Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2016

Glamglow Youthcleanse Eksfoliująca Pianka do mycia twarzy

Aaaa! Nie mogłam się doczekać tego postu! 
Dzisiejszym bohaterem jest mój najlepszy w życiu czyścik do twarzy marki GlamGlow.


No to na początek kilka słów od producenta, bo te wyjątkowo warto przeczytać ;)
Rewolucyjny preparat do mycia twarzy: przeciwstarzeniowy, redukujący drobne linie, wygładzający skórę i nadający cerze widoczny blask.
YouthcleanseTM to pierwszy na świecie preparat do mycia twarzy typu „Mud to Foam” który zmienia konsystencję – z błota, znanego Wam z masek GLAMGLOW®, w obfitą pianę, aby rozpuścić makijaż i zanieczyszczenia, usunąć obumarłe komórki oraz łagodnie złuszczać, oczyszczać i odnawiać skórę.

Wklejam też skład, bo i ten jest zaskakująco ciekawy. Z jednej strony przeraża jego długość, ale z drugiej to, co go wypełnia jest niesamowicie nie sztuczne ;)
Water, Sodium C14-16 Olefin Sulfonate, Illite, Kaolin, Magnesium Aluminum Silicate, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Diatomaceous Earth (Microalgae), Microcrystalline Cellulose, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Phytic Acid, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Paullinia Cupana Seed Extract, Malpighia Punicifolia (Acerola) Fruit Extract, Hydrolyzed Quinoa, Hydrolyzed Linseed Seed, Camellia Sinensis Leaf Powder, Ginkgo Biloba Leaf Powder, Disodium Adenosine Triphosphate, Algin, Keratinase, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Garcinia Mangostana Fruit Extract, Withania Somnifera Root Extract, Maltodextrin, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Moringa Oleifera Leaf Extract, Vetiveria Zizanoides Root Extract, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Stem Extract, Elettaria Cardamomum Seed Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Cananga Odorata Flower Extract, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract, Cucumis Melo Cantalupensis Fruit Extract, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Cupressus Sempervirens Leaf Oil, Fucus Vesiculosus Extract, Jasminum Officinale (Jasmine) Flower Extract, Rose Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Triethyl Citrate, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Santalum Album (Sandalwood) Wood Extract, Fragrance, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Ethylhexylglycerin. 

Nieźle, prawda?

 
To teraz pora na konkrety i na początek jedyna wada tego produktu - cena - 149zł za 150g. Dostępność Sephora i Douglas.
Opakowanie to piękna, ciężka butelka z pompką typu airless z błyszczącą srebrną nakrętką. Jest ładne i funkcjonalne, a do tego oddaje cenę. Ogólnie na plus, chociaż z początku trochę się przycina.
Konsystencja to takie błotko, które podczas mycia zamienia się może nie tyle w pianę co w coś przypominającego żel do mycia twarzy. Dodatkowo wzbogacona jest o delikatne drobinki peelingujące. 


I w końcu to, co najważniejsze, czyli moje wrażenia już po pierwszych użyciach. Przede wszystkim cera jest bardzo dobrze oczyszczona, również z makijażu (chociaż i tak wolę wcześniej zmyć go olejkami). Do tego skóra jest nieprawdopodobnie wręcz gładka i rozświetlona. Teoretycznie taki efekt można uzyskać wieloma produktami tego typu czy maskami, ale nigdy nie udało mi się to w tak dużym stopniu. 
Jestem nim zachwycona i gorąco polecam, ale tylko czarną wersję. Próbowałam też zieloną i szału nie ma. Radzę też uważać przy cerach wrażliwych. Sama używam go raczej co drugi dzień, a użyty na podrażnioną zapewnił mi masakryczne uczulenie i przesuszenie. Aczkolwiek sam mnie później z niego wyciągnął więc nie narzekam ;)

Napiszcie w komentarzach czy znacie produkty GlamGlow i co jest Waszym ideałem do oczyszczania cery :)

piątek, 29 stycznia 2016

Aksamitna pomadka Sephora

No cześć!

Witam ponownie i zapraszam na kolejny post z produktem do ust w roli głównej. 


Dzisiejszym bohaterem jest Aksamitna pomadka marki Sephora w kolorze 13 Marvelous Mauveé.


Dostępna jest oczywiście wyłącznie w Sephora, w dodatku nie ma jej już online, a i w stacjonarnych sklepach trudno ją znaleźć. Ten kolor oczywiście. Cena 45zł. 


Opakowanie klasyczne, błyszczykowe, z futrzastym aplikatorem, który sam w sobie sprawdza się świetnie, ale przez zbyt szeroki dzióbek w buteleczce nabiera zbyt wiele produktu. W efekcie pomadka koszmarnie brudzi siebie i wszystko wokół. 


Natomiast sama pomadka jest fantastyczna. Mówiąc najprościej: 
  • idealny mat 
  • niesamowita pigmentacja 
  • nieprawdopodobna trwałość 
  • zero wysuszenia. 
Na moich ustach potrafi się utrzymać cały!! dzień, nawet po (nie tłustym) obiedzie, kawach, herbatach i innych owocach. Do tego ma piękne wykończenie i w ogóle nie wysusza moich bardzo wrażliwych ust. 


