku lat oraz Loreal, odkrycie 2014, którego aktualnie nie mam w zapasach.


Pielęgnacja twarzy
W tej kwestii rzadko eksperymentuję i w ciągu roku poznaję tylko kilka produktów, ale większość z tych, które Wam prezentuję, pierwszy raz kupiłam właśnie w zeszłym roku. I tak na początek LRP Effaclar Duo jako najlepszy krem na dzień, a Avene Cleanance Expert na noc, za trzymanie niedoskonałości na dystans i lekkie nawilżenie, plus serum Dermedic, jeśli potrzebowałam czegoś ekstra. Dalej hity w pielęgnacji skóry pod oczami, czyli żel hialuronowy Balea i kremy pod oczy od Estee Lauder. Nie mogło zabraknąć także najlepszego balsamu do ust ever, czyli Carmex, najlepiej w wersji waniliowej. Na koniec produkty specjalne, czyli kwas Atrederm, chętniej w mniejszy stężeniu oraz żel z kolagenem Mizon, który używam pod krem na noc, dzięki czemu skóra była ładnie nawilżona, nie tłusta i lekko napięta.


Pielęgnacja włosów
Najlepszy szampon, który poznałam w zeszłym roku to produkt w kostce marki Ma Provence, a szczególnie wersja do włosów suchych, która świetnie oczyszcza i nie wymaga odżywki. Drugi szampon, który bardzo lubię i używałam codziennie w pierwszej połowie roku i nadal chętnie do niego wracam to Balea i ich podstawowa linia szamponów i odżywek, a szczególnie wersje limitowane. W kategorii odżywek wygrała jednak Maska Drożdżowa Babuszki Agafii, która może nie jest bez wad, ale zostawiona na noc sprawia, że moje włosy są odżywione, błyszczące oraz porządnie uniesione, a do tego pięknie pachną. Z produktów specjalnych nie mogło zabraknąć suchych szamponów Batiste, które po prostu koooocham! Do tego szampon koloryzujący Marion z pierwszej połowy roku oraz fantastyczny żel rozjaśniający z Loreal, dzięki któremu mam naturalny, chociaż dużo jaśniejszy kolor włosów i zero zniszczeń czy przesuszenia.


Pielęgnacja ciała
Moje absolutnie ulubione żele do mycia ciała to Balea, a wersja o zapachu kiwi ze zdjęcia to dla mnie najlepszy zapach ever ;) Poza tym na wyróżnienie zasłużyli też cukrowa pasta do depilacji za niezłą dokładność i najmniejsze obrażenia po użyciu, antyperspirant Garnier, o niebo lepszy od Vichy oraz balsam brązujący Mixa, który daje naturalny kolor i nawilżenie.



Inne
Poza powyższymi produktami chciałam Wam pokazać jeszcze 4 inne (jeden nie załapał się na zdjęcie...), bez których nie wyobrażam sobie również obecnego roku. Zacznę od wody termalnej Uriage, której może brakuje na zdjęciu, ale na co dzień jest zawsze ze mną. Uwielbiam po depilacji, do odświeżenia, do oczu, do zwilżenia pędzli i na poparzenia oraz inne urazy skóry. Kolejny hit to świetny płyn do soczewek ReNu, który skutecznie je oczyszcza, ale też dobrze nawilża, dzięki czemu w ogóle nie szczypią mnie oczy po ich założeniu. Dalej pasta Aronal, czyli dzienna wersja Elmex jeszcze niedostępna w Polsce, za świetną pielęgnację, ale też przyjemny smak. Na koniec olej rycynowy, bo kokosowy pokazali już prawie wszyscy ;) używam go do włosów, paznokci i rzadziej rzęs, a efekty w każdym zastosowaniu są niesamowite, jeśli tylko używa się go długo i systematycznie.

Miałyście któryś z tych kosmetyków? Dajcie znać jak u Was się sprawdził :)

wtorek, 17 czerwca 2014

Loreal Caresse 702 Tickle Me Pink

W ostatnim czasie na blogu ukazywała się głównie pielęgnacja ze względu na łatwiejszą prezentację, ale absolutnie nie znaczy to, że zrezygnowałam z makijażu. Wręcz przeciwnie - nazbierało mi się trochę kolorówki, którą intensywnie testowałam przez ostatni miesiąc i tym samym nadszedł czas prezentacji. Zacznę od czegoś delikatnego, czyli pomadki do ust od Loreal z serii Caresse w kolorze 702 Tickle Me Pink.


