wtorek, 15 kwietnia 2014

Lovely Ibiza, czyli neonowe lakiery strukturalne

Weszłam wczoraj do Rossmanna po pomadkę do rzęs, a wyszłam z dłoniami pełnymi lakierów ;) Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok pastelowych lakierów piaskowych Wibo oraz neonowych od Lovely. Są one z nowej kolekcji limitowanej, w którą wchodzi między innymi linia Ibiza.

Skórki znów padły po basenie i praniu jajeczek BB :(
 
Do wyboru są 3 mocno neonowe kolory: różowy, żółty i pomarańczowy, który dla mnie jest idealną neonowo pastelową brzoskwinią jak dziwnie by to nie brzmiało ;) 
Lakier kosztuje 8,59zł i bardzo szybko znika z półek. Na opakowaniu tych lakierów jest zamieszczona uwaga, według której nie są one przeznaczone dla naturalnych paznokci. Z Instagramu dowiedziałam się, że chodzi o użyty barwnik, który jest zabroniony w UE. 


Nałożyłam grubą warstwę lakieru podkładowego i na razie nic złego się nie dzieje. Mam nadzieję, że będzie tak dalej, bo dopiero wychodzę na prostą po przygodach z formaldehydem.

Lovely Ibiza

Lakiery są piękne i bardzo wygodne w użyciu. Na zdjęciach mam jedną warstwę obu kolorów przy moich krótkich paznokciach praktycznie nie widzę prześwitów. Pędzelek jest z tych grubszych i bardzo wygodny. Konsystencja gęsta, ale nie za bardzo, dzięki czemu dobrze się rozprowadzają i nie rozlewają, a do tego tworzą równą warstwę na płytce. Po 5 minutach lakier był teoretycznie suchy, a po 15 również praktycznie :) 
Na razie nie mogę wypowiedzieć się w kwestii trwałości i zmywania, ale same lakiery, a na pewno efekt jaki dają absolutnie mnie kupiły :) Dla mnie są idealne na lato, również na stopy :)

Gorąco bym je Wam polecała gdyby nie informacja o barwniku i przeznaczenie do sztucznych paznokci, a tak musicie zadecydować same ;)

Jak się Wam podobają?

Pierwsze wrażenia: Beauty Blender, MAC, Catrice, W7 i Technic

Uff trochę się tego nazbierało! Przyszły do mnie dwa zamówienia z Douglasa i Minti, a wczoraj jeszcze uzupełniłam braki w sklepach stacjonarnych ;) Przez przypadek się dowiedziałam, że otworzyli u mnie MAC, więc nie mogłam tego nie sprawdzić ;) 
Zaraz po powrocie do domu zmyłam makijaż i zrobiłam nowy z wykorzystaniem nowości, na prezentację których dziś Was zapraszam :)


Makijaż zaczęłam od MAC Studio Finish Concealer, z którego już jestem bardzo zadowolona. Zawsze nakładam korektor zwilżonym pędzelkiem i to był duży błąd w tym przypadku, bo MAC w ogóle nie łapał się włosia, ale gdy wzięłam suchy to było już idealnie. Korektor dobrze kryje już przy najcieńszej warstwie i dobrze się rozciera, więc efekt jest bardzo dobry i naturalny :) 

Dalej nałożyłam podkład Revlon CS oryginalną gąbką Beauty Blender. Pierwsze wrażenie po otwarciu pudełeczka? Tragedia... Jego jakość na pierwszy rzut oka jest nieporównywalnie gorsza niż jajeczka Ebelin :/ Aczkolwiek wynika to z jego struktury i ono po prostu źle się prezentuje ;) W przypadku podkładu Revlon byłam chyba bardziej zadowolona z efektu po Ebelin. Podróbka dawała delikatniejszy i od razu półmatowy efekt, a BB jakby nakłada go więcej. Jednak komfort użycia oryginału jest wyższy i BB zjada o wiele mniej podkładu. Kolejny zawód spotkał mnie podczas prania, bo dłonie zdążyłam przesuszyć, a ono nadal nie było idealnie czyste. No nic, próbuję dalej ;)


Na szczyty kości policzkowych nałożyłam rozświetlacz z Technic High Light i mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony efekt rzeczywiście jest bardzo ładny i naturalny, ale z drugiej pędzelek to jakaś masakra, a do tego trudno mi było go dobre rozetrzeć i przy odpowiednim świetle (i odchyleniu głowy) widziałam jego granice.

Ostatnio czytałam wiele dobrego o pudrach Catrice, więc zamiast na puder transparentny z MAC zdecydowałam się na jego odpowiednik (podobno) z niższej półki, czyli wodoodporny puder matujący Prime and Fine. Pierwsze wrażenia mam ponownie mieszane. Z jeden strony wygląda na to, że będzie doskonale utrwalał makijaż, z drugiej robi to kosztem porządnego matu, za którym nie przepadam. 
 