Sam kolor to najmodniejszy aktualnie piękny brudny, zgaszony róż. Na powyższych zdjęciach zawsze pierwszy ;)
Polecam! Produkt ogółem i ten kolor szczególnie. 

Sephora 13 Marvelous Mauveé

Jak Wam się podoba ta pomadka? Lubicie takie produkty? a może nawet znacie ten? Koniecznie pochwalcie się w komentarzach :)

A teraz uciekam do pracy, a Wam życzę miłego dnia! :)

wtorek, 26 stycznia 2016

Melted Berry & Melted Fig

No cześć! 

Tym razem o tym, co lubię ostatnio chyba najbardziej, czyli makijaż ust. Jednym z moich odkryć z przełomu roku były pomadki Too Faced o pełnej nazwie Melted Liquified Long Wear Lipstick. 
Moje tubki w kolorach Fig i Berry.


Pomadki dostępne są w Polsce w Sephora w 11 pięknych kolorach. Poza tym można je dostać (głównie za oceanem) w różnych zestawach w wersji mini i kilku innych kolorach oraz z wykończeniem metalicznym... Pojemność pełnej wersji to 11g za które trzeba zapłacić równe 89zł bez promocji. 


Opakowanie to wygodna tubka z futrzastym aplikatorem jak w błyszczykach Clarins. Zaskakująco wygodne i dokładne. Do malowania ust rzeczywiście nie potrzebny jest pędzelek czy konturówka. 
Pigmentacja jest doskonała. Przy niewielkiej ilości można całkowicie pokryć usta, a po dołożeniu większej ilości produktu zwiększyć intensywność i głębię koloru. 


Trwałość to kolejny plus. Pomadki fantastycznie utrzymują się na ustach przez wiele godzin. Na początku są błyszczące, potem raczej satynowe, a po obiedzie zostaje co najmniej sam pigment. 
Niestety moje usta lekko przesuszają, zwłaszcza wersja Berry. 

Too Faced Melted Fig & Berry
dolne swatche
Sam produkt jest według mnie fantastyczny i gorąco je polecam, zwłaszcza wersję figową, ale na koniec muszę trochę ponarzekać. O ile właśnie Fig jest doskonała pod każdym względem, tak Berry zdarzyło się masakrycznie rozlać na moich ustach. Po około godzinie od nałożenia miałam skórę nasiąkniętą pigmentem na 2mm poza kontur ust. Bardzo nieładnie! Z tym problemem radzi sobie konturówka, ale wtedy produkt traci na wygodzie i prostocie użytkowania. Szkoda
Mimo to warto je wypróbować!

Too Faced Melted Fig & Berry
Znacie? Które kolory podobają się Wam najbardziej?

czwartek, 14 stycznia 2016

The best of 2015

No cześć!

Jak zawsze już witam po sporej przerwie ;) czy tym razem będzie inaczej? Nie wiem, ale próbuję ;) 
W zeszłym roku w moim życiu kosmetycznym nie działo się zbyt wiele, a nie chciałam pisać na siłę. Teraz wiele się zmieniło i po prostu nie mogę się doczekać, aż pokażę Wam kilka niesamowitych produktów! Póki co jednak zamknięcie i podsumowanie zeszłego roku. Jednak tak, jak wspomniałam - dużo się nie działo, a większość produktów używałam już w 2014. Mimo to zapraszam! 


Absolutny zapach roku. Mimo, że Pampelunę od Guerlain lubię jakby bardziej, to i tak zeszły rok należał do tego zapachu. Wersja wyłącznie podstawowa! 


Pielęgnacja ciała też na szybko. Bardzo się polubiłam z balsamem Evree, jednak gdy moja skóra była naprawę przesuszona radę dał tylko ten z The Body Shop, dlatego też musiał znaleźć się w the best of 2015. Uwielbiam za konsystencję, zapach, ale przede wszystkim świetne nawilżenie i niezbyt szybki wchłanianie, dzięki czemu długo się utrzymuje na skórze, a ja to lubię.


W pielęgnacji twarzy też praktycznie bez zmian. Każdy z tych produktów zdarzyło mi się na chwilę odstawić i za każdym moja skóra bardzo tęskniła. No to konkrety:
Dwufazowy olejek do demakijażu od Garnier - nic nie radzi sobie lepiej z demakijażem moich oczu. Obecnie dostępny tylko w Super Pharm i oby tak zostało!
Płyn bakteriostatyczny od Pharmaceris - jeden z 3 produktów do codziennej pielęgnacji, który utrzymuje moją cerę w ryzach i zapobiega niedoskonałością i przetłuszczaniu. Kolejne to:
Effaclar Duo w nowej wersji równie skuteczny i idealny pod makijaż, z resztą podobnie jak filtry do twarzy tej marki <3
Avene Cleanance Exper to natomiast mój hit na noc. Latem solo, jesienią i zimą z serum nawilżającym.
Natomiast krem pod oczy z Estee Lauder to absolutny numer jeden i kropka. Nigdy więcej żadnych zmian, chociaż Bobbi Brown kusi ;) Podobnie jak Mia 2, zwłaszcza ze szczoteczką Deep Pore. 3 dni bez niej i moja skóra wygląda dużo gorzej.