 Od Producenta:
Baume Caresse to najnowszy balsam do ust od L`Oréal Paris. Dzięki niemu usta będą miały świeży, promienny i żywy kolor. Lekka konsystencja ułatwia aplikację, nawet bez lusterka! Po nałożeniu usta są nawilżone, miękkie, ale nie sklejają się. Efekt jest naprawdę interesujący - usta choć zabarwione kolorem i nabłyszczone, zachowują swoją naturalną fakturę.


Swój egzemplarz kupiłam we Francji w cenie około 8€, a w Polsce najlepiej ją kupić w jednej z popularnych drogerii internetowych, gdzie ceny wahają się w okolicach 15zł. Nie wiem jak z dostępnością w drogeriach stacjonarnych, ale tam i tak cena będzie zbliżona do francuskiej.
Na wyróżnienie zasługuje już samo opakowanie, które charakteryzuje wysoka jakość wykonania i materiałów - jest mocne, wytrzymałe i przyjemne dla oka oraz bez najmniejszego uszczerbku zniosło wielodniowy pobyt w torebce.


Efekt po jej nałożeniu to naturalne rozświetlenie, które moim zdaniem sprawia wrażenie mokrych, dobrze nawilżonych ust. Pomadka jest bardzo miękka i jakby topi się w kontakcie z ustami, dzięki czemu świetnie się ją aplikuje, ale przy tym nie ma problemu z łamaniem się lub roztapianiem. Po nałożeniu na usta w ogóle jej nie czuć, zostaje jedynie miękkość, lekkie nawilżenie i poślizg i absolutnie nic się nie klei.

Po godzinie od aplikacji

Odcień 702 to jasny dziewczyński róż, który przypomina mi gumy do żucia dla dzieci. Niestety pomadka jest bardzo delikatna i transparentna i na moich ustach nie widać jej koloru, a jedynie błysk i delikatną poświatę. Z pewnością dużo lepszy efekt można uzyskać przy ciemniejszych kolorach, a ten jest jednym z najjaśniejszych.

W pełnym słońcu, przy ponad 30st ;)

Jeśli chodzi o nawilżenie, to na początku rzeczywiście jakieś jest, ale absolutnie nie zastąpi ona porządnego balsamu. Trwałość jest zaskakująco dobra jak na tak lekki produkt i na moich ustach bez problemu wytrzymuje 4 godziny, o ile w tym czasie nie jem i raczej nie piję. Niestety pod koniec tego czasu czuję ściągnięcie i lekkie przesuszenie ust, chociaż na powierzchni dalej wszystko wygląda ok. Nie uważam tego jednak za najmniejszą wadę, ponieważ popularne Maybelline Color Whisper koszmarnie wysuszają moje usta już zaraz po aplikacji i nie jestem w stanie ich używać bez Carmexa. 

Jakie jest Wasze zdanie na temat koloryzujących balsamów do ust i jaki jest Waszym ulubionym?

czwartek, 6 lutego 2014

Prawie jak pierwsi ulubieńcy czyli najczęściej używane w styczniu

Zabierałam się do tego posta jak pies do jeża, a sama nie wiem dlaczego. W końcu postawiłam warunek nie ma posta, nie ma spania, co jest świetnym wytłumaczeniem, żeby moje włosy mogły w końcu całkiem wyschnąć przed spaniem ;)*

Najczęściej używani w styczniu 

Bardzo lubię posty z podsumowaniami i ulubieńcami, ale ten nie jest całkiem taki. Gdybym miała określić styczeń pod względem kosmetycznym, to na pewno byłyby to zakupy i nowości. Dlatego też w tym miesiącu skupiłam się na testowaniu nowych zabawek oraz wykończaniu starych. Ulubione kosmetyki poszły na bok, a ja wiele się uczyłam, również pierwszy raz z filmików na youtube.

Zapraszam do krótkiej prezentacji kosmetyków, które najczęściej używałam w styczniu 2014. 
Pielęgnacji nie uwzględniam, bo ta u mnie jest raczej stała i zrobię na ten temat osobnego posta :) Zwłaszcza, że jest kilka hitów!


