Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

M brush

No cześć!

Biorąc pod uwagę, jak bardzo kocham pędzle do makijażu i ile ich w sumie mam, to ciężko uwierzyć, że na blogu pojawiają się tak rzadko. Pora to zmienić, zwłaszcza, że większość z nich bardzo chciałabym Wam polecić. 
Dziś jednak pora na kilka słów o moich wszystkich 4 pędzlach M Brush by Maxineczka, z których o dwóch wspomniałam już w tym poście z odkryciami / ulubieńcami przełomu roku.


Do mojej kolekcji już w dniu premiery zakupiłam pędzle 02, 05 i 06. Największy - 01 był fantastycznym prezentem świąteczno / urodzinowo / dziękującym.  
Ta 4 jest dla mnie kompletem. Pozostałe już mnie (na szczęście dla konta oszczędnościowego) nie interesują ;)


M brush wykonane są ręcznie w Japonii, głównie z naturalnego, nieprzycinanego włosia. Do tego dochodzi pozłacana skuwka i czarny lakierowany trzonek i już przy pierwszym rzucie oka wiemy, za co zapłaciliśmy. A zapłacimy za nie nie mało, ale o tym czy warto napiszę zaraz, bo już teraz mogę zdradzić, że zależy to od modelu. 


Moją opinię na ich temat zacznę jednak od tego, co łączy całą kolekcję. Przede wszystkim wszystkie cieszą oko, również opakowaniem - przychodzą zapakowane w czarne tuby z złotymi tłoczeniami. Jednak to, co uważam za ich największy plus to nieprawdopodobnie miękkie i delikatne włosie. Mam wiele pędzli z włosia naturalnego i syntetycznego, ale żaden z nich nie jest równie przyjemny w dotyku jak te. Porównać je mogę jedynie z jajeczkiem Blush Brush od RT lub SS2 marki GlamBrush. 
Wszystkim też zdarzyło się stracić pojedyncze włoski, ale nie uważam tego za wadę. Minus natomiast dostają za wycierające się złote napisy na rączkach. 5 straciła daszek, a u 01 znika M. Szkoda, bo używam ich dopiero od miesiąca. Wszystkim też nieznacznie zabarwiło się włosie, ale teraz wygląda po prostu naturalniej.
A teraz poszczególne modele, w kolejności od ulubionego do meh ;)


01 - 179,90zł
Największy pędzel z kolekcji, głównie do pudru, równie dobrze się sprawdzi do brązera. Sama używam go wyłącznie do pudrów i nie mogę się nadziwić, jak łatwo przestawiłam się z ogromnego Powder brush RT, na coś tak małego, a jednak w ogóle nie tęsknię za większymi pędzlami. Głównie ze względu na jego miękkość ofc ;) Co więcej mogę o nim powiedzieć? Pędzel fantastycznie sprawdza się zarówno do wciskania jak i rozcierania pudru na całej twarzy, łącznie z trudno dostępnymi miejscami, na przykład pod oczami, czy przy nosie. Efekt jaki pozwala uzyskać jest bardzo naturalny, ale to też w dużej mierze zasługa pudrów, więc po prostu Gorąco go polecam! 


02 - 139,90zł
Jak ja mogłam się bez niego malować / żyć do tej pory? Uwielbiam! Idealny pędzel do konturowania. Cudownie rozciera, nie nabiera za dużo produktu, idealnie wpasowuje się pod kości policzkowe, ale nie sprawia też problemów przy większych obszarach, jak czoło, czy mniejszych jak nos. Byłby moim numerem jeden gdyby nie rozmiar i sentyment do poprzednika ;)


05 - 74,90zł
W jego przypadku mam mieszane uczucia. Z jednej strony sięgam po niego codziennie, a gdy jest w praniu i złapię za bardzo podobną Zoevę 228, to wiem, że z nim było lepiej, ale czy aż 2 razy w polskich złotówkach lepiej? Nie sądzę ;) Z jednej strony pędzel nieźle rozciera głównie zewnętrzne granice makijażu oka, ale z drugiej przez swoją delikatność robi to wolniej i słabiej niż Zoeva. Na jego korzyść przemawia wyłącznie delikatność. Moim zdaniem lepiej kupić dwa pędzle do oczu Zoevy niż ten jeden, ale cieszę się, że go mam i używam go praktycznie codziennie. 