W pielęgnacji włosów również bez zmian. Na co dzień używałam szamponu w kostce Ma Provence albo męczyłam się z innymi i kombinowałam z odżywkami. Powoli zaczynam szukać go w Polsce, bo zapasy się kończą, a latem moje włosy nie tolerują niczego innego...
Do tego wielowymiarowy blond zapewnił mi rozjaśniacz z Loreal, a od czasu do czasu ratował Batiste, tym razem w wersji blond, żeby zakryć odrosty. 


Teraz to, co lubię najbardziej, czyli kolorówka, chociaż w 2015 obeszło się bez większych odkryć. W makijażu twarzy niezmiennie, prawie codziennie na mojej cerze można było znaleźć podkład Shiseido lub bareMinerals z pudrem MAC lub Kryolan (lub innym MAC lub Inglot, stąd brak na zdjęciu), do tego brązery z Inglot, korektor Estee Lauder Double Wear lub MAC Pro Longwear, gdy ten pierwszy zaczął się kończyć. Muszę jeszcze tylko dodać, że Shiseido jest moim absolutnym ideałem za niesamowitą trwałość, piękny kolor i filtr, natomiast minerałów używałam gdy wychodziłam na maksymalnie 8h lub nie wychodziłam prawie w ogóle. 


W makijażu oczu powrót do maskary Bourjois po kilku rozczarowaniach z suchymi lub niedostępnymi produktami Misslyn. Dalej niezmiennie idealny PaintPot z MAC - matowe ColorTattoo utrzymują się u mnie lepiej, ale MAC wygrywa przez delikatniejszą formułę i przyjemniejszą aplikację. Do tego doskonała cielista kredka również z MAC - pierwsza która utrzymuje się co najmniej 8h na linii wodnej i ma dobrą pigmentację. Więcej nie potrzebuję! Natomiast jeśli chciałam więcej, czyli kolor, to koniecznie z kredkami Zoeva. Uwielbiam! I żałuję, że nie mają więcej kolorów. Moje hity to czerń, czerwień Opulence i cudowny brąz z drobinkami Rock 'n' Roll Bride. W kwestii brwi poszłam natomiast na łatwiznę z niestety niedostępnym w Polsce produktem Catrice, czyli kolorowym woskiem w sztyfcie, dzięki któremu po kilku ruchach i szczoteczce moje brwi wyglądały świetnie i naturalnie. 


Palet do oczu przerobiłam niesamowicie wiele, jednak do tego zestawienia bez zastanowienia wybrałam Naked 3 - gdy nie wiem jak się pomalować, lub potrzebuję pewniaka to zawsze sięgam po nią. Do tego Zoeva i najlepsza moim zdaniem paleta Smoky do wszelkich mocniejszych makijaży. Aczkolwiek muszę wspomnieć, że w tym roku już mam kilku nowych faworytów. 


Rok 2015 to zdecydowanie rok sztucznych rzęs. Moje ulubione to klasyczne Demi Wispies oraz połówki od Ardell, jednak na szczególne wyróżnienie zasługują te ze zdjęcia. Rzęsy za około 2$ zamówione na ebay, które są doskonałe. Delikatne, naturalne, świetnie wyglądają i są bardzo wygodne w noszeniu. No i 2$!!
Wspomnę jeszcze, że mocno cieszyły mnie też połówki Katosu, ale tylko przez 3 użycia. Przed czwartym odszedł im pasek :/


W zeszłym roku było tylko kilka dni, w których nie miałam na sobie szminki. Niezmiernie pokochałam makijaż ust, zwłaszcza oryginalne i matowe kolory. Marka po którą sięgałam najczęściej to zdecydowanie Golden Rose. Fantastyczne, tanie pomadki w pięknych kolorach, które utrzymują się bardzo długo i nie krzywdzą moich ust. Do tego ciągle ulubiona MAC od Rihanna oraz totalny hit 2015 czyli kolor Stone jako jedyna otwarta na zdjęciu. 


W kwestii pędzli rok 2015 należał w 95% do Zoevy. Uwielbiam, polecam i tyle ;)
Dodatkowo nie rozstawałam się z Beauty Blenderem, po kilku próbach wyłącznie oryginalnym. Koniecznie w wersji czarnej. A w dni, gdy nie chciało mi się moczyć jajeczka (toaletka znajduje się na innym piętrze niż łazienka) sięgałam po pędzle duo fiber z ebay. Mniejszy, z rzadszym włosiem za około 2$ lub ten ze zdjęcia za około 6$. Nadal zachwyca mnie efekt jaki pozwala osiągnąć i przede wszystkim łatwość z jaką się go używa. 

I to tyle! 
Teraz chętnie pooglądam Wasze hity 2015, zatem możecie zostawiać linki w komentarzach. Oczywiście sama też znajdę ;) 
Miłego dnia!

czwartek, 30 kwietnia 2015

KWC czyli pewniaki i niezbędniki w ostatnim czasie

W ostatnim czasie moje życie było bardzo szybkie i intensywne, w związku z czym potrzebowałam kosmetyków, które dawały mi gwarancję świetnego makijażu często przez cały dzień. Myślę, że ich prezentacja będzie świetnym pomysłem na powrót do blogowania. Zapraszam zatem na prezentację moich ulubieńców / pewniaków / kosmetyków do których wracam i które gorąco polecam. 


