Jak ciężko jest przygotować recenzję tuszu do rzęs! Niby nic, a jednak potrzeba sporo wolnego czasu, gołego oka i zatuszowanego cienia pod oczami ;) Tak czy inaczej zebrałam się i postanowiłam przygotować do Was moją pierwszą recenzję tuszu do rzęs. Na pierwszy ogień idzie maskara, której obecnie używam, czyli Bourjois Volume Glamour Ultra Black.
Producent zapewnia:
BOURJOIS VOLUME GLAMOUR ULTRA BLACK to pogrubiający tusz do rzęs z formułą, która nadaje rzęsom intensywniejszą czerń.
Włókna szczoteczki dokładnie podkręcają rzęsy.
Formuła tuszu Bourjois Volume Glamour Ultra Black została wzbogacona witaminą B, dzięki czemu rzęsy są odżywione oraz mają intensywniejszy kolor.
Mascara Bourjois Volume Glamour nie rozmazuje się.
Dostaniemy ją w każdym Rossmannie i innych drogeriach z szafą Bourjois oraz w sieci. Cena z drogerii stacjonarnych to 47zł za 12ml.
Opakowanie klasyczne, podobnie jak szczoteczka. Kolor to bardzo ładna, głęboka czerń. Nie jest może wybitnie czarna ale nic nie można jej zarzucić, zwłaszcza przy dziennych makijażach.
Pora na konkrety czyli efekt. I zacznę od szczerego <LOL>. Pamiętacie tego emota z gg? No ja się trochę uśmiałam (na szczęście nie biorę tego zbyt do siebie, bo byłabym mocno zawiedziona) z obietnicy producenta już po pierwszym użyciu. Pogrubienie? Jakie pogrubienie?! Uwielbiam tusze 3w1, które wydłużają i pogrubiają, a podkręcenie uważam za oczywiste. Więc jeżeli mam na opakowaniu napis Volume, to oczekuję szczególnego pogrubienia, a nie tylko podkreślenia rzęs.
Jak widać na zdjęciach, które celowo mają mocno podkręcony kontrast, żeby sam tusz był jak najlepiej widoczny, to nie jest pogrubienie. Rzęsy są ładnie podkreślone i przede wszystkim wydłużone, ale zwiększenia objętości tu nie widzę. Rzęsy są też nieźle rozdzielone, nie skleja ich i nie zostawia grudek.
Efekt na firankach jest też coraz lepszy z każdym użyciem, a więc w miarę nieznacznego gęstnienia tuszu, ale po około 3 - 4 tygodniach stabilizuje się, a po 2 miesiącach zaczyna gęstnieć w negatywnym znaczeniu.
Druga warstwa i powalający błysk za który odpowiada korektor Alverde, nadal nie zapewnia pogrubienia, jakie lubię, ale znów wydłuża i podkreśla. Efekt? Ładnie wydłużone, podkręcone i podkreślone rzęsy. Trwałość bez zarzutu, aż do demakijażu. Nic się nie osypuje ani nie rozmazuje. Podczas malowania tusz trochę brudzi powiekę, ale chyba nie spotkałam takiego, którym tego sobie nie zrobię ;)
U mnie ten tusz idealnie sprawdza się do dziennych makijaży, z delikatnie podkreśloną powieką. Przy obecnym stanie moich rzęs nie nadaje się do ciemnych kolorów i czarnej kreski, bo rzęsy giną w takim zestawieniu.
Podsumowując:
+ kolor
+ wydłużenie!
+ ładnie podkreśla rzęsy
+ rozdziela
+ nie zostawia grudek
+ nie skleja nawet przy kilku warstwach
+ jest trwały, nie rozmazuje się, nie osypuje
+ nie ma problemu ze zmyciem go płynem dwufazowym
+ dostępność
+ dostępne są też różne wersje tego tuszu, więc każdy znajdzie coś dla siebie
- nie pogrubia
- cena
- bezsensowne obietnice producenta
Moja ocena 4, za ładne wydłużenie, podkreślenie i naturalność i brak objętości
gdzie 1 - porażka, 6 - hit
Używałyście tego tuszu? Jaki jest Wasz ulubiony?
A przy okazji pożalę się, bo moje rzęsy nadal są w koszmarnym stanie. Niby nic, a jednak są zaskakująco krótkie i cienkie, a do tego zaczęły ostatnio wypadać...