06 - 69,90zł
W moim prywatnym rankingu czarna owca kolekcji. Z jednej strony założenie było świetne i teoretycznie wszystko powinno się udać, jednak ten kształt + bardzo delikatne włosie, nie sprawdzają się najlepiej. Oczywiście u mnie! Pędzel jest na tyle delikatny, a długość włosia podobna, że w efekcie muszę się sporo namęczyć, żeby najpierw nabrać odpowiednio dużą ilość cienia, później przenieść go równomiernie na powiekę, a na koniec w ogóle go rozetrzeć. W tym przypadku zdecydowanie wolę klasyczny 227 od Zoeva. Jest mniej delikatny i bardziej puszysty, dzięki czemu sprawdza się o wiele lepiej - lepiej rozciera, robi to szybciej i nigdy nie zdarzyły nam się plamy - if you know what I mean.

Uff! No to tyle! Ciekawe, czy komuś udało się przeczytać całość ;) Dla bardziej leniwych dorzucam ogólne polecam, chociaż głównie modele do twarzy. 

Skusiłyście się na któryś z tych pędzli? Jak sprawdzają się u Was?  

wtorek, 13 stycznia 2015

Moje pędzle: Real Techniques blush brush

Sama nie wiem jak mogłam zapodziać ten post! Napisałam go już w kwietniu, a mimo to do tej pory nie doczekał się publikacji. Zatem nadrabiam, zwłaszcza że teraz możecie go dostać stacjonarnie w Rossmannie :)
A bohaterem tego spóźnionego posta jest jeden z moich ulubionych pędzli marki Real Techniques czyli duże jajeczko do różu Blush Brush uwielbiam brzmienie tych dwóch słów razem ;)


Z kwestii technicznych pędzel dostajemy w plastikowym opakowaniu w Rossmannie albo drogeriach internetowych w cenie około 50zł.


Z tyłu opakowania jak zawsze podany jest adres, pod którym możecie znaleźć tutoriale, które pozwolą wyciągnąć jak najwięcej z Waszych pędzli, a dalej przechodzę do rzeczy ;)


Włosie w Blush brush ma kształt jajeczka - włoski są różnej długości zwiększającej się ku środkowi pędzla. Tak jak w przypadku każdego z pędzli Real Techniques, które mam i regularnie używam, tak i w tym przypadku włosie nie wypada, ładnie się układa, jest bardzo łatwe do doprania i szybciutko schnie, a przy tym jest niesamowicie miękkie i nie traci kształtu.


Blush brush ze względu na swój kształt i rozmiar najlepiej sprawdza się do ogólnego konturowania twarzy. Można nim nakładać róż i rozświetlacz, ale również brązer czy sam puder. Sama przez prawie rok używania sprawdziłam go w każdej z tych ról i zawsze byłam zadowolona.


Jak już wspomniałam blush brush ma niesamowicie miękkie włosie, ale z tą delikatnością jest pozytywnie dziwnie. Zwykle jest tak, że im bardziej miękki pędzel, tym gorzej sprawdza się przy twardszych, bardziej zbitych kosmetykach. Z nim nie miałam problemu z żadnym kosmetykiem. Oczywiście używany z twardymi, zbitymi pudrami daje bardzo subtelny efekt, ale absolutnie nie działa to na jego niekorzyść. Nie będzie zaskoczeniem, że najlepiej sprawdza się do miękkich i osypujących się produktów, które nabiera delikatnie i zgrabnie przenosi na twarz.


Obecnie moim numerem jeden są pędzle Zoeva, ale i do niego często wracam i jestem z niego równie zadowolona jak na początku. Moim zdaniem świetnie się sprawdza również w podróży - jest lekki, uniwersalny i bardzo łatwy do prania oraz szybko schnie. 


Gorąco Wam go polecam. Pędzel jest bardzo dobry jakościowo, milutki i uniwersalny, a do tego świetny dla początkujących. Jego kształt pozwala na sprawną aplikację nawet trudnych kosmetyków kolorowych, a do tego świetnie je rozciera.

Jaki jest Wasz ulubiony pędzel do różu? A może macie ten i chcecie się podzielić opinią?

piątek, 7 listopada 2014

Płyny do czyszczenia pędzli Zoeva vs e.l.f.

Dziś szybki, techniczny post z porównaniem dwóch płynów do czyszczenia pędzli. 
Pierwszy z nich to Zoeva Brush Cleanser - 200ml w cenie do 40zł, dostępny w drogeriach internetowych np. ladymakeup.
Drugi produkt to e.l.f. Daily Brush Cleanser - 250ml, cena tylko 20zł, a dostępność również drogerie internetowe, np. urodomania. 