Na pierwszy ogień idą produkty do twarzy. Świetny kosmetyk, za którym nie szaleje, ale zawsze używam, to Dermacol Make - up cover, w roli korektora. Rano po chleb zdarzało mi się stosować tylko jego, w komplecie z pudrem i różem i zaskoczona przyznaję, że podoba mi się takie rozwiązanie raz na jakiś czas. W tym zestawieniu korektor znalazł się ze względu na idealnie dobrany pędzelek, o którym dalej.
Podkłady przewinęły się różne, ale postanowiłam wykończyć żelową wersję Rimmel Match Perfection Cream Gel Foundation w odcieniu 200. Najlepiej nam się pracuje wiosną i latem, ale była resztka, więc chciałam go zużyć i to po niego sięgałam najczęściej.
Pierwsza część miesiąca należała do pudru e.l.f. Complexion Perfection. Nie zachwyca mnie, ale że leżał w szufladzie zaniedbany, to postanowiłam się nim zająć ;) Później przyszedł Puder bambusowy z Biochemii Urody i to nim bawię się do tej pory. Byłby to bez wątpienia ulubieniec.
Teraz produkty na nowo odkryte, czyli bronzery i rozświetlacz. NYX blush w kolorze taupe to też nowość, a więcej o nim TU. Fantastyczny produkt, którego używam non stop i na pewno napiszę o nim więcej. Dalej był bronzer e.l.f. Warm bronzer, którym opalam całą twarz, czego wcześniej nie umiałam, a efekt niezmiennie mnie zachwyca. Osobny post na jego temat o TU. W każdym makijażu towarzyszył mi rozświetlacz z Bourjois Touche Illuminatrice, z serii popularnych róży, w kolorze 96 Rose Universel. 


Usta opanowały również dwie nowości. Pierwsza to pomadka z Maybelline w bardzo moim kolorze 220 Lust for blush, a druga to jej odpowiednik z Loreal Color Riche Balm 819 Carmel Comfort. Obie nie wykazują na moich ustach właściwości pielęgnacyjnych czy ochronnych, ale też nie szkodzą, a pięknie wyglądają. Szminki poszły na bok, chociaż zawsze wracałam do nich w chłodniejszych miesiącach
.
Kolejny powód nazwania posta najczęściej używanymi, a nie ulubieńcami, to paleta Sleek Au naturel. Zamówiłam ją, bo spodobały mi się matowe i naturalne kolory. Niestety to, co u innych mnie zachwyca, u mnie nie zawsze się sprawdza i tak było tym razem. Cienie może i zgrabne, ale jednak nie całkiem moje. Miałam też problem aplikacją i rozcieraniem matów. Z tego powodu też, odkąd ją dostałam była stałym elementem mojego makijażu, aż nie przyszły kolejne, najnowsze paletki ;) Po tym czasie muszę przyznać, że ją oswoiłam i polubiłam. Jestem w stanie wyciągnąć ją rano i na szybko zrobić bezpieczny, mój, makijaż. 

Regularnie też używałam MACzka Pro Longwear Paint Pot w cudownym kolorze Stormy Pink. Idealny jako baza i sam, a przede wszystkim świetnie pasują do niego fiolety z Garden of Eden. Uwielbiam jego i to połączenie.

Osobnym tematem są pędzle. Od grudnia pojawiło się u mnie bardzo dużo nowości, a te ze zdjęcia to na pewno jedne z moich ulubionych. Pierwszy od góry to fantastyczny pędzel do pudru Real Techniques Powder Brush, którym fantastycznie nakłada się puder - lekko, naturalnie i niewiele.  
Hakuro H24 na początku miesiąca wykorzystywałam do nakładania bronzera Honolulu, później do NYXa, a obecnie do różu. W każdym zastosowaniu na plus. 
Małą kuleczkę RT czyli Setting Brush początkowo używałam do rozświetlacza, ale wydaje mi się za twarda do theBalm, którego stałam się szczęśliwą posiadaczką, więc obecnie konturuję nią twarzy przy pomocy NYXowego taupe. Ostatnim ulubieńcem jest niepozorny ebayowy pędzel z chińskiego zestawu. Jessup? Zestaw składał się z 4 małych puchatych, bardzo delikatnych pędzli do makijażu oczu, które miały być odpowiednikami tych do twarzy. Kupiłam go z myślą o nakładaniu i rozcieraniu cieni, ze względu na ogromną popularność aukcji z tymi pędzlami. Po jakimś czasie okazało się, że doskonale się sprawdza do aplikacji korektora i tak też go używam. Dwa przeznaczyłam do oczu, dwa do korektora.