Zacznę od porannej pielęgnacji, czyli produktów, które używam pod makijaż.
Pod oczy niezły krem z Estee Lauder Revitalizing Supreme, który nie tylko dobrze nawilża, ale również świetnie sprawdza się pod makijaż. Do tego zawiera delikatne drobinki rozświetlające, które dodatkowo ładnie ożywiają skórę pod oczami. Wróciłam również do ulubionego Effaclar Duo, który w moim przypadku bardzo dobrze wpływa na cerę, a do tego zauważalnie matuje i przedłuża trwałość makijażu. Ostatni produkt pielęgnacyjny to serum, również od Estee Lauder, w wersji rozświetlającej, które szybko się wchłania i zostawia skórę delikatnie rozświetloną, ale nie błyszczącą. 


W przypadku kosmetyków do makijażu twarzy zastanawiam się, czy kiedykolwiek używałam jakichkolwiek produktów równie długo, co te ze zdjęcia ;) A do zestawienia załapał się przede wszystkim mój idealny podkład od Shiseido, który wygląda bardzo naturalnie, ładnie się utrzymuje, a do tego zawiera skuteczny filtr SPF30. Podkład najczęściej uzupełniam korektorem Estee Lauder i utrwalam pudrem CC od MAC. Na koniec obowiązkowo brązer - najczęściej duet od Inglot. Róż nie jest moim must have i często się zmieniał. Jeśli jesteście bardziej zainteresowani tymi produktami, to odsyłam do wyszukiwarki, ponieważ wszystkie mają już swoje indywidualne posty.


W temacie oczu również bez większych zmian. Ulubioną bazą nadal jest Painterly z MAC, a niezastąpionym linerem ten od Maybelline. Z nowości doszła cielista kredka / korektor od MAC oraz zalotka shu uemura w rozmiarze S. Kredkę uwielbiam za mocny kolor i dobrą trwałość, natomiast zalotkę za jej rozmiar, który pozwala na dotarcie aż do nasady rzęs oraz kącików oka. W tej kategorii odnotowałam też powrót tuszu z Bourjois, z który uwielbiałam jeszcze na początku studiów. Lubię go głównie za szczoteczkę, która pozwala pięknie rozczesać rzęsy i dotrzeć nawet do tych najkrótszych. Poza tym ma doskonałą trwałość, przez co jego zmywanie nie jest najprostsze.
Cieni do powiek nie pokazuję, bo tu akurat wiele się zmieniało ;)


Ostatni punkt kosmetyczny, to produkty do makijażu ust. Ostatnio rzadko miałam czas poprawiać mój makijaż, dlatego też przeszłam na produkty delikatne i szybkie w użyciu. W praktyce najczęściej sięgałam po szminki Vision od Golden Rose, pomadki w kredce marki Zoeva oraz błyszczyk Clarins. Każdy z tych produktów nie tylko nie wysuszał mi ust, ale nawet pozytywnie wpływał na ich nawilżenie. 


Na koniec akcesoria i mała prezentacja nowości. Dokupiłam dwa komplety pędzli Zoeva - mieszany z pierwszej edycji Rose Golden i do oczu z vol. 2. Z obu jestem bardzo zadowolona i w ostatnim czasie praktycznie nie używam innych pędzli. Aczkolwiek ich pranie zajmuje mi znów dobrze ponad godzinę ;) W zestawieniu KWC nie mogło również zabraknąć Beauty Blendera. Ponownie zupełnie zrezygnowałam z nakładania podkładu palcami i grzecznie wróciłam do jajeczka, które daje mi najbardziej naturalny efekt i świetną trwałość podkładu. Co ciekawe w ostatnim czasie praktycznie nie sięgam już po inne gąbki - RT czy Ebelin. Po prostu BB górą ;)

Uff, myślę, że na początek wystarczy ;) uciekam gotować, bo zaraz lecę do pracy :) post pisałam o 9 rano ;)

Podzielcie się proszę w komentarzach swoimi uwagami na temat tych produktów, jeśli oczywiście miałyście okazję ich używać. Jeśli nie, to chętnie się dowiem jaki kosmetyk jest dla Was tym najlepszym :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Ulubione gadżety 2014

Dziś ostatnia już część ulubieńców roku 2014 i ostatnie produkty, które absolutnie musiałam Wam pokazać, a są nimi ogólnie pojmowane gadżety bardziej i mniej kosmetyczne.
Zapraszam i obiecuję, że będzie krótko ;)


W podsumowaniu zeszłego roku po prostu nie mogło zabraknąć pędzli Zoeva. Uwielbiam je! są to moje najlepsze i najładniejsze pędzle, które pozwalają osiągnąć cudowny efekt przy niskim nakładzie pracy.
Mój pierwszy zestaw dostałam w okolicach kwietnia zeszłego roku i totalnie przepadłam. Zawsze wiedziałam, że dobre pędzle dają więcej niż dobry kosmetyk, ale wcześniej skupiałam się na pędzlach do twarzy, dlatego też Zoeva najwięcej wniosła w mój makijaż oka. Po zestawie dołączyło jeszcze kilka pojedynczych sztuk i ze wszystkich jestem równie bardzo zadowolona.
Drugim odkryciem były jajeczka. Po dłuuugim braku zainteresowania zdecydowałam się na Ebelin i po jakimś czasie w pełni go doceniłam. Później był oryginalny Beauty Blender i gąbeczka RT, a ostatnio, spod choinki dołączyły zielone miniaturki. Wszystkie cenię za przedłużenie trwałości makijażu, łatwą pracę oraz przede wszystkim bardzo naturalny efekt nawet przy ciężkich podkładach.