Ogólne założenie jest takie, że brudzimy pędzel, pryskamy go jednym z tych płynów (wg. Zoeva pędzle do oczu pryskamy chyba tylko dwa razy), wycieramy i na nowo cieszymy się czystym pędzlem, który możemy użyć już następnego dnia.
W praktyce spryskuję pędzle dużo więcej razy, żeby były całe mokre i wycieram w bawełniany ręczniczek.


Jako pierwszy kupiłam płyn e.l.f. z założeniem używania go do pędzli do podkładu, których miałam po prostu za mało. Szybko jednak się okazało, że dużo lepszym rozwiązaniem jest dokupienie nowych sztuk i zwykłe pranie. Niedawno natomiast dołączył płyn Zoeva, który zamierzałam używać do pędzli do oczu, ponieważ znów okazało się, że tych też mam za mało ;)

Efekty - po lewej e.l.f., po prawej Zoeva.


Jak widać, Zoeva radzi sobie dużo lepiej, ale pędzel i tak nie jest idealnie czysty. W praktyce oba sprawdzają się najlepiej gdy zamoczymy w nich pędzel i dopiero wyczyścimy o szmatkę, ale wtedy drastycznie spada ich wydajność, a czas czyszczenia rośnie, przez co wolę zrobić zwykłe pranie, pod bieżąca wodą. Poniżej efekt doczyszczenia pędzla 227 płynem Zoeva. 


Podsumowując ten mały test, widać, że Zoeva sprawdza się dużo lepiej, ale szału nie ma. Ok, doczyści pędzel, ale nakładem dużej ilości płynu, moczenia i czyszczenia, a miało być szybko i łatwo, tak między praniami. Mimo to sięgam po niego bardzo chętnie, ponieważ pędzel nadaje się do ponownego użycia już kilka minut po czyszczeniu, a sam płyn nie niszczy włosia. Niestety po takim czyszczeniu włosie jest troszkę inne w dotyku, ale w użyciu nie widać różnicy.
I tak: 
Zoeva 4+
e.l.f. 3-
Oczywiście nie używałabym żadnego z nich jako zamiennik zwykłego prania, a jedynie jako jego uzupełnienie, coś jak suchy szampon dla pędzli ;)

Używanie tego typu płynów? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

czwartek, 1 maja 2014

Moje pędzle: zestaw Mery Macom

Niedawno spore zainteresowanie wzbudził zestaw pędzli Zoeva, ale zanim je trochę poużywam zdecydowałam się poruszyć temat trochę kontrowersyjny, mianowicie o zestawie tanich pędzli z Allegro. 
Sama mam taki zestaw i od razu mówię, że zamierzam go bronić ;)


Zaznaczam również, że nie są to pędzle najtańsze. To nie był zestaw w stylu 20 pędzli za 20zł, czy coś podobnego. W moim zestawie było 21 pędzli z naturalnego włosia, a ich cena była w granicach 100 - 200zł, gdzieś w połowie. Kiedyś na Allegro było ich bardzo dużo, natomiast dziś widzę tylko pojedyncze sztuki ze zmienionym logo i designem. Zgaduję, że zmieniła się po prostu nazwa :)


Całość była zapakowana w bardzo praktyczne i wygodne opakowanie ze sztucznej skóry, które przez długi czas służyło mi jako stojak na pędzle, a dziś sprawdza się przy podróżach. 


Zaczęłam od tego, że będę tych pędzli bronić, ale prawdę mówiąc nie ma takiej potrzeby, bo obronią się same ;) Mój zestaw mam od około 5 lat! I przez co najmniej dwa lata były to moje jedyne pędzle, których używałam codziennie i regularnie je prałam.


Mój zestaw od dawna jest niepełny. Pacynka od razu poleciała do kosza, a kilka pędzelków jest w Niemczech, żeby za każdym razem nie wozić ich ze sobą. Natomiast dwa pędzle wachlarzowe długi czas przeleżały w szufladzie, bo w sumie nie miałam dla nich sensownego zastosowania - ot jakieś omiatanie twarzy, bardziej dla zabawy niż z potrzeby. Do łask wróciły kilkanaście dni temu, gdy znalazłam je przez przypadek i już wiem, jak je najlepiej wykorzystać.