Moja gwiazda to W7 i nowość o której wspominałam, czyli róż The Honey Queen. Jeżeli lubicie Africa i delikatne rozświetlające róże w kolorze brzoskwini, to warto mu się przyjrzeć. Ja jestem bardzo zadowolona z efektu, aplikacji i oczywiście koloru :)

Kupiłam też paletkę Inglot i kolejne dwa wkłady, czyli cienie matowy i rozświetlający, które mają być taką bazą z moim cieniem do brwi, który wczoraj nałożyłam też na powiekę i całkiem mi się to podobało :)

Na koniec wytuszowałam rzęsy maskarą Essence. Długo rezygnowałam z tuszy tej marki na rzecz czegoś lepszego, a na pewno droższego i byłam niezadowolona z efektów. Ok, moje rzęsy nie są teraz w najlepszym stanie, ale i tak lepiej sprawdzał się na nich tusz Essence niż Bourjois czy Max Factor. Tym razem pierwszy raz postawiłam na maskarę Get Big w wersji pogrubiającej i podkręcającej. Szczotka jest wielka, czyli taka jak lubię, a efekt już przy pierwszym użyciu zadowalający. Do tego cena 10zł - I love ;)

I efekt:

Zdjęcia są trochę za jasne (to po lewej ma podkręcony kontrast), ale były robione po 20 ;)
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z ostatnich zakupów, a jeszcze dziś pokażę Wam nowiutkie lakiery Lovely :)

Miałyście okazję używać któregoś z tych produktów? Z chęcią poczytam Wasze opinie :)
 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

MAC powder blush Trace Gold

Dziś chcę Wam napisać o moim pierwszym (i już nie jedynym jupi) produkcie MAC do twarzy, czyli różu w kolorze Trace Gold. Jego wykończenie to Sheertone Shimmer, czyli mocno błyszczące.


Możemy go dostać w stacjonarnych salonach MAC oraz na ich stronie internetowej w cenie 96zł za 6g produktu, ale obecnie na polskiej stronie jest niedostępny.


Producent określa kolor jako złoto z blaskiem i zupełnie się z tym zgadzam. Ma złote, brązowe i pomarańczowe tony, więc jest to odcień idealny dla ciepłych karnacji w tonacji żółtej, brzoskwiniowej i oliwkowej. Moim zdaniem w ogóle nie sprawdzi się na bardzo jasnych i zimnych cerach oraz tych wpadających w róż.


Róż jest delikatny i słabo napigmentowany. Przy normalnej aplikacji uzyskujemy nim głównie ocieplenie i rozświetlenie, a nie sam kolor. Ten widoczny jest dopiero w sztucznym świetle lub cieniu, po nałożeniu kilku warstw. W związku z tym Trace Gold idealnie sprawdzi się jako róż na cerach jasnych oraz jako rozświetlacz dla ciemniejszych.


Aplikacja jest bardzo łatwa i przyjemna. Róż jest dosyć twardy i zbity, ale nie sprawia problemów w aplikacji. Dzięki temu natomiast nie osypuje się i pozwala na pełną kontrolę ilości jaką nabieramy na pędzel i aplikujemy na twarz.


Trwałość jest bez zarzutu. Na mojej cerze wytrzymuje w niezmienionym stanie cały dzień.


Trace Gold nie jest kolorem łatwym do uchwycenia. Nałożony w niewielkiej ilości pięknie rozświetla i dodaje zdrowego koloru na policzkach, ale robi to bardzo dyskretnie i trudno go zauważyć. Z tego względu doskonale się sprawdzi w roli rozświetlacza, dla ciepłych, niezbyt jasnych karnacji :)

*zdjęcia przez ciemne szkoło z filtrem ;)
Obecnie jest to mój ulubiony róż i to po niego sięgam najczęściej. Z jeden strony trochę brakuje mi w nim takiego efektu wow i bardziej wyraźnego koloru, a z drugiej jest dla mnie idealny. Na mojej twarzy wygląda bardzo naturalnie i idealnie do niej pasuje. Świetnie też współpracuje z bronzerem i rozświetlaczem. Nawet bez roztarcia nie trudno zauważyć granice między tymi produktami.


Polecam go wszystkim Dziewczynom o ciepłej karnacji, które lubią tego typu odcienie. Natomiast wszystkim mogę polecić sam róż, bo jego jakość, wydajność i wybór odcieni sprawiają, że wart jest swojej ceny.

Miałyście ten róż, jak się u Was sprawdził? A może możecie mi polecić inne kolory róży MAC, bo mam ochotę na więcej? :)