Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brwi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brwi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Cień do brwi Inglot - pierwsze wrażenia

Wspomniałam w wczorajszym poście, że w końcu na poważnie zajęłam się podkreślaniem moich brwi. W tej chwili są one wręcz moim must have w każdym makijażu i jednym z jego głównych elementów (np. brwi + tusz + szminka). W tamtym poście obiecałam też, że szybko napiszę coś więcej o cieniu do brwi Inglot w kolorze 569. Więc o to i obiecana notka z pierwszymi wrażeniami.


Priorytetem w przypadku brwi jest dla mnie naturalność. Z jednej strony podziwiam piękne brwi Dziewczyn, które regulują je jak od linijki, a potem idealnie wypełniają i utrwalają, ale to nie dla mnie. Z takimi brwiami czuję się sztucznie i po prostu mi przeszkadzają. Zaczęłam więc szukać czegoś delikatnego.


Przerobiłam kilka tuszy do brwi, które lubię najbardziej, ale zwykle nie chce mi się nimi bawić oraz cieni, a w tych brakowało mi odpowiedniego odcienia i zamęczał mnie cienki skośny pędzelek. Próbowałam też z Color Tattoo i wąskim pędzelkiem języczkowym, ale za chwilę i tak wyczesywałam większość koloru ;)


Potem skojarzyłam, że Inglot ma również spory wybór kolorów cieni do brwi. Początkowo zamierzałam kupić cień i wosk a do tego kasetkę, jednak nie było kasetek na 2 lub 3 okrągłe wkłady więc wróciłam do domu z samym cieniem. Teraz bardzo mnie to cieszy, bo na temat wosku nie znalazłam ani jednej pozytywnej opinii.


Sam kolor okazał się idealny. Ciemny, ale nie najciemniejszy brąz, raczej neutralny. Sam cień jest twardy, zbity i niezbyt mocno napigmentowany, co jak dla mnie działa na jego korzyść. Trudno uzyskać nim przerysowany efekt lub nierówności. Bardzo przypomina mi mój bronzer Taupe od NYX, chociaż jest ciemniejszy.


Cień zawiera minimalne drobinki, których nie widać na włoskach, za to zapewniają subtelny błysk na swatchu na dłoni. W rzeczywistości po użyciu na brwiach wygląda to bardzo naturalnie i nic nie migruje po twarzy.


Kluczowy okazał się pędzelek. Przestałam się bawić typowym pędzelkiem do brwi i zaczęłam używać małej kulki Hakuro H80, co było doskonałym wyborem. Podkreślenie obu brwi zajmuje mi kilka sekund i nie muszę nic wyczesywać. Jeżeli widzę jakieś braki, to uzupełniam je mniejszym pędzelkiem, ale nie zawsze jest to konieczne.

Po lewej u góry goła brew, na dole wypełniona pędzelkiem Hakuro, a po prawej dopracowana cienkim skośnym pędzelkiem. Na co dzień ograniczam się do kulki :) Teraz widzę co mam na rzęsach... Ehh

W najbliższym czasie zamierzam zakupić skośny, zbity, ale niezbyt cienki pędzelek i używać go tylko do brwi, bo efekt jaki daje puszysty pędzelek podoba mi się najbardziej. Istotna jest również trwałość tego cienia, czyli aż do demakijażu. Szkoda, że nie wyszło z woskiem, bo mógł dać ciekawy efekt, ale i tak jestem bardzo zadowolona. W przyszłości z pewnością spróbuję też kredki z woskiem, chociaż wydaje mi się, że będzie z nią więcej zabawy.

Chociaż używam go niecałe dwa tygodnie, to już jestem z niego bardzo zadowolona i polecam się im przyjrzeć przy najbliższej okazji :)

Jak Wy lubicie podkreślać swoje brwi?