Duży pędzel wachlarzowy jest dopiero co po praniu, dlatego niektóre włoski tak mu odstają ;)

Rączka jest drewniana, pokryta czarnym lakierem, który po latach wygląda jak upalcowany, ale nie odchodzi, a nawet nie ściera się z niego logo marki. Nic złego nie dzieje się również ze skuwkami. Żadna się nie rozkleiła, żadna nie odpadła, w dodatku nadal wyglądają jak nowe. Wspomniałam już, że pędzle mam wiele lat i na poniższych zdjęciach możecie zobaczycie jak dziś wyglądają.

Piszę o jakości po latach, a pokazuję prawie nieużywany pędzel... Poprawiłam się poniżej ;)

Włosie jest naturalne, więc trochę trudniejsze w obsłudze i nie tak miękkie jak syntetyczne, ale odżywka po każdym praniu załatwia sprawę i nic nie drapie. 
Odkąd je mam żaden pędzel nie stracił kształtu, chociaż po około roku włosie zaczęło farbować podobnie jak Hakuro podczas prania i tylko podczas prania oraz przez cały czas sporadycznie traci kilka włosków. 

Dyskusyjny może być rozmiar zestawu oraz jego skład. Dla mnie niepotrzebna była większa ilość pędzelków do ust oraz języczkowych do oczu. Na pewno nie jest idealnie skomponowany, ale mimo to jest całkiem praktyczny, zwłaszcza na początek. Od siebie dodałabym więcej puchatych pędzli do oczu i coś do rozcierania. 

Podsumowując moim zdaniem nie należy się takich zestawów bać i z góry ich skreślać. Mój wytrzymał ze mną w świetnym stanie prawie 5 lat, co mówi samo za siebie. 

A jakie jest Wasze zdanie na temat takich zestawów?
I jak tam Wasza majówka? Udanego wypoczynki Wam życzę! :)

środa, 9 kwietnia 2014

Moje pędzle: Real Techniques zestaw Duo Fiber

Zdania na temat zestawu Real Techniques Duo-Fiber Collection są raczej podzielone. Sama nie jestem wizażystką, ani znawcą tematu, więc z pewnością nie jestem w stanie w pełni docenić jego zalet. Za to moje umiejętności czy oczekiwania są z pewnością zbliżone do większości z Was, więc zapraszam do zapoznania się z moją opinią na jego temat i sporo zdjęć :)


Zestaw jest limitowany i znacznie różni się od standardowych kompletów tej firmy. Nie mamy tu futerału, który możemy wygodnie rozłożyć lub zabrać ze sobą, ale standardowe plastikowe pudełko, a w nim piankowy wypełniacz, w którym znajdują się trzy idealnie wpasowane pędzle.


Z tyłu opakowania jak zawsze znajdują się informacje o pędzlach i o tutorialu z nimi. Cena takiego zestawu to około 120zł, w Polsce tylko przez internet.


W skład zestawu wchodzą 3 pędzle, po jednym z każdej standardowej linii RT - złotej, różowej i niebieskiej. I tak mamy tu największy pędzel do twarzy, mniejszy do różu i najmniejszy do oczu.


Konkretnie w skład zestawu wchodzą:
- duo - fiber face brush - do lekkiej, aksamitnej w wykończeniu aplikacji kosmetyków do makijażu twarzy
- duo - fiber contour brush - do precyzyjnego i kontrolowanego konturowania twarzy oraz 
- duo - fiber eye brush - do wykończenia makijażu oczu


Najważniejsza cecha tych pędzli to włosie duo - fiber, czyli połączenie dwóch rodzajów: sztywnego naturalnego włosia naturalnego w kolorze czarnym, które ma na celu jedynie podtrzymywanie białego włosia talkon, którym to pracujemy podczas makijażu.


Rączki są jak zawsze aluminiowe, z nieśliskim plastikiem na końcu, ale tylko średnica największego pędzla jest na tyle duża, że można go postawić w pionie. W tej edycji limitowanej pędzle mają rączkę białą, spłaszczoną przy włosiu, na której z jednej strony znajduje się marka, a z drugiej nazwa pędzla. Każdy opisany jest kolorem odpowiednim do linii, do której pędzel należy.


Na pierwszy ogień największy pędzel do twarzy. Do zwykłego pudru w kompakcie może być zbyt delikatny i ciężko nim rozcierać kosmetyk na twarzy. Lepiej sprawdzi się przy kosmetykach sypkich lub wykańczających, jak puder rozświetlający, rozświetlacz, czy delikatny bronzer na całą twarz lub do konturowania. 