i to na tyle z krótko ;)


Kolejne produkty, które miały największy wpływ na ułatwienie mojego makijażu to wysokie lusterko z Ikea, z którego korzystam na toaletce, oraz otwierane lusterko Zoeva, które towarzyszyło mi na każdym wyjeździe, również przez pół roku we Francji. Po prostu niezbędniki o świetnej jakości i przyjemnej cenie.


Dalej absolutne hity w temacie włosowym. Szczotkę TT używam od dawna, ale moim zdecydowanym faworytem jest jej wersja kompaktowa, którą dostałam dopiero w zeszłym roku. Lubię ją za to, jak rozczesuje włosy oraz większą wygodę i mobilność, niż w przypadku wersji podstawowej. Kolejny typowy gadżet to gumki InvisiBobble. U mnie relacja typu love / hate - z jednej strony żadna gumka nie trzyma włosów tak dobrze i tak długo, z drugiej żadna nie wbija się w nie tak mocno i nie sprawia takich problemów przy ściąganiu. Ostatnim produktem, który szczególnie przypadł mi do gustu w zeszłym roku są termoloki marki Remington. Szybkie, łatwe w użyciu i bezpieczne dla włosów, a efekt zakręcenia jest długotrwały. <3


A teraz prawdziwy szał, czyli psioniczna* moc oczyszczania - twarzy z Mia 2 od Clarisonic oraz zębów z Sonicare od Phillips. Pewnie tylko ja byłam przekonana, że jej producentem jest Sony? ;) W obu przypadkach zero podrażnienia i fantastyczne oczyszczenie oraz duża, bardzo duża wygoda :) 


I na koniec dwóch takich niepozornych, czyli podstawowy, najtańszy ręczniczek z Ikea, którego używam do oczyszczania cery olejami oraz rano przy makijażu do strzepywania pędzli, wycierania dłoni i wszystkiego co akurat przyjdzie mi do głowy. Oraz gąbka do masażu, najlepiej popularna Syrena, która sprawdza się u mnie o wiele lepiej niż jakikolwiek peeling, o rękawicy Kesa nie wspominając ;)

I tak oto nadszedł długo wyczekiwany koniec! ;) wiem, że było tego dużo, ale nie chciałam ograniczać się do 5 produktów, tylko pokazać Wam wszystkie, które zrobiły na mnie największe wrażenie, bo innej okazji może już nie być.
W ten oto sposób mogę zakończyć zeszły rok i zająć się nowymi postami :) a jest o czym pisać! Zatem napiszcie w komentarzach, czy miałyście któryś z tych produktów, a ja zabieram się do kolejnego, już zwyczajnego postu ;)
 

sobota, 17 stycznia 2015

Ulubieńcy roku 2014 pielęgnacja

Zapraszam na drugą część ulubieńców roku 2014, w której pokażę Wam absolutne hity z dość szeroko pojętej pielęgnacji ;)


Demakijaż i oczyszczanie
Od dawna mój demakijaż zaczynam od olejków, które zmywam ręczniczkiem namoczonym w ciepłej wodzie, takie uproszczone OCM. Do tej pory zawsze przygotowywałam swoją mieszankę olejków, ale prawdziwym hitem okazał się gotowy produkt z Kiko, który po prostu świetnie zmywa makijaż, również tusz i liner. Dalej oczyszczanie, w czym bezkonkurencyjnie prowadzi żel LRP Effaclar. Uwielbiam go za dokładne mycie, brak podrażnień i wysuszenia oraz tylko niewielkie ściągnięcie cery po użyciu. Z wspomagaczy natomiast najlepiej się sprawdzili dwufazówka Garnier do oczu oraz micele do całej twarzy Bourjois - ulubieniec od kilku lat oraz Loreal, odkrycie 2014, którego aktualnie nie mam w zapasach.


Pielęgnacja twarzy
W tej kwestii rzadko eksperymentuję i w ciągu roku poznaję tylko kilka produktów, ale większość z tych, które Wam prezentuję, pierwszy raz kupiłam właśnie w zeszłym roku. I tak na początek LRP Effaclar Duo jako najlepszy krem na dzień, a Avene Cleanance Expert na noc, za trzymanie niedoskonałości na dystans i lekkie nawilżenie, plus serum Dermedic, jeśli potrzebowałam czegoś ekstra. Dalej hity w pielęgnacji skóry pod oczami, czyli żel hialuronowy Balea i kremy pod oczy od Estee Lauder. Nie mogło zabraknąć także najlepszego balsamu do ust ever, czyli Carmex, najlepiej w wersji waniliowej. Na koniec produkty specjalne, czyli kwas Atrederm, chętniej w mniejszy stężeniu oraz żel z kolagenem Mizon, który używam pod krem na noc, dzięki czemu skóra była ładnie nawilżona, nie tłusta i lekko napięta.


