piątek, 9 stycznia 2015

Pierwsze Urodziny Bloga i Prezent dla Was

Sama nie mogę w to uwierzyć, ale pierwszy post na moim blogu pojawił się równo rok temu. Przez ten czas sporo się działo, ale nie będę nikogo zanudzać szczegółami ;)

Banerek

Skoro urodziny, to oczywiście prezenty! Mój już dostałam dziękuję!, więc teraz mam coś dla Was. I chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że prezentem będą kosmetyki ;) Konkretnie jest to kosz kosmetyków, w większości moich ulubionych i sprawdzonych, do których sama chętnie wracam, ale przede wszystkim takich, które nie są dostępne stacjonarnie w polskich drogeriach. Z resztą zobaczcie same ;)


Rozdanie jest oczywiście wyłącznie dla Obserwatorów bloga kosmetyczka-inzynierki.blogspot.com

Chętnych proszę o uważne zapoznanie się z regulaminem, a następnie zgłoszenie się komentarzem pod tym postem wg poniższego schematu:
Obserwuję jako:
Obserwator przed rozdaniem: tak / nie
e-mail:
banner o rozdaniu: nie / tak + link
Wymarzony prezent kosmetyczny dla mnie to:
Tym razem dodatkowe dwa losy dostają wszyscy, którzy byli ze mną przed tym postem oraz osoby, które zamieszczą na swoim blogu baner do rozdania, natomiast kolejne 5 punktów idzie do moich Best Komentatorek, ale te doliczę sama ;)

Jest tort, to musi być i świeczka ;)
Dziękuję Mamo!


Regulamin:
1. W losowaniu mogą brać udział wyłącznie osoby będące publicznym obserwatorem bloga Kosmetyczka Inżynierki
2. Każdy Obserwator, który dołączył do mnie przed postem o rozdaniu dostaje dodatkowy los, a ja przed każdym losowaniem robię listę dotychczasowych publicznych Obserwatorów bloga
3. Każdy, kto przestanie obserwować po rozdaniu nie będzie mógł brać udziału w kolejnych*
4. Fundatorem wszystkich nagród na blogu jestem ja i / lub Mężczyzna (:*) ;)
5. Wyniki losowania ogłoszę w ciągu 5 dni od jego zakończenia w osobnym poście na blogu oraz wyślę do zwycięzcy maila z informacją i prośbą o adres do wysyłki, na odpowiedź na maila czekam 3 dni, później powtarzam losowanie
6. Rozdanie (o ile nie będzie podane inaczej) odbywa się na terenie Polski, co oznacza że póki co nagrody będą wysłane tylko na jej obszarze
7. Zgłoszenie się do rozdania oznacza, że zapoznaliście się z Regulaminem
8. Przed każdym losowaniem sprawdzę poprawność informacji podanych w zgłoszeniu (czyli obecność ewentualnych postów i banerów o rozdaniu oraz czy faktycznie jest się Obserwatorem)*
9. Podczas losowania biorę pod uwagę tylko poprawne zgłoszenia z komentarzy opublikowanych do północy ostatniego dnia rozdania
10. Do konkursu nie stosuje się przepisów ustawy z dnia 29 lipca 1992 r. o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).
* sama nie wierzę, że to piszę, ale już kilka razy czytałam o takich sytuacjach i bardzo chcę ich uniknąć u siebie, bo ma być miło, a nie z niesmakiem

wtorek, 6 stycznia 2015

Odkrycia grudnia

Zapraszam Was serdecznie na post z odkryciami grudnia, których tym razem będzie naprawdę dużo!

Grudzień był dla mnie zaskakująco długim i ciekawym miesiącem w całości skupionym wokół Świąt. W między czasie wpadło jednak do mojej kosmetyczki wiele nowości (post z większością zakupów grudnia klik), z których żadna nie okazała się rozczarowaniem, a kilka szybko zyskało miano ulubieńców. Dziś chcę Wam pokazać jednak produkty, których używałam już w pierwszej połowie grudnia, przed Świętami, czyli takie, które przetestowałam dłużej i dobrze. Dzięki temu też reszta wskoczy na styczeń, a ten post nie będzie się ciągnął w nieskończoność jak sam wstęp ;) no dobra, przechodzę do rzeczy ;)


Zacznę jednak niekosmetycznie, od malutkich pianek Haribo, które podpatrzyłam na Instagramie Sroki i które towarzyszyły mi przez cały grudzień. Wsypuję je do kawy, kakao czy gorącej czekolady i po prostu uwielbiam. Są malutkie, słodkie, również smakowo i świetnie wyglądają. Niestety dostanie ich to nie lada wyczyn. Mnie się udało w firmowym sklepie Haribo w Bonn, w Niemczech, a Wam polecam polować na Amazonie ;) cena 2€ za opakowanie, a pełna nazwa to Chamallows Minis.