Włosia jest dużo mniej, niż w standardowych pędzlach do pudru. Włosie nie ma okrągłego przekroju, przez co (przynajmniej mnie) trudno się nim rozciera. Nie jest to jednak problem, gdy tylko go oswoimy. Owszem, nie bardzo umiem nim kosmetyki rozcierać, ale za to nabiera niewiele produktu, więc porządne blendowanie nie jest konieczne. Z pewnością najlepiej sprawdzi się przy kosmetykach miękkich i bardzo mocno napigmentowanych. Przy jego pomocy trudno będzie sobie nimi zrobić krzywdę, za to twardego pudru, albo bronzera typu NYX Taupe praktycznie nie da się nim ruszyć.


Pędzel do konturowania jest znacznie mniejszy od poprzednika, z czego wynikają kolejne różnice. Włosie jest krótsze, przez co bardziej sztywne i jest go mniej.


On również lepiej sprawdzi się do miękkich, ale nie bardzo miękkich kosmetyków, ale też nieźle radzi sobie z twardszymi formami. Świetnie się spisuje do konturowania, ze względu na idealny rozmiar i kształt włosia, który ładnie wchodzi pod policzek. Lubię go również używać do rozświetlacza theBalm i czasami różu. Co by Wam nie przyszło do głowy, to pewnie da radę, bo jest całkiem uniwersalny, a główne ograniczenie to rozmiar ;)


Teraz koniec zachwytów, bo dla mnie ten ostatni pędzel to nie totalna, ale na pewno spora porażka.


Zasada jest taka jak poprzednio. Pędzel jest mniejszy, więc i włosia jest mniej. Włosie jest krótsze, zatem bardziej sztywne. W praktyce pędzel nie nadaje się do nakładania cieni, a jedynie ich do rozcierania, a i to tylko z tymi, które są łatwe we współpracy, bo tych trudniejszych nie ruszy. Ze względu na niewielką ilość włosia talkon ciężko się pracuje tylko nim i zwykle kończę drapiąc sobie powiekę włosiem naturalnym... Oczywiście to tylko moje zdanie i być może mam za duże wymagania, albo za małe umiejętności ;)


Przyznam, że na początku byłam średnio zadowolona z tego zestawu. Pędzel do oczu drapał, a pozostałe były bardzo delikatne i wydawały mi się niespecjalne. Dwa miesiące temu na pewno nie poleciłabym Wam tego zestawu, a nawet go odradzała każdemu, kto nie zajmuje się makijażem profesjonalnie. Co się od tego czasu zmieniło? Odkąd kupiłam rozświetlacz Mary - Lou Manizer to aplikowałam go tymi pędzlami osiągając efekt bardzo delikatny do delikatnego i wydawało mi się, że ten rozświetlacz tak ma. Później robiłam swatche tego produktu, pierwszy raz dotknęłam go palcem i było wielkie wow. Wiedziałyście, że Mary - Lou jest bardzo napigmentowana / rozświetlająca? Bo ja dzięki tym pędzlom nie miałam o tym pojęcia ;) Dopiero wtedy okazało się, że rzeczywiście różnica przy ich użyciu jest spora. W między czasie doceniłam je też przy aplikacji sypkiego pudru, bronzera czy róży.


Podsumowując są to delikatne pędzle idealne do miękkich i mocno napigmentowanych produktów, również sypkich, ale nie tylko. Nie potrafię nałożyć nimi podkładu w kompakcie i osiągnąć wyraźnego efektu przy twardych, delikatnych kosmetykach, ale do reszty, a szczególnie trudnych są idealne. Przed zakupem warto się zastanowić, czy rzeczywiście potrzebujecie tego typu narzędzi, bo na początek na pewno nie są odpowiednie.

Macie te pędzle lub podobne? Jak wrażenia? 
Post z dedykacją dla Avidy Dollars, która przypomniała mi dziś o nim komentarzem na Instagramie ;) Moje odczucia względem najmniejszego pędzla są niestety takie same.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Marcowe top 5

Skończył się marzec, zatem pora na ulubieńców. Tym razem wybór był zaskakująco łatwy i oczywisty. To nie jest tak, że zrezygnowałam z większości produktów, które były w ulubieńcach stycznia i lutego, ale marcem zawładnęły nowości i to właśnie nim poświęcony jest dzisiejszy post.