Pielęgnacja włosów
Najlepszy szampon, który poznałam w zeszłym roku to produkt w kostce marki Ma Provence, a szczególnie wersja do włosów suchych, która świetnie oczyszcza i nie wymaga odżywki. Drugi szampon, który bardzo lubię i używałam codziennie w pierwszej połowie roku i nadal chętnie do niego wracam to Balea i ich podstawowa linia szamponów i odżywek, a szczególnie wersje limitowane. W kategorii odżywek wygrała jednak Maska Drożdżowa Babuszki Agafii, która może nie jest bez wad, ale zostawiona na noc sprawia, że moje włosy są odżywione, błyszczące oraz porządnie uniesione, a do tego pięknie pachną. Z produktów specjalnych nie mogło zabraknąć suchych szamponów Batiste, które po prostu koooocham! Do tego szampon koloryzujący Marion z pierwszej połowy roku oraz fantastyczny żel rozjaśniający z Loreal, dzięki któremu mam naturalny, chociaż dużo jaśniejszy kolor włosów i zero zniszczeń czy przesuszenia.


Pielęgnacja ciała
Moje absolutnie ulubione żele do mycia ciała to Balea, a wersja o zapachu kiwi ze zdjęcia to dla mnie najlepszy zapach ever ;) Poza tym na wyróżnienie zasłużyli też cukrowa pasta do depilacji za niezłą dokładność i najmniejsze obrażenia po użyciu, antyperspirant Garnier, o niebo lepszy od Vichy oraz balsam brązujący Mixa, który daje naturalny kolor i nawilżenie.



Inne
Poza powyższymi produktami chciałam Wam pokazać jeszcze 4 inne (jeden nie załapał się na zdjęcie...), bez których nie wyobrażam sobie również obecnego roku. Zacznę od wody termalnej Uriage, której może brakuje na zdjęciu, ale na co dzień jest zawsze ze mną. Uwielbiam po depilacji, do odświeżenia, do oczu, do zwilżenia pędzli i na poparzenia oraz inne urazy skóry. Kolejny hit to świetny płyn do soczewek ReNu, który skutecznie je oczyszcza, ale też dobrze nawilża, dzięki czemu w ogóle nie szczypią mnie oczy po ich założeniu. Dalej pasta Aronal, czyli dzienna wersja Elmex jeszcze niedostępna w Polsce, za świetną pielęgnację, ale też przyjemny smak. Na koniec olej rycynowy, bo kokosowy pokazali już prawie wszyscy ;) używam go do włosów, paznokci i rzadziej rzęs, a efekty w każdym zastosowaniu są niesamowite, jeśli tylko używa się go długo i systematycznie.

Miałyście któryś z tych kosmetyków? Dajcie znać jak u Was się sprawdził :)

czwartek, 15 stycznia 2015

Ulubieńcy roku 2014 - Kolorówka

No cześć!

W końcu się zebrałam i oto jest - post z ulubieńcami całego zeszłego roku, a w sumie tylko pierwsza część, czyli kolorówka. Początkowo miałam wybrać po jednym kosmetyku z każdego typu, ale szybko się okazało, że jest to bez sensu, bo raz - nie umiem wybrać jednego podkładu czy palety cieni, a dwa - w innych kategoriach nie mam Wam do polecenia nic... W efekcie jest trochę inaczej, bardziej po mojemu, ale wszystkie kosmetyki które Wam niżej pokażę gorąco polecam już teraz :)
Niektóre nazwy są podlinkowane, więc zainteresowanych i chętnych zapraszam do dłuższej lektury :)


Filtry
Na początek podstawa, oczywiście od LRP - Anthelios XL, czyli krem z filtrem w wersji do cery mieszanej i tłustej. Nie tylko nie skraca trwałości makijażu, ale nawet ją przedłuża. Na pograniczu kategorii natomiast krem BB z filtrem od Vichy, czyli wysoki filtr, niezła trwałość na cerze mieszanej i ładny odcień. Bardzo praktyczny zwłaszcza na wakacjach.
Podkłady
Ten rok był wręcz doskonały pod kątem zakupu podkładów, ale do ulubieńców wybrałam tylko 3 produkty. Jako pierwszy Estee Lauder Double Wear, który ma fantastyczną trwałość i świetne krycie, a nałożony BeautyBlenderem nie tworzy maski i świetnie wygląda przez cały dzień. Kolejne odkrycie to Shiseido. Świetnie kryje, jest bardzo lekki, długo się utrzymuje nawet przy 30 stopniach, jest wodoodporny, a do tego ma wysoki filtr SPF30. Na koniec Givenchy, który ma bardzo przyjemną lekką i kremową konsystencję, dzięki której fantastycznie się nakłada i stapia z cerą, a do tego również długo się utrzymuje.
Korektory
Numer jeden to oczywiście Double Wear  od EL, który używam pod oczy. Idealne krycie, konsystencja i trwałość. Natomiast do maskowania ewentualnych niedoskonałości i rzadziej pod oczy Pro Longwear z MAC. Ten również długo się utrzymuje i jest bardzo lekki, chociaż może wysuszać.