Na koniec tusze do rzęs, ponieważ bardzo się na nich skupiłam w styczniu. Czy Wy też nie możecie wykończyć tuszu? W moich zapasach czekają 4 nowe nieotwierane tusze do rzęs!! a ja dalej męczę te dwa z Max Factor. Dwóch innych już się pozbyłam, tłumacząc sobie że zgęstniały i nie ma co ich ratować, bo lepsze czekają. Fakt, że oba podratowałam Duraline, co chyba znacząco zwiększyło ilość produktu. Tak czy inaczej na moich rzęsach te dwa tusze (False Lash Effect Fusion Volume & Length oraz 2000 Calorie Dramatic Look) nie powalają, ale efekt jest bardzo dobry, więc zamierzam je wyzerować. Natomiast Wibo Growing Lashes Stimulator Mascara używam do dolnych rzęs i w tej roli świetnie się sprawdza. Na górnych nic specjalnego. Zapomniałam wrzucić osobnego zdjęcia małego tuszu z Sephory, który jest na głównym. Ten tusz teoretycznie nadaje się też do rzęs, ale to jakiś żart. Używam go do brwi i w tej roli spisuje się bardzo dobrze, ale też jest na liście do wykończenia, a cała nazwa to Mascara Cils & Sourcils Lash & Eyebrow Mascara. 

Uff to tyle. Niby takie nic, a jednak dużo się uzbierało. Z pewnością zrobię taki post w lutym, ale wtedy już z ulubieńcami. Jest dopiero 5ty dzień miesiąca, a kilka moich kosmetycznych romansów przeszło już w trwałe związki ;)

Używałyście któregoś z tych produktów?

* udało się, są suche i pięknie błyszczą ;)

środa, 22 stycznia 2014

O kremie BB Nude Magique od L'oreal

Jak już wspomniałam na Instagramie dziś recenzja jednego z drogeryjnych kremów BB, tym razem od L'oreal. Pełna nazwa to Nude Magique BB cream blemish balm 5 in 1, a dalej więcej tekstu, po niemiecku, więc odpuszczam ;) Mój kolor jest przeznaczony dla heller typów, czyli jasnych, ale z tego co pamiętam jest to środkowy kolor - jest jeszcze wersja dla bardzo jasnych i ciemniejszych cer. 

Zdjęcie z cocolita.pl, bo mój już tak ładnie nie wygląda ;)
Gdzie i za ile
Mój egzemplarz kupiłam krótko po premierze w Niemczech w cenie ok. 12 euro za 30ml, ale dostępny jest też w Polsce za pośrednictwem internetu, na przykład na stronie cocolita.pl, a jego cena w tym miejscu to 34zł, więc korzystniej niż u zachodnich sąsiadów. 

Moim zdaniem
Nie lubię czytać o opakowaniach kosmetyków, gdy te są standardowe. Dlatego teraz tylko zdjęcia i którko na plus mała szczupła tubka z dzióbkiem (przez producenta zwanym precyzyjnym aplikatorem), która zajmuje mało miejsca w kosmetyczce do torebki i ładnie się w niej układa.  

Mój egzemplarz mocno sfatygowany
 
Jak już wspomniałam noszę go w torebce i opakowanie wygląda trochę gorzej niż na zdjęciach reklamowych, ale nadal nic mu nie mogę zarzucić ;) Używam go w dni, gdy śpię poza domem, a rano trzeba jakoś wyglądać.

Krem to typowy drogeryjny BB czyli właściwie krem tonujący z delikatnym pigmentem. Jego postać to biały rzadki krem (coś jak mleczko do demakijażu, chociaż jeszcze rzadsze) z drobnymi granulkami pigmentu, które przypominają piasek. I trochę tak się zachowują przy aplikacji palcami. W przypadku wrażliwej lub podrażnionej cery nie polecam go tak aplikować, ponieważ czuć nieprzyjemne drapanie, jak podczas mocnego peelingu. Przy normalnej cerze, albo podczas aplikacji pędzlem, problemu nie ma. 