Na początku marca przyszedł mój pierwszy azjatycki krem Petit BB marki Holika Holika i szybko zdominował mój codzienny makijaż. Za każdym razem uzyskuję dzięki niemu świetny efekt i to bez najmniejszego wysiłku, przez co sięgałam po niego prawie codziennie oraz towarzyszył mi każdej nocy poza domem.

Do konturowania nadal używam sprawdzonego zestawu NYX - Honolulu - Mary Lou Manizer, ale w marcu dołączył do nich mój najnowszy nabytek od MAC, czyli róż w kolorze Trace Gold. Jest to mój pierwszy róż w takim odcieniu i żałuję, że nie zainteresowałam się czymś podobnym już wcześniej. Zarówno odcień, jak i wykończenie sprawiają, że jest on bardzo mój i idealnie pasuje do mojej karnacji. Nie mam mu też nic do zarzucenia pod względem jakości.

Kolejny produkt i znowu MAC, ale tym razem jest to Paint Pot w prawdopodobnie najpopularniejszym kolorze Painterly. Na moich oczach gościł praktycznie codziennie zarówno jako główny kolor, jak i jako baza do wszelkich delikatnych makijaży i za każdym razem spisywał się równie dobrze. Do tego praca z nim to prawdziwa przyjemność.

Uzupełnieniem, a nawet bazą dla wszystkich powyższych produktów były fantastyczne szminki Velvet Matte od Golden Rose. To na nich najczęściej bazował mój makijaż w marcu, ograniczając makijaż oczu do minimum. Moje ulubione kolory to 04 i 11.

W ulubieńcach marca nie mogło też zabraknąć pędzla Blush Brush od Real Techniques. Uwielbiam w nim prawie wszystko i na chwilę obecną jest to chyba mój ulubiony pędzel ;)

Koniecznie dajcie znać jak się sprawdziły te kosmetyki u Was, jeżeli któregoś używałyście, a jeśli nie, to napiszcie co zawładnęło Waszym makijażem w marcu :)

poniedziałek, 17 marca 2014

Moje pędzle: Real Techniques powder brush

W piątek ponarzekałam, więc w nowy tydzień zacznę bardzo pozytywnie. Zapraszam Was na kilka słów o jednym z moich ulubionych pędzli, czyli Powder Brush od Real Techniques.


Jak wszystkie pojedyncze pędzle RT, tak i ten kupujemy w plastikowym twardym opakowaniu, które dobrze chroni zawartość. Cena to 50 - 60zł, a kupić go możemy wyłącznie przez internet. Mój zamówiłam z iHerb, gdzie kosztował około 10$.  Ten ze zdjęcia jest nowiutki, nieotwierany i cały dla Was, ale o tym innym razem ;)


Z tyłu pudełeczka jest jak zawsze opis pędzla i jego zastosowanie. Do tego link do tutorialu z jego użyciem. 


Rączka standardowa dla pędzli RT, czyli cała aluminiowa, bez skuwki z czarnym nieśliskim wykończeniem na końcu. Wiele osób mówi, że to jest guma, ale moim zdaniem to po prostu taki plastik ;) Tak czy inaczej całość jest wygodna, kolorowa i co fajne, można go postawić pionowo na płaskiej końcówce.


Cała seria pędzli do twarzy ma kolor złoty, do róży czy bronzera różowy, a pędzle do oczu są niebieskie. Każdy pędzel ma z jednej strony logo marki, a z drugiej opisane przeznaczenie.


Włosie jest oczywiście sztuczne. Miękkie, bardzo sprężyste i puszyste. Pędzel nie jest mocno zbity, dzięki czemu można nim delikatnie omiatać twarz i świetnie rozcierać.


Jest na pewno duży, oczywiście nie w kwestii rączki. Kilka ruchów wystarczy, żeby przypudrować całą twarz. Używam go tylko do pudru i sprawdza się idealnie.


Mój pędzel, który widzicie na wszystkich zdjęciach bez opakowania, był prany już wiele razy i używam go regularnie około 3 miesiące. W tym czasie nie wypadł ani jeden włosek, włosie nie odkształciło się i nie straciło miękkości. Niesamowicie fajne jest w nim też to, że bardzo szybko schnie.