Natomiast pierwsza rzecz kosmetyczna, która przychodzi mi na myśl w temacie odkryć grudnia to zdecydowanie paleta Smoky marki Zoeva. Jest fantastyczna! Kolory są ciemne, głównie matowe, niesamowicie napigmentowane, świetnie się rozcierają i w ogóle nie osypują. Totalnie moja, w dodatku w świetnej jakości, a więcej na jej temat pisałam już w tym poście.


Moim kolejnym absolutnym hitem od grudnia są pudry HD marki Inglot. Długo się przed nimi broniłam, bo przecież już mam świetny brązer Clarins i ten z NYX też mam i przecież nie potrzebuję kolejnego produktu do konturowania... aż w końcu zdecydowałam się na chłodny 505, a reszta była tylko kwestią czasu ;) Po nim dołączyły rozświetlające 503 i 501 oraz ciemny 509 z nowej kolekcji , a także róż o numerze 82 do kompletu. Pudry mają doskonałą pigmentację i konsystencję, łatwo się nakładają i rozcierają oraz długo utrzymują. Poza tym kolory są bardzo uniwersalne i idealne do konturowania. Basic & must have.


Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że miano hitu zyskała moja kolejna konturówka w żelu firmy Inglot. Jej złotą wersję pokazywałam w tym poście, a tym razem do kolekcji dołączył błyszczący brąz o numerze 96 z kolekcji jesiennej. Liner jest bardzo kremowy i świetnie się sprawdza zarówno jako konturówka jak i baza pod cienie. Miłą niespodzianką okazał się natomiast CC Cream od Bourjois, z którym nie wiązałam dużych nadziei, a okazał się więcej niż przyzwoitym produktem o niezłej trwałości. Rozczarowaniem jest jednak kolor - 32 Light Beige w drogerii wydawał się idealny, ale na żywo jest już minimalnie za ciemny. Poza tym jest świetną odpowiedzią na moje potrzeby: coś taniego, niezłego i żółtego.


Kolejne dwa produkty to mój najnowszy czyścik oraz pierwsza maseczka z Lush. Oba świetnie wywiązują się z obietnic producenta i znacznie umilają zabiegi pielęgnacyjne. Doo czasu, aż węgiel dostanie się pod powiekę, ale nie o tym ;) Dark Angels doskonale oczyszcza i odświeża cerę pozostawiając ją czyściutką i gładką oraz dobrze przygotowaną pod kolejne kroki pielęgnacyjne. Oatifix natomiast dobrze nawilża i koi skórę i otula zapachem zwłaszcza zimą.


Na koniec dwa równie dobre co tanie produkty marki Balea. Pierwszy z nich to krem do rąk, który może nie powala działaniem pielęgnacyjnym, ale za to zapach jest tak fantastyczny i podobny do kremów S&G, że sięgam po niego non stop, a to już działa zdecydowanie na plus. Drugi kosmetyk to balsam, a właściwie lekkie mleczko do ciała z olejkami. Ogólnie nie lubię tego typu kosmetyków, ale słyszałam o nim wiele dobrego, a w moich drogeriach DM go nie ma, więc musiałam go wypróbować gdy tylko zobaczyłam go na półce i w ogóle nie żałuję. Balsam jest bardzo lekki i szybko się wchłania, czego zwykle nie lubię, ale w tym przypadku nawilżenie i komfort używania są tak wysokie, że używanie go to sama przyjemność.

Napiszcie koniecznie co było Waszym odkryciem grudnia, a może nawet znacie któregoś z moich ulubieńców? 
Ja tymczasem zaczynam przygotowywać post z ulubieńcami roku, a to już niemałe wyzwanie ;)

niedziela, 4 stycznia 2015

Zimowy haul czyli zakupy grudnia

Witam Was po przerwie! 

