środa, 26 lutego 2014

Reo mydło i krem

Pod postem o produktach do pielęgnacji w niskich cenach (link) wyraziłyście zainteresowanie produktami Reo, dlatego już dziś zapraszam na post im poświęcony.

Oba produkty Reo mam i regularnie używam od początku października 2013. Konkretnie są to: Mydełko wyrównujące koloryt cery oraz Krem wyrównujący koloryt cery, a dostępne są również inne kosmetyki z tej serii, między innymi puder. Widziałam też zdjęcia innej wersji mydła, takie okrągłe, ale nie wiem jaka jest między nimi różnica.

Zdjęcie z Allegro, moje opakowanie wyrzuciłam na długo przed tym, jak zostałam Blogerką ;)

Mydełko
Mydło używam do ostatniego etapu oczyszczania twarzy mniej więcej 3 - 4 razy w tygodniu, po demakijażu i OCM, zamiennie z żelem LRP. Całą kostką namydlam dłonie i dokładnie myję twarz, szyję i dekolt, a w razie potrzeby również ramiona. Mydło dobrze się pieni, a pozostawione w łazience zachowuje twardą i zbitą konsystencję. Kostka jest standardowa, ma 80g i jest bardzo wydajna. Po prawie 5 miesiącach zużyłam około połowy objętości, chociaż jak wspomniałam nie używam go codziennie, a czasami przerwy były dłuższe niż dzień, czy dwa, więc myślę, że zużycie odpowiada 3 miesiącom codziennego mycia się nim, a kolejne 3 przed nim. Cena to 4,99zł + przesyłka.

Moja kostka po prawie 5 miesiącach używania

Pora na najważniejsze, czyli działanie. Gdy czytałam kilka opinii na jego temat, to zwykle pojawiał się w roli ratunkowej, czyli Dziewczyny używały go w razie potrzeby, gdy stan ich cery ulegał znacznemu pogorszeniu. Tak jak wspomniałam, ja używam go regularnie, więc nie uzyskuję efektu wow, ale nie jest tak, że żadnego nie zauważyłam. Nie uważam, że to tylko zestaw Reo utrzymuje moją cerę w dobrej kondycji (może nie dobrej, ale sensownej ;)), ale bez wątpienia ma na nią pozytywny wpływ. Mydełko bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie wysuszając jej przy tym. Uczucie ściągnięcia czasami się pojawia, ale niewielkie, za to po każdym użyciu czuję jakby lekki osad na twarzy (jak ten na lustrach w reklamie mydła Dove), ale ja tak mam z każdym mydłem. Odkąd go używam niedoskonałości i niespodzianek na twarzy jest znacznie mniej, ale pojawiają się, gdy jestem dłużej (noc lub kilka dni) poza domem i zabieram tylko podstawowe kosmetyki (na przykład tylko żel Babydream do mycia ciała i twarzy).

Zdjęcie z Allegro

Krem
Uzupełnieniem pielęgnacji z Reo jest krem, który właściwie przypomina maść. 50g gęstego kremu zamknięte jest w aluminiowej tubce z nakrętką. Nic specjalnego, ale całość jest całkiem trwała i wygodna w użyciu. W tym przypadku również mamy bardzo dużą wydajność. Przez dłuższy czas używałam go codziennie i chociaż w ostatnim tygodniu (czy dwóch) trochę poszedł w odstawkę, to nadal jest go sporo w tubce, a na jedną aplikację wystarcza ilość niewiele większa od wielkości ziarnka grochu.

Moja tubka po pięciu miesiącach

Producent wiele nam tu obiecuje: blask, tuszowanie niedoskonałości, tonowanie rumienia, wyrównanie kolorytu (to przypadkiem nie są zadania korektora / podkładu?), ale też pielęgnację, ujędrnienie, nawilżenie, delikatne natłuszczenie, a w efekcie pozostawienie cery gładkiej i miękkiej w dotyku.

Informacja o produkcji w Anglii jest, a składu nie ma...

Jak jest w praktyce? Nieźle, a nawet całkiem dobrze. Kolorytu cery może nie wyrównał, ale jako takich przebarwień nie mam, za to z resztą obietnic jest lepiej. Przy regularnym stosowaniu wraz z mydłem, przyczynił się do zmniejszenia ilości niedoskonałości i ich rzadszego pojawiania się. Ujędrnienie to może za wiele powiedziane, ale przy mojej normalnej / mieszanej cerze ze skłonnością do przetłuszczania w strefie T, a czasami przesuszania na policzkach (i wiele innych kombinacji zależnych od pory roku / wody / klimatu i wielu innych...) nieźle nawilżał, a czegoś mocniejszego potrzebowałam dopiero w grudniu.

Zupełnie jak maść z apteki

Po nałożeniu na twarz zostawia delikatną lekko tłustą warstwę, która się nie wchłania i oblepia mi grzywkę przez noc, ale na szczęście jest Batiste ;) ale do rana znika, jednak w związku z tym pod makijaż go nie polecam. W moim przypadku nie zapchał, nie podrażnił oraz nie powodował przetłuszczania czy przesuszenia cery.

A tu widać, że nie wchłania się do zera, tylko zostawia taką warstwę jak kremy półtłuste

Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Przy którymś z pierwszych użyć zaczęłam się rozglądać co to się przypala, a okazało się że to był ten krem. Pierwsze skojarzenie? Zapach przypalonych włosów... ale może to tylko ja tak mam ;) Z czasem przyzwyczaiłam się i chociaż nadal go czuję, to mi nie przeszkadza. Cena to powalające 6,99zł + przesyłka.


Te produkty wydają się mało popularne, a to źle, bo są naprawdę dobre i w przyjemnej cenie :) Czujecie się zachęcone?

Na koniec moi dzisiejsi czasoumilacze ;) Kociaki są dzikie i zamieszkały u mnie w piwnicy, więc pogłaskać się nie da, do mnie też blisko nie podejdą, ale zawsze można poobserwować jak się bawią w słońcu ;) No i oczywiście psa zabraknąć nie mogło. Przyszedł zobaczyć co to się dzieje, ale zdjęć nie lubi ;)


12 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o tej firmie, szkoda, że nie ma składów tych produktów;/ A bez analizy składu nie kupuję produktów do pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się to nie podoba, ale widziałam recenzje Blogerek, które "znam" więc zaryzykowałam ;)

      Usuń
  2. Tak, czuję się zachęcona :) Ale powstrzymam się, bom na odwyku zakupowym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki koszta można wrzucić pod zakup bułek i ominąć odwyk ;)

      Usuń
    2. Nie, nie :p nie będę oszukiwać :p nie namawiaj :p poczekam jeszcze :)

      Usuń
    3. Podziwiam wytrwałość ;)

      Usuń
  3. nie słyszałam o tej firmie i tych kosmetykach. Brak składu troszkę zniechęca do zakupu, ale warto wiedzieć, że się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mydełkiem chyba można zaryzykować, a jak się nie sprawdzi, to nie będzie żal :)

      Usuń
  4. Kociaki i piechu <3 Reo nie znałam, ciekawe te produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie popisali się tu fotogenicznością ;)

      Usuń
  5. Chyba skuszę się na ten krem kiedy skończy się mój dotychczasowy na noc ;). Te opakowania wyglądają jak z czasów PRL :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście! Nie myślałam tak o nich wcześniej ;)

      Usuń

Komentarze sprawiają największą frajdę i ożywiają tego bloga, dlatego śmiało! Wyrażajcie swoje zdanie ;) za co Wam bardzo dziękuję :)