Podsumowując to jeden z moich ulubionych pędzli, w dodatku w niezłej cenie, więc jak najbardziej go polecam :) a dla tych, którzy nie są przekonani do zakupu, albo uważają cenę za zbyt wysoką już niedługo jeden będzie do wygrania na moim blogu, zatem zapraszam ponownie ;)

Jaki jest Wasz ulubiony pędzel do pudru?

Na koniec przypomnę jeszcze o rozdaniu, które trwa jeszcze do piątku :)

http://kosmetyczka-inzynierki.blogspot.de/2014/03/szybkie-mae-i-rozdanie-z-niemiec.html

środa, 19 lutego 2014

Moje pędzle: Hakuro do twarzy

Obecnie przeżywam fascynację pędzlami do makijażu, dlatego chciałabym Wam krótko przedstawić moją kolekcję. Z góry uprzedzam, że nie jest duża i zbyt urozmaicona, a kilka nowych zabawek już niedługo do mnie przyleci (oby!), więc rozłożę tą serię w dłuższym czasie :)
Na początek zestaw, który wpadł do mojej kosmetyczki jako drugi i znacząco wpłynął na codzienny makijaż, czyli zestaw siedmiu pędzli Hakuro.


Na wstępie kilka słów o zestawie, jako całości. Czy polecam? Jeżeli byłby to Wasz pierwszy, to tak. Jest dobrze skomponowany - wystarczy dorzucić pędzel do pudru i mamy praktycznie wszystko, czego potrzeba do codziennego makijażu. Jeżeli natomiast już macie swój pędzlowy basic, to raczej nie warto go kupować. Nie w całości. Lepiej postawić na kilka perełek, które można w nim znaleźć, a każdą z nich można kupić osobno.


Na pierwszy ogień idzie mój ulubieniec, który wręcz zrewolucjonizował mój makijaż, czyli pędzel do podkładu Hakuro H50s.  Jest to mniejszy brat flat topa H50, a różnią się długością włosia i jego średnicą.  Mniejsza wersja polecana jest do aplikacji podkładu w trudno dostępnych miejscach i na małych powierzchniach - na przykład w okolicach nosa, ale świetnie się sprawdza też do całej twarzy.

Moim zdaniem jest to świetny pędzel, który pozwoli na równomierne i nałożenie podkładu i naturalny efekt. Nie robi smug, zmoczony nie wchłania dużo podkładu, jest bardzo miękki i delikatny. Wady? Jedna. Trudno go doczyścić z mocnych, opornych podkładów oraz wypłukać gdy użyjemy za dużo szamponu. Mimo wielu innych pędzli do podkładu, które regularnie używam, ten jest moim ulubieńcem, głównie ze względów sentymentalnych ;)
Cena 26zł.


Kolejny pędzel wart polecenia to Hakuro H24, przeznaczony do różu i bronzera. Tak jak poprzednik jest bardzo miękki i delikatny. Trudno nim nałożyć twarde kosmetyki jak bronzer NYX, ale za to jest świetny do miękkich. Nie nabiera zbyt wiele produktu i trudno sobie nim zrobić krzywdę.


Ze względu na ścięty kształt i nieduży rozmiar dobrze się sprawdza przy nakładaniu bronzera pod kość policzkową. Jego cena to 26zł.


Ostatnim pędzlem do twarzy jest języczkowy pędzel do korektora Hakuro H60. W tym przypadku uważam, że jest to jeden z tych, których mogłoby nie być. Niby jest dobry - sprężyste włosie odpowiedniej długości, a jednak źle nam się współpracuje. Gęste, zbite korektory ciężko nim rozprowadzić, a przy lekkich ciężko uzyskać krycie.


Zdecydowanie wolę puszyste miniatury flat topów i może dlatego za nim nie przepadam, ale też nie ma on w sobie nic, co by mnie szczególnie zainteresowało. Cena 11zł.

Wszystkie pędzle Hakuro, które mam do tej pory charakteryzują się wysoką jakością wykonania i niską ceną. Wszystkie trzy pędzle, o których dziś pisałam są wykonane z włosa syntetycznego, które nie niszczy się mimo częstego prania - nie wypada i nie traci kształtu po czyszczeniu.

Z linii Hakuro do twarzy interesują mnie jeszcze duże pędzle do pudru oraz duże jajeczko. Miałam je nawet zamówić, ale za każdym razem gdy robiłam zakupy nie było dostępne, więc zdecydowałam się na to od Real Techniques :)

Możecie polecić pędzel Hakuro, który Waszym zdaniem jest najlepszy?