Święta były zdecydowanie gorącym okresem, ale myślę, że mogę już powoli wrócić do blogowania, zwłaszcza, że już bardzo niedługo mój blog będzie miał roczek! Nie wierzę, że minęło już tyle czasu!, ale dziś nie o tym ;)
Po Świętach i Nowym Roku wracam z postem lekkim i przyjemnym, którego nie było tu już od bardzo, bardzo dawna, czyli haul! Po ogarnięciu tego wszystkiego i zrobieniu zdjęć na raty jestem pod wrażeniem, że niektóre z Was robią takie posty co miesiąc. Podziwiam!
Patrząc na zdjęcia widzę, jak dużo tego jest... Aczkolwiek kilka rzeczy jest dla Was i w sumie tylko tyle mam na swoje usprawiedliwienie ;) 


Na początek kosmetyki z Niemiec. Kremy do rąk, balsamy, ulubione pasty do zębów, żel pod oczy czy krem do stóp, szampon, żele pod prysznic i mały spray Adidas do kosmetyczki wyjazdowej. I oczywiście kolejna tubka Casting Sunkiss od Loreal, który absolutnie uwielbiam i muszę mu w końcu poświęcić osobny post ;)


Dalej słodycze i inne produkty bardziej czy mniej spożywcze ;) Obowiązkowo żelki i Oreo w białejj czekoladzie, syrop do kawy, świetna przyprawa Knorr i najlepszy płyn do mycia naczyń, czyli Fairy do zimnej wody. Na koniec antypoślizgowa mata do szuflady w toaletce.


Ostatnie zakupy z Niemiec to przede wszystkim Primark, gdzie uzupełniłam zapasy ulubionych rajstop 40 - 200 DEN oraz świątecznych, niesamowicie ciepłych i miziatych skarpetek. Poza tym na kolażu jest jeden z moich świątecznych prezentów, czyli 3 częściowa piżama z pluszową bluzą. Uwielbiam ją! Natomiast w lewym górnym rogu dłuższa taliowana koszula z elastycznego jeansu z Kik za całe 6€! i kilka nowych wosków YC na zimę. Ostatnio zupełnie mi się znudzimy ciężkie, słodkie zapachy wanilii i ciastek i stawiam na coś lekko kwaśnego, świeżego, ale nadal zimowego, a na święta koniecznie zapachy lasu ;)


Na koniec prezenty i zakupy z Polski. 
Rękawica Glam Glove i zestaw mini jajeczek BB to moje prezenty, które są absolutnie fantastyczne i z pewnością już niedługo doczekają się swojego postu. Kolejne hity i znów prezenty, ale tym razem na urodziny bloga, to palety i wkłady Inglot z nowymi pudrami do konturowania i różem. Poza tym kilka cieni również z Inglota i zaspokojenie potrzeby na turkus z Drogerii Natura. Niestety bez zaskoczenia okazało się, że taki makijaż owszem jest cudowny, ale moje oczy i karnacja fatalnie współgrają z tymi kolorami i używać ich mogę tylko na dolną powiekę...
Dalej podkład tani, dobry i żółty, czyli postanowiłam spróbować kremu CC z Bourjois i w ogóle nie żałuję. Dla mnie to świetny produkt do zabawy, gdy testuję coś w domu, ale w normalnym użyciu też nieźle się sprawdza. Do kompletu oczywiście kilka pomadek Golden Rose - 17 i 19 z linii matowej i fantastyczna 103 z Vision Lipstick. Na małym zdjęciu widać jeszcze pędzelek Zoeva z niemieckiego Glamour, który udało się upolować Mężczyźnie w 2 egzemplarzach, więc chętnie się podzielę ;)
Natomiast ostatnie zakupy grudnia zrobiłam w sklepie internetowym Visage Shop, który akurat miał promocję na większość produktów Zoeva i tak do toaletki wpadły kolejne dwie palety cieni - Naturally Yours oraz Rodeo Belle, skośny pędzel 235 oraz dwie fanomenalne kredki do oczu w kolorach Rock 'n' Roll Bride oraz Female Attrraction. Marka Zoeva to zdecydowanie moja marka numer 1 roku 2014, a więcej na ten temat już wkrótce :)

Tymczasem piszcie, czy miałyście któryś z tych produktów i jak się sprawdziły u Was :)