Na ostatnim zdjęciu połowa została roztarta, ale krem ładnie się dopasował i niewiele widać

Taka ilość jak na zdjęciu powyżej wystarcza na około pół twarzy więc wydajność na plus. Konsystencja jest rzadka i lekko spływa po nałożeniu na rękę. Po lekkim roztarciu ładnie stapia się z cerą i delikatnie dopasowuje się do jej odcienia. Kolor moim zdaniem wchodzi w odcienie beżu. Moja cera ma żółte tony, ale też dobrze z nim współgra.

Krycie jest delikatne i nawet kilkoma warstwami nie uzyskamy mocnego. Po nałożeniu ładnie stapia się ze skórą i daje naturalne rozświetlone wykończenie. Nie ma tu matu, ani drobinek, tylko takie zdrowe glow ;) Jest lekki i delikatny i w ogóle nie czuć go na twarzy.

Widać drobinki z kolorem

Co jeszcze? Moja cera jest mieszana (w różnych kierunkach w zależności od pór roku czy kaprysu), ale nie przepada za dużym nawilżeniem i takimi kosmetykami. Ten krem utrzymuje się na niej do 2 godzin w bardzo dobrym stanie, a potem zaczyna lekko błyszczeć w strefie T. Po kolejnych kilku godzinach odrobinę traci na intensywności. Z pewnością lepiej sprawdziłby się na cerach suchych i normalnych.

Z racji tego, że na opakowaniu mamy znaczek BB to teoretycznie można od niego oczekiwać więcej. No a tu jest różnie. Z jednej strony wielki plus za brak jakiegokolwiek wysuszenia czy podkreślenia suchych skórek. Myślę, że można nawet powiedzieć, że nieznacznie nawilża. Z drugiej strony wielki minus za brak ochrony anty UV* (a jak jednak jest to niewielka). Nie ma podanego filtra, co było dla mnie dużym zaskoczeniem. Jak to krem BB bez filtra? A no jednak można. Szkoda, że od Loreal i w tej cenie. 
*W niektórych źródłach, w tym na opakowaniu, można wyczytać, że ta ochrona jest, ale jaka? Tej informacji nie ma. Doszukałam się, że jest to SPF 12, ale ze względu na spore ukrycie tej informacji trochę w nią wątpię.

To jeszcze trochę postraszę, w mniejszym rozmiarze na wszelki wypadek ;) Po lewej mam na twarzy tylko krem i trochę korektora, po prawej dołożony Nude Magique BB krem. Różnica niewielka, ale kolor jest ładnie wyrównany, drobne niedoskonałości zakryte, jest delikatne rozświetlenie i zdrowy odcień.
 
Po lewej sam korektor, po prawej z Loreal Nude Magique BB cream, dla tych co bać się lubią zdjęcia można powiększyć ;)

To jeszcze cały domowy makijaż. Niestety przy dzisiejszym świetle nie udało mi się wiele pokazać.
Zdjęcia twarzy robione są kamerą z laptopa, ponieważ jeszcze nie umiem zrobić sensownych zdjęć lustrzanką. Zwłaszcza bez statywu.

Efekt końcowy

Muszę przyznać, że kuszą mnie nowsze propozycje z tej serii, a mianowicie kremy CC. Loreal stworzył ten krem w 3 nowych wersjach: zielona (przeciw zaczerwienieniom), fioletowa (dla zszarzałej cery) i żółta (dla cery zmęczonej), a także róż w kremie / żelu, który dopasowuje się do odcienia cery. Przypomina silikonową bazę z ładnym różowym odcieniem.


Zdjęcie ze strony producenta klik

Po dłuższej znajomości z tym kremem chyba się jednak na nie nie skuszę, ze względu na słabą trwałość na mojej twarzy, a wydają się niewiele różnić od poprzednika. Chyba, że wzorując się na Garnier powstanie wersja do cery tłustej i mieszanej. Wtedy przynajmniej dwa są moje ;) Zupełnie inaczej ma się sprawa z różem i pewnie kiedyś wpadnie do koszyka ;)

Zdjęcie ze strony producenta klik

Moja ocena  4
gdzie 1- porażka, 6 - hit
Próbowałyście go już? Jaki jest Wasz faworyt wśród drogeryjnych kremów BB?

To jeszcze nawiązując do Instagrama.

Nowa czekolada Wedel mleczna o smaku Creme Brulee

Kostka nadgryziona specjalnie do zdjęcia ;) Tak czy inaczej polecam wszystkim, którzy lubią karmel i jemu podobne :)