Wykończenie i konturowanie
Mój bezapelacyjny numer jeden wśród pudrów to sypki MAC CC w odcieniu żółtym. Ideał - za utrwalenie, efekt, przyjemne użycie i przedłużenie trwałości makijażu oraz współpracę z każdym podkładem.
W roku 2014 odkryłam też uroki używania brązera i nie rozstawałam się z nim nawet na chwilę. Ulubieńcy w tej kategorii to: kremowy Bourjois Bronzing Primer i puder Clarins - oba do konturowania i lekkiego ocieplenia cery oraz NYX w kolorze Taupe wyłącznie pod kości policzkowe, do pokreślenia konturu. 
Ulubione róże to natomiast kremowy Kiko oraz niedostępny w Polsce Manhattan. Oba za piękne kolory i świeży efekt na twarzy. Poza tym muszę wspomnieć o różu / rozświetlaczu od MAC w kolorze Trace Gold. Jest piękny i wszechstronny - nałożony obficie na cały policzek rozświetla, ale też ożywia i ociepla cerę, na szczyty kości policzkowych czy grzbiet nosa sprawdza się jako typowy rozświetlacz, a na powiekach z powodzeniem zastępuje dobre jakościowo cienie.


Bazy / cienie w kremie
Jakoś na początku zeszłego roku skusiłam się na pierwszy mocno zachwalany cień do powiek w kremie od Maybelline i przepadłam. Aktualnie nie wyobrażam sobie makijażu bez cieni w kremie, które pełnią u mnie rolę bazy, a moje top 3 to On and on Bronze od Maybelline oraz Painterly i Stormy Pink od MAC.
Rzęsy
W temacie tuszy do rzęs zdecydowanie prowadzi marka Misslyn. Mam od nich 3 różne maskary i każda jest fantastyczna. Wydłużają i pogrubiają rzęsy, ale też przede wszystkim ładnie je podkręcają i utrwalają na cały dzień. Najlepiej natomiast sprawdzają się w komplecie z odżywką z Eveline, która dodatkowo podbija efekt wydłużenia oraz pogrubienia i z zielonym tuszem Wibo, który używam do rzęs na dolnej powiece. 
Linery
Poza tym nie wyobrażam sobie makijażu oka bez kreski, a w tej roli od dawna najlepiej sprawdza się żelowy liner od Maybelline. Nie każdy egzemplarz jest jednak dobry, bo zdarzył mi się już taki zbyt suchy, ale ogólnie jest świetny i od dawna nie rozglądam się za niczym innym. Jeśli natomiast miałam ochotę na coś innego, to chętnie sięgałam po fantastyczne nowe linery Inglot z serii AMC. Te z podstawowej matowej kolekcji też są ok, ale daleko im do tych błyszczących. Są bardzo trwałe, idealnie kremowe i łatwe w obsłudze, poza tym kolory są niespotykane, a używać ich można również jako cień w kremie. 


Cienie do powiek
Niekwestionowani ulubieńcy w tej kategorii to Naked 3 od Urban Decay, Garden of Eden od Sleek oraz Smoky marki Zoeva. Wszystkie za piękne kolory, ale też świetną jakość, pigmentację i trwałość oraz łatwe blendowanie. 
Brwi
Przed zeszłym rokiem praktycznie nie poświęcałam im uwagi, a teraz są jednym z głównych punktów mojego makijażu. W tej kategorii bardzo polubiłam kredkę z Catrice ale na miano ulubieńca roku zasłużył cień do brwi z Inglot z numerkiem 569.
Usta
Tutaj nie ma najmniejszego zaskoczenia, że moim numerem jeden są szminki Golden Rose z serii Velvet Matte. To od nich na dobre zaczęła się moja przygoda z makijażem ust. Wcześniej szminek miałam kilka i sięgałam po nie bardzo rzadko, a teraz uwielbiam malować usta, zwłaszcza na mocne kolory. Kocham je za konsystencję, kolory, trwałość, brak wysuszenia, wykończenie... Dla mnie są po prostu idealne, a posty na ich temat znajdziecie same ;) 
Poza tym nie mogło tu zabraknąć dwóch pionierskich dla mnie produktów, czyli idealnej i bardzo mojej czerwieni od MAC Viva Glam Rihanna oraz pierwszego błyszczyka, który rzeczywiście polubiłam, bo ma sens od Clarins.


Paznokcie
W temacie lakierów do paznokci mój numer jeden to marka Golden Rose, zwłaszcza z serią Rich Color. Lubię je za duży wybór kolorów, świetne krycie, odpowiednią konsystencję, sensowne wysychanie oraz super trwałość - na moich paznokciach spokojnie wytrzymują powyżej 4 dni, a popularne Essie maksymalnie 2... Poza tym w 2014 roku szalałam za piaskami - najlepiej przepełnionymi drobinkami i brokatem od P2, ale podobały mi się również te betonowe z firmy Paese. W zestawieniu nie mogło też zabraknąć wysuszacza, który towarzyszył mi przy każdym malowaniu paznokci, a moim obecnym numerem jeden jest Essie good to go.

Uff to na tyle!
Wydawało mi się, że ten post będzie bardzo krótki, ale w praktyce okazało się, że tak się nie da i wyszło jak zawsze ;) 

Koniecznie napiszcie mi w komentarzach, czy miałyście któryś z moich hitów roku 2014 i czy u Was sprawdziły się one równie dobrze jak u mnie :)

poniedziałek, 6 października 2014

Duża porcja odkryć i jedna porażka września

Dziś przychodzę do Was z postem o odkryciach i rozczarowaniach z poprzedniego miesiąca, czyli produktach które są dla mnie nowością, ale szybko zyskały miano ulubieńców lub porażek ostatnich kilku tygodni. Tym razem produktów będzie dużo, a do tego są bardzo zróżnicowane, zatem zapraszam do dalszej lektury.


Na pierwszy ogień idzie kolorówka i produkt, który absolutnie mnie oczarował i gdybym miałam wybrać wyłącznie jeden kosmetyk do tego posta, to byłby właśnie on. Podkład Givenchy, w kolorze jeszcze letnim czyli 5 mat honey. Ostatnio mam niesamowite szczęście do podkładów o ile to nadal kwestia szczęścia, a nie oczywistość przy ich cenach ;) i podobnie było tym razem. Podkład doskonale stapia się z cerą i lekko zastyga do naturalnego matu / satyny, a do tego jest bardzo trwały. Niestety nadaje się do nakładania wyłącznie palcami, bo pędzel czy gąbka pochłaniają go w bardzo dużych ilościach.


Drugie odkrycie, również z kategorii kosmetyków do makijażu, to mój ulubiony korektor pod oczy od Estee Lauder, tym razem w najjaśniejszym odcieniu 01 light. Dla mnie jest to ideał. Ładnie kryje, zastyga, nie zbiera się w zmarszczkach, a przy tym w ogóle nie wysusza skóry pod oczami i praktycznie nie widać go pod okiem. Dodatkowo przez swój jasny odcień ładnie rozświetla i ożywia spojrzenie i ładnie się łączy, nawet z ciemniejszym podkładem.


Kolejne punkty na liście odkryć to moja pierwsza pomadka MAC w kolorze Viva Glam Rihanna oraz dwie z nowych szminek Golden Rose w kolorach 23 i 26. Od dłuższego czasu kocham mocno podkreślone usta, a te produkty sprawdzają się po prostu najlepiej.


Kolejny produkt to ponownie MAC, ale tym razem jest to delikatny puder Mineralize Skin Finish w kolorze Medium. Zdecydowałam się na niego z myślą o chłodniejszych miesiącach, gdy nie potrzebuję porządnego zmatowienia i przedłużenia makijażu, a jedynie lekkiego utrwalenia, głównie pod oczami i sprawdza się w tej roli bardzo dobrze.



I ostatni już produkt z kolorówki to popularna kredka do brwi z Catrice w kolorze 020 Date With Ash - ton. Dlaczego nikt wcześniej mi nie powiedział, że podkreślanie brwi kredką może być tak proste?! ;) kolor jest idealny, trwałość w porządku, a szybkość i łatwość makijażu brwi nie mają sobie równych.


Pora na odkrycie pielęgnacyjne, jakim okazał się krem średnio lubianej przeze mnie marki Avene. Jest to chyba nowość w linii do cery z problemami, czyli Cleanance Expert. Według producenta emulsja kontroluje poziom nawilżenia i skutecznie matuje skórę, a jednocześnie jest bezlitosny dla niedoskonałości. Ja go lubię za ogarnianie mojej cery oraz sensowne nawilżenie, dzięki któremu używam go co drugą noc solo, bez kremu nawilżającego.


Następnie coś, co pojawia się postach rzadko, a mianowicie produkt do pielęgnacji włosów, jakim jest Maska Drożdżowa Receptury Agafii. Kupiłam ją razem z kilkoma innymi rosyjskimi produktami do włosów, ale to z niej jestem najbardziej zadowolona. Przepięknie pachnie, dla mnie ciasteczkowymi woskami YC ;) ładnie odżywia, ale też bardzo skutecznie i zauważalnie unosi włosy u nasady. Ponieważ używam jej dopiero niecałe dwa tygodnie to nie zauważyłam jeszcze działania na którym zależy mi najbardziej, czyli pobudzenia wzrostu włosów, ale na razie nie narzekam.


Zachwyty zakończy pewien maluszek, który działa cuda z moimi oczami, czyli maść do oczu Vita - POS z witaminą A. Używam jej co jakiś czas na noc, zamiast zwykłych kropli do oczu i jestem zachwycona! Efekt to fantastycznie nawilżone i zregenerowane oczy, którym niestraszne są soczewk, wiatr i suche powietrze. Już dawno nie czułam takiego komfortu jak po jej użyciu.


Ostatni produkt to absolutny antybohater września, czyli rękawica Kessa. Naczytałam się o niewrastających włoskach, najlepszym peelingu i naskórku zostającym na wannie po kąpieli, a w praktyce okazało się, że nawet z dodatkowym peelingiem sprawdza się gorzej, niż porządna gąbka antycellulitowa. Po - raż - ka...



Uff nareście koniec! ;)
Koniecznie napiszcie, czy miałyście któryś z tych produktów i jak u Was się sprawdził oraz jakie kosmetyki Was urzekły lub rozczarowały we